30/04/2026
Pomagam dorosłym wejść do dziecięcego świata. Wsparcie do spraw wychowania i rozwoju dziecka.
30/04/2026
W wyniku wystąpienia pewnego dietetyka u jednego z podcasterów, szerzy się dezinformacja, że "autyzm można wyleczyć dietą".
Poniżej najistotniejsze kwestie:
🔹️teza ta wynika z błędnego założenia, że autyzm jest chorobą, którą należy leczyć
🔹️spektrum autyzmu jest odmienną ścieżką neurorozwojową, warunkowaną genetycznie, w której człowiek wzrasta i funkcjonuje do końca życia
🔹️osoby w spektrum autyzmu doświadczają wielu dolegliwości ze strony różnych układów m.in. pokarmowego i trawiennego, a wynika to właśnie z tej odmiennej ścieżki rozwojowej, faktu, że organizm jako całość jest nadreaktywny, nadwrażliwy na różnego rodzaju bodźce. A więc nie dlatego mam autyzm, bo mam dysbiozę jelit, którą należy wyleczyć i wyleczę autyzm. Tylko mam dysbiozę jelit, bo jestem w spektrum autyzmu i jestem na nią bardziej podatny/a.
🔹️Każdą dolegliwość zdrowotną (w tym dysbiozę jelit) należy diagnozować i leczyć. W imię zasady "zachowuję się źle, kiedy czuję się źle", może być tak, że po wprowadzeniu diety i suplementacji poprawi się funkcjonowanie osoby w spektrum, bo wyciszymy dolegliwości jelitowe. Ten mechanizm działa u wszystkich ludzi, nie tylko autystycznych.
🔹️Oś jelito-mózg istnieje i to, co jemy ma wpływ na zachowanie. Wyciszone dolegliwości np. Jelitowe mogą spowodować osłabienie lub nawet zanik pewnych zachowań np. Autostymulacyjnych, echolalii, obecnych w spektrum, ponieważ stanowią one funkcję autoregulacyjną i dziecko próbowało sobie poradzić sobie ze stanem zapalnym i doświadczanym dyskomfortem. Kiedy dyskomfort ustępuje, pewne zachowania mogą osłabnąć, ale to nie znaczy, że "autyzm został wyleczony". On będzie się objawiał w różnych sytuacjach, momentach życia osoby, różnymi cechami, zachowaniami itd.
🔹️oznacza to, że szukamy przyczyny dolegliwości i leczymy je w celu poprawienia dobrostanu osoby, a nie z intencją wyleczenia osoby.
17/04/2026
"Mamo, a dlaczego nie możemu tu rysować kredą po chodniku?"- zapytała moja córka, gdy jeden z naszych sąsiadów dał nam do zrozumienia, że nie podoba mu się takie malowanie przed klatką.
Kryzys demograficzny to bardzo złożone zjawisko, które trudno wytłumaczyć jedną prostą przyczyną.
Jako mama małych dzieci, osoba, która pracuje na codzień z małymi dziećmi, od lat obserwuję jedno.
Jako społeczeństwo, nie lubimy dzieci.
Dzieci nas denerwują, są głośne i nas przebodźcowują. Męczą. Odpalają nam nasze własne, niezaopiekowane dziecięce lęki, traumy. Jesteśmy coraz bardziej świadomi własnych braków, czasami trudno się z nimi zmierzyć (zbyt trudno), czasami nie chcemy tego robić. Więc wybieramy życie bez nich. Bez dzieci. Nie tylko własnych, ale także cudzych. Ograniczamy kontakty z rodzicami małych dzieci. W przestrzeni publicznej wolimy, by dzieci były niewidoczne.
Niech one tam gdzieś sobie są, ale nie tutaj. W przedszkolu, albo na placu zabaw, ok? Albo w domu. A nie tu, w kolejce w sinseju czy innym pepcu. A nie w restauracji, w kościele na mszy na 18, czy zatłoczonym tramwaju w godzinach szczytu.
"Jeszcze ta z wózkiem się tu pcha."
