12/04/2026
Zaplanowanym na termin 12 kwietnia wyborom do Zgromadzenia Narodowego na Węgrzech, z racji trwających obecnie wysiłków integracyjnych w Unii Europejskiej, bez wątpienia należy się tytuł jednego z najważniejszych wydarzeń politycznych tego roku.
Trwający bowiem już od szesnastu lat, drugi i słynący z eurosceptyzmu oraz prorosyjskich sympatii reżim Viktora Orbána po raz pierwszy znalazł się w pozycji poważnego zagrożenia. Obliczona przez portal Politico średnia sondażowa wskazuje, że pod koniec marca Fidesz uplasował się dopiero na drugiej pozycji w rankingu z 39-procentowym poparciem. Na prowadzenie, natomiast, wysunęła się centroprawicowa Tisza pod przewodnictwem Pétera Magyara – z poparciem już na poziomie 49%.
Również zgodnie z danymi opublikowanymi przez Politico, jedyną inną partią, która mogłaby ewentualnie przekroczyć próg wyborczy jest skrajnie prawicowy Ruch Naszej Ojczyzny (MHM). Pozostałe biorące udział w wyborach partie, czyli Koalicja Demokratyczna oraz satyryczna Węgierska Partia Psa o Dwóch Ogonach, utrzymują poparcie na poziomie ok. 3-4%.
Kilka innych partii zdecydowało się nie wystawiać własnych kandydatów, aby nie dzielić głosów na niekorzyść opozycji.
Status quo - kulisy długowieczności Fideszu
U źródeł dotychczasowego sukcesu hegemonii Fideszu leżały konsekwentne działania podejmowane przez jego przedstawicieli, mające na celu stworzenie przyjaznego partii polityczno-społecznego krajobrazu. Przez ostatnie lata rządów partii Orbána udało się uzależnić od siebie ok. 78% narodowego rynku medialnego. Fidesz uzyskał dzięki temu zasadniczy monopol na kształtowanie dyskursu publicznego. Nie bez znaczenia są także kreowane latami przez partie stosunki klientelistyczne, które zapewniły jej znaczne wpływy w instytucjach samorządowych.
Innym, już systemowym czynnikiem działającym dotychczas na korzyść Fideszu jest prawo wyborcze na Węgrzech, które z resztą sama partia ukształtowała. Tamtejsza ordynacja wyborcza funkcjonuje w oparciu o jedną listę krajową oraz liczne listy okręgowe. Kandydatom startującym z listy krajowej mogą zostać przydzielone za pomocą metody proporcjonalnej maksymalnie 93 mandaty. Większość mandatów jednak możliwa jest do zdobycia w ramach 106 jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW-ów), w których mandat poselski otrzymuje jeden kandydat z największą ilością głosów.
Taki system faworyzuje duże partie, co dotychczas oczywiście działało na korzyść Fideszu. Jego kandydatom - jako największej w państwie partii, wchodzącej do tego w różne koalicje, a także sprawnie wykorzystującej swojej samorządowe wpływy – przez lata łatwo przychodziło zdobywanie największej ilości głosów w konfrontacji ze sfragmentaryzowaną opozycją.
Jednakże w tym roku, ta świetnie wykalkulowana machina systemowa może stanąć u przyczyn upadku wieloletniej hegemonii Orbána.
Świt Magyara, świt Tiszy – wiatr zmiany?
W 2024 roku doszło do ogólnokrajowego skandalu, w wyniku którego ówczesna prezydentka z ramienia Fideszu, Katalin Novák, ustąpiła ze stanowiska. Sytuację tę sprawnie wykorzystał ówczesny mąż również zamieszanej w aferę węgierskiej byłej ministry sprawiedliwości, Péter Magyar. Magyar – postać dotychczas praktycznie nieistniejąca w świecie polityki – w ekspresowym tempie stał się medialnie rozpoznawalny. Udzielał wywiadów, w których otwarcie krytykował establishment oraz stworzył efektywne kanały komunikacji ze społeczeństwem za pośrednictwem mediów społecznościowych. Węgrzy po raz pierwszy od dłuższego czasu mogli poczuć się wysłuchani i zrozumiani. Magyar szybko zdołał także przejąć struktury istniejącej już partii Tisza, stając się jeszcze w tym samym roku jej prezesem.
Dzięki politycznej sprawności oraz charyzmatycznej osobowości Magyara dotychczas niemrawa politycznie i zatomizowana opozycja zdołała się scementować, i - na co wskazują sondaże - cieszy się sporym poparciem i zaufaniem węgierskiego społeczeństwa, które wiąże z nią spore nadzieje.
Magyar kontra Orbán, Orbán kontra… Zełenski i von der Leyen
Zarówno Fidesz jak i Tisza podzielają mniej lub bardziej wyrazisty prawicowy sentyment. Jednak oczywisty kontekst sytuacji politycznej na Węgrzech oraz stosunek każdej z partii wobec establishmentu i przyszłości węgierskiej polityki międzynarodowej naturalnie umieszcza te dwie partie w ostrej opozycji względem siebie.
