Iskra Socjalizm, feminizm, antyfaszyzm! ✊🚩

Jeśli chcesz z nami działać - napisz! [email protected]

KINO W SŁUŻBIE IMPERIALIZMUO odysei i walce mieszkańców Sahary ZachodniejPustynny kraj pod zbrojną i osadniczą okupacją,...
01/08/2026

KINO W SŁUŻBIE IMPERIALIZMU
O odysei i walce mieszkańców Sahary Zachodniej

Pustynny kraj pod zbrojną i osadniczą okupacją, rdzenni mieszkańcy wyrzuceni ze swoich domów i oddzieleni od swojej ojczyzny murem liczącym trzy tysiące kilometrów długości, w tym najdłuższym polem minowym świata, wybudowanym przy wsparciu wielkich światowych potęg. To niestety nie fabuła Diuny tylko rzeczywistość Sahary Zachodniej. Jednak dla Christophera Nolana ten okupowany kraj okazał się idealnym miejscem na plan filmowy swojej najnowszej produkcji.

Na jeden z planów "Odysei" wybrano okolice Dakhli - jednego z dwóch centrów administracyjnych marokańskiej okupacji obszaru Sahary Zachodniej, trwającej od lat siedemdziesiątych. Rząd Maroka od dawna próbował ściągać tam reżyserów, których obecność i wpływy legitymizowałyby zabór i kontrolę nad tymi ziemiami. I w końcu się to udało, wraz z pochwałą Marokańskiego Centrum Kinematograficznego i pomimo wokalnego sprzeciwu Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Sahary, wzywającego reżysera do uzyskania zgody na wykorzystanie tego obszaru przez jego legalnych reprezentantów lub usunięcia kręconych na tym obszarze materiałów.

Do roku 1976 Sahara Zachodnia była kolonią hiszpańską, jednak wraz z wycofaniem się Hiszpanów władze nad tym obszarem przejęły rządy Maroka i Mauretanii. W procesie decyzyjnym całkowicie pominięto wolę lokalnej ludności Sahrawi. Po kilku latach siły Mauretanii wycofały się z tego obszaru, władze Maroka zaczęły za to coraz mocniej okopywać się na kontrolowanych 80% kraju. Zaczęły masowo sprowadzać osadników, budować bazy wojskowe, wypędzać lokalną ludność. Wokół całego kontrolowanego obszaru zbudowały one Berm - długi na 2700 kilometrów pas murów granicznych, baz wojskowych i najdłuższe pole minowe świata.

Skojarzenia z izraelskim procesem okupacji i kolonizacji Palestyny nie są przypadkowe. Zarówno Maroko, jak i Izrael wysiedliły rdzennych mieszkańców, wprowadzając na ich ziemiach osadniczą okupację i imperialny wyzysk. Aktualnie większość populacji Sahary Zachodniej to marokańscy osadnicy, a co trzeci mieszkaniec to członek marokańskich sił zbrojnych. Oba imperialistyczne projekty mają też długą historię współpracy. Wojskowa okupacja Sahary Zachodniej prowadzona była z izraelskim doradztwem. Graniczny Berm - symbol okupacji zbudowany został ze wsparciem Francji, Arabii Saudyjskiej i właśnie Izraela. Także amerykańskie uznanie marokańskich roszczeń do Sahary Zachodniej było wprost powiązane z normalizacją relacji na linii Rabat - Tel Aviv.

Rdzenna ludność Sahrawi nie zaprzestała jednak nigdy walki o suwerenność i własną ojczyznę. Prowadzi ją lewicowy front Polisario (Ludowy Front na rzecz Wyzwolenia Saguia el-Hamra i Rio de Oro), tocząc walkę z najeźdźcami, organizując wygnaną ludność, ale także sprzeciwiając się normalizacji marokańskiej okupacji. To w obozie dla sahrawskich uchodźców, położonym w Algierii, powstał Międzynarodowy Festiwal Filmowy Sahary, który wokalnie sprzeciwił się wykorzystaniu okupowanego obszaru do produkcji Nolana.

Hollywood i kultura masowa od dekad są narzędziem w ręku imperialistów. Służą one do budowania sympatii wobec imperialnych sił zbrojnych, demonizują narody, żyjące pod okupacją, i ich walkę o wyzwolenie. W przypadku Odysei mamy do czynienia z wybitnie drastycznym przykładem wybielania imperialistycznej okupacji. W dyskursie kulturowym sporo mówi się o śmierci autora, w przypadku Nolana rozumiemy to hasło jednak bardziej dosłownie :>

Precz z okupacją, precz z imperialistycznymi hasłami o "autonomii", wolność Saharze Zachodniej!

Praca na czarno, długie godziny, upał, za mało współpracowników i ani chwili wytchnienia to standardowe doświadczenie os...
27/07/2026

Praca na czarno, długie godziny, upał, za mało współpracowników i ani chwili wytchnienia to standardowe doświadczenie osób pracujących sezonowo. Do tego można dodać jeszcze nadgorliwego, wymagającego szefa i obraz z klasycznym widokiem jest gotowy. Czemu tak to wygląda?

Sezon letni przynosi pracodawcom ogromne zyski, ale trwa krótko w skali roku. Warunki w pracy dyktuje szef, a wspomniane czynniki razem sprawiają, że właściciele różnego rodzaju biznesów skłonni są zrobić wszystko, żeby móc zarobić w tym czasie jak najwięcej. Oczywiście najczęściej wiąże się to z obchodzeniem przepisów prawnych i sanitarnych, cięciem kosztów i jeszcze większym wyzyskiem pracowników, bez których żaden biznes nie mógłby funkcjonować.

“Nie podoba się brak klimatyzacji i umowy, wymuszane nadgodziny i brak wypłaty na czas? To idź pracować gdzie indziej!”

Podobnie bzdurne wypowiedzi można nierzadko usłyszeć, gdy pracownicy zwracają uwagę na trudności i wykorzystanie, jakich doświadczają. Wszyscy potrzebujemy pieniędzy, żeby przetrwać, a rynek pracy jest nieubłagany. Większość osób nie może przebierać w opcjach.

Dotyczy to szczególnie młodych