TURuda Stowarzyszenie TuRuda chroni i popularyzuje dziedzictwo Rudy - kolebki górnictwa, Węglowej Atlantydy.

UWAGA ! Będzie długo, ale temat wart jest słów bo dotyczy naszego festiwalu i jego tegorocznego motywu, który brzmi, prz...
29/07/2026

UWAGA ! Będzie długo, ale temat wart jest słów bo dotyczy naszego festiwalu i jego tegorocznego motywu, który brzmi, przypominamy "Pamietajcie o ogódkach albo szychta na działce". Poniżej wklejamy treść tekstu kuratora festiwalu, Adama Kowalskiego, który ukazał się swego czasu w Dziennik Zachodni (link do artykułu na stronach DZ publikujemy w komentarzu. Mamy nadzieję, że szacowny Dziennik nie pogniewa się za tą formę, ale uznaliśmy, że może komuś będzie wygodniej czytać TU). Znajdziecie w nim prawie wszystkie festiwalowe konteksty. Prawie, bo będziemy w tym roku zaglądać także do innych ogrodów, jakże różnych od działkowych. Następnym razem pierwsze festiwalowe zajawki, a tymczasem ruszamy zaraz na zasłużony urlop :-)
ps. Fot. David Macháč pochodzi z naszego ubiegłoroczengo projektu pod kuratelą Arkadiusz Gola, Michał Szalast i Adama Kowalskiego "Galeria w czerni i zieleni Węglowa Atlantyda" zrelaziowanego w ramach programu Laboratoria Czwartej Przyrody. Część pochodzących z niego zdjęć możecie wciąż oglądać w Muzeum PRL-u Muzeum Historii Polski Ludowej w Rudzie Śląskiej.
ps2: Pozdrawiamy serdecznie panią ze zdjęcia. O tej właśnie radości i dumie jest ten projekt.

"Ogródki działkowe to śląskie ogrody Eden. Gdyby Adam i Ewa byli Ślązakami, to właśnie tam zbudowaliby własny raj"