Tym, czemu w głównej mierze Tisza zawdzięcza swój dotychczasowy sukces, jest jej status pierwszej od lat partii na Węgrzech posiadającej odpowiednie zasoby by skutecznie zagrozić partii rządzącej oraz sprawnie te zasoby wykorzystującej. Magyarowi udało się skonsolidować nie tylko tę centro-prawicową część opozycji. Część partii lewicowych zdecydowała się nie wystawiać list w wyborach. Dzięki temu Tisza może liczyć także na ich elektorat. Na ugrupowanie Magyara zagłosują zapewne także nieusatysfakcjonowani wyborcy Fideszu.
Najprościej mówiąc – każdy, niezależnie od orientacji politycznej, kto zmęczony jest szesnastoletnią inercją węgierskiej demokracji, ma potencjał, by stać się wyborcą Tiszy.
Ten potencjał Magyar przeistacza w rzeczywistość ożywioną, tyrtejską wręcz kampanią. Z jednej strony składa się na nią otwarta i intensywna krytyka reżimu. Politycy z ugrupowania Magyara jednoznacznie winią Fidesz za dezintegrację aparatu demokracji oraz zniszczenie relacji państwa ze wspólnotą europejską. Z drugiej, zaś – na wiecach, plakatach i w mediach Tisza hucznie manifestuje swoje zwycięstwo, już teraz nadając mu rangę wydarzenia historycznego. Partia obiecuje, że gdy zmiana reżimu niechybnie nastąpi, jej priorytetem stanie się odbudowanie relacji z Unią Europejską oraz odblokowanie unijnych funduszy.
Ataki ze strony Tiszy Fidesz próbuje z kolei odpierać oskarżeniem Magyara o europejsko-ukraińską agenturę. Wpisuje się to w szerszy obraz kampanijnej retoryki partii rządzącej, która oparta pozostaje na strachu przed siłami rzekomo zagrażającym węgierskiej suwerenności, takimi jak Unia Europejska czy Ukraina właśnie.
Głównym punktem odniesienia dla Fideszu pozostaje kwestia rurociągu naftowego “Przyjaźń”, łączący Rosję z państwami Europy Środkowej, takimi jak Słowacja czy - właśnie - Węgry. W wyniku działań rosyjskich w Ukrainie, infrastruktura “Przyjaźni” została naruszona a dostawy surowca – przerwane. Fidesz utrzymuje, że rzekoma niechęć rządu ukraińskiego do naprawy zniszczeń dokonanych przez Rosjan jest celowym sabotażem węgierskiego bezpieczeństwa energetycznego.
Na plakatach wyborczych Fideszu obok podobizn kandydatów z ramienia ugrupowania możemy napotkać twarze zagranicznych polityków. “Nie pozwólmy Zełenskiemu śmiać się jako ostatniemu” - czytamy na jednym z plakatów, przedstawiającym uśmiechnięty portret ukraińskiego prezydenta. “Nie będziemy płacić!” głosi inny, tym razem opatrzony wizerunkiem nie tylko Zełenskiego, ale także przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, wraz z prezesem Europejskiej Partii Ludowej - Manfredem Weberem.
Dotychczasowa kampania Fideszu zdawała się dość niemrawa, zwłaszcza biorąc pod uwagę, w jakim położeniu znajdowała się partia. Sztab ugrupowania ze zdwojoną siłą zdołał jednak zmobilizować się na ostatniej prostej. Wiktor Orbán widocznie się zaktywizował, co widać nie tylko po tym, że rozpoczął swoje ogólnokrajowe tournée, lecz także po zwiększonej jego aktywności w mediach społecznościowych. Węgierski premier zdołał zaangażować śmietankę zachodniej prawicy - uzyskał jawne poparcie takich osobistości jak chociażby amerykański wicepremier J.D. Vance. Nie zabrakło również wizyty prezydenta Karola Nawrockiego, który w szczycie kampanii zawitał na Węgrzech.
W kontekście kampanii Fideszu trudno jest nie wspomnieć także o jego jawnej i serdecznej relacji z rządem na Kremlu. Istnieją powody aby sądzić, że wywiad rosyjski jest zaangażowany w kampanię Fideszu – merytorycznie czy finansowo chociażby. Jeżeli Fidesz utraci władzę, “Rosja straci jedno ze swoich najlepszych narzędzi sabotażu w Europie”. Dokładna skala zaangażowania Moskwy w przebieg wyborów nie jest znana i fakt ten z pewnością powinien budzić pewien niepokój.
Już dzisiaj Węgrzy udadzą się do urn. Zegar wyborczy w Budapeszcie wkrótce wybije godzinę dwunastą a, gdy to się stanie, jego dzwon niechybnie rozniesie się echem nie tylko w kraju, lecz także po reszcie kontynentu.