Fira1915

Fira1915 Profil poświęcony historii i dziedzictwu Żydów z Poznania i Wielkopolski oraz poszukiwaniu i odkrywaniu ich śladów.

Wyrósł z wyjątkowych albumów z przedwojennymi fotografiami Firy Mełamedzon-Salańskiej - projekt www.fira1915.pl

CENNE DARY DLA POZNANIA W JOM KIPURArchiwum Żydów Poznania i Wielkopolski – tworzone wspólnie w Bibliotece Uniwersytecki...
23/09/2026

CENNE DARY DLA POZNANIA W JOM KIPUR
Archiwum Żydów Poznania i Wielkopolski – tworzone wspólnie w Bibliotece Uniwersyteckiej UAM przez tę instytucję oraz Fundację Tu żyli Żydzi – otrzymało w poniedziałek 21 września dwa cenne dary. Andrzej Załęski, kolekcjoner z Gdyni, przekazał do Archiwum zbiór ponad 120 dokumentów emigracyjnych i imigracyjnych z II poł. XIX w. dotyczących Żydów z Wielkopolski, a wydanych przez urzędy Prus, Niemiec i USA. Większość z nich dotyczy Żydów z dwóch miejscowości: Kępna i Czarnkowa.
Listy rodziny Dawida Sonnabenda, przedwojennego kantora Synagogi Nowej w Poznaniu, w imieniu swojego brata Jakowa przekazała do Archiwum również Ruti Regev, wnuczka poznańskiego chazana (kantora). On sam wraz z żoną i trójką dzieci zginęli w 1942 r. w Treblince. To druga partia dokumentów po kantorze i jego rodzinie przekazana Bibliotece. We wrześniu 2025 r. pierwszą część dokumentów ofiarował Bibliotece Jakow Avnet-Sonnabend.
Przekazanie darów zbiegło się z obchodzonym tego dnia w judaizmie świętem Jom Kipur – w nowym 5787 żydowskim roku. - Jom Kipur to najświętszy dzień w judaizmie – zwróciła uwagę Hana Lasman, współzałożycielka Fundacji Tu żyli Żydzi. To dzień refleksji nad rokiem, który minął, relacjami między ludźmi, jakie człowiek miał w tym mijającym roku, oraz nad rokiem nadchodzącym. - Przekazanie darów akurat w ten dzień nie odbieram tylko jako przypadku. Dla mnie to symboliczne: dokumenty dotyczące tych dziś już zapomnianych ludzi trafiają do miejsca, w którym będą zachowane - mówiła. – Może ktoś kiedyś opracuje ich historię, ktoś inny znajdzie w nich swojego przodka, a te dokumenty będą obiektem kolejnych relacji między ludźmi.
Podczas uroczystości przekazania dokumentów Andrzej Załęski dodatkowo podarował Bibliotece także kilkadziesiąt fotografii portretowych Poznaniaków i Wielkopolan wykonanych w różnych atelier fotograficznych XIX w. - głównie kobiecych - które przywiózł tego dnia z Gdyni.
Archiwum Żydów Poznania i Wielkopolski powstało w Bibliotece Uniwersyteckiej z inicjatywy Fundacji Tu żyli Żydzi, jest tworzone wspólnie przez oba podmioty. Po zeskanowaniu przekazanych dokumentów będą one dostępne w Bibliotece dla zainteresowanych w formie oryginalnej i cyfrowej.

Fot. Joanna Błoch, Biblioteka Uniwersytecka i Andrzej Niziołek, Fundacja Tu żyli Żydzi.

JAK MÓJ DZIADEK NIE WYBRAŁ SOBIE NAZWISKA BRODNITZJulius Brodnitz, znana postać wśród niemieckich Żydów początków XX w.,...
31/05/2026

