Koło Naukowe Marketingu Politycznego UAM

Koło Naukowe Marketingu Politycznego UAM

Udostępnij

Najmłodsze koło naukowe działające na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa. Opiekun naukowy: Prof. UAM dr hab. Szymon Ossowski

Analizujemy wizerunki polityków, komentujemy działania PR-owe i edukujemy studentów UAM.

27/05/2026

𝐂𝐡𝐜𝐞𝐬𝐳 𝐰𝐲𝐛𝐫𝐚𝐜́ 𝐬́𝐜𝐢𝐞𝐳̇𝐤𝐞̨ 𝐤𝐚𝐫𝐢𝐞𝐫𝐲, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐚 𝐦𝐚 𝐫𝐞𝐚𝐥𝐧𝐲 𝐰𝐩ł𝐲𝐰 𝐧𝐚 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐬𝐳ł𝐨𝐬́𝐜́ 𝐄𝐮𝐫𝐨𝐩𝐲? 𝐉𝐚𝐤𝐢𝐞 𝐦𝐨𝐳̇𝐥𝐢𝐰𝐨𝐬́𝐜𝐢 𝐳𝐚𝐰𝐨𝐝𝐨𝐰𝐞 𝐨𝐟𝐞𝐫𝐮𝐣𝐞 𝐔𝐧𝐢𝐚 𝐄𝐮𝐫𝐨𝐩𝐞𝐣𝐬𝐤𝐚? 𝐃𝐥𝐚𝐜𝐳𝐞𝐠𝐨 𝐰𝐚𝐫𝐭𝐨 𝐳𝐚𝐜𝐳𝐚̨𝐜́ 𝐨𝐝 𝐩ł𝐚𝐭𝐧𝐞𝐠𝐨 𝐬𝐭𝐚𝐳̇𝐮? 𝐀 𝐭𝐚𝐤𝐳̇𝐞 – 𝐝𝐥𝐚𝐜𝐳𝐞𝐠𝐨 𝐏𝐨𝐥𝐚𝐜𝐲 𝐬𝐚̨ 𝐝𝐳𝐢𝐬́ 𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞𝐠𝐨́𝐥𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐨𝐭𝐫𝐳𝐞𝐛𝐧𝐢 𝐰 𝐢𝐧𝐬𝐭𝐲𝐭𝐮𝐜𝐣𝐚𝐜𝐡 𝐔𝐄?

Na te i wiele innych pytań, już 𝟐 𝐜𝐳𝐞𝐫𝐰𝐜𝐚, odpowiedzą eksperci z Biura Regionalnego Komisji Europejskiej w Polsce, podczas poznańskiego – ostatniego już – spotkania w ramach – cyklu wydarzeń promujących karierę Polaków w instytucjach UE.

👉🏻 Zapisz się i dowiedz się, jak zrobić pierwszy krok!

Więcej informacji znajdziesz w opisie wydarzenia: EU Careers Roadshow - Poznań

Link do rejestracji. Liczba miejsc jest ograniczona 👉🏻 https://forms.office.com/pages/responsepage.aspx?id=BotMsixS_kaQgHCSb43dsSYRyEPtZXhMrnhh0BqdpgxUMVA3TUQxUkxOTDBZUFExVlZFQ1BYU01OUC4u&route=shorturl

Komisja Europejska w Polsce

15/04/2026

Zapraszamy na targi praktyk i staży, organizowane przez Biuro Karier UAM już 22 kwietnia! 🔜 szczegóły w poście poniżej 👇🏼

🤩Przed nami XII Targi Praktyk i Staży - Dzień z Biurem Karier na Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM!

Podczas wydarzenia spotkasz się z Przedstawicielami:
👉ABW,
👉The Best Way - Work &Travel USA,
👉Cheers Stories,
👉Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Poznaniu,
👉Izba Administracji Skarbowej w Poznaniu,
👉Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu,
👉Wielkopolska Policja,
👉Lubimyczytac.pl,
👉Sucholeski Magazyn Mieszkańców Gminy,
👉Ministerstwo Spraw Zagranicznych,
👉Powiatowy Urząd Pracy w Poznaniu,
👉Radio Afera,
👉Radio Poznań,
👉Miasto Poznań,
👉Wielkopolska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości,
👉Wielkopolski Urząd Wojewódzki w Poznaniu,
👉WCR Poznań,
👉ZUS Zakład Ubezpieczeń Społecznych,
👉Studencki Ambasador Karier UE,
👉Santander.

📅 Zarezerwuj 22 kwietnia (środa)
⏰ Godz. 11:15–14:00
📍 Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa (Kampus Morasko)

Wpadnij na XIII Targi Praktyk i Staży – Dzień z Biurem Karier UAM i:
🔹 poznaj ofertę oraz zespół Biura Karier
🔹 dowiedz się więcej o planowaniu swojej ścieżki zawodowej
🔹 zakręć kołem rozwojowym i zgarnij fajne gadżety 🎁
🔹 zdobądź cenną wiedzę w swobodnej, przyjaznej atmosferze

💥 A to nie wszystko — czeka na Ciebie konkurs ONLINE z atrakcyjnymi nagrodami, w którym możesz wziąć udział już dzisiaj! https://forms.cloud.microsoft/pages/responsepage.aspx?id=4Z5ocy-0JU6l9mbR8pvAksMFXJ2hTG1CuWNFyVkDJWFUNlBPRE1URkxJUU5STVROTkw4OUNHN1VKUS4u&route=shorturl

Nie przegap tej okazji — zrób pierwszy krok w stronę swojej kariery 🚀

12/04/2026

Zaplanowanym na termin 12 kwietnia wyborom do Zgromadzenia Narodowego na Węgrzech, z racji trwających obecnie wysiłków integracyjnych w Unii Europejskiej, bez wątpienia należy się tytuł jednego z najważniejszych wydarzeń politycznych tego roku.

