23/06/2026
Przez ponad 30 lat pracy trenerskiej trenowałem tysiące zawodników. Dzieci, amatorów, reprezentantów Polski i zawodników kadry narodowej. Ale jest jedna relacja, której nie da się porównać z żadną inną – trenowanie własnego dziecka.
To jednocześnie jedno z największych wyzwań, jakie może spotkać trenera, i jedna z największych nagród.
Jako trener widzisz błędy. Jako ojciec widzisz emocje. Jako trener chcesz wymagać. Jako ojciec chcesz chronić. Bardzo trudno znaleźć granicę między tymi rolami.
Przez lata widziałem wiele historii rodziców i dzieci w sporcie. Nie wszystkie kończyły się dobrze. Czasami rodzic chciał za bardzo. Czasami nie potrafił opanować własnych emocji. Czasami brakowało mu wiedzy, by zrozumieć, czego naprawdę potrzebuje młody zawodnik. Krzyk po porażce, ciągła krytyka, presja wyniku czy porównywanie do innych potrafią zostawić ślad na wiele lat. Niektórzy młodzi sportowcy rezygnują później nie dlatego, że nie kochali sportu, ale dlatego, że przestał on kojarzyć im się z radością.
Dlatego trenowanie własnego dziecka wymaga czasem więcej pracy nad sobą niż nad nim. Wymaga cierpliwości, pokory i umiejętności oddzielenia własnych ambicji od marzeń dziecka.
Są momenty dumy, których nie da się opisać słowami. Chwile, kiedy widzisz efekty lat pracy, poświęceń i wyrzeczeń. Ale są też momenty trudne. Porażki bolą podwójnie. Stres jest większy. Odpowiedzialność również.
Z biegiem lat zrozumiałem jednak jedną rzecz. Największym sukcesem nie są medale. Największym sukcesem jest to, że sport może stać się wspólną drogą ojca i dziecka. Drogą, na której buduje się charakter, zaufanie, szacunek i wspomnienia na całe życie.
Bo wyniki kiedyś zostaną zapisane w statystykach. Medale trafią do szuflady. Ale relacja pozostanie. I właśnie dlatego uważam, że najważniejszym zadaniem rodzica w sporcie nie jest wychowanie mistrza. Najważniejsze jest to, aby po zakończeniu kariery dziecko nadal chciało usiąść obok Ciebie przy jednym stole i z uśmiechem wspominać wspólnie przebytą drogę.
Jakie jest Wasze zdanie? Czy trenowanie własnego dziecka to przewaga czy ryzyko?
19/06/2026
❓️Gdybyś miał czarodziejską różdżkę i mógł wybrać z tych pięciu tylko jedną umiejętność, którą od jutra umiesz do perfekcji, co byś wybrał?
1️⃣ Rotacja
2️⃣ Kierowanie piłki
3️⃣ Świetny serwis
4️⃣ Wybitna praca nóg
5️⃣ Bardzo silny topspin
Ja oczywiście mam swoją odpowiedź, ale na razie jej nie zdradzę.
Który numer wybierasz?
17/06/2026
Największa dominacja w historii tenisa stołowego🇨🇳właśnie dobiegła końca.
Fan Zhendong. Ma Long. Chen Meng.
Trzy nazwiska, które przez lata rządziły światowym tenisem stołowym, właśnie zniknęły z rankingu ITTF.
Ale czy legenda może zniknąć razem z rankingiem?
Przez 30 lat pracy trenerskiej obserwowałem setki zawodników. Niektórzy zdobywali medale, inni wysokie miejsca w rankingach, a jeszcze inni nigdy nie dotarli na sam szczyt. Z czasem zauważyłem jednak coś bardzo ważnego.
Ranking pokazuje poziom zawodnika w danym momencie, ale legenda pokazuje jego wpływ na całe pokolenie.
Wielu rodziców martwi się, gdy ich dziecko spada kilka miejsc w rankingu albo przegrywa ważny turniej. Rozumiem te emocje, bo każdy chce widzieć efekty ciężkiej pracy. Jednak po latach okazuje się, że najważniejsze nie są cyfry przy nazwisku, lecz to, jakim człowiekiem i sportowcem staje się młody zawodnik.
Ma Long nie stanie się mniejszym mistrzem dlatego, że nie ma go już w rankingu. Fan Zhendong nie przestanie być jednym z najbardziej kompletnych zawodników swoich czasów, a Chen Meng nie straci swoich osiągnięć tylko dlatego, że nie zdobywa kolejnych punktów rankingowych.
W sporcie, podobnie jak w życiu, przychodzi moment, gdy przestajesz gonić za kolejnymi punktami, statystykami i miejscami w tabeli. Zaczynasz zostawiać po sobie coś znacznie cenniejszego.
Rankingi się zmieniają, rekordy są bite, a punkty z czasem znikają. Prawdziwe legendy jednak zostają.
Dlatego odejście takich zawodników jak Ma Long, Fan Zhendong i Chen Meng z rankingu światowego nie jest dla mnie końcem historii. To raczej moment, w którym ich wyniki przechodzą do statystyk, a oni sami przechodzą do historii tenisa stołowego.
Doctor Karol Table Tennis
12/06/2026
Prawie rok temu postanowiłem wrócić do regularnego grania w tenisa stołowego. Nie tylko jako trener, ale również jako zawodnik.
Zaraz potem zdecydowałem, że w 2026 roku wystąpię w Mistrzostwach Świata Weteranów w Korei Południowej.
Od tego momentu zacząłem przygotowania. Treningi, planowanie i kolejne miesiące pracy. Miałem konkretny cel i ogromną motywację. Chciałem pojechać do Korei i powalczyć o medal.