"Gdyby Adam i Ewa byli Ślązakami po zerwaniu owocu z drzewa dobra i zła z pewnością zostali by przez Boga zesłani wprost do kopalni. W jej ciemnej i wilgotnej otchłani szybko wpadli by na pomysł, że zbudują sobie na powierzchni własny raj – tym razem na swój obraz i podobieństwo. Mieli już w końcu pewne doświadczenia, nazwijmy je „ogrodniczymi”, a i wolną wolę do robienia rzeczy po swojemu. Tym właśnie sposobem powstały górnośląskie ogródki działkowe. Tak sobie myślę siedząc na swojej rudzkiej działce, gapiąc się na kwadrat przygasłej zieleni i zbitą z byle czego laube. Jakieś deski, blacha falista nie wiadomo skąd i żelazne kątowniki prawdopodobnie z kopalni. Po korze zmęczonej tegorocznym nadmiarem owoców śliwy spływa reszta letniego światła macerowanego od kilku tygodni w jesiennym już powietrzu. Właściwie nic się nie dzieje – obrazy w ciszy przechodzą w kolejne jak w japońskim teatrze butoh. Tymczasem dwieście metrów stąd miasto odgrywa codzienny film akcji - drzwi sklepów nieustannie przechodzą pomiędzy „otwarte” i „zamknięte”, skądś dokądś jadą ludzie w samochodach, autobusach i pociągach. Nie sposób z nich dostrzec tych wszystkich spektakularnych w swej niepozorności scen. Tą, którą właśnie odgrywa przede mną ogródkowy teatrzyk mógłbym potraktować jako zapowiedź nieuchronności - cyklicznego odtwarzania spektaklu przemijania wszelkich rzeczy. Zamiast tego mój praktyczny gen każe mi skupić się raczej na ilości liści, którą w tym, jak i w każdym poprzednim i kolejnym roku będę musiał zgrabić. Myślę również, że bez tego światła, tych owoców, które raz są, a raz ich nie ma (i nie wiadomo, co lepsze), bez altanki – frankensteina wśród altanek i bez tej roboty gupiego nie ma ogródków, a bez nich z kolei nie ma Górnego Śląska. Przynajmniej takiego, jaki znam. A więc nie ma i mnie. Dlatego pamiętajmy o ogródkach, przecież stamtąd przyszliśmy. Ale jak tam właściwie trafiliśmy?
Pierwsze robotnicze ogródki przyniosła nam dopiero XIX wieczna industria, ale zanim do tego doszło, i jeszcze długo po tym, Górny Śląsk zatopiony był w agrarności. Byłbym daleki od nazywania przedindustrialnej śląskiej wsi spokojną i wesołą. Nie ten etos, nie ta historia. Co prawda pańszczyznę na Górnym Śląsku oficjalnie zniesiono w roku 1848, ale nie oznacza to bynajmniej, że od tego momentu chłopi masowo porzucili rolnictwo na rzecz hut i kopalń pisząc odtąd swoje success story nieustannego cywilizacyjnego wzrostu. Oczywiście spora grupa robotników rekrutowała się z bezrolnych komorników znajdujących zatrudnienie i miejsce do spania u bogatszych chłopów posiadających własne gospodarstwa. To głównie im z braku innych perspektyw przyszło wędrować do robotniczych osad, w których, jeżeli mieli szczęście znajdowali kawałek podłogi aby przetrwać noc. Jeżeli nie, szukali ciepła w jamach przy piecach lub na hałdach żużla, co niejednokrotnie przynosiło opłakane skutki dla ich życia i zdrowia. Ze względu na niską wydajność rolnictwa i nieprzewidywalność urodzaju plonów, również posiadacze chałup i niewielkich pól rolnych szukali pewnego i stabilnego zarobku poza wsią. Tak, czy owak wielu z nich nawet podejmują pracę w zakładach przemysłowych nie zrywało z rolnictwem. W efekcie górnośląski przemysł nękały sezonowe przestoje związane z samowolnym porzuceniem pracy przez „chłoporobotników” w związku z żniwami czy innymi okresowymi pracami na roli. Przydział niewielkich działek ziemi miał być odpowiedzią na tę sytuację. Odtąd robotnik mógł na „swojej” zegrōdce wyhodować kapustę czy ziemniaki. Z czasem dopuszczono również hodowlę drobnego inwentarza. W ten sposób niedawni chłopi mogli nie tylko podreperować domowy budżet własnoręcznie wyhodowanym „wkładem do garnka”, ale także pielęgnować „z domu przez nich wyniesione zamiłowanie do rolnictwa i hodowli bydła” jak to określił jeden z inspektorów górniczych pracujących w kopalniach Księstwa Pszczyńskiego. Ten aprowizacyjny charakter ogródków nie pozostawał bez znaczenia i w latach późniejszych, w których zarówno przydomowe ogródki i zorganizowane ogródki działkowe stały się istotnym elementem krajobrazu robotniczych miast pochłaniających dawne tereny wiejskie. Tak zwane ogrody szreberowskie nazwane od imienia ich pomysłodawcy, pochodzącego z Lipska lekarza Daniela Gottloba Moritza Schrebera propagującego zakładanie w miastach przestrzeni do rekreacji na świeżym powietrzu umożliwiały poza ruchem i kąpielami słonecznymi również uprawę roślin – głównie warzyw. Z czasem idea lipskiego higienisty rozprzestrzeniła się w całych Niemczech docierając także na przemysłowy Górny Śląsk, gdzie poprawa kondycji oraz codziennych nawyków pracującego ciała oraz ducha stanowiła potrzebę pilną. Pierwsze ogrody nowego typu powstały w 1905 w Chorzowie, a następnie lawinowo w Katowicach, Rudzie Śląskiej, Toszku, Siemianowicach i na całym pracującym w dymach hut i ciemnościach kopalń Górnym Śląsku. Ogródek staje się oddechem, wiatrem we włosach, kawałkiem wolności w postaci otwartego nad głową nieba, a jednocześnie spiżarnią. W czasach kryzysów i wojen ogrody niejednokrotnie powiększano oddając parcele pod uprawę warzyw bezrobotnym i biednym. W ten sposób przynajmniej częściowo rozwiązywano problemy społeczne i ekonomiczne. Czas wielkich konfliktów zbrojnych wymagający od obywateli wielu poświęceń i powszechne problemy z zaopatrzeniem skutkują zakładaniem ogrodów „wojenno-warzywnych” (taką genezę ma między innymi zakładany w 1916r. i obchodzący za rok 110 lecie ogród im. Jana Dzierżonia w Rudzie Śląskiej), które mają choć częściowo odpowiedzieć na powszechny niedostatek produktów spożywczych. Na marginesie warto wspomnieć brytyjską kampanię „Dig for victory”, która w czasach II Wojny Światowej zmobilizowała wyspiarzy do masowego zakładania ogródków i grządek na każdym wolnym kawałku ziemi, w tym na polach golfowych i krykietowych oraz w fosie słynnej Tower.