JAK MÓJ DZIADEK NIE WYBRAŁ SOBIE NAZWISKA BRODNITZ
Julius Brodnitz, znana postać wśród niemieckich Żydów początków XX w., ceniony adwokat berliński, urodził się w 1866 r. w Poznaniu w rodzinie kupców i działaczy gmin żydowskich w Swarzędzu i Poznaniu. W 1926 r. napisał „Erinnerungen”, obszerne wspomnienia, w których opisuje swoją rodzinę i jej życie od I połowy XIX w. w Poznaniu oraz proces jej akulturacji do społeczeństwa niemieckiego. Opowiada tam m.in. jak Żydzi poznańscy przyjmowali nazwiska:
Mój dziadek [Samuel] nosił już nazwisko Brodnitz. Słyszałem od ojca i babci, że to, iż otrzymaliśmy to nazwisko, było czystym przypadkiem.
Wydano edykt [władze pruskie po III rozbiorze Polski] nakazujący Żydom wybór nazwisk cywilnych. Edykt ten w kręgach żydowskich został w większości zignorowany. Ludzie używali po prostu imienia ojca i byli przekonani, że jeśli Szmul ben Lejb miałby wpisane na [urzędową] listę nazwisko cywilne, nie zmieniłoby to tego, jak dotychczasowo się nazywał. Wyznaczono termin na zmianę nazwisk. Mój pradziadek podróżował w dniu, w którym miały zostać podane wszystkie nowe nazwiska i najwyraźniej przywiązywał tak małą wagę do tego ważnego dla państwa wydarzenia, że nie zostawił żonie żadnych instrukcji. Kiedy przybył urzędnik gminy, moja babcia mogła mu jedynie powiedzieć, że mój dziadek przebywa w Brodnicy i nie wybrał jeszcze nazwiska. Urzędnik gminy wpisał więc na listę nazwisko: »Brodnitz«. (…)
Mój ojciec [również Samuel] otrzymał solidne niemieckie wykształcenie. Jako dziecko uczył się u żydowskiego nauczyciela o nazwisku Merzbach, który za moich czasów nadal był szanowanym nauczycielem w tzw. »Bürgerschule« (szkole obywatelskiej [miejskiej szkole średniej]) w Poznaniu. Miał regularne wykształcenie hebrajskie; nie tylko opanował język empirycznie, ale zawsze widziałem gramatykę Geseniusa [do nauki biblijnego języka hebrajskiego] w jego małej bibliotece. Posiadał głęboką znajomość Talmudu i zawsze z wielką przyjemnością chodziłem z nim do synagogi i słuchałem jego historycznych i językowych interpretacji modlitw. Otrzymał [także] gruntowną naukę języka francuskiego i czytał starofrancuskich autorów. Posiadał wszechstronną znajomość klasyki niemieckiej i chłonął ją z oddaniem i miłością. Z wielu rozmów [z nim] z dzieciństwa szczególnie pamiętam entuzjazm, z jakim czytał i cytował klasykę, i jak często przypominał mi, że te wspaniałe dzieła na każdym etapie życia niosą coś nowego dla ludzi.
Mój ojciec należał do tego szanowanego pokolenia, które łączyło cnoty dawnego życia w getcie z nowoczesną kulturą. W swoim ogólnym światopoglądzie był już tym, kogo dziś, szczególnie to podkreślając, nazywamy niemieckim Żydem.

Niniejszy tekst pochodzi z przewodnika o Żydach w Poznaniu i Wielkopolsce, który Fundacja Tu żyli Żydzi realizuje dzięki dofinansowaniu ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego na lata 2024-2026.

Przewodnik po żydowskiej historii i miejscowościach w Wielkopolsce, tworzony przez Fundację Tu żyli Żydzi, ukaże się pod koniec br. roku.

Fotografia Juliusa Brodnitza w 1935 r, pochodzi ze strony Digitales Archivjüdischer Autorinnen und Autorenin Berlin 1933–1945.

PRACOWITY KUŚNIERZ, SZANOWANY RABIN, ZNANY LEKARZ Stara czarnkowska synagoga z połowy XVIII w. z muru pruskiego musiała ...
30/05/2026

PRACOWITY KUŚNIERZ, SZANOWANY RABIN, ZNANY LEKARZ
Stara czarnkowska synagoga z połowy XVIII w. z muru pruskiego musiała być wiele razy remontowana, aż doszła do stanu, kiedy kolejny remont nie miałby już sensu. W 1878 r. budynek został wyburzony, a już rok później na jego miejscu stanęła wysoka, ceglana synagoga.
Nową świątynię poświęcił dr Szlomo Popper, ówczesny rabin Czarnkowa. Spośród wszystkich czarnkowskich rabinów pełnił on tę funkcję najdłużej, przez 13 lat, do 1891 r. Był też prawdopodobnie najwybitniejszym spośród nich. Popper, przedstawiciel już nowego typu rabinów w Niemczech, posiadający nie tylko wiedzę talmudyczną, ale również wyższe wykształcenie świeckie (studiował we Wrocławiu filozofię i orientalistykę), znany był jako myśliciel religijny, badacz żydowskiej historii i tłumacz. Z hebrajskiego na niemiecki przełożył m.in. książkę rabina Cwi Hirsza Kaliszera, uznawanego dziś za prekursora syjonizmu pt. „Driszat Cijon” („Wymogi Syjonu”) (Popper, jak Kaliszer, urodził się w Lesznie). Tłumaczenie bardzo spopularyzowało ideę Kaliszera o konieczności powrotu Żydów do ich Ziemi Wybranej, ujmowanej przez niego jako element zapowiedzianego przyjścia Mesjasza. Kaliszer twierdził, że Żydzi w planie Bożym nie mają pozostawać biernymi, a ponowna kolonizacja przez nich Palestyny to pierwszy krok do realizacji tego planu. Rabin Popper tłumaczył także z perskiego (był członkiem Niemieckiego Towarzystwa Orientalistycznego) oraz pisał własne prace, np. o zasadach etycznych judaizmu.
Szlomo Popper cieszył się szerokim szacunkiem nie tylko wśród społeczności Żydów w Czarnkowie. Prócz posługi duchowej był także inspektorem żydowskiej szkoły podstawowej, w której budynku mieszkał. Jego syn Helion Popper był znanym poznańskim lekarzem, neurologiem. On sam z kolei był synem leszczyńskiego kuśnierza. Była to typowa droga awansu społecznego, jaką w ciągu kilku pokoleń przeszło w niemieckiej Wielkopolsce wiele żydowskich rodzin.

Niniejszy tekst pochodzi z przewodnika o Żydach w Poznaniu i Wielkopolsce, który Fundacja Tu żyli Żydzi realizuje dzięki dofinansowaniu ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego na lata 2024-2026.