Trwający bowiem już od szesnastu lat, drugi i słynący z eurosceptyzmu oraz prorosyjskich sympatii reżim Viktora Orbána po raz pierwszy znalazł się w pozycji poważnego zagrożenia. Obliczona przez portal Politico średnia sondażowa wskazuje, że pod koniec marca Fidesz uplasował się dopiero na drugiej pozycji w rankingu z 39-procentowym poparciem. Na prowadzenie, natomiast, wysunęła się centroprawicowa Tisza pod przewodnictwem Pétera Magyara – z poparciem już na poziomie 49%.
Również zgodnie z danymi opublikowanymi przez Politico, jedyną inną partią, która mogłaby ewentualnie przekroczyć próg wyborczy jest skrajnie prawicowy Ruch Naszej Ojczyzny (MHM). Pozostałe biorące udział w wyborach partie, czyli Koalicja Demokratyczna oraz satyryczna Węgierska Partia Psa o Dwóch Ogonach, utrzymują poparcie na poziomie ok. 3-4%.
Kilka innych partii zdecydowało się nie wystawiać własnych kandydatów, aby nie dzielić głosów na niekorzyść opozycji.

Status quo - kulisy długowieczności Fideszu

U źródeł dotychczasowego sukcesu hegemonii Fideszu leżały konsekwentne działania podejmowane przez jego przedstawicieli, mające na celu stworzenie przyjaznego partii polityczno-społecznego krajobrazu. Przez ostatnie lata rządów partii Orbána udało się uzależnić od siebie ok. 78% narodowego rynku medialnego. Fidesz uzyskał dzięki temu zasadniczy monopol na kształtowanie dyskursu publicznego. Nie bez znaczenia są także kreowane latami przez partie stosunki klientelistyczne, które zapewniły jej znaczne wpływy w instytucjach samorządowych.
Innym, już systemowym czynnikiem działającym dotychczas na korzyść Fideszu jest prawo wyborcze na Węgrzech, które z resztą sama partia ukształtowała. Tamtejsza ordynacja wyborcza funkcjonuje w oparciu o jedną listę krajową oraz liczne listy okręgowe. Kandydatom startującym z listy krajowej mogą zostać przydzielone za pomocą metody proporcjonalnej maksymalnie 93 mandaty. Większość mandatów jednak możliwa jest do zdobycia w ramach 106 jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW-ów), w których mandat poselski otrzymuje jeden kandydat z największą ilością głosów.
Taki system faworyzuje duże partie, co dotychczas oczywiście działało na korzyść Fideszu. Jego kandydatom - jako największej w państwie partii, wchodzącej do tego w różne koalicje, a także sprawnie wykorzystującej swojej samorządowe wpływy – przez lata łatwo przychodziło zdobywanie największej ilości głosów w konfrontacji ze sfragmentaryzowaną opozycją.

Jednakże w tym roku, ta świetnie wykalkulowana machina systemowa może stanąć u przyczyn upadku wieloletniej hegemonii Orbána.

Świt Magyara, świt Tiszy – wiatr zmiany?

W 2024 roku doszło do ogólnokrajowego skandalu, w wyniku którego ówczesna prezydentka z ramienia Fideszu, Katalin Novák, ustąpiła ze stanowiska. Sytuację tę sprawnie wykorzystał ówczesny mąż również zamieszanej w aferę węgierskiej byłej ministry sprawiedliwości, Péter Magyar. Magyar – postać dotychczas praktycznie nieistniejąca w świecie polityki – w ekspresowym tempie stał się medialnie rozpoznawalny. Udzielał wywiadów, w których otwarcie krytykował establishment oraz stworzył efektywne kanały komunikacji ze społeczeństwem za pośrednictwem mediów społecznościowych. Węgrzy po raz pierwszy od dłuższego czasu mogli poczuć się wysłuchani i zrozumiani. Magyar szybko zdołał także przejąć struktury istniejącej już partii Tisza, stając się jeszcze w tym samym roku jej prezesem.
Dzięki politycznej sprawności oraz charyzmatycznej osobowości Magyara dotychczas niemrawa politycznie i zatomizowana opozycja zdołała się scementować, i - na co wskazują sondaże - cieszy się sporym poparciem i zaufaniem węgierskiego społeczeństwa, które wiąże z nią spore nadzieje.

Magyar kontra Orbán, Orbán kontra… Zełenski i von der Leyen

Zarówno Fidesz jak i Tisza podzielają mniej lub bardziej wyrazisty prawicowy sentyment. Jednak oczywisty kontekst sytuacji politycznej na Węgrzech oraz stosunek każdej z partii wobec establishmentu i przyszłości węgierskiej polityki międzynarodowej naturalnie umieszcza te dwie partie w ostrej opozycji względem siebie.