Po zakończeniu II Wojny Światowej ogródki pozostają ważnym ogniwem systemu dożywiania społeczeństwa, a nad estetyką zdecydowanie górę bierze pragmatyka. Jak pisze słynny Stach Kropiciel ( w rzeczywistości ks. Klemens Kosyrczyk piszący pod pseudonimem cykliczne gawędy dla Gościa Niedzielnego) w 1945r „Sam przydzie szałot, sam marekwia, tu ogórki, tu cebula i pietruszka, trocha ćwikły czerwonej by się przydało, kapusty aby ze sto główek…Kwiotki dopiero po wojnie bydymy sadzić – latoś kapusta zocniejszo”. Przy okazji „szałot” to nie tradycyjna śląska sałatka z heringiem i szpyrkom (ona zdecydowanie nie wyrasta w tej formie z ziemi choć byłoby to piękne), a zielona sałata.
Tyle historii – resztę już wielu z Państwa mniej więcej zna i pamięta. I doskonale wiecie, że do czasu pojawienia się sklepów z uginającymi się od warzyw, dżemów, soków i kompotów półkami, grilli węglowych i elektrycznych i robotów koszących, ogródek pozostawał miejscem odrębnym i każdy był niepowtarzalny na swój sposób. Bo ogródek – czy ten oficjalny zakładowy, czy zakładany na skraju osiedla na dziko lub pół-dziko był zawsze przestrzenią wolności i wszystko mogło się tu zdarzyć. Patrząc na historię możemy dojść do wniosku, że śląskie ogródki powstały przede wszystkim z braku, straty i tęsknoty. Dla górnika odzyskane niebo, dla rolnika utracona ziemia, dla głodnego posiłek, dla bezrobotnego praca i jej owoce, dla wygnanego z raju miejsce, w którym może sam zostać twórcą i z tego braku stworzyć coś na swój obraz i podobieństwo. Bo ogródek, nawet jeśli przed działkowcami stawiano w czasach PRL-u szereg warunków do spełnienia, stawał się indywidualnym dziełem działkowca. Kilkanaście lat temu Muzeum Etnograficzne w Krakowie badając fenomen ogródków ukuło trafny termin „dzieło-działka”. Bo każda działka jest dziełem indywidulanej ekspresji i fantazji, która napędzana brakiem wszystkiego z niczego tworzyła coś. A śląska szporobliwość, gen oszczędzania i szacunek do rzeczy jest zestawem cech, który doskonale nadaje się do tej sztuki. Przypomnijcie sobie dawne ogródki – tu nic nie mogło się zmarnować. Wszystko, co w domu już się wysłużyło, straciło funkcję lub atencję użytkowników, mogło zyskać drugie życie na ogródku. Działek stawał się czyśćcem dla steranych dawnym życiem przedmiotów. Tu przechodziły przemianę, po której trafiały na jakiś czas do nieba ponownej użyteczności. Wysłużona wanna stawała się basenem na wodę, stara opona i dziurawa konewka żółtym kwietnikiem, podkład kolejowy ławką, wyciągnięte z zawiasów drzwi stołem do ping ponga, a koło od wozu ścienną dekoracją. Stare deski i deszczułki można dociąć, pomalować i zrobić z nich kolorowy płotek, a okna, które ktoś niemądry porzucił na hasioku doskonale nadadzą się na szklarnię, w której dojrzewać będą pomidory. Przede wszystkim nie wyciepywać bo na pewno na coś się przyda. Tak rodził się recykling i upcykling po śląsku. Dlatego ogródek jest na wskroś śląski, stworzony z szacunku do ziemi i przedmiotów, po śląsku porządny bo wszystko jest schludne i czyste, ale i trochę anarchistyczny bo prawie wszystko może się tu zdarzyć, a rzeczy dowolnie transformować w najdziwniejsze hybrydy, z którymi w szranki stawać może chyba jedynie wyobraźnia Hieronima Boscha, Erwina Sówki lub Jana Nowaka. Ten ostatni zresztą w suchorytach z cyklu „Ogrody” zilustrował to, co widzialne i niewidzialne w działkowej rzeczywistości – są kapelusze na sztachetach płotu, niekompletne ogrodzenia - jednocześnie z siatki, cegły oraz desek, ule, wiewiórki, wanna – ogródkowy klasyk, kury, muzykanci, nie do końca ubrane działkowiczki, ale przede wszystkim skrzaty, demony i chochliki – jednym słowem zmaterializowany strumień górnośląskiej podświadomości, w której post powściągliwości i oszczędności walczy z karnawałem kreatywności i zaradności. Dlatego działek godo, nie mówi. Tworzy własny słownik, przestawia litery, urywa końcówki, rzuca wyzwanie zdaniom gładkim, przewidywalnym i powszechnie akceptowalnym. Czasem przeklnie po swojemu. Nie zważa na mody i konwencje, nie kłania się przed parkami i eleganckimi ogrodami, ale nie wrzeszczy i nie domaga się atencji. Żeby wejść w jego świat trzeba przekroczyć bramę i zagłębić się w aleje róż, fiołków, narcyzów i stokrotek. I wtedy dostrzec wyjątkowość tej wsi w środku miasta, urok bram i furtek wykonanych ręcznie z przyniesionych z kopalni lub huty prętów zbrojeniowych, które utraciły swą surową niewinność bo ktoś wygiął je i zespawał w słoneczko lub kolorowy kwiatek. Dokumentujmy tą sztukę naiwną, ślusarskich Ociepków, stolarskich Celników Rousseau i laubowych Nikiforów od potłuczonych talerzy i szkiełek, którzy IKEI by się nie kłaniali.
Z okna mojego mieszkania patrzę na ogródki. Widzę, jak robot koszący ścina trawę, która nawet nie zdążyła jeszcze urosnąć. Wembley. Na tarasie komplet eleganckich mebli ogrodowych z marketu, wokół solidny płot z siatki na metry. Każdemu według potrzeb, ale jakoś mi żal tych prętów zbrojeniowych, koślawych, bielonych wapnem krawężników i malowanych lakierem basenów. I zastanawiam się jak i gdzie właściwie doszliśmy w tej ogródkowej odysei. Co i jak mówią dziś o nas nasze ogródki? A tak w ogóle, to kto nie czuje cienia tęsknoty za tymi utraconymi rajami, a do tego nigdy nie chodził do nich na chaby niech pierwszy rzuci wieprzkiem."