Przewodnik po żydowskiej historii i miejscowościach w Wielkopolsce, tworzony przez Fundację Tu żyli Żydzi, ukaże się pod koniec br. roku.

Pocztówka z pocz. XIX w. przedstawiająca synagogę w Czarnkowie pochodzi ze strony Fotopolska.eu.

ENTUZJAZM WOJNY I GASNĄCY BLASK SYNAGOGIPublikujemy fragment tekstu dotyczącego żydowskiego Rawicza – kolejny kawałek op...
29/05/2026

ENTUZJAZM WOJNY I GASNĄCY BLASK SYNAGOGI
Publikujemy fragment tekstu dotyczącego żydowskiego Rawicza – kolejny kawałek opowieści z przewodnika po żydowskiej historii i miejscowościach w Wielkopolsce. Książkę tworzy Fundacja Tu żyli Żydzi, ukaże się ona w br. w Poznaniu.

Wybuch wojny w 1914 r. wywołał w Cesarstwie Niemieckim patriotyczny entuzjazm nazwany „Augusterlebnis”, sierpniowym doświadczeniem. Setki tysięcy Niemców zgłaszały się do walki na ochotnika, motywowane patriotyzmem, wierząc, że idą bronić kraju przez napaścią ze strony Rosji i Francji. Szczególnie dotyczyło to młodych ludzi, wychowanych w wiernopoddańczym stosunku wobec cesarza i Rzeszy, i przesiąkniętych romantyczną wizją wojny, jako czegoś chwalebnego. Dla Żydów niemieckich był to dodatkowo odruch wdzięczności za zrównanie ich w prawach z chrześcijanami i wyraz wiernej przynależności do niemieckiego społeczeństwa. W ciągu pierwszych dziesięciu dni wojny w dawnych Prusach do armii zgłosiło się na ochotnika aż ok. 260 tys. mężczyzn (w pozostałych krajach Niemiec drugie tyle). Równocześnie państwo mobilizowało rezerwistów. W Rawiczu działo się podobnie.
Po wojnie policzono, że spośród wszystkich uczestniczących w tej wojnie rawickich Żydów zginęło dwunastu, ale to niedokładne dane. Rabin John Cohn wymienia nazwiska czternastu, a jeśli policzyć młodych rawiczan z żydowskich rodzin, które w ostatnich latach opuściły miasto, ta liczba wzrasta prawie dwukrotnie. Największe wrażenie robią dane o poległych ochotnikach. Tylko w jednej bitwie stoczonej 7 kwietnia 1915 r. pod Cambrai we Francji – w miejscu licznych i krwawych walk toczonych przez całą wojnę – zginęli właściwie nastoletni: Ismar Baron ur. w 1895 r. i Alfred Hamel ur. w 1897 r., obaj absolwenci gimnazjum w Rawiczu oraz Georg Bloch rocznik 1894, kupiec. Wszyscy oni służyli jako ochotnicy w 5. kompanii 50. pułku piechoty i wszystkich po śmierci uhonorowano Krzyżem Żelaznym. 18 dni po nich w innym starciu pod Cambrai polegli Kurt Heimann, rocznik 1894 i Siegfried Lewin urodzony dekadę wcześniej od niego, urzędnik bankowy - obaj ochotnicy z 4 i 5 kompanii tego samego 50. pułku piechoty. Wyobrażam sobie entuzjazm tych kolegów a może bliskich sobie kumpli, kiedy razem szli zapisać się na wojnę do punktu mobilizacyjnego. Najmłodszy z nich Alfred Hamel miesiąc wcześniej, 12 lipca, ledwie skończył 18 lat i poszedł do wojska ze świeżą maturą w ręku. Nie dowiemy się, czy zrobił to wbrew czy za zgodą ojca Gustawa, od lat nauczyciela religii w szkole ogólnej w Rawiczu, człowieka mocno wierzącego i zaangażowanego w życie korporacji, sekretarza zarządu i poborcę gminnych podatków. Starszy Hammel został w mieście do końca, wyjechał dopiero, kiedy zajęli je Polacy.
„Od roku 1914 przeszły nad tym domem synagogalnym trudne okresy. Gmina podupadła we wszystkich swoich instytucjach, także w domu synagogalnym” – opisuje Arthur Posner, autor historii rawickiego kahału. „Ojcowie dzieci odmawiali Kadisz za swoich synów, którzy polegli jako żołnierze (…). Dodawano modlitwy o pokój dla cesarstwa i o zwycięstwo w wojnie, ale powoli zaczęto odczuwać, że zbliża się koniec [gminy]. Dom synagogalny zaczął pustoszeć z modlących się [, którzy wyjeżdżali z miasta], ale kto mógł wiedzieć, jaki [za parę lat] będzie los całego tego blasku i całego piękna, które w nim się znajdowało?”

Niniejszy tekst pochodzi z przewodnika o Żydach w Poznaniu i Wielkopolsce, który Fundacja Tu żyli Żydzi realizuje dzięki dofinansowaniu ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego na lata 2024-2026.
Pocztówka z panoramą Rawicza ze zbiorów Tomasza Dyby – strona https://rawiccyzydzi.pl. Cytat tłum. z niemieckiego Zofia Kołaczek.

