09/09/2025
Jest około 18 godziny, zmażę naleśniki. Ostatnio to danie zdaje się bić rekordy w naszej rodzinie. Wszyscy je doceniają. Nagle krzyk dziecka! Może tym razem trochę inny…ale tak dużo w ostatnich dniach nasłuchałam się krzyku i różnego rodzaju płaczu dzieci, że w tej chwili ważniejsze było dla mnie skończenie pieczenia tego naleśnika.
Idę sprawdzić, powoli, już mam poczucie ściskającego się gardła, odrzucam trudne wypadki, to pewnie znowu jakieś wygłupy. Jednak nie tym razem, pełno krwii na koszulce chłopca, krew jeszcze sączy się z nosa ale dziecko całkiem spokojne, tylko mówi, że boli go nos i głowa.
Zachowując spokój poszłam do męża oznajmić, że trzeba jechać na Oddział Ratunkowy, chyba chłopiec ma złamany nos. I tak było. To był długi wieczór i długa noc. Można było tej samej nocy zoperować nos ale brakowało podpisu Opiekuna Prawnego.
Do tego wypadku doszło w poniedziałek pod wieczór a chłopiec po długim oczekiwaniu, będąc na czczo i na kroplówce w końcu doczekał się operacji w środę późnym popołudniem kiedy to formalności związane z uzyskaniem zgody na operację od Opiekuna Prawnego były uregulowane.
I tak skończył się 30 dniowy pobyt rodzeństwa u naszej rodziny w ramach urlopowania opiekunów z Pogotowia Rodzinnego.
Międzyczasie zaczęliśmy odwiedzać dzieci w placówce opiekuńczo pielęgnacyjnej w ramach wolontariatu. Były wakacje więc całkiem łatwo było spędzać z nimi wolny czas. Niewiele dni minęło a zaczęliśmy przywiązywać się do pewnego rodzeństwa i po każdym spotkaniu czuliśmy jako rodzina, że chcielibyśmy przyjąć to rodzeństwo do swojego domu tak aby byli z nami na co dzień. W ich przypadku jest to zobowiązanie długoterminowe, może nawet potrwać do 26 rż. Jest też niepełnosprawność w stopniu umiarkowanym.
Pomimo wszystko, wszystkie nasze dzieci i my mamy w tym pokój i modlimy się o przyjęcie tych dzieci. Złożyliśmy już wniosek do sądu i oczekujemy postanowienia. Ale to rodzeństwo ma jeszcze rodzeństwo, w podobnej sytuacji zdrowotnej i o to też się modlimy, o prowadzenie Boga, a my jesteśmy otwarci aby być tam gdzie Bóg Ojciec działa.
W końcu to On kocha miłością doskonałą sieroty, dzieci porzucone i niechciane, zaniedbane.
Chcemy nie zamykać oczu na traumatyczne sytuacje dzieci i też nie możemy nosić tych ciężarów, bo to ponad siły ale chcemy rozpoznawać, że tak, to jest trudna sytuacja, a nawet koszmarna, i nie mamy takich zasobów aby dać rozwiązanie, ale mamy Boga, który chce abyśmy po bezpośrednim zetknięciu z traumą przychodzili do Niego , aby to On dokonywał procesu zdrowienia, przemiany i transformacji.
Z miejsca rozbicia do miejsca przynależności. A Jezus w tym procesie dokonuje zmian w naszym życiu, ugruntowując nas w swojej absolutnej miłości.
Z takich zasobów możemy dawać. Sami dostajemy więc mamy czym się podzielić, co przekazać.
ps. na zdjęciu mój obraz darowany bratanicy, symbolizujący świat z perspektywy dziecka.
R.A.Z.E.M. możemy wiele! A z prowadzeniem Boga, nie ma rzeczy niemożliwych!
13/07/2025
07/07/2024
30/04/2024
29/04/2024
29/04/2024
29/04/2024
29/04/2024