09/06/2026
To nie brak czerwonego p***a
boli najbardziej.
Internet od kilku dni
kłóci się o lody,
świadectwa
i czerwone paski.
Jedni mówią, że nagrody
odbierają dzieciom motywację.
Inni, że wreszcie ktoś zauważył tych,
którzy bardzo się starają,
choć nigdy nie przyniosą do domu
średniej 5,0.
I tak trwa wielka debata.
A ja mam wrażenie,
że zgubiliśmy po drodze
coś znacznie ważniejszego.
Bo rzadko spotyka się dziecko,
które naprawdę cierpi dlatego,
że kolega dostał czerwony pasek.
Za to bardzo łatwo spotkać takie,
które uwierzyło,
że jest warte tyle,
ile pokazuje dziennik.
Bo kiedy przez lata słyszysz:
„Piątka? Brawo.”
„Czwórka? A dlaczego nie piątka?”
„Trójka? Musisz bardziej się postarać.
to gdzieś po cichu
zaczynasz wierzyć,
że człowiek ma swoją cenę.
I że mieści się ona
pomiędzy jedynką a szóstką.
Że na uwagę, dumę
i dobre słowo
trzeba sobie zasłużyć.
Najlepiej wynikiem.
A przecież dziecko
to coś znacznie więcej
niż liczba na świadectwie.
Nie da się wystawić oceny
za odwagę.
Za wytrwałość.
Za walkę z lękiem.
Za to, że ktoś codziennie próbuje,
mimo problemów w domu,
smutku, samotności
albo zwyczajnie gorszego startu.
Dlatego problemem
nigdy nie był czerwony pasek.
Problem zaczyna się wtedy,
gdy zaczynamy traktować go
jak dowód wartości człowieka.
Bo są dzieci,
które zdobywają go
niemal bez wysiłku.
I są takie,
które każdego dnia
toczą własną małą wojnę,
której nikt nie widzi.
Dzieci nie potrzebują świata,
który nauczy je wyłącznie
ścigać się o kolejne oceny.
To my,
dorośli,
nadajemy ocenom znaczenie.
To my rozmawiamy o p***ach.
A dzieci żyją
w tych szkolnych realiach
każdego dnia.
I może właśnie od tego
powinniśmy zacząć rozmowę.
Nie od lodów.
Nie od pasków.
Tylko od pytania:
Czy nasze dzieci wiedzą,
że są kochane również wtedy,
gdy nie przynoszą do domu
świadectwa z czerwonym paskiem?
Bo szkolne oceny
nigdy nie były
i nigdy nie będą
idealnie sprawiedliwe.
Możemy jednak nauczyć dzieci
czegoś ważniejszego.
Że ich wartość
nie zaczyna się na świadectwie.
I nie kończy się
wraz z ostatnim dzwonkiem.
Pan Od Absurdów