JAKBYM BYŁA LUNATYCZKĄ – HERMINE‘Y SCHILDBERGER BYCIE WOLNĄ KOBIETĄNowoczesna poetka, literacka wagantka, a zarazem syjo...
28/05/2026

JAKBYM BYŁA LUNATYCZKĄ – HERMINE‘Y SCHILDBERGER BYCIE WOLNĄ KOBIETĄ
Nowoczesna poetka, literacka wagantka, a zarazem syjonistka i częściowo feministka – taką była urodzona w 1870 r. w Ostrowie Wielkopolskim Hermine Schildberger. Pochodząca z mieszczańskiej rodziny żydowskiej, wspierana we wszystkich swoich decyzjach przez kochającego ją ojca, fabrykanta i radnego miejskiego Nathana Friedländera, była kobietą wyemancypowaną i świadomą własnej wartości. W artykule „Kobieta i syjonizm” z 1899 r. pisała także o swojej młodzieńczej sympatii wobec Polaków. Własna tożsamość żydowska początkowo nie odgrywała dla niej większej roli. Ale po śmierci ojca przeniosła się z matką do Berlina i tam w 1892 r. poślubiła związanego z syjonizmem wydawcę Hugo Schildbergera. W historii żydowskiej nie ma wiele kobiet, w Ostrowie była i pisała:
„Jeszcze około siedem lat temu niewiele wiedziałam o żydostwie narodowym i dążeniach syjonistycznych. Wychowana w miasteczku przy granicy polskiej, od najmłodszych lat znałam wprawdzie walkę narodowości, lecz jedynie tę między Niemcami a Polakami. Żydzi i katolicy prowadzili wówczas zaciekłą, choć ostrożnie wyrażaną walkę przeciw Niemcom. Moje sympatie, całe moje uczucia i myśli należały więc do Polaków; bolałam z nimi nad utraconym królestwem i opłakiwałam śmierć wielkich bohaterów, którzy polegli na polu bitwy. Być może nieświadomie wpływał na te sympatie także fakt, że Królestwo Polskie przez długi czas było jedynym krajem, który gościnnie przyjmował Żydów.
Słysząc o przejawach antysemityzmu, najwyżej wzruszałam ramionami nad „tolerancyjnymi” Niemcami. Nawet w czasie wielkich prześladowań Żydów w Rosji nigdy nie przyszło mi do głowy utożsamiać się z biednymi wygnańcami. Żałowałam ich tak, jak żałowałabym każdego innego wygnanego, może nieco bardziej, ponieważ byli współwyznawcami mojej religii.
Kiedy dziś wspominam tamten czas, gdy byłam daleka od syjonizmu, wydaje mi się, jakbym była lunatyczką. Pytam samą siebie: jak to możliwe, że tak długo przechodziłaś obojętnie obok cierpień swoich współplemieńców i nie czułaś, że każde cierpienie im zadane było cierpieniem, które dotykało także ciebie? Chciałabym przywołać te stracone lata, które mogłam poświęcić dla dobra mojego narodu.
Dla dobra mojego narodu! Jeszcze raz pytam z niepokojem: czy my, kobiety, będziemy kiedykolwiek zdolne w życiu publicznym zdziałać coś dla dobra naszych sióstr i braci? Czy gorące pragnienie, płonąca chęć niesienia pomocy mogą zastąpić brak siły? Bo jaka siła, jaka władza znajduje się właściwie w rękach kobiety w kraju, który – przynajmniej na razie – odmawia jej jakiegokolwiek udziału w życiu politycznym?”

Niniejszy tekst pochodzi z przewodnika o Żydach w Poznaniu i Wielkopolsce, który Fundacja Tu żyli Żydzi realizuje dzięki dofinansowaniu ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego na lata 2024-2026.
Przewodnik po żydowskiej historii i miejscowościach w Wielkopolsce, tworzony przez Fundację Tu żyli Żydzi, ukaże się pod koniec br. roku.
Zdjęcie Hermine Schildberger pochodzi ze strony https://phdj.hypotheses.org/777

SPRAWDZONA MIKSTURA DAŁA ROZKWIT LESZNUPrzewodnik po żydowskiej historii i miejscowościach w Wielkopolsce, tworzony prze...
28/05/2026

SPRAWDZONA MIKSTURA DAŁA ROZKWIT LESZNU
Przewodnik po żydowskiej historii i miejscowościach w Wielkopolsce, tworzony przez Fundację Tu żyli Żydzi, ukaże się pod koniec br. roku. Oto fragment tekstu dotyczącego Leszna - tajemnicy jego niezwykłego rozkwitu właśnie w wieku, w którym Rzplita chyliła się ku swemu wielkiemu upadkowi