No więc  zapisujcie prosimy w kalendarzu daty 11-13 września bo właśnie wtedy odbędzie się 3 (tak, tak, już trzeci) Rudz...
23/07/2026

No więc zapisujcie prosimy w kalendarzu daty 11-13 września bo właśnie wtedy odbędzie się 3 (tak, tak, już trzeci) Rudzki Festiwal Dziedzictwa- Kop Gdzie Stoisz. A jaki jest tegoroczny motyw przewodni?
„Pamiętajcie o ogródkach albo szychta na działce”. Dlaczego tak? O tym w swoim czasie. Póki co informujemy, że Rodzinny Ogród Działkowy im. Jana Dzierżona w Rudzie obchodzi w tym roku 110 lecie i nie jest to fakt bez znaczenia. Kopiemy? Ryle w dłoń! 🪏🪏🪏🪏🪏⚒️⚒️⚒️⛏️⛏️⛏️🪓🪓🪓

psst: Wydarzenie odbywa się w ramach programu Spójnik, który jest częścią programu Katowic i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii jako Polskiej Stolicy Kultury 2027. Zrealizowano z
udziałem środków finansowych z budżetu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. www.katowicegzm2027.eu

Kolejny rok wprowadzamy Rudę z turystycznego undergroundu (by the way- kto jeszcze pamięta, że to właśnie oznacza anagra...
17/07/2026

Kolejny rok wprowadzamy Rudę z turystycznego undergroundu (by the way- kto jeszcze pamięta, że to właśnie oznacza anagram TU w naszej nazwie?) A już po weekendzie ujawnimy szczegóły 3 edycji naszego Rudzkiego Festiwalu Dziedzictwa - Kop gdzie stoisz…
W jakich obszarach rudzkiej przestrzeni i duszy będziemy się w tym roku poruszać? Wizualna podpowiedź na załączonym obrazku 🙂 stay tuned
wśród fanów

Za nami spotkanie z Ruedigerem Pielerem. Tego , co usłyszeliśmy podczas prezentacji w książkach nie przeczytacie. Piękna...
05/07/2026

Za nami spotkanie z Ruedigerem Pielerem. Tego , co usłyszeliśmy podczas prezentacji w książkach nie przeczytacie. Piękna opowieść o starej Europie, grand tour Franza Pielera jr i o rolach, w które przyszło mu się wcielić - od adepta sztuki górniczej, przez podróżnika, menedżera i rolnika, aż po uchodźcę, który musi zaczynać wszystko od nowa. Rudzianin, obieżyświat, Europejczyk w blasku i cieniu skomplikowanej historii… nasze dziedzictwo
Fot.Fotoruda

A na dzisiejsze spotkanie Pieler wraca do Rudy vol 3, o którym oczywiście pamiętacie i na którym będziecie zapraszają Wi...
03/07/2026