Tym, czemu w głównej mierze Tisza zawdzięcza swój dotychczasowy sukces, jest jej status pierwszej od lat partii na Węgrzech posiadającej odpowiednie zasoby by skutecznie zagrozić partii rządzącej oraz sprawnie te zasoby wykorzystującej. Magyarowi udało się skonsolidować nie tylko tę centro-prawicową część opozycji. Część partii lewicowych zdecydowała się nie wystawiać list w wyborach. Dzięki temu Tisza może liczyć także na ich elektorat. Na ugrupowanie Magyara zagłosują zapewne także nieusatysfakcjonowani wyborcy Fideszu.
Najprościej mówiąc – każdy, niezależnie od orientacji politycznej, kto zmęczony jest szesnastoletnią inercją węgierskiej demokracji, ma potencjał, by stać się wyborcą Tiszy.
Ten potencjał Magyar przeistacza w rzeczywistość ożywioną, tyrtejską wręcz kampanią. Z jednej strony składa się na nią otwarta i intensywna krytyka reżimu. Politycy z ugrupowania Magyara jednoznacznie winią Fidesz za dezintegrację aparatu demokracji oraz zniszczenie relacji państwa ze wspólnotą europejską. Z drugiej, zaś – na wiecach, plakatach i w mediach Tisza hucznie manifestuje swoje zwycięstwo, już teraz nadając mu rangę wydarzenia historycznego. Partia obiecuje, że gdy zmiana reżimu niechybnie nastąpi, jej priorytetem stanie się odbudowanie relacji z Unią Europejską oraz odblokowanie unijnych funduszy.

Ataki ze strony Tiszy Fidesz próbuje z kolei odpierać oskarżeniem Magyara o europejsko-ukraińską agenturę. Wpisuje się to w szerszy obraz kampanijnej retoryki partii rządzącej, która oparta pozostaje na strachu przed siłami rzekomo zagrażającym węgierskiej suwerenności, takimi jak Unia Europejska czy Ukraina właśnie.
Głównym punktem odniesienia dla Fideszu pozostaje kwestia rurociągu naftowego “Przyjaźń”, łączący Rosję z państwami Europy Środkowej, takimi jak Słowacja czy - właśnie - Węgry. W wyniku działań rosyjskich w Ukrainie, infrastruktura “Przyjaźni” została naruszona a dostawy surowca – przerwane. Fidesz utrzymuje, że rzekoma niechęć rządu ukraińskiego do naprawy zniszczeń dokonanych przez Rosjan jest celowym sabotażem węgierskiego bezpieczeństwa energetycznego.
Na plakatach wyborczych Fideszu obok podobizn kandydatów z ramienia ugrupowania możemy napotkać twarze zagranicznych polityków. “Nie pozwólmy Zełenskiemu śmiać się jako ostatniemu” - czytamy na jednym z plakatów, przedstawiającym uśmiechnięty portret ukraińskiego prezydenta. “Nie będziemy płacić!” głosi inny, tym razem opatrzony wizerunkiem nie tylko Zełenskiego, ale także przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, wraz z prezesem Europejskiej Partii Ludowej - Manfredem Weberem.

Dotychczasowa kampania Fideszu zdawała się dość niemrawa, zwłaszcza biorąc pod uwagę, w jakim położeniu znajdowała się partia. Sztab ugrupowania ze zdwojoną siłą zdołał jednak zmobilizować się na ostatniej prostej. Wiktor Orbán widocznie się zaktywizował, co widać nie tylko po tym, że rozpoczął swoje ogólnokrajowe tournée, lecz także po zwiększonej jego aktywności w mediach społecznościowych. Węgierski premier zdołał zaangażować śmietankę zachodniej prawicy - uzyskał jawne poparcie takich osobistości jak chociażby amerykański wicepremier J.D. Vance. Nie zabrakło również wizyty prezydenta Karola Nawrockiego, który w szczycie kampanii zawitał na Węgrzech.

W kontekście kampanii Fideszu trudno jest nie wspomnieć także o jego jawnej i serdecznej relacji z rządem na Kremlu. Istnieją powody aby sądzić, że wywiad rosyjski jest zaangażowany w kampanię Fideszu – merytorycznie czy finansowo chociażby. Jeżeli Fidesz utraci władzę, “Rosja straci jedno ze swoich najlepszych narzędzi sabotażu w Europie”. Dokładna skala zaangażowania Moskwy w przebieg wyborów nie jest znana i fakt ten z pewnością powinien budzić pewien niepokój.

Już dzisiaj Węgrzy udadzą się do urn. Zegar wyborczy w Budapeszcie wkrótce wybije godzinę dwunastą a, gdy to się stanie, jego dzwon niechybnie rozniesie się echem nie tylko w kraju, lecz także po reszcie kontynentu.

04/04/2026

Wesołych Świąt od KNMP UAM! 🌷

Z okazji Wielkanocy życzymy Wam spokoju, który pozwoli złapać dystans, oraz energii do realizacji najbardziej odważnych pomysłów (nie tylko marketingowych!) 🚀

Niech ten czas będzie okazją do odpoczynku i celebracji chwil z najbliższymi.
Do zobaczenia po świętach, gotowi na nowe naukowe wyzwania! 🐣👋

31/03/2026

Wybory regionalne w Hiszpanii, sukces prawicy ?