Przez większość XVIII w. leszczyńska gmina była jedną z największych i najważniejszych w Rzeczypospolitej. Miejscowi kupcy byli na tyle bogaci, że stać ich było na wpłacanie znacznych funduszy na rzecz żydowskiej społeczności miasta. Kahał zatrudniał wybitnych rabinów i utrzymywał na wysokim poziomie jesziwy, przez co o Lesznie – podobnie jak w XVI w. o Poznaniu – było głośno w Środkowej Europie jako o wybitnym ośrodku studiów nad Torą i Talmudem. Około połowy XVIII w. w mieście istniało aż siedem jesziw, a wśród nich najważniejszą była tzw. szkoła rabinów utrzymywana przez gminę. Na naukę przyjeżdżały do nich setki młodzieńców z Polski, Moraw, Czech, państw niemieckich i innych krajów. Przyciągała ich także sława nauczających w nich rabinów, często biorących udział w najważniejszych dysputach i teologicznych sporach Żydów naszej części Europy. Ich uczniowie zostawali potem rabinami ważnych gmin europejskich we Francji, Niderlandach, Niemczech, Włoszech czy na Wyspach Brytyjskich. Nadany Lesznu zaszczytny przydomek „Jaskinia Lwa” wziął się podobno od siedmiu działających jednocześnie w mieście wybitnych uczonych w Torze i Talmudzie, którzy nosili to samo imię Loeb, czyli Lew.
Nie byłoby takiego rozwoju żydowskiego Leszna gdyby nie specyfika samego miasta. Dopiero kiedy w początkach XVII w. w przygranicznej wsi Lesczno – w innym zapisie Lesno – zaczęli osiedlać się prześladowani w Czechach i w monarchii Habsburgów bracia czescy i luteranie, szybko rozwinęło się ono w duże i prężne miasto. Lokował je w 1547 r. właściciel wsi Rafał Leszczyński. Od początku założył on, że w Lesznie będą osadzać się ludzie różnych religii, pochodzenia etnicznego i zawodów, także Żydzi, co da miastu siłę do prężnego rozwoju.
Leszczyński się nie pomylił – ściągnięcie purytańskich rzemieślników prześladowanych w Czechach i na Dolnym Śląsku, czy żydowskich kupców o wielowiekowych doświadczeniach w handlu oraz umożliwienie im osiedlenia się na rolniczych terenach tolerancyjnej Polski, było zastosowaniem sprawdzonej mikstury. Różnorodność bez wrogości owocuje często niezwykłymi kulturowymi i gospodarczymi sukcesami, potrzeba do tego na początek otwartości i odwagi, potem zaś wysiłku współistnienia różnych grup mieszkańców. Leszno, w tym jego żydowska gmina, w czasie mniej więcej jednego wieku po prostu rozkwitły. Do końca XVIII w. było znane ze swojej różnorodności i barwności – żyli tu razem Polacy, Niemcy, Czesi, bracia czescy, kalwiniści i luteranie, katolicy, no i Żydzi.
Na ilustracji dworzec kolejowy w Lesznie przed 1914 r.

Niniejszy tekst pochodzi z przewodnika o Żydach w Poznaniu i Wielkopolsce, który Fundacja Tu żyli Żydzi realizuje dzięki dofinansowaniu ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego na lata 2024-2026.

LOS NAUCZYCIELA: NISKA PENSJA, WSZYSTKO DROGIE, A DZIECI I RODZICE GO NIE SZANUJĄZ „Allgemeine Zeitung des Judenthums“ n...
27/05/2026

