16/05/2026
Tragedia, której nikt nie chciał i wyrok, który zmienia wszystko. Czy w leśnictwie da się przewidzieć każdy scenariusz?
Jako leśnicy i wykładowcy akademiccy od lat szkolimy z zakresu zarządzania ryzykiem w otoczeniu drzew, ale ta historia przypomina nam, jak brutalna potrafi być granica między naturą a ludzką odpowiedzialnością. Musimy otwarcie rozmawiać o tym, gdzie kończą się realne możliwości kontroli nad drzewostanem, a gdzie zaczyna się odpowiedzialność prawna, która może zaważyć na czyimś życiu i karierze.
Sprawy dotyczące tzw. „drzew niebezpiecznych” należą do jednych z najtrudniejszych tematów na styku prawa, bezpieczeństwa publicznego, zarządzania lasami i społecznych oczekiwań.
Bo po jednej stronie jest bezpieczeństwo ludzi.
Po drugiej — dramat osób, które tracą zdrowie lub życie, oraz ich bliskich, którzy muszą żyć z konsekwencjami takiej tragedii.
Po trzeciej — codzienna praca osób odpowiedzialnych za teren, często ogromny, złożony, zmienny i obciążony ryzykami, których nie da się w pełni wyeliminować.
Drzewo nie jest obiektem technicznym. Każde ma swoją historię, warunki wzrostu, uszkodzenia, naprężenia, procesy biologiczne i wpływ czynników zewnętrznych. Czasem również siła wyższa odgrywa rolę, której nie sposób przewidzieć.
Jednocześnie brak jednolitych standardów opieki nad drzewami, ograniczone zasoby kadrowe, czasowe i finansowe oraz presja społeczna, aby drzewa pozostawiać nawet wtedy, gdy ich stan budzi poważne wątpliwości, tworzą bardzo trudne środowisko decyzyjne.
Z perspektywy prawnej każdy poważny wypadek — zwłaszcza śmiertelny — może otwierać dwie zasadnicze ścieżki odpowiedzialności.
Pierwszą jest droga cywilna, najczęściej kierowana przeciwko podmiotom zarządzającym terenem, takim jak nadleśnictwa czy parki narodowe. W takich sprawach znaczenie mają m.in. kwestie należytej staranności, organizacji przeglądów, dokumentacji oraz ubezpieczenia OC.
Drugą jest droga karna, w której odpowiedzialność może dotyczyć konkretnej osoby. Sąd bada wówczas, czy przez tolerowanie określonego stanu drzewa doszło do narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
To są sprawy, w których nie ma prostych odpowiedzi.
Nie wystarczy powiedzieć: „trzeba było wyciąć”.
Nie wystarczy też powiedzieć: „drzewo powinno zostać”.
Potrzebne są standardy, profesjonalne przeglądy, dobra dokumentacja, jasny podział odpowiedzialności i realne środki na zarządzanie ryzykiem.
Sprawa z Borku, w której po przewróceniu się drzewa zginęła nastolatka, toczyła się przez kilka lat. Jak informuje „Fakt”, w pierwszej instancji doszło do skazania leśniczego na karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Wyrok nie jest prawomocny.
To kolejny przykład, że temat drzew niebezpiecznych wymaga spokojnej, rzeczowej i odpowiedzialnej rozmowy — bez uproszczeń, ale z pełną świadomością, że w centrum zawsze pozostaje ludzkie życie i bezpieczeństwo.
Artykuł w komentarzu.
05/05/2026
04/03/2026
20/02/2026
19/02/2026
18/02/2026
29/11/2025
27/11/2025
29/10/2025