Wybory lokalne w Hiszpanii rzadko przebijają się do polskiej debaty o polityce międzynarodowej. Niesłusznie — bo to właśnie na poziomie regionalnym najlepiej widać, w którą stronę zmierza hiszpańska scena polityczna. To tam ujawniają się nowe trendy, przesunięcia nastrojów i rosnące znaczenie lokalnych tożsamości, zakorzenionych w silnej autonomii poszczególnych regionów.
Szczególnie uważnie warto przyglądać się takim regionom jak Kastylia czy Aragonia. Wyniki wyborów w tych częściach państwa często działają jak polityczny barometr, zapowiadając szersze zmiany w preferencjach wyborczych Hiszpanów.

Wybory w Kastylii, które odbyły się 15 marca 2026 roku, były kolejnym ważnym sprawdzianem dla hiszpańskiej polityki regionalnej. Choć dotyczyły tylko jednej z 17 wspólnot autonomicznych — posiadających własne parlamenty i rządy — ich znaczenie wykracza daleko poza poziom lokalny. Do rywalizacji stanęły główne siły polityczne kraju: centroprawicowa Partia Ludowa (PP), skrajnie prawicowy Vox oraz socjalistyczna PSOE. Ostatecznie zwycięstwo przypadło PP, która zdobyła 33 mandaty, wyprzedzając socjalistów z PSOE, którzy uzyskali 30 miejsc w parlamencie. Trzecią siłą okazał się Vox, potwierdzając swoją trwałą obecność na scenie politycznej. Wynik wyborów podtrzymał trend poparcia dla prawicy w regionie oraz ukazał słabnące poparcie dla lewicowej PSOE. Kampania wyborcza koncentrowała się wokół problemów szczególnie dotkliwych dla regionu — depopulacji, trudności w dostępie do opieki zdrowotnej oraz wyzwań gospodarczych. To właśnie te kwestie, bardziej niż wielka polityka, zdominowały debatę i pokazały, z jakimi realnymi problemami mierzą się mieszkańcy Kastylii.

Wybory w Aragonii, które odbyły się 8 lutego 2026 roku, miały charakter przedterminowy i były bezpośrednim skutkiem narastającego kryzysu politycznego oraz sporów budżetowych. Choć ponownie do rywalizacji stanęły największe ogólnokrajowe siły — Partia Ludowa (PP), Vox oraz socjaliści z PSOE — regionalna scena polityczna pokazała swoje odrębne oblicze. Na szczególną uwagę zasługuje obecność Chunta Aragonesista — ugrupowania regionalnego, które buduje swoją tożsamość na postulatach silniejszej autonomii i wyraźnie zaakcentowanej odrębności regionu. To właśnie ta partia okazała się jednym z wygranych wyborów, wzmacniając swoją reprezentację o trzy mandaty. Zwycięstwo ponownie przypadło Partii Ludowej, jednak — co istotne — odbyło się ono kosztem utraty części dotychczasowego poparcia. Podobne spadki odnotowały również Vox i PSOE, co wskazuje na wyraźne rozproszenie głosów i rosnące znaczenie mniejszych, regionalnych ugrupowań. Podobnie jak w innych częściach Hiszpanii, kampania wyborcza w Aragonii koncentrowała się wokół problemów najbardziej odczuwalnych dla mieszkańców — depopulacji, ograniczonego dostępu do opieki zdrowotnej oraz trudnej sytuacji gospodarczej regionu.

Wybory w Andaluzji, które muszą odbyć się najpóźniej do 30 czerwca 2026 roku, zapowiadają się jako kolejny istotny test dla układu sił w hiszpańskiej polityce regionalnej. Do rywalizacji ponownie staną główne ugrupowania: Partia Ludowa (PP), Vox oraz socjaliści z PSOE. Wszystko wskazuje na to, że Partia Ludowa utrzyma swoją dominującą pozycję w regionie. Sondaże sugerują nie tylko stabilne poparcie dla centroprawicy, ale także dalsze osłabienie PSOE, która od dłuższego czasu zmaga się ze spadkiem znaczenia. Wynik wyborów w Andaluzji może więc nie tylko potwierdzić dotychczasowy trend, ale również wzmocnić ogólnokrajową narrację o przesuwaniu się politycznego środka ciężkości w stronę prawicy.

Wybory lokalne w Hiszpanii coraz wyraźniej odsłaniają kierunek zmian zachodzących na krajowej scenie politycznej. Widać w nich rosnącą tendencję przesuwania się elektoratu w stronę prawicy, co znajduje odzwierciedlenie w wynikach kolejnych głosowań regionalnych. Dla lewicowego rządu premiera Pedro Sánchez oraz całej hiszpańskiej lewicy może to stanowić wyraźny sygnał ostrzegawczy. Jeśli obecne trendy się utrzymają, układ sił w kraju może w najbliższych latach ulec istotnej zmianie.

Autor: Kuba Molęcki

30/03/2026

Wybory połówkowe w USA 2026 r., czyli referendum nad drugą kadencją Donalda Trumpa.