LOS NAUCZYCIELA: NISKA PENSJA, WSZYSTKO DROGIE, A DZIECI I RODZICE GO NIE SZANUJĄ
Z „Allgemeine Zeitung des Judenthums“ nr 51 z 13 grudnia 1847 r.
Prawie 180 lat temu, 13 grudnia 1847 r. w tygodniku „Allgemeine Zeitung des Judenthums“ („Powszechna Gazeta Żydowska”) ukazał się raport nt. stanu żydowskiej szkoły elementarnej w Gnieźnie. Autor tego listu-sprawozdania był anonimowy – ale prawdopodobnie mógł on być jednym z nauczycieli. To, co dziś często mówią nauczyciele w Polsce o swojej pracy, w części jest jak lustrzane odbicie tego, co doskwierało nauczycielom sprzed prawie dwóch wieków. Zresztą przeczytajcie, posłuchajcie sami:
Gniezno, 16 listopada 1847. (Komunikat prywatny) Przegląd [sytuacji w gminie żydowskiej w mieście] nie powinien zostać rozpoczęty bez uwzględnienia szkoły. Uznana przez rząd za instytucję publiczną, istnieje w tej społeczności od ponad 20 lat. Przez pierwsze dziesięć lat istnienia była zaliczana do „pospolitego ruszenia” [instytucji nieobowiązkowej] z powodu głęboko zakorzenionych uprzedzeń wynikających z niewiedzy oraz zakorzenionego dogmatyzmu, a walcząc z tymi uprzedzeniami z trudem utrzymywała się na skromnym poziomie (…). W 1838 roku, gdy perspektywy stały się nieco lepsze, szkoła została intensywnie i szeroko zreorganizowana, głównie dzięki staraniom księgarza, pana M.[oritza] Russaka. (…) Obecnie ma czterech nauczycieli, nauczycielkę robótek ręcznych, a kantor, pan Weintraub, został również mianowany nauczycielem śpiewu. Osiągnięcia szkoły są tak duże, że po dwuletnim kursie nauki i dzięki prywatnemu wsparciu w zakresie łaciny uczniowie z najwyższej klasy mogą uzyskać, i już uzyskali, kwalifikacje do czwartej klasy szkoły realnej lub gimnazjum. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że (…) język hebrajski otrzymuje więcej czasu i uwagi niż być może w jakakolwiek innej szkole publicznej w naszej prowincji, gdzie język ten został w dużej mierze usunięty z programu nauczania i przekazany do nauczania indywidualnego. Nauczyciele w tej dziedzinie nauczania mają na myśli ostateczny cel: po pierwsze, umożliwić młodzieży uczestnictwo w nabożeństwie w jego obecnej formie, a szerzej, kształcić Izraelitów zdolnych do (…) dogłębnego zrozumienia reform religijnych, których można się spodziewać w niedalekiej przyszłości (…).
Ale gdzie światło kiedykolwiek jest pozbawione cienia? Pomijając fakt, że oprócz około 350 uczniów uczęszczających obecnie do szkoły, ponad 100 dzieci w wieku szkolnym nie jest zapisanych i stanowczo domaga się piątego nauczyciela, istnieją dwa szczególne aspekty (…), których eliminacja do tej pory pozostawała pium desiderium [pobożnym pragnieniem]. Przede wszystkim, w związku z ogromnymi kosztami utrzymania w tym miejscu, nauczyciele otrzymują niewystarczające wynagrodzenia, które od roku nie są wypłacane na czas, zwłaszcza że ogólny wzrost kosztów znacznie pogorszył sytuację. Tymczasem w innych, znacznie mniej zamożnych społecznościach, nauczyciele otrzymują nawet dodatek na utrzymanie. Co prawda, nie może to i nie powinno zniechęcać sumiennych nauczycieli do wiernego wypełniania obowiązków, ale w żadnym wypadku nie sprzyja ich beztroskiej pogodzie ducha i angażowaniu wszystkich dostępnych środków w wykonywanie wymagającego zawodu. W takich okolicznościach znaczna część nauczycieli musi wycofywać się ze szkoły na rzecz korepetycji. Ma to również tę wadę, że nauczyciel nie ma czasu na pogłębianie własnej edukacji literackiej (…)! Drugim czynnikiem, wpływającym na organizm, jakim jest szkoła, jest brak taktu w wychowaniu, który wciąż często występuje nawet w zamożniejszych i bardziej inteligentnych rodzinach: bezwzględne potępianie szkoły i nauczycieli w obecności dzieci, przy najmniejszej prowokacji, a nierzadko rzucanie najbardziej niegodnych obelg. Gdyby tylko rodzice rozważyli, jak bardzo zagraża to duchowemu dobru ich dzieci, jak prowadzi ich to do braku szacunku, miłości i posłuszeństwa wobec nauczyciela, które są warunkiem sine qua non w procesie edukacyjnym. (…) Oby tacy rodzice szybko zdali sobie sprawę z grzechu, jaki popełniają wobec swoich dzieci i w przyszłości starannie wpajali swoim młodym duszom najważniejsze przesłanie naszych mędrców: „Szacunek dla nauczyciela powinien być jak szacunek dla Boga”.

Niniejszy tekst pochodzi z przewodnika o Żydach w Poznaniu i Wielkopolsce, który Fundacja Tu żyli Żydzi realizuje dzięki dofinansowaniu ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego na lata 2024-2026.

Przewodnik po żydowskiej historii i miejscowościach w Wielkopolsce, tworzony przez Fundację Tu żyli Żydzi, ukaże się pod koniec br. roku.

Na współczesnym zdjęciu - budynek dawnej szkoły żydowskiej w Gnieźnie przy ul. Mieszka I.

POZNAŃ: OBÓZ TEN NAZYWAŁ SIĘ STADIONPrzewodnik po żydowskiej historii i miejscowościach w Wielkopolsce, tworzony przez F...
26/05/2026

POZNAŃ: OBÓZ TEN NAZYWAŁ SIĘ STADION
Przewodnik po żydowskiej historii i miejscowościach w Wielkopolsce, tworzony przez Fundację Tu żyli Żydzi, ukaże się pod koniec br. roku. Obecnie trwają nad nim prace. Dzisiaj fragment relacji Szlamy Lipmana z Ozorkowa k. Łęczna, który spędził dwa lata w obozie pracy istniejącym w latach 1941-1943 na Stadionie Warty w Poznaniu. Świadectwo pochodzi ze „Zbioru relacji Żydów Ocalałych z Zagłady” Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie.

