16/08/2026
Narodziny dla hodowcy to w większości miłe chwile. Ale są też takie które przysparzają nam dużo stresu, niepewności i smutku. Ta historia jak na razie idzie w dobrym kierunku i mamy nadzieję, że już będzie tylko z górki.
Środa godzina 11.00 rozpoczyna się wyczekiwany pierwszy poród u naszej ALPAKINO CAMELII. Mija 40 minut, a efektu porodu nie widać. Widzimy, że coś jest nie tak jak zawsze. Telefon do naszego weterynarza niestety pech dla nas jest w trakcie operowania może przyjechać za 1,5 godziny. Udziela nam wskazówek telefonicznie. Sprawdzamy nie wyczuwamy malucha. Co robić? Kolejny telefon do OmniVetu pod Warszawą. Po konsultacji decyzja pakujemy Camelię do auta ( nie do przyczepy żeby było szybciej) i gaz do Warszawy , bo może być potrzebna cesarka. Po drodze parcia coraz rzadsze jedziemy z myślą , że raczej ratujemy już tylko matkę, a malucha stracimy. Półtorej godziny jazdy jak wieczność. 20 minut przed dojazdem telefon do lecznicy za ile będziemy. Dojeżdżamy ekipa już na nas czeka. Pierwsze badanie lekarza. Zawinięta główka i nogi. Pani doktor wyjmuje główkę i co za zdziwienie maluch daje oznaki życia. Radzi sobie też z nóżkami i wyciąga malucha. Podłączenie pod tlen i rozpoczyna się kolejna runda - walka o malucha. Zostawiamy mamusię z maluchem w szpitalu i wracamy do domu. Po trzech dniach intensywnego leczenia maluch z mamusią wracają do domu. Oczywiście wymaga naszej opieki dokarmiania co godzinę ale już ma na tyle siły, że sam wstaje do ssania. Tak więc nie zawsze jest kolorowo i cudownie. Decydując się na hodowlę zwierząt musimy się liczyć z trudnymi sytuacjami, a leczenie również wiąże się z dużymi kosztami finansowymi. Na szczęście jeszcze nie przeżyliśmy martwego porodu ale i takie bywają. Trzymajcie kciuki za naszego najmłodszego maluszka Carlosa 🦙. Ojcem Carlosa jest piękny Brunello di Piani degli Alpaca (ostatnie 3 zdjęcia) z hodowli alpakino.