Wybory połówkowe tzw. midterms elections są przeprowadzane co 2 lata, dokładnie w środku czteroletniej kadencji prezydenckiej. Pozwalają określić dalszy kierunek rozwoju demokracji, zrównoważyć siły w Kongresie oraz zrewidować działania wraz z osiągnięciami dotychczasowych parlamentarzystów. Tegoroczne wybory uzupełniające odbędą się zgodnie z tradycją we wtorek po pierwszym poniedziałku listopada, czyli 3 listopada 2026 roku. Mają one fundamentalne znaczenie w kontekście dalszej polityki Donalda Trumpa i Republikanów.

Wyścig o poparcie i wpływy na terenie Stanów Zjednoczonych rozpoczął się już 3 marca dzięki prawyborom. To właśnie wyniki partycypacji Amerykanów będą jednoznacznym sygnałem o nastrojach społecznych i obszarach, które będą dominować w dalszej części kampanii. Prawybory w stanie Teksas do Senatu wyłoniły kandydata Demokratów - Jamesa Talarico. Przeciwnej opcji politycznej to się nie udało z powodu braku wystarczającej liczby głosów (41,9%) dla obecnie urzędującego senatora - Johna Cornyna. Polityk zmierzy się w dodatkowej turze 26 maja z prokuratorem generalnym i zwolennikiem Trumpa - Kenem Paxtonem (40,7%). Ogłoszony werdykt wywołał spore emocje i zamieszanie w obozie Konserwatystów. W innych stanach wyniki kandydatów do izby wyższej plasują się następująco (Demokraci/ Republikanie): w Arkansas wygrali Hallie Shoffner oraz Tom Cotton, w Karolinie Północnej zwyciężyli Roy Cooper i Michael Whatley, w Mississippi Scott Colom, a także Cindy Hyde-Smith, natomiast w Illionis nominację zdobyli Juliana Stratton oraz Don Tracy.

Historia Stanów Zjednoczonych jasno pokazuje, że najczęściej podczas midterms elections wygrywa partia przegrana w wyborach prezydenckich. Opozycja ma okazję na krytykę obecnego rządu, dzięki czemu jej szanse są zdecydowanie większe niż przeciwnej opcji politycznej. Aktualne prognozy sugerują szansę na przejęcie kontroli w Kongresie przez Demokratów, szczególnie w Izbie Reprezentantów. Zgodnie z analizami rynkowymi (np. Polymarket) prawdopodobieństwo ich wygranej oscyluje na poziomie 80%. Warto zaznaczyć, że badania te są oparte na oczekiwaniach inwestorów, jednakże odzwierciedlają ryzyko finansowe i deliberację społeczną na temat wyników, które mogą mieć realne przełożenie na dane sondażowe.

Statystyki poparcia opinii publicznej pokazują zmęczenie Amerykanów i dużą polaryzację stanowisk elektoratu. Prezydent USA stwierdza, że ,,The US economy is booming” oraz nazywa obecne realia gospodarcze jako ,,This is the golden age of America”. Jednak najnowszy sondaż Reuters/Ipsos zakończony 23 lutego wykazał, że aż 68% osób nie zgadza się z tą opinią. Również członkowie Partii Republikańskiej podczas tego badania mieli mocno podzielone zdania.

Sankcje ekonomiczne wielokrotnie stosowane wobec Chin, Rosji czy Iranu oraz polityka protekcjonizmu są głównymi czynnikami niepokoju społecznego. Administracja promuje te działania w celu odzyskania suwerenności przemysłowej, jednakże ceny towarów nadal rosną a globalne łańcuchy dostaw są zdestabilizowane. W obliczu zbliżających się wyborów połówkowych to właśnie budżet przeciętnego obywatela i jego dobrobyt będzie decydował o tym na kogo zagłosuje.

Intensyfikacja działań agencji ICE (Immigration and Customs Enforcement) prowadzi także do silnych podziałów. Liczne deportacje nielegalnych imigrantów utwierdzają elektorat prorepublikański w przekonaniu o sukcesie administracji Trumpa. Proklamowanie idei bezpieczeństwa może utwierdzić stałych wyborców o wadze ich głosu.

Odmienne stanowisko reprezentują Demokraci. Wskazują na brutalność prowadzonych przez ICE czynności oraz postulują ograniczenie uprawnień funkcjonariuszy tej agencji. Swoją opinie argumentują dwoma tragicznymi skutkami zatrzymań podczas protestów w Minneapolis - zastrzeleniem Renee Good i Alexa Prettiego. Wydarzenia te wywołały konflikt, który przeniósł się na poziom konstytucyjny. Gubernatorzy poszczególnych stanów zaczęli blokować współpracę miejscowych służb z ICE. Naloty w tzw. sanctuary cities (miastach ograniczających kooperację z organami federalnymi zajmujących się imigracją) wywołały silny opór, protesty oraz mobilizację wyborców progresywnych wraz z mniejszościami. W regionach takich jak Nevada czy Arizona agresywna polityka migracyjna może stać się decydująca. Wynik wyborów wskaże, czy obywatele akceptują dotychczasowy model państwa w sferze nielegalnej imigracji.