„Obóz ten nazywał się Stadion. Pilnowali nas polscy wartownicy. Żydzi próbowali uciekać. Pierwszych trzech złapanych w ucieczce Żydów trzymali trzy tygodnie w areszcie. Pewnej niedzieli zebrali na obozowy plac wszystkich z naszego obozu, przyprowadzili delegacje z innych obozów pracy znajdujących się na terenie Poznania. „Przestępcy” stali ze związanymi rękami przed szubienicą, a następca Greisera przemówił do nas: „Wy, Żydzi, jesteście wszyscy skazani na stracenie, jedynie praca i posłuszeństwo może przedłużyć wasze życie. Dzisiejsze zdarzenie ma wam służyć za przestrogę. Zobaczycie, co będziemy robić z każdym, który w czymkolwiek wyraża opór”. Zmusili [wybranych więźniów], by [to] Żydzi powiesili skazańców. Po tej egzekucji Żydzi nie mogąc opanować głodu i trwać w okropnych warunkach, nadal uciekali. Schwytanych wieszali na tejże szubienicy, która stała do likwidacji obozu.
Za zamianę osobistych rzeczy na chleb, też wieszali. Pracowaliśmy w dwóch zmianach. W nocy przy karbidowych lampach. Przy pracy bito nas, niemiłosiernie znęcano się nad nami. Wielki procent stawało się muzułmanami. Tych oddzielano i wysyłano transportami w nieznane. Nam mówiono, że odsyłają [ich] do domu. Myśmy nie mieli pojęcia jeszcze wtedy o krematoriach lub w ogóle o tym, że Żydów się straca. Niemiecki lekarz Zibert mówił nam żartem, że oni Żydów wypędzają do wiecznego domu. Co 3-4 tygodnie w czasie apelu przeprowadzano selekcję, muzułmanów odtransportowywano, do obozu ciągle przybywali nowi Żydzi. (…)
W listopadzie 1942 r. [Niemcy] przyprowadzili 7-miu Żydów z innego obozu na szubienicę do stadionu. Szubienica była zbudowana na trzy osoby. (w ciągu dwóch lat na tej szubienicy powieszono 106 ludzi). Trzech z tych siedmiu przyprowadzili do szubienicy, czterech czekało z obwiązanymi rękami na swoją kolejkę w korytarzu, który przylegał do naszego krawieckiego warsztatu. Wyszliśmy do nich. Jeden ze skazańców odezwał się do nas: „Żydzi, dajcie mnie kawałek chleba”. „Świnią jesteś a nie człowiekiem, zauważył drugi, chcesz zabrać kawałek chleba od ludzi, którzy jeszcze żyją, bo za kilka chwil będzie po Tobie”. „Chcę nasycić się przed śmiercią” - odpowiedział ów. Skazaniec Marek Szwarc z Koła odezwał się: „Mnie dajcie tylko zapalić. Chłopcy trzymajcie się, jak długo będziecie mogli, byście dożyli chwili zemsty. Pomyślcie wtedy i [o] nas”. Pożegnał się z nami serdecznie. Pocałował nas. Na zawołanie z uśmiechem poszedł na szubienicę.
12-letni chłopczyk został powieszony dlatego, że oddalił się 50 kroków po wodę. Chłopczyk ów strasznie lamentował i wołał mamę.
Pewien Żyd z Turka Fiszel Engel był komendantem żydowskiej policji w obozie Roma. Aresztowali go za to, że uprawiał szmugiel żywności do obozu. Trzymali go w mieszkaniu kilka tygodni, po czym powiesili go. Będąc na szubienicy, nim odepchnęli od niego stołek, wykrzyknął: „Wy Niemcy, bandyci, nie ujdziecie kary".
Obóz Stadion został zlikwidowany wiosną 1943 r. (…)
W obozach Żydzi pisywali pamiętniki, tworzyli wiersze, robili notatki. Nie było gdzie je ukrywać. Żydowska policja na terenie obozu, bojąc się odpowiedzialności, paliła wszystko”.

Niniejszy tekst pochodzi z przewodnika o Żydach w Poznaniu i Wielkopolsce, który Fundacja Tu żyli Żydzi realizuje dzięki dofinansowaniu ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego na lata 2024-2026.

Na zdjęciu więźniowie obozu na Stadionie w Poznaniu. Żródło fotografii: Muzeum Martyrologiczne w Żabikowie.

ZNIKNIĘCIE FRIEDY RIESSFrieda Riess – zwana po prostu Reiss – była córką czarnkowskiego kupca, fotografką i rozchwytywan...
25/05/2026

ZNIKNIĘCIE FRIEDY RIESS
Frieda Riess – zwana po prostu Reiss – była córką czarnkowskiego kupca, fotografką i rozchwytywaną portrecistką. Urodziła się w 1890 r. Miała 8 lat, gdy zmarł jej ojciec, a matka z dziećmi przeniosła się do Berlina. Miała 27 lat, kiedy – jeszcze przed zrównaniem w prawach kobiet i mężczyzn w 1919 r. – otworzyła przy Ku’damm najgłośniejsze studio fotograficzne stolicy Niemiec lat 20. XX w.. „Zawsze uchwyciła prawdziwą istotę człowieka utrwalonego w momencie fotografowania” — pisał o niej krytyk Kurt Pinthus.
Potem została zapomniana, do dziś jednak budzi zainteresowanie tych, którzy na jej fotografie trafiają i próbują się czegoś dowiedzieć o ich autorce. W 2008 r. dziennikarz Achim Druks tak pisał o niej w tekście „Kobieta znika” zamieszczonym w dzienniku „taz”(„Die Tageszeitung”):
„Nie tylko Max Herrmann-Neisse żywił „przestarzałe przekonanie, że portret powinien być podobny”. Tak samo uważał Alfred Flechtheim, jeden z czołowych berlińskich marszandów. W swojej galerii, gdzie zwykle prezentował Picassa czy Braque’a, zorganizował w 1925 roku wystawę Friedy Riess. Prezentacja, obejmująca 177 portretów, była wczesnym uznaniem fotografii jako sztuki i oznaczała ostateczny awans córki kupca [z Czarnkowa] do berlińskiej socjety. Tych dwoje połączyła nie tylko sztuka i zamiłowanie do życia towarzyskiego — herbaciane przyjęcia Riess były równie legendarne jak bale Flechtheima — ale także wspólna fascynacja boksem. On wspierał [słynnego boksera] Maxa Schmelinga, ona wykonywała akty muskularnych sportowców. Opublikowanie pewnego zdjęcia w czasopiśmie Flechtheima „Querschnitt” doprowadziło jednak do zerwania. Riess uważała, że fotografia pokazująca ją roześmianą pomiędzy trzema półnagimi bokserami zniweczyła jej szanse na małżeństwo z długoletnim kochankiem, francuskim ambasadorem w Berlinie. Mimo to zamknęła atelier i w 1932 roku wyjechała za dyplomatą do Paryża. Tam wycofała się z życia publicznego.
Nie wiadomo, czy w Paryżu kiedykolwiek jeszcze fotografowała. (…) Mimo intensywnych poszukiwań (…) nie zdołano ustalić daty jej śmierci. Kobieta zniknęła. Żadnego archiwum, prawie żadnych osobistych świadectw. Pozostały tylko jej imponujące prace”.
Więcej o Fridzie Riess tutaj: https://weimarart.blogspot.com/2010/07/frieda-riess.html

