14/02/2023
Koniec marca 2016r.
Po wielu nieudanych próbach i coraz większym bólu pleców od pracy w gabinecie kosmetycznym pomyslałam, albo zacznę teraz coś robić, albo w wieku 30lat bedzie już dramat.
Odezwałam się do trenera personalnego, opisując swoją historię. Dostał dość trudne zadanie ponieważ nie dość, że leń to jeszcze byłam wtedy 2-3 miesiące przed wyjazdem do Stanów na 4 miesiące. Więc czasu nie było dużo, aby zarazić mnie miłością do sportu, albo chociaż wyrobić rutynę.
Pisząc pierwsza wiadomość zastanawiałam się czy to jest sens teraz się podejmować, jeśli zaraz i tak wyjadę.
Widzicie? Wymówki są zawsze.
Ja sobie tamtego dnia powiedziałam, że nigdy nie będzie idealnego momentu zacząć, więc zaczynam od dziś.
Udało się. Treningi z trenerem sprawiły, że po mału ćwiczenia przestawały być czarną magią i czułam, że nie zrobię sobie większej krzywdy.
Dzięki temu co udało się wypracować będąc w Stanach w dzień wolny, czy pomiędzy 2ma pracami też statałam się trenować. A, że siłownia tam nie była tania to jak już zaplacilam za karnet tym bardziej chciałam jak najczęściej z niego korzystać.
Więc jak widać nie lubię wydawać pieniędzy na marne, a to mnie mobilizowało do bycia regularnym.
A jak jest w tej kwestii u Was?