Kolejnym filarem silnej polaryzacji jest prowadzona przed Donalda Trumpa ,,transakcyjna” polityka zagraniczna. Charakteryzuje się ona biznesowym podejściem, opartym na krótkotrwałej wymianie zasobów pomiędzy podmiotami i szybkim zysku. Przykładem tej polityki jest chęć zwiększenia wpływów na terenie Grenlandii. Znaczne pokłady pierwiastków ziem rzadkich - tj. uran czy żelazo wraz z rezerwami ropy naftowej i gazu są wyjątkowo intratne dla USA. Także strategiczne położenie tych terenów mogłoby stanowić przyczółek militarny. Ambicje te, przyciągną zwolenników wizji silnych Stanów Zjednoczonych. Opcja demokratyczna uważa naciski na Danię - bliskiego sojusznika i członka NATO - za niszczące dobre relacje, które ograniczą zaufanie międzynarodowe. Ponadto sprzeciwiają się masowej eksploatacji surowców, która może doprowadzić do nieodwracalnych zmian klimatycznych. Opozycja wykorzystuje ten temat do mobilizacji młodego pokolenia oraz w celu przyciągnięcia jednostek o poglądach centrowych, obawiających się nieprzewidywalnej polityki Trumpa.

Nadchodzące wybory połówkowe stanowią najważniejszy punkt zwrotny w aktualnym cyklu politycznym USA. Listopadowe głosowanie pełni rolę ogólnokrajowego referendum nad dotychczasowymi działaniami Donalda Trumpa. Demokraci oraz Republikanie stoczą walkę o kontrolę nad Izbą Reprezentantów i Senatem. Wyborcy zadecydują, czy chcą kontynuacji polityki ,,America First”, czy też - zgodnie z historią poprzednich midterms elections - zmuszą obecny rząd do koabitacji z opozycją.

Autorka: Sara Zielonka

29/03/2026

Wybory samorządowe we Francji 2026

15 i 22 marca we Francji odbyły się wybory samorządowe do rad miast i gmin. To ostatnie ogólnokrajowe głosowanie przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku, a więc i próba sił dla największych partii politycznych. W 2020 roku frekwencja w nich była wyjątkowo niska, a wyniki przyniosły kilka zaskoczeń. Tegoroczne głosowanie było jednocześnie sprawdzianem popularności, jak i rozliczeniem rządzących.

W 2020 roku wybory odbyły się pod znakiem pandemii Covid-19. Wtedy centrowe ugrupowanie Emmanuela Macrona poniosło częściową porażkę, nie zdobywając żadnego dużego miasta, a w Paryżu wygrywając tylko w jednej dzielnicy z siedmioma na 163 radnych. Nie oznacza to jednak, że zyskała na tym radykalna prawica Marine Le Pen - odnieśli oni zwycięstwo tylko w jednym mieście powyżej 100 tys. mieszkańców. Niespodzianką był duży sukces Zielonych, którym udało zdobyć się kilka kluczowych miast – Bordeaux, Lyon, czy Marsylię.

Jak kształtowały się szanse w 2026 roku? Dobrym wskaźnikiem będą tu badania popularności przewodniczących partii przeprowadzone w lutym przez Odoxa-Mascaret z początku marca. Zaufanie do obecnie urzędującego prezydenta, Emmanuela Macrona spada — aż 77% Francuzów twierdzi, że nie jest on dobrym prezydentem. Po prawej stronę sceny politycznej, największe poparcie na poziomie 35% ma Jordan Bardelli, przewodniczący Zjednoczenia Narodowego. Może on nawet zastąpić Marine Le Pen w wyścigu prezydenckim w 2027 roku. Najpopularniejszym politykiem lewicy jest obecnie Raphaël Glucksmann, który w całym zestawieniu zajmuje jednak dopiero ósme miejsce. Sondaż pokazuje także jedną ciekawą statystykę dotyczącą potrzeby zmiany lokalnych przywódców — merów. Większość Francuzów wolałaby zmianę na tym stanowisku w swoim regionie, co jest zaskoczeniem, ponieważ do tej pory, to urzędujący mer zwyczajowo miał przewagę nad kontrkandydatami.

Uwaga partii skupiła się głównie na największych miastach, a więc także i na stolicy. W Paryżu o stanowisko prezydenta powalczło sześciu kandydatów, po dwóch z każdej strony sceny politycznej. Faworytami byli to Emmanuel Grégoire (Zieloni), Rachida Dati (sojusz centroprawicowy) oraz Pierre-Yves Bournazel (blok centrowy Macrona), Sophia Chikirou (radykalna lewica LFI) oraz Sarah Knafo (prawica). Do drugiej tury przeszło trzech kandydatów - Grégoire, Dati oraz Chikirou. Kandydat partii Rassemblement National (Marine Le Pen) Thierry Mariani raczej nie mógł liczyć na udział w 2 turze. Priorytetem Grégoirena jest mieszkalnictwo i zapowiedzi oddłużenia miasta. Dati, która obecnie mierzy się z zarzutami o korupcję, twierdzi, że „zmieni Paryż i życie jego mieszkańców”. Chikirou chce odejść od polityki obecnej prezydent, Anne Hidalgo, i liczy, że jej partia uzyska poparcie w regionach, którego na razie jej brak. Ostatecznie nowym merem Paryża został Emmanuel Grégoire z poparciem rzędu 50,5%, który dziękując wyborcom stwierdził, że Paryż "nie jest i nigdy nie będzie miastem skrajnej prawicy".