Niniejszy tekst pochodzi z przewodnika o Żydach w Poznaniu i Wielkopolsce, który Fundacja Tu żyli Żydzi realizuje dzięki dofinansowaniu ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego na lata 2024-2026.

Na zdjęciu Frieda Riess „Autoportret”, 1922. Żródło fotografii – podany link.

NASZA BANDA JEST SPRYTNA – SZAMOCIN Przewodnik po żydowskiej historii i miejscowościach w Wielkopolsce, tworzony przez F...
25/05/2026

NASZA BANDA JEST SPRYTNA – SZAMOCIN
Przewodnik po żydowskiej historii i miejscowościach w Wielkopolsce, tworzony przez Fundację Tu żyli Żydzi, ukaże się pod koniec br. roku. Obecnie trwają nad nim prace. Dzisiaj fragment tekstu do przewodnika dotyczącego żydowskiego Szamocina i dawnych chłopięcych zabaw.

Szamocin w opisach wydaje się ekonomicznie prężny, ale skromny. Ponad w większości parterowe domy wyrastają wieże kościołów protestanckiego i katolickiego, a w 1900 r. stanie pośród nich także nowa synagoga. Nad szeroką doliną Noteci dominują łąki i torfy – zbierane z nich siano i suszony torf też są obiektem intensywnego, sezonowego handlu – a od wiosny gromadzą się w niej rzesze ptaków. Ktoś kiedyś naliczy ich dużo ponad sto gatunków. Nad brzegiem rzeki panoszą się bobry, a dolina jest wilgotna i przewiewna, więc łatwo zbierają się w niej mgły. W niedziele i święta mieszkańcy Szamocina chodzą na spacery za miasto, albo wyjeżdżają na majówki nad któreś z polodowcowych jezior – jest ich w pobliżu sześć – lub na wzgórza, które zaczynają się na południowy-zachód od miasta. Późną wiosną i latem chłopcy z dwóch szamocińskich gimnazjów - Niemcy, Żydzi, Polacy, zaprzyjaźnieni ze sobą, ale i chłonący od starszych ich uprzedzenia - wyprawiają się kąpać i łowić ryby nad rzeką. Przypuszczalni czytelnicy powieści Karola Maya bawią się w kowbojów i Indian na łąkach, albo robią niewybredne psikusy dorosłym, jak to opisuje szamocianin Ernst Toller.
„Wszyscy dorośli są źli, wszyscy. Są silniejsi od nas, ale jeśli ma się spryt to można ich przechytrzyć. Nasza banda jest sprytna. Jestem jej dowódcą. Każdy zbójca nosi krótką drewnianą szabelkę, tylko moja szabla jest długa. Taką zrobił dla mnie stary Hordig. „Wyglądasz jak prawdziwy oficer”, powiedział chowając cygara, które dla niego ukradłem. Dobieram się do szafy, w której matka przechowuje zaprawione owoce, próbujemy z każdego garnka, a gdy owoce są za mało kwaśne, dolewamy do nich octu. Wieczorem skradamy się pod drzwi kamieniczek, gwałtownie je otwieramy, rozlegają się przeraźliwe dzwonki; my zaś bierzemy nogi za pas i śmiejemy się z krzyczącego za nami właściciela sklepu. Przeciągamy także sznurki w poprzek ulicy i zanosimy się ze śmiechu, gdy ktoś z tego powodu upadnie. Kradniemy pieniądze kupując za nie papierosy, paląc je i żaden z nas nie powie, że robi mu się od tego niedobrze”.
Cytat z książki Ernsta Tollera „Młodość w Niemczech. Autobiografia”. Tłum z niemieckiego Eugeniusz Wachowiak.

Niniejszy tekst pochodzi z przewodnika o Żydach w Poznaniu i Wielkopolsce, który Fundacja Tu żyli Żydzi realizuje dzięki dofinansowaniu ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego na lata 2024-2026.
Na ilustracji pocztówka Szamocina z początku XX w. Ilustracja ze strony fotopolska.eu

Adres

Poznan

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fira1915 umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Fira1915:

Skróty

Udostępnij

Kategoria