Stowarzyszenie Polonia-Italia

Stowarzyszenie Polonia-Italia

Udostępnij

Cel działalności - pogłębianie wiedzy o polsko-włoskich kontaktach i ich historii, o tradycjach, kulturze, sztuce, problematyce społeczno-politycznej.

23/12/2025
10/12/2025

Serdecznie zapraszamy na spotkanie świąteczne z niespodzianką, które odbędzie się w najbliższy wtorek, 16 grudnia o godzinie 18, w Sali Posiedzeń PTPN.

18/11/2025

Urodziła się w Szamotułach i spędziła tu lata wczesnego dzieciństwa. Przez większość życia mieszkała w Poznaniu. Historyczka, malarka, literatka. W 150. rocznicę urodzin Marii Wicherkiewiczowej wraz z Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu i Towarzystwo Kultury Ziemi Szamotulskiej zapraszamy na Konferencję "Na twórczych szlakach Marii ze Sławskich Wicherkiewiczowej. Z Szamotuł do Poznania".

Dwudniowa konferencja rozpocznie się 17 listopada w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Szamotuły (Rynek 10) o godz. 10:00 odczytaniem fragmentów "Wspomnień z Szamotuł z roku 1879". Następnie temat "Pod znakiem skorpiona. Życie i twórczość Marii Wicherkiewiczowej" przybliży dr Alicja Szulc z Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu, a wnuk Marii, prof. UAM dr hab. Tomasz Wicherkiewicz przedstawi "Marię Wicherkiewiczową w strzępach wspomnień rodzinnych".
O godz. 11:30 dr Magdalena Komosa oraz dr Alicja Przybyszewska przedstawią "Spuściznę literacką Marii Wicherkiewiczowej w zbiorach Biblioteki Raczyńskich".

Odbędzie się również wernisaż wystawy Urszuli Bauer-Wilczyńskiej, Marka Wilczyńskiego i Karola Wilczyńskiego "Maria ze Sławskich Wicherkiewiczowa i jej mężczyźni oraz wizualizacja twórczości pisarki".

Z tej okazji zaprezentowana zostanie kolejna książka w ramach serii „Szamotulskich Biografii” autorstwa dra Piotra Nowaka poświęcona Marii Wicherkiewiczowej.

Kolejnego dnia, 18 listopada, zapraszamy do Poznania, do Muzeum Literackie Henryka Sienkiewicza (Stary Rynek 84), gdzie o godz. 10:00 dr Ligia Henczel (Stowarzyszenie Polonia-Italia) wygłosi prelekcję "Maria Wicherkiewiczowa i Towarzystwo Dante Alighieri w Poznaniu", a dr Agnieszka Salamon-Radecka z Muzeum Narodowego w Poznaniu przedstawi "Twórczość plastyczną Marii Wicherkiewiczowej".

Odbędzie się także Czytanie pod portretem w interpretacji Marii Rybarczyk (Teatr Nowy w Poznaniu), a dr Magdalena Komosa oraz dr Alicja Przybyszewska o godz. 12:00 oprowadzą gości po wystawie rękopisów i pamiątek Marii Wicherkiewiczowej ze zbiorów Biblioteki Raczyńskich.

Wstęp wolny! Zapraszamy!
Towarzystwo Kultury Ziemi Szamotulskiej
Miasto Poznań
Miasto i Gmina Szamotuły

14/11/2025

Inicjatorka i założycielka naszej organizacji w 1926 roku🙂

Photos from Wikimedia CH's post 09/11/2025


🇵🇱 🇮🇹
Czy wiecie, że... trwa kulturalny edyton "Emilia Morosini and Tadeusz Kościuszko 2025 edit-a-thon", którego celem jest zebranie i rozpowszechnienie historycznego dziedzictwa Emilii Zeltner Morosini (1804–1875), szwajcarskiej patriotki, mecenas i centralnej postaci intelektualnego oraz politycznego życia XIX wieku.

The Heart in Exile – Serce na wygnaniu
8–9 listopada 2025
Villa Negroni, Vezia (Lugano, Szwajcaria)

Poprzez swoją rolę opiekunki serca Tadeusza Kościuszki w willi Negroni w Vezia (Ticino), Emilia uosabiała ideały wolności i solidarności, które łączyły walkę Polski o niepodległość z włoskim Risorgimentem.

