07/08/2026
Kilka słów o naszym patronie.
Najprawdopodobniej 7 sierpnia 1942 roku w niemieckim obozie zagłady w Treblince wraz ze swoimi podopiecznymi został zamordowany Janusz Korczak.
Jego decyzja pozostania z wychowankami mimo wielokrotnie otrzymywanych propozycji wyjścia z getta na „aryjską stronę” od polskich i żydowskich przyjaciół do dziś porusza do głębi i stawia pytanie, na które nie każdy potrafiłby sobie odpowiedzieć: co zrobiłbyś, gdyby dano ci szansę ucieczki, a ty musiałbyś wybierać między własnym życiem, a lojalnością wobec bezbronnych dzieci?
Henryk Goldszmit – bo tak naprawdę nazywał się Janusz Korczak – był lekarzem pediatrą, ale to nie diagnozowanie chorób uczyniło go legendą. To on jako jeden z pierwszych na świecie głośno powiedział, że dziecko to pełnoprawny człowiek, a nie „mały dorosły w budowie". Ponad sto lat temu, gdy wychowanie opierało się głównie na posłuszeństwie i karach, Korczak w swoim Domu Sierot w Warszawie wprowadził dziecięcy sejm, sąd koleżeński i gazetkę redagowaną przez samych podopiecznych.
Brzmi znajomo?
To właściwie prototyp tego, co dziś nazwalibyśmy demokracją partycypacyjną – tylko że w wydaniu dla ośmiolatków. W 1919 roku napisał coś na kształt konstytucji praw dziecka, wyprzedzając o dekady Deklarację Praw Dziecka ONZ. Jego książka „Prawo dziecka do szacunku" z 1928 roku do dziś jest lekturą obowiązkową dla każdego, kto pracuje z dziećmi. Zostawił po sobie zdanie, które brzmi jak manifest: „Nie ma dzieci – są ludzie".
Kiedy w 1940 roku Dom Sierot został przesiedlony do warszawskiego getta, Korczak nie przestał walczyć – wyżebrywał jedzenie, organizował przedstawienia teatralne, starał się dać dzieciom choć namiastkę normalności w miejscu, gdzie normalność dawno przestała istnieć. A gdy w sierpniu 1942 roku Niemcy rozpoczęli deportację, wpływowi znajomi oferowali mu ratunek – szansę na przeżycie, tylko dla niego. Odmówił.
5 sierpnia poprowadził dwieście dzieci z Domu Sierot na Umschlagplatz, a stamtąd do Treblinki, gdzie wszyscy zginęli. Nie musiał tam iść. Poszedł, bo uważał, że nie ma innej opcji.
Dziś jego imię noszą szkoły, fundacje i nagrody na całym świecie, a on sam stał się symbolem czegoś, czego nie da się nauczyć na żadnym kursie – bezwarunkowej odpowiedzialności za drugiego człowieka, nawet gdy ten drugi człowiek ma osiem lat i nie może się za siebie odwdzięczyć. Czy w dzisiejszym świecie, pełnym łatwych kompromisów, znalazłby się ktoś zdolny do takiej postawy?