09/09/2025
Dziś mija 30 lat, gdy w podpoznańskim Puszczykowie odszedł założyciel Poznańska Szkoła Chóralna oraz Poznański Chór Chłopięcy Jerzy Kurczewski.
Kilka dni później na cmentarzu junikowskim żegnały Go tłumy wychowanków, przyjaciół i znajomych. Był postacią wyjątkową dla wielu. O historii dyrygenta, chórmistrza i kompozytora pisaliśmy w postach poprzedzających obchody stulecia Jego urodzin, jednak dzisiaj oddajmy głos tym, którzy spotkali Go na drodze swojego życia.
Andrzej Piechocki:
Profesor Kurczewski nauczył nas wędrować po świecie muzyki, ale nie tylko. Nauczył nas śpiewać i uczył nas żyć. Do dziś przypominamy sobie te piękne chwile spędzone gdzieś hen w górach, kiedy już zmierzch powoli przechodził w noc, a my skupieni wokół ogniska śpiewaliśmy. A potem wszyscy słuchaliśmy jak profesor Kurczewski recytował Gałczyńskiego, recytował Mickiewicza, mówił nam o sztuce, mówił nam o malarstwie i
mówił nam o wartościach, które powinien mieć w sobie człowiek, aby żył godnie.
Tadeusz Graj:
Zakopane będę też bardzo długo pamiętał, ponieważ tam – teraz z perspektywy czasu, tych lat, iluś, bardzo już wielu – jawi się ten zupełnie inny Jurek, który jak szliśmy w góry, to cudownie opowiadał; powiedziałbym Jurek-gawędziarz. To było tak, że maszerujemy na Giewont na przykład, to co pół godziny chyba, czy co godzinę, już nie pomnę, była przerwa i w tym momencie wszyscy siadali, Jurek tak troszeczkę wyżej na takim najwyższym kamieniu i opowiadał chyba książkę jakąś, już teraz nie powiem jaką, ale chcę powiedzieć tak, że wszyscy czekali, kiedy minie to pół godziny, żeby usiąść, żeby Jurek opowiadał jak to tam było.
Wojciech Jurga:
Jerzy w zasadzie nie narzucał nikomu sposobu wykonania i śpiewania. On tylko ukierunkowywał w danym określonym stylu - idź tą drogą. On dawał tę swobodę wykonawczą.
Bolesław Mieczysław Bilewicz:
(...) Te wszystkie lata, przez które z Jerzym przyjaźniliśmy się, były dla nas bardzo ważne, bo one wpływały na nasze samopoczucie, wpływały na rozwój i chęci pracy w odpowiednim kierunku. (...) Było to bardzo duże przeżycie, bo chór ten był tworzony z uporem, z wielkim trudem przez całe lata. Te wiadomości, te możliwości i te sposoby, którymi trzeba byłoprzeprowadzać, żeby ten zespół istniał, to było coś naprawdę wielkiego i to była bardzo ciężka praca, ale też ze wspaniałymi rezultatami.
Wojciech Drabowicz:
„Już się zmierzcha”. To jest chyba najlepszy przykład, ile razy, przecież to parę set chyba razy każdy z nas w życiu wykonał z chórem i za każdym razem walka o to, żeby chór na końcu zrobił takie piano, pianissimo, jakiego on chciał. Nieważne było dla niego, sądzę, w tym momencie, czy to trwa tyle, jest w nutach napisane, to mogą być 15 sekund, mogą być 20 sekund, ale chór musiał w końcu dojść do takiego pianissimo, jakie Kurczewski chciał, żeby na końcu było i koniec. I to był ten cel, do którego on dążył.
Jan Lehmann:
To na pewno nie był pedagog z książek. Potrafił rzeczywiście wyczuć i przewidzieć pewne sytuacje. Wiedział, co temu chłopakowi należy powiedzieć.
Parafrazując słowa Jana Lehmanna, ówczesnego dyrektora szkoły, z pogrzebu - Druhu Drużynowy, Dyrygencie, Jurku oddajemy Ci dzisiaj hołd.
Dzieła, które stworzyłeś trwają nadal – Chór i Szkoła (teraz koedukacyjna z prężnie działającym Chór Dziewczęcy Poznańskiej Szkoły Chóralnej Jerzego Kurczewskiego) rozwijają się.
"A tylko wtedy coś trwa, gdy uczeń przerasta mistrza"