Edyton, zaplanowany został na 8–9 listopada 2025 roku, odbywa się w willi Negroni, jak i online, gromadząc wikipedystów, historyków oraz partnerów kulturalnych ze Szwajcarii, Włoch i Polski.
Więcej na stronie Polska Wikipedia https://meta.wikimedia.org/wiki/Emilia_Morosini_and_Tadeusz_Kosciuszko_2025_edit-a-thon/pl

08/11/2025

Radość z każdej chwili, czyli opowieść o Carlo Alberto Salustri, zwanym Trilussa

Carlo Alberto Salustri, dla przyjaciół Trilussa (anagram jego nazwiska), urodził się w Rzymie w 1871 roku. Był synem krawcowej z Bolonii i kelnera z Albano Laziale. Jak na przyszłego satyryka przystało, przyszedł na świat z ironicznym uśmiechem i pewnością, że szkoła nie będzie miejscem, w którym zawojuje świat. I rzeczywiście młody Carlo nie dał się zamęczyć nauką. Porzucił szkołę tak szybko, że nauczyciele nie zdążyli zapamiętać jego imię.

W wieku szesnastu lat, w 1887 roku, Trilussa wkroczył do świata literackiego tak, jak kot wchodzi na stół, na którym stoi lampka wina: bez zaproszenia, ale z przekonaniem, że mu się należy. Jego pierwszy sonet „L’invenzione della stampa” ukazał się w piśmie „Rugantino”, wydawanym w dialekcie rzymskim. W tym momencie historia literatury włoskiej nabrała nowego akcentu.

Jego kolejne wiersze zebrano w tomie „Stelle de Roma”, poetyckim hołdzie dla najpiękniejszych kobiet Wiecznego Miasta. I trudno się dziwić: Trastevere pełne było wówczas uroczych dam, które potrafiły jednym spojrzeniem rozproszyć każdą rzymską filozofię. Trilussa pisał więc o nich tak, jak inni piszą o zachodzie słońca: z zachwytem, czułością i odrobiną ironii, bo przecież nic nie jest w Rzymie tak piękne, żeby nie można było się z tego lekko podśmiać (co i my robimy 🤪).

Trilussa był poetą z krwi, kości i z trunku. Najchętniej pisał w tawernach Trastevere, między jednym toastem za wolność a drugim przeciwko głupocie władzy. Miał w sobie tę niebezpieczną mieszankę: błyskotliwość i odwagę. A w kraju, gdzie za nadmiar humoru można było skończyć w celi, to był talent ryzykowny.

Benito Mussolini, który z humorem miał mniej wspólnego niż płyta chodnikowa, bał się Trilussy. A jednocześnie lubił jego poezję. Oficjalnie więc go „tolerował”, ale tylko w książkach, bo w prasie, gdzie czytano więcej i szybciej, jego wiersze mogłyby wywołać rewolucję śmiechu. A nic nie podważa autorytetu dyktatora tak skutecznie, jak ludzie, którzy się z niego śmieją.

Trilussa nigdy nie dał się kupić ani przestraszyć. Kiedy proponowano mu stanowisko burmistrza Rzymu, odpowiedział po swojemu: „A po co mi to? Ja już mam cały Rzym u stóp, wystarczy, że przejdę się po Trastevere.”

Nie był tylko poetą, był też bajkopisarzem, mistrzem alegorii. W jego bajkach zwierzęta miały więcej rozsądku niż ludzie, a lisy, osły i świnie stawały się lustrami dla polityków i karierowiczów. Jego moralitety miały jedną wspólną cechę. Każda puenta była jak uderzenie wachlarzem: elegancka, ale bolesna.

A jednak pod tą złośliwą warstwą kryła się dusza człowieka głęboko wierzącego. Papieże czytali jego wiersze z zainteresowaniem, choć zapewne też z lekkim niepokojem, bo Trilussa potrafił nawet z religii uczynić temat do zadumy z przymrużeniem oka.