Zwracam tu uwagę na fakt, że społeczeństwo, które potrzebuje dzieci, powinno krzyczeć: "Chcemy Was!".
A tego nie robi.
Polecam temat warty uwagi 🌈
2 kwietnia Dzień Świadomości Autyzmu. Dziś już nie świecimy na niebiesko, ale rozumiemy, że autyzm jest składową neuroróżnorodnego społeczeństwa.
Jeśli zaczniemy postępować wg założeń podwójnej empatii, przestaniemy naciskać np. Na patrzenie w oczy i inne neurotypowe zachowania, które dla osób autystycznych są stresogenne i tylko pogarszają ich stan.
Patrzenia w oczy można się nauczyć i zaliczać z tego powodu regularne meltdowny.
Można też usiąść obok siebie (a nie naprzeciw) i także prowadzić wartościową rozmowę.
Na tym polega prawdziwa integracja różnorodnego społeczeństwa.
28/03/2026
Jak Wasz sobotni poranek? :)
Inercja to zjawisko, w którym osobie autystycznej, z ADHD czy auDHD może być trudno rozpocząć, zakończyć lub zmodyfikować działanie, ustalić priorytety czy po prostu podjąć konkretną decyzję nawet jeśli bardzo tego chce.
Nie jest to związane z brakiem motywacji czy lenistwem. Jest efektem tego jak neuroatypowy mózg przetwarza informacje.
A to natomiast może wiązać się z tzw. z monotropowym stylem uwagi.
Monotropowy styl uwagi polega na kierowaniu dużych zasobów uwagi na ograniczoną liczbę obszarów, co wiąże się bezpośrednio z głębią myślenia i długotrwałymi, intensywnymi procesami poznawczymi, w trakcie których wszelkie inne konkurujące bodźce są filtrowane.
Zmiana kierunku tego skupienia wymaga płynności, delikatności, przewidywalności i bezpieczeństwa, a nie gwałtownych, niespodziewanych, wymuszanych końców i początków. W tym stylu neurokognitywnym bardzo łatwo o przeciążenie (zwłaszcza poznawcze czy sensoryczne) I utknięcie w strefie pomiędzy jednym zadaniem a drugim.
Przykładowo: szybka pobudka z rana i konieczność natychmiastowej gotowości do wykonywania działań nie sprzyja monotropowemu stylowi uwagi; żeby uniknąć porannych awantur, kłótni, spóźnień, przepychanek, frustracji i złości warto zadbać o łagodny proces wybudzania, możliwość poleżenia spokojnie w łóżku (nawet przysłowiowa minuta robi różnicę) i wynikajace z owej powolności rozpoczęcie dnia w oparciu o rutynę (minimalizując tym samym wszelkie rozproszenia i dając czas na przejście ze stsnu snu do aktywności).
Co pomaga w takim łagodnym poranku?
• pobudka wystarczająco wczesnie, by móc pozwolić sobie na łagodną poWOLNOŚĆ,
• cisza, zamiast gadania nad głową: "wstawaj!", "szybko, szybko, bo się spóźnimy!", "nie mam czasu na Twoje leżenie!",
• bezpieczne (znane, lubiane) śniadanie,
• stała kolejność porannych czynności, która daje poczucie przewidywalności, uspokaja i pozwala przełączać się krok po kroku,
• łagodne światło: zbyt ostre oświetlenie może przytłaczać, a miękkie pomaga spokojnie wejść w dzień i "przełączyć wzrok",
• ulubione bodźce sensoryczne, np. ciepły koc, zapach herbaty.
🌼
Pomagam tworzyć bliskie relacje w neuroróżnorodności. Jeśli uważasz to, co robię, za ważne, postaw mi wirtualną kawę. ☕️
"Miejsce do którego należymy, nie istnieje. Zbudujemy je sami". [J.Baldwin] Zrobimy to razem.
Dziękuję za wszelkie wsparcie!
Namiary na wspólne tkanie neurozmiany w komentarzu.