Wybory samorządowe odgrywają na tyle ważną rolę, ponieważ to właśnie radni głosować będą we wrześniowych wyborach do Senatu, które we Francji są one pośrednie. Układ sił w kraju jest zróżnicowany. Rassemblement National zwiększył liczbę swoich kandydatów i liczył na ponowne zwycięstwo w Perpignan, a także sukces w Nicei, Tulonie i Nimes. Lewica opierała swoją siłę na koalicji między komunistami i Zielonymi, licząc na to, że wystarczy to do utrzymania Paryża i Marsylii. Złe notowania miała partia wspierająca prezydenta, która raczej nie może liczyć na znaczące sukcesy. Warto wspomnieć też, że w największym francuskim mieście po raz pierwszy zostały przeprowadzone dwa odrębne głosowania. Pierwszy głos dotyczył radnych dzielnic, a drugi Rady Paryża, która wybierze swojego reprezentanta.

Wyniki okazały się dość zaskakujące. RN przegrał w Marsylii na rzecz Benoita Payana, socjalisty. Udało się jednak w Nicei, gdzie merem został Eric Ciotti, wspierający partię Le Pen. Inne duże miasta pozostały poza zasięgiem ugrupowania, lecz łącznie “zdobyło” ono ponad 70 gmin. Marine Le Pen określiła wynik wyborów jako “ogromne zwycięstwo”. Z drugiej strony sceny politycznej, Partia Socjalistyczna, oprócz Paryża, ponownie zwycięża w Marsylii, Lille i Montpellier. Na rzecz prawicowych Republikanów traci m.in. Brest i Tulle. Skrajna francuska lewica LFI, mimo swojej pierwszej ogólnokrajowej kampanii, uzyskuje niewiele, zwycięża w Roubaix. Porażka nie jest jednak całkowita, ponieważ w niektórych regionach udało się zawiązać sojusz z Socjalistami i Komunistami, przez co zwycięstwo jest wspólne. W Bordeaux zwycięża centrowy Thomas Cazenave i jest to właściwie jedyne większe zwycięstwo bloku wspierającego Macrona. W skali kraju wyniki potwierdzają tendencje widoczne już od jakiegoś czasu - największe miasta pozostają lewicowe, w średnich dochodzi do przetasowania, a na poziomie lokalnym poparciem cieszy się prawica.

Francuskie wybory były nazywane przyśpieszoną kampanią prezydencką i stwierdzenie to wydaje się być bardzo trafne. Tuż po ogłoszeniu wstępnych wyników pojawił się sondaż Instytutu Harris Interactive, dotyczący właśnie przyszłorocznych wyborów. Według niego największy poparciem cieszy się Jordan Bardella z Rassemblement National (35%). Na podium znaleźli się także centrowiec Édouard Philippe (18%) oraz socjalista Raphaël Glucksmann (14%). Pokazuje to, że choć w regionach prawica nie ma przewagi, to w zestawieniu dotyczącym najważniejszego urzędu w państwie ma realne szanse na sukces. Przyszłoroczne wybory z pewnością przyniosą wiele emocji i rozliczeń wobec obecnej ekipy rządzącej.

Autorka: Amelia Ogrodowczyk

25/03/2026

Rok 2026 może okazać się przełomowy dla przyszłości Brazyliii, ponieważ odbędą się wybory prezydenckie zaplanowane na 4 października. Wybory te z pewnością będą wyjątkowe i na długo zapamiętane, gdyż kandydat, który wygra walkę o władzę znacząco wpłynie na przyszły kierunek polityczny i gospodarczy państwa. Nadchodzące wybory nie będą należały do łatwych, ponieważ Brazylia jest uznawana za jeden z najbardziej spolaryzowanych politycznie krajów Ameryki Łacińskiej. Potwierdzają to chociażby badania opublikowane w czasopiśmie naukowym “Latin American Politics and Society” wydanym przez Cambridge University Press. Silne podziały polityczne, jak i brak porozumienia pomiędzy lewicą i prawicą sprawiają, że kampania wyborcza zapowiada się na wyjątkowo intensywną.

Podczas wyborów prezydenckich w Brazylii obywatele nie tylko wybierają Prezydenta Republiki, lecz także osoby na urząd Wiceprezydenta, członków Kongresu Narodowego, gubernatorów stanów wraz z wicegubernatorami oraz przedstawicieli do zgromadzeń ustawodawczych poszczególnych stanów. Pierwsza tura odbywa się w pierwszą niedzielę października. Jeżeli jest to konieczne, to w ostatnią niedzielę października przeprowadzana jest druga tura. Wybory prezydenckie wygrywa ten kandydat, który otrzymał bezwzględną większość głosów. Kadencja Prezydenta Brazylii wynosi 4 lata i może zostać wybrany na maksymalnie dwie kolejne kadencje. W Brazylii udział w wyborach jest obowiązkowy, co dla wielu osób może wydawać się niezrozumiałe, a szczególnie dla tych, którzy żyją w państwach, gdzie głosowanie ma charakter dobrowolny. Do głosowania muszą przystąpić wszyscy obywatele Brazylii, którzy ukończyli 18 lat i nie przekroczyli 70 roku życia. Nawet jeżeli dany Brazylijczyk mieszka na stałe za granicą, też musi oddać swój głos w konsulacie. Natomiast udział w wyborach jest dobrowolny dla osób w wieku 16-17 lat, obywateli powyżej 70 roku życia oraz dla osób uznanych za “analfabetów”. Oznacza to, że mają prawo głosowania, jednak nie są do tego zobowiązani. Przewidziana jest sankcja dla tych, którzy nie oddadzą swojego głosu. Na takie osoby m.in. nakładana jest kara finansowa licząca od 3 do 10 reali, czyli w przeliczeniu na polskie złotówki wychodzi 2-8 zł.