Dziś te mistrzostwa właśnie dobiegają końca. Niestety mnie tam nie ma.
Miesiąc przed wyjazdem dotarła do mnie wiadomość, która całkowicie zmieniła moje priorytety. Przede mną rozpoczyna się nowy i bardzo ważny etap życia. Taki, z którego ogromnie się cieszę i którego nie zamieniłbym na żaden turniej.
W związku z tym podjąłem decyzję, że tym razem zostaję w domu.
Mieliśmy wykupione bilety lotnicze i hotel. Straciliśmy sporo pieniędzy. Jednak są w życiu rzeczy znacznie ważniejsze od pieniędzy.
Nie ukrywam, że sportowo jest mi trochę żal. Po obejrzeniu wielu meczów i relacji z Korei mam poczucie, że mógłbym tam powalczyć o naprawdę dobry wynik. Być może nawet o medal. Ale sport jest sprawiedliwy. Medali nie rozdaje się za marzenia. Trzeba je wywalczyć przy stole.
Chciałbym bardzo podziękować wszystkim osobom, które przez ostatnie miesiące pytały o wyjazd, kibicowały mi i wspierały mnie dobrym słowem. Naprawdę dostałem mnóstwo wiadomości i każda z nich była dla mnie bardzo ważna.
Mam nadzieję, że za dwa lata ponownie stanę przed szansą gry w Mistrzostwach Świata Weteranów. I obiecuję jedno, że zrobię wszystko, aby wrócić jeszcze lepiej przygotowany i powalczyć o medal.
Dziękuję, że jesteście ze mną.
Doctor Karol Table Tennis
05/06/2026
DLACZEGO JEDNI STOJĄ W MIEJSCU, A INNI ROBIĄ OGROMNE POSTĘPY?
Przez prawie 30 lat pracy trenerskiej zauważyłem jedną rzecz.
Większość zawodników trenuje pojedyncze uderzenia. Forehand, backhand, serwis, odbiór.
Ale podczas meczu nie wygrywają pojedyncze uderzenia.
Wygrywa system, strategia i taktyka.
Amatorzy często reagują na to, co wydarzyło się chwilę wcześniej. Grają każdą piłkę osobno i liczą, że coś zadziała. Lepsi zawodnicy myślą kilka ruchów do przodu. Już przed serwisem wiedzą, jakiej odpowiedzi oczekują. Budują wymianę krok po kroku. Tworzą sytuacje, w których przeciwnik ma coraz mniej dobrych rozwiązań.
➡️To trochę jak gra w szachy przy dużej prędkości.
Im wyższy poziom, tym mniej przypadkowych decyzji i tym więcej świadomego planowania.
Dlatego sam trening techniki nie wystarczy.
‼️Musisz wiedzieć:
+jaka jest Twoja najmocniejsza strona
+jaki jest Twój najmocniejszy element +jak doprowadzić do sytuacji, w której możesz go wykorzystać
+ jak ukrywać swoje słabsze strony
+ jak zmuszać przeciwnika do gry na Twoich warunkach
+jak wykorzystać słabą stronę rywala
Największe postępy zaczynają się wtedy, gdy przestajesz myśleć tylko o tym, jak uderzyć piłkę, a zaczynasz myśleć o tym, dlaczego zagrywasz ją właśnie w to miejsce.
To właśnie różnica między wykonywaniem ruchów a świadomym budowaniem punktu.
04/06/2026
Największa niesprawiedliwość sportu dziecięcego?
CZY WCZESNE DOJRZEWANIE DAJE PRZEWAGĘ W SPORCIE?
Przez prawie 30 lat pracy trenerskiej zauważyłem coś, o czym bardzo rzadko się mówi. Wyobraźmy sobie dwie dziewczynki urodzone w tym samym roku. Obie trenują ten sam sport. Obie są ambitne, pracowite i regularnie uczestniczą w treningach. Jednak jedna z nich dojrzewa szybciej. Jest wyższa, silniejsza, szybsza i lepiej radzi sobie z wysiłkiem fizycznym. Ma większą masę mięśniową, mocniejsze nogi i lepszą koordynację wynikającą z wcześniejszego rozwoju organizmu. Efekt? Często wygrywa więcej zawodów, zdobywa medale, trafia do kadr i jest uznawana za większy talent. Problem polega na tym, że nie zawsze wynika to wyłącznie z większych umiejętności. Bardzo często jest to po prostu efekt wcześniejszego dojrzewania biologicznego. Druga zawodniczka, która rozwija się wolniej, może przez kilka lat przegrywać z rywalkami. Często słyszy wtedy, że jest mniej utalentowana albo że nie robi wystarczających postępów. Tymczasem po kilku latach sytuacja potrafi całkowicie się odwrócić. Kiedy rozwój fizyczny się wyrównuje, nagle okazuje się, że zawodniczka, która wcześniej przegrywała, zaczyna doganiać lub nawet wyprzedzać swoje rywalki. Dlatego jako trener zawsze staram się patrzeć dalej niż tylko na aktualne wyniki. W sporcie dziecięcym nie wygrywa ten, kto jest najlepszy w wieku 12, 13 czy 14 lat. Najważniejsze jest to, kto będzie najlepszy jako dorosły zawodnik. Rodzice i trenerzy powinni pamiętać, że rozwój każdego dziecka przebiega w innym tempie. Chwilowa przewaga fizyczna nie zawsze oznacza większy talent, a chwilowe porażki nie oznaczają braku potencjału. Czasami największym talentem jest nie ten, kto wygrywa dziś. Największym talentem jest ten, kto mimo trudności potrafi wytrwać wystarczająco długo, aby pokazać swój prawdziwy potencjał.