22/02/2026
15/02/2026
Na poziom satysfakcji z rodzicielstwa wpływa wiele rzeczy. Np. to czy mamy realną sieć wsparcia, jakie temperamentalnie jest nasze dziecko, jaka jest sytuacja zdrowotna czy finansowa naszej rodziny.
Kluczowy jest także odbiór siebie w nowej roli.
Czy czuję, że jestem w niej wystarczająca?
Bycie Mamą uwypukla wiele naszych słabości, wad i obszarów do pracy. To relacja z samą sobą, często niewystarczająco zaopiekowaną, utuloną.
Warto:
- zauważyć swój wysiłek,
- dać sobie prawo do błędów,
- traktować siebie z taką samą empatią, jaką daję dziecku.
To nie jest proste w wymagającej codzienności. Ale warto próbować.
A Ty lubisz siebie w roli Mamy? :)
💕Konsultacje dot. wychowania i rozwoju dziecka w promocyjnej cenie, link w bio (fb w komentarzu)💕
́w
15/01/2026
🔷 RODZICIELSTWO BLISKOŚCI W KONFRONTACJI
Z NEUROODMIENNOŚCIĄ I PRZEMOCĄ SYSTEMOWĄ 🔷
🔹 Kryzys, który nie jest kryzysem wychowania
Coraz więcej rodziców doświadcza dziś poczucia głębokiego zagubienia. Z jednej strony – wiedza psychologiczna, neurobiologia, badania nad traumą i regulacją emocji. Z drugiej – codzienność systemów edukacyjnych i społecznych, które nadal funkcjonują w dynamice „nadzorować i karać”. Pomiędzy nimi znajduje się rodzicielstwo bliskości: nie jako ideał ani moda, lecz jako praktyka relacyjna oparta na uznaniu podmiotowości małego człowieka.
To właśnie w tym miejscu rodzi się napięcie, które bywa błędnie diagnozowane jako „porażka wychowania”. Tymczasem coraz wyraźniej widać, że nie mamy do czynienia z kryzysem dzieci ani z kryzysem empatii, lecz z kryzysem niedopasowania. Zderzeniem świadomości rozwojowej z systemami, które tej świadomości nie uwzględniają.
🔹Rodzicielstwo bliskości nie jako permisywizm, lecz jako zmiana paradygmatu
Rodzicielstwo bliskości bywa redukowane do uproszczonego obrazu „braku granic”. W rzeczywistości jest ono próbą odejścia od modelu opartego na kontroli, zawstydzaniu i hierarchii w stronę relacji regulacyjnej, w której dziecko nie jest obiektem zarządzania, lecz uczestnikiem procesu.
To podejście nie neguje granic ani struktury. Neguje natomiast przemoc – również tę subtelną, symboliczną - zinternalizowaną, uznawaną przez dekady za „normalną”. Jego fundamentem jest przekonanie, że rozwój emocjonalny i poznawczy nie dokonuje się poprzez ignorowanie sygnałów ciała i emocji, lecz poprzez ich stopniowe integrowanie.
Problem polega na tym, że świat, do którego te dzieci dorastają, wciąż opiera się na wyparciu.
🔹Systemy oparte na wyparciu i dzieci, które nie potrafią już w nich żyć
Szkoła i inne instytucje nadal wymagają funkcjonowania w trybie oderwania od biologii i emocji. Wczesne godziny, tempo, presja ocen, minimalna elastyczność – wszystko to zakłada zdolność do ignorowania przeciążenia, zmęczenia, lęku.
Dla wcześniejszych pokoleń było to możliwe głównie dlatego, że nie istniał język ani przestrzeń na kwestionowanie tego porządku. Wyparcie pełniło funkcję adaptacyjną.
Dzieci wychowane w relacji, w uważności na siebie, często tego mechanizmu nie posiadają. Nie potrafią – i często nie chcą – zaprzeczać własnemu doświadczeniu. W efekcie ich trudności bywają interpretowane jako „nieogarnięcie”, podczas gdy są one raczej objawem konfliktu między wewnętrzną integralnością a zewnętrznymi wymaganiami.
