04/06/2026
Ogromne wzruszenie okraszone nutką poczucia winy
- to emocje, które mocno uderzyły we mnie przy pierwszym spojrzeniu na tę grafikę.
Bo czy wolno porównywać mnie do matki korczakowskich dzieci?
I czy właściwym jest wykorzystanie jej wizerunku do promowania siebie?
Jestem przekonana, że w obu przypadkach odpowiedź brzmi NIE.
Jednak i tak postanowiłam to zrobić, żeby opowiedzieć wam o swoich przemyśleniach.
Ostatni trend bardzo przypadł wam do gustu, więc i tym razem postanowiłam spróbować. Skorzystałam z pomysłu na prompt znaleziony u Łyczkowska i zmodyfikowałam go na swoje potrzeby. Opisałam wartości jakimi kieruje się w życiu. Prosiłam jednak AI, by zrezygnował z pokusy pójścia po najmniejszej linii oporu i wykorzystania Marii Skłodowskiej-Curie, na rzecz głębszej analizy moich wypowiedzi.
AI trafił w sedno... moich oczekiwań.
AI nie kieruje się obiektywną prawdą, a jedynie tym co MY - użytkownicy wpiszemy w okienku. Nie wie nic na temat tego kim jesteśmy, jak się zachowujemy i co wypowiadamy na głos. Nie dostrzega naszych nawyków, nie widzi naszych reakcji. Nie wie jakie błędy popełniamy i jak sobie radzimy z sukcesem czy porażką. AI w ogóle nas NIE ZNA! Fantastycznie radzi sobie natomiast w uzależnianiu nas od siebie i podtrzymywaniu naszych przekonań.
Wbrew temu co wkleiłam w prompcie, Stefania Wilczyńska ABSOLUTNIE nie jest moim odpowiednikiem pod żadnym kątem. Jest natomiast inspiracją, autorytetem i człowiekiem godnym naśladowania. Na pewno jest kimś, z kim chciałabym być utożsamiana, ale to nic więcej niż MOJE PRAGNIENIE.
Czy jest zatem jest w tym trendzie jakiś pozytywny aspekt?
Uważam, że tak. Wartości, które sztuczna inteligencja wyciągnęła z naszych rozmów są tym, czym faktycznie chciałabym kierować się w życiu. Warto co jakiś czas sobie o nich przypominać. Nie po to, by połechtać swoje ego, ale po to by w ferworze codzienności przypominać sobie, co jest w życiu ważne.
J.
_ _
Stefania była inteligentną kobietą, która ukończyła nauki przyrodnicze, ale swoje serce oddała dzieciom. Choć historia często stawia ją w cieniu Janusza Korczaka, to właśnie Stefa była prawdziwym, bijącym sercem, mózgiem organizacyjnym i codzienną opiekunką ich wspólnego Domu Sierot. Uwielbiała dzieci, znała imię i historię każdego z nich. Stworzyła genialny system, w którym dzieci uczyły się odpowiedzialności poprzez codzienne obowiązki. Była absolutną altruistką, która nie potrzebowała blasku jupiterów – oddała swoim podopiecznym całe życie, ciepło i serce, dbając o ich rozwój z niesamowitą, matczyną czułością, połączoną z żelazną konsekwencją i precyzją.