W przeciwieństwie do wielu poetów, którzy szukają sensu życia w natchnieniach, Trilussa znajdował je w filiżance kawy, uśmiechu przechodnia, w rozmowie o niczym. Jego słynny wiersz o pszczole, która siada na róży, to prawdziwy traktat filozoficzny w czterech linijkach:

„C’è un’ape che se posa
su un bottone de rosa:
lo succhia e se ne va…
Tutto sommato, la felicità
è una piccola cosa.”

„Jest pszczoła, co siada
na różanym pąku:
wysysa go i odfruwa…
W gruncie rzeczy szczęście
to drobna rzecz.”

Dla Trilussy szczęście nie było wydarzeniem, tylko chwilą. Nie wynikało z sukcesu, sławy, czy fortuny, ale z tego, że człowiek potrafi się zatrzymać i zauważyć, że świat wokół niego wciąż pachnie: winem, chlebem i różami.

Trilussa kochał Rzym tak, jak Rzym potrafi kochać tylko tych, którzy nie próbują go zrozumieć. Z wzajemnością. Dziś jego brązowy pomnik stoi na placu jego imienia, Piazza Trilussa i patrzy z lekkim uśmiechem na tłumy młodych ludzi, którzy siadają na schodkach z gitarą i butelką taniego Frascati.

Obok pomnika wyryto jego słynny wiersz „All’ombra”, manifest człowieka wolnego, który miał odwagę mówić prawdę, nawet jeśli musiał ją ukryć pod dowcipem:

„Mentre me leggo er solito giornale spaparacchiato all’ombra d’un pajaro, vedo un porco e je dico: Addio, majale! vedo un ciuccio e je dico: Addio, somaro! Forse ‘ste bestie nun me capiranno, ma provo armeno la soddisfazzione de poté dì le cose come stanno senza paura de finì in priggione.”

„Czytam gazetę w cieniu stogu siana,
widzę świnię i mówię: ‘Cześć, wieprzku!’
widzę osła i mówię ‘Cześć, ośle!’
Może mnie nie rozumieją,
ale przynajmniej mogę powiedzieć, co myślę,
bez strachu, że wyląduję w więzieniu.”

Trudno o bardziej aktualne przesłanie.

Nie potrzebował podręczników samorozwoju ani coachów. Wystarczył mu kieliszek wina i trochę zdrowego rozsądku:
• „Uśmiech to szczęście, które znajdziesz tuż pod swoim nosem.”
• „Nic, co nosisz, nie jest ważniejsze od twojego uśmiechu.”
• „Tam, gdzie jest mało śmiechu, jest mało sukcesu.”
• „Lepiej samemu zawieść się na przyjaciołach, niż ich zawieść.”
• „Nie możemy zacząć od nowa. Ale możemy zacząć już teraz i zrobić nowe zakończenie.”
• „Jeśli masz więcej niż trzy priorytety, to znaczy, że nie masz żadnego.”

Trilussa był jednym z tych ludzi, którzy pokazują, że można być jednocześnie błaznem i mędrcem, wierzącym i sceptykiem, poetą i zwykłym rzymianinem, który wie, że „la felicità è una piccola cosa”.

W czasach, gdy świat pędzi jak skuter po Piazza Venezia, jego przesłanie brzmi wyjątkowo trzeźwo (nawet jeśli on sam trzeźwy bywał rzadko): ciesz się chwilą, mów prawdę z uśmiechem i nie traktuj życia zbyt poważnie, bo i tak nikt z niego żywy nie wyjdzie.

Jeśli ten wpis poprawił Ci humor, wesprzyj bloga „Zagubieni w Rzymie”!
Twoja kawa, wino albo symboliczna pszczoła na róży pozwoli nam tworzyć kolejne opowieści o ludziach, którzy kochali Rzym bardziej niż własny rozum:
buycoffee.to/zagubieni-w-rzymie

05/11/2025

Jak woźnica nakarmił Rzym, czyli historia makaronu z furmankowych tras

Zdarzyło Ci się siedzieć w rzymskiej trattorii, przeglądać menu i trafić na tajemnicze hasło: spaghetti alla carrettiera i pomyśleć:

„Carret… co? Czy to danie z marchewki?”

A potem bezpiecznie zamówiłeś carbonarę, żeby nie skończyć jak bohater kulinarnego thrillera?
Spokojnie, znamy to.
Ale dziś wyjaśniamy: to nie jest makaron z marchewki ani danie z… woźnicy (tak, niektórzy turyści o to pytali).