🔹Neuroodmienność jako soczewka napięć
W przypadku dzieci neuroodmiennych to napięcie ujawnia się szczególnie wcześnie i szczególnie wyraźnie. Freestone Wilson, autystyczny autor i aktywista, już w latach 90. zaproponował myślenie o osobach autystycznych jako o „kanarkach w kopalni węgla” cywilizacji – wczesnych sygnalistach warunków, które okazują się toksyczne, zanim staną się nie do zniesienia dla większości. Do tej metafory odwołuje się później m.in. Dinah K.C. Murray, podkreślając jej systemowy, a nie deficytowy sens.*
W tym ujęciu neuroodmienność nie oznacza słabości ani niezdolności adaptacyjnej, lecz szczególną czułość układu nerwowego na przeciążenie, niespójność i przemoc wpisaną w struktury społeczne. To, co dzieci neuroodmienne odczuwają jako pierwsze – dezorganizację, lęk, wyczerpanie, utratę sensu – bardzo często okazuje się sygnałem ostrzegawczym dla wszystkich. Ich trudności mają więc charakter symptomu: informacji o tym, że środowisko, w którym funkcjonujemy, jest szkodliwe nie tylko dla nich, lecz także dla tych, którzy potrafią jeszcze ignorować jego koszty.
ADHD, spektrum autyzmu, różnice sensoryczne czy wolniejsze dojrzewanie układu nerwowego sprawiają, że:
- regulacja emocjonalna trwa dłużej,
- przejścia między stanami są trudniejsze,
- interocepcja bywa osłabiona,
- a intelektualizacja emocji często zastępuje ich przeżywanie.
Dla tych dzieci świat wymagający natychmiastowej adaptacji bywa nie tylko trudny, ale dezorganizujący. Jednocześnie to właśnie one szczególnie potrzebują struktury – nie jako narzędzia kontroli, lecz jako zewnętrznego rusztowania regulacyjnego.
🔹Struktura: między przemocą a chaosem
Jednym z największych nieporozumień współczesnej debaty jest przeciwstawianie bliskości strukturze. Tymczasem pytanie nie brzmi „czy struktura?”, lecz „jakiego rodzaju struktura?”..
Dla wielu dzieci – zwłaszcza neuroodmiennych – nadmiernie negocjowalna, nieustannie tłumaczona struktura przestaje pełnić funkcję stabilizującą. Staje się kolejnym źródłem przeciążenia. Paradoksalnie to właśnie prosta, przewidywalna, względnie niezależna od bieżących negocjacji struktura bywa najbardziej wspierająca.
Nie dlatego, że unieważnia emocje dziecka, lecz dlatego, że nie przerzuca na nie odpowiedzialności za regulację, której jeszcze nie jest w stanie udźwignąć.
Różnica między taką strukturą a przemocą nie polega na braku frustracji, lecz na obecności relacji. Przemoc zawstydza i izoluje. Struktura relacyjna zakłada, że frustracja jest częścią rozwoju, ale nie musi oznaczać porzucenia.
🔹Dyrektywność jako krótkoterminowa proteza
Nie sposób pominąć faktu, że dzieci – również neuroodmienne – wychowywane dyrektywnie często „radzą sobie lepiej” w systemie. Dyrektywność redukuje liczbę decyzji, zapewnia zewnętrzną regulację, upraszcza świat. Działa.
Ale działa objawowo, nie rozwojowo. Buduje skuteczność kosztem autonomii i często przesuwa moment kryzysu na później – na czas, gdy struktura znika lub napięcie przekracza próg wytrzymałości.
To rodzi pytanie nie o to, czy dyrektywność działa, lecz jaką cenę długofalowo za to płacimy.
🔹Relacyjny koszt po stronie dorosłych
Rodzicielstwo bliskości bywa wyczerpujące nie dlatego, że „dzieci są roszczeniowe”, lecz dlatego, że wymaga ciągłej autorefleksji. Dzieci traktowane podmiotowo konfrontują dorosłych z ich własnymi schematami, niespójnościami i lękami.