A na dzisiejsze spotkanie Pieler wraca do Rudy vol 3, o którym oczywiście pamiętacie i na którym będziecie zapraszają Wiadomości Rudzkie, którym oczywiście dziękujemy za udostępnienie informacji. Do zobaczenia o 18:30!

https://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/zloty-mlotek-i-wielka-historia-wyjatkowe-spotkanie-z-rodem-pielerow-na-szybie-franciszek/?fbclid=IwdGRjcAS0UetjbGNrBLRR42V4dG4DYWVtAjExAHNydGMGYXBwX2lkDDM1MDY4NTUzMTcyOAABHhKISdI-tWpTn5nCSzqNHTrDMNm9eRT394GZGP7jI_RY8AOq0IIBwH7B_4ij_aem_-p2TurP8eeA_VybIEyloaw

Widzieliśmy już prezentację, którą przygotował dla Was pan Ruediger Pieler na piątkowe spotkanie Pieler wraca do Rudy vo...
30/06/2026

Widzieliśmy już prezentację, którą przygotował dla Was pan Ruediger Pieler na piątkowe spotkanie Pieler wraca do Rudy vol 3 i możecie nam wierzyć, że tego, co usłyszycie nie przeczytacie NIKAJ. A, że głównym bohaterem będzie tym razem Franz Pieler jr. czyli postać, której działalność w Rudzie i tak jest dość słabo udokumentowana to będzie naprawdę ciekawie. Jednym słowem na piątek mowy do Wos same gynste. Zero lania wody.

Co prawda zajmujemy się dziedzictwem, a nie fryzjerstwem, ale…Primo- Lucjan Szajbel i jego Studio Fryzjerstwa Awangardow...
28/06/2026

Co prawda zajmujemy się dziedzictwem, a nie fryzjerstwem, ale…
Primo- Lucjan Szajbel i jego Studio Fryzjerstwa Awangardowego Lucjan to nasz lokalny skarb i ważny element charakteru dzielnicy,
Secundo- to będzie więcej niż fryzjerstwo bo…
Adam Szulc barber jest postacią nietuzinkową i charyzmatyczną i dlatego zapraszamy Was na spotkanie z nim, które odbędzie się w salonie mistrza Lucjana. Będzie dużo o muzyce, rzemiośle, tradycji czyli rzeczach, które są ważne także dla nas.
Zapraszamy!

Pamiętacie nasze dyskusje o Steinbruch Parku? To się dzieje! Świetne wieści przekazał Michał Pierończyk - Prezydent Mias...
24/06/2026

Pamiętacie nasze dyskusje o Steinbruch Parku? To się dzieje! Świetne wieści przekazał Michał Pierończyk - Prezydent Miasta Ruda Śląska Mamy nadzieję, że ta zielona oaza będąca nie tylko źródłem materialnego dziedzictwa naszej dzielnicy ale i najcenniejszym terenem przyrodniczym w naszym mieście pozostanie zielona, a do tego udostępniona do celów edukacyjnych i spacerowych. To świetna wiadomość. Kto jeszcze nie zna Steinbrucha musi wybrać się z nami na wycieczkę, która zorganizujemy w lipcu. Będziecie mogli zachwycić się tym miejscem tak, jak my od lat.

 Nasze przyjazne  relacje z rodziną Pielerów zaowocują wkrótce kolejnym spotkaniem z panem Ruediger Pieler, prawnukiem n...
23/06/2026

Nasze przyjazne relacje z rodziną Pielerów zaowocują wkrótce kolejnym spotkaniem z panem Ruediger Pieler, prawnukiem naszego Franza Pielera. Kiedy? 3 lipca o godzinie 18:30 Gdzie? Oczywiście w Lokalnym Centrum Tradycji na szybie Franciszek. Pan Ruediger specjalnie na spotkanie z mieszkańcami Rudy przygotował prezentację o działalności swojego dziadka Franza Pielera jr oraz aktywnościach charytatywnych i społecznych pań z dwóch zaprzyjaźnionych ze soba rodzin czyli Emilie Pieler i hrabiny Agnes, żony hrabiego Valentina. A do tego set o legendarnym złotym młotku Tajnego Królewskiego Radcy Górniczego z Bergbau Museum w Bochum. Będziecie? Spotkanie w języku niemieckim tłumaczone przez naszego niezastąpionego Tajnego Stowarzyszeniowego Radcę Językowego Rafała Kowalskiego- autora monografii rodziny Ballestrem.

Adres

Turuda@interia. Place
Ruda Slaska
41-700

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy TURuda umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do TURuda:

Skróty

Udostępnij