To historia z czasów, kiedy kuchnia włoska była bardziej survivalowa.

Kim byli bohaterowie tej pasty?
Woźnice. Furmani. Ludzie, którzy pokonywali Sycylię w tę i z powrotem na wozach ciągniętych przez osły lub konie, dostarczając wszystko, co ktoś chciał przewieźć: od oliwy i wina, po ciotkę, która jechała „do miasta do lekarza”.

Potrzebowali oni dania:
- taniego,
- sycącego,
- możliwego do przygotowania na trasie,
- prostego i do szybkiego przygotowania.

I tak powstało spaghetti alla carrettiera.

Danie narodziło się w regionie, gdzie rzeka Plàtani przepływa przez prowincję Agrigento.
Dawniej ta rzeka była żeglowna i ważniejsza niż dzisiejsze loty Ryanair do Trapani.
A furmani z Valle dei Platani byli królami logistyki.

Zawartość dania: czosnek, oliwa, twardy ser, pieprz i pasta.
I oto mamy makaron woźnicy.

Najważniejsze: czosnek surowy.
Nie podsmażony.
Nie karmelizowany.
Żadnego „przełamuję smak masłem truflowym”.

Surowy, bo:
• szybciej,
• taniej,
• daje aromat jak pocałunek sycylijskiej Nonna Mafiosa,
• no i podobno „lepiej się trawi”.

13 października w Comiso odbywa się festiwal ku czci… zawodu woźnicy.
O tak, Włosi potrafią celebrować wszystko, nawet zawód, który już zniknął.
Parady, ubrane wozy, osły wyglądające jak gwiazdy disco polo i dużo jedzenia.
Taka sycylijska wersja Oktoberfest.

Ale jak to się ma do Rzymu? Jak Rzym wszedł w temat?
Bo wiecie, Rzym ma dwie starożytne zasady:
1. Jeśli coś jest dobre, bierzemy to.
2. Jeśli jest pyszne, ulepszamy.

Tak więc spaghetti alla carrettiera w wersji rzymskiej to już nie jedzenie woźnicy, a danie rzymskiego gourmeta, który mówi:

„Pecorino? Oliwa? Czosnek? Świetnie!
Ale dołóżmy pancettę, borowiki i tuńczyka.
I butelkę Frascati do tego, grazie.”

Przecież żaden szanujący się rzymianin nie będzie jadł „biedy z wozu”.
Danie musi być alla romana, czyli niech brzuch będzie szczęśliwy.

Podobno najlepszym miejscem w Rzymie na delektowanie się spaghetti alla carrettiera jest lokal, w którym stołował się sam Fellini: Checco Er Carrettiere na Trastevere.
Restauracja z 1935 roku, klimat typu: „babcia gotuje, Bóg patrzy, nikt nie wychodzi głodny”.
Możesz tam:
• zjeść oryginalną wersję alla romana,
• poczuć się jak na planie filmu,
• a jeśli nadal ci mało: dowiedzieć się, jak to się robi, na lekcji gotowania z szefową kuchni.
Tak, Rzym potrafi sprzedać tradycję lepiej niż Gucci pasek.

Zachęcamy Was gorąco do degustacji. Nie bójcie się tego dania, bo:

• to autentyk z historią,
• czosnek robi robotę (i dystans społeczny gratis),
• kochasz włoskie jedzenie,
• jesteś odważny/a,
• Rzym nagradza tych, którzy nie boją się kulinarnych przygód.

Sycylijski woźnica byłby dumny.
Chociaż pewnie wzdrygnąłby się na widok pancetty.

Jeśli tekst poprawił ci nastrój, rozbudził apetyt albo sprawił, że zapragnąłeś iść na Trastevere jeszcze dziś, możesz postawić nam kawę:
buycoffee.to/zagubieni-w-rzymie

Dzięki temu dalej będziemy tropić takie perełki włoskiej tradycji.

Photos from Zagubieni w Rzymie's post 04/11/2025
Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Poznan?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Strona Internetowa

Adres


Ulica Mielżyńskiego 27-29
Poznan
60-725