Szczególnie trudne staje się to tam, gdzie dorośli nie są w tym procesie równomiernie zaangażowani. Relacyjność obnaża asymetrie odpowiedzialności, różnice w gotowości do pracy nad sobą, odmienne rozumienie granic. To napięcie nie jest wytworem bliskości – ono istniało wcześniej, lecz było maskowane hierarchią.
🔹Samotność rodziców w „przestrzeni pomiędzy”
Wielu rodziców znajduje się dziś w miejscu, które trudno nazwać. Pomiędzy dawnym modelem, do którego nie chcą wracać, a nowym, który nie ma jeszcze wystarczającego wsparcia systemowego. Pomiędzy empatią a koniecznością stawiania granic. Pomiędzy rozumieniem a zmęczeniem.
To doświadczenie bywa niezwykle samotne, bo nie mieści się w prostych narracjach. Nie jest ani permisywne, ani autorytarne. Jest próbą utrzymania relacji w świecie, który jej nie ułatwia.
🔹Bliskość bez iluzji
Być może jednym z najważniejszych kroków jest odejście od idealizacji. Rodzicielstwo bliskości nie jest obietnicą harmonii ani gwarancją braku konfliktów. Nie chroni przed cierpieniem. Nie sprawi, że dzieci „będą grzeczne”.
Jest raczej etycznym wyborem, by nie opierać wychowania na strachu i wyparciu, nawet jeśli oznacza to większą niepewność i wysiłek. By tworzyć strukturę, która nie niszczy relacji. By uznać, że rozwój bywa powolny, nierówny i kosztowny – zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych.
🔻Nie ma tu prostych odpowiedzi. Jest natomiast potrzeba zmiany języka. Zamiast pytać, „co jest nie tak z dziećmi?” albo „co rodzice robią źle?”, być może warto zapytać:
„Jakich struktur potrzebują dzieci wychowane w bliskiej, podmiotowej relacji, by nie musiały porzucać siebie, żeby przetrwać?”
06/01/2026
❗️Tylko do końca stycznia❗️Zapisy 👇
https://www.naffy.io/karolina-grycko/konsultacja-dot-wychowania-i-rozwoju-dziecka-xHV
Koszt po zniżce to 50zł. 🙃Równowartość jednej, pewnie nawet dobrej książki parentingowej...
Której nie masz czasu przeczytać.🤷♀️
Terminy: każdy piątek stycznia, godziny dostępne na stronie.
Czego możesz się spodziewać? 🧐
✅50 min rozmowy online, prowadzonej zgodnie z założeniami pedagogiki niedyrektywnej, w oparciu o szacunek do potrzeb całej rodziny.
✅Empatii, zrozumienia i wsparcia podpartego doświadczeniem zawodowym i prywatnym.
✅Opracowanego planu działania, wyposażenia Cię w strategie radzenia sobie z trudnością (po rozmowie, otrzymujesz e-mail z podsumowaniem).
Z jakim problemem możesz się zgłosić❓
🔸trudności z zachowaniem dziecka (labilność emocjonalna, zachowania agresywne, trudności adaptacyjne itp.)
🔸wyzwania w funkcjonowaniu dziecka neuroatypowego (ADHD, ASD, SPD)
🔸trudności w integracji sensorycznej,
🔸trudności edukacyjne i trudności w relacjach.
Karolina Gryćko- jestem pedagożką specjalną i terapeutką integracji sensorycznej. Już prawie 10 lat wspieram rodziców i dzieci do 10 r.ż., szczególnie z doświadczeniem niepełnosprawności i neuroróżnorodności. Bliskie jest mi podejście bliskościowe w wychowaniu dziecka, bez nagród i kar, z poszanowaniem potrzeb całej rodziny. Pracuję w oparciu o Pozytywną Dyscyplinę oraz Metodę Skoncentrowaną na Rozwiązaniach (jestem praktyczką metody Kids'Skills).
Prywatnie jestem mamą dwojga dzieci w wieku przedszkolnym.
👇Napisz, by dowiedzieć się więcej👇