Obecnym Prezydentem Brazyli jest Luiz Inácio Lula da Silva, który w tym roku będzie ubiegał się o czwartą kadencję, reprezentując partię lewicową “Workers’ Party (Brazil)”. Ta partia kładzie duży nacisk na politykę społeczną, walkę z biedą oraz większą rolę w państwa w gospodarce. Swój start w wyborach argumentuje tym, że musi zapobiec powrotowi skrajnej prawicy do władzy. Obecnie jego kandydatura jest mocno kwestionowana, ponieważ pomimo tego, że prowadzi w sondażach, jego największym wyzwaniem jest wiek oraz stan zdrowia po operacji mózgu w 2024 roku.

Jego potencjalnym następcą w wyborach (w przypadku jeśli stan zdrowia uniemożliwił Luli udział w walce o władzę) jest Fernando Haddad, obecnie pełniący funkcję ministra gospodarki. Program kandydatów z lewicy będzie koncentrował się na kontynuacji polityki społecznej, między innymi na utrzymaniu programu “Bolsa Família”, czyli państwowego wsparcia finansowego dla najuboższych rodzin, oraz dalszej walce z biedą. Priorytetem ich polityki będzie również ochrona Amazonii i walka z nielegalnym wylesianiem.

Ich głównym dotychczas przeciwnikiem w wyborach był Jair Bolsonaro, reprezentant skrajnej prawicy, który w tym roku nie będzie mógł wystartować w wyborach. Bolsonaro został skazany na 27 lat i trzy miesiące więzienia za zorganizowanie wojskowego zamachu stanu, polegającego na podważeniu wyniku wyborów prezydenckich z 2022 roku oraz próbie zmuszenia sił zbrojnych do wsparcia nielegalnego przejęcia władzy. Jego następcą w nadchodzących wyborach będzie jego syn Flávio Bolsonaro, reprezentujący partię liberalną. Jego kandydatura ma na celu skonsolidowanie skrajnie prawicowej bazy, skupiając się na bezpieczeństwie publicznym i “odzyskiwaniu wartości”. Polityka tego obozu jest sprzeczna z kierunkiem politycznym głoszonym przez Lulę, można to zauważyć między innymi na przykładzie podejścia do ochrony Amazonii. Programy prawicowe kładą silny nacisk na wolny rynek i rozwój ekonomiczny Amazonii, w kontekście rolnictwa czy górnictwa, co stoi w sprzeczności z polityką klimatyczną rządu lewicy.

Walka pomiędzy lewicą i prawicą stanowi centralną oś współczesnego konfliktu politycznego “Lulizmu” z “Bolsonarizmem”. Zjawisko to odzwierciedla głębokie podziały ideologiczne czy społeczne. Fundamentem tej polaryzacji są wybory z 2022 roku, które zakończyły się najmniejszą przewagą głosów w historii Brazylii (Bolsonaro 49,1% a Lula 50,9%). Po ogłoszeniu wyników wyborów, część zwolenników Bolsonaro nie mogła pogodzić się z porażką, co doprowadziło między innymi do ataków na budynki rządowe 8 stycznia 2023 roku w Brasílii. Lulizm koncentruje się na szerokiej ochronie polityki społecznej, ochronie Amazonii i praw mniejszości, w tym społeczności LGBTQ+. Natomiast bolsonarizm głosi konserwatyzm społeczny, postulaty wolnorynkowe oraz stawia na rozwój gospodarczy państwa. Wpływ ostatnich wyborów sprawia, że Brazylia pozostaje krajem silnie podzielonym. Sondaże z 2025 roku wskazują, że również w tych wyborach starcie zapowiada się na niezwykle wyrównane. W rezultacie kandydaci reprezentujący centrum, zajmują słabszą pozycję w tej walce. Odnosząc się do sondaży, ich poparcie jest stosunkowo niskie. Przykładem jest kandydat Ratinho Júnior, obecny gubernator Parany, który mimo swojej dużej popularności w tym regionie, osiąga w sondażach ogólnokrajowych poparcie na poziomie 8-10%. Sytuacja może wynikać, między innymi z faktu, że ugrupowaniom centrowym brakuje kandydata, który cieszyłby się ogólnokrajową rozpoznawalnością i silną charyzmą.

Podsumowując wybory zaplanowane na 4 października 2026 roku, zadecydują o tym, czy Brazylia będzie kontynuować politykę demokracji społecznej, czy powróci do konserwatyzmu społecznego. Ostateczny wynik wyborów może w znaczący sposób również wpłynąć na politykę zagraniczną Brazylii, określając jej przyszłe relacje ze Stanami Zjednoczonymi oraz rolę w BRICS.

Autorka: Wiktoria Lewanowska

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Poznan?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Adres


Uniwersytetu Poznańskiego 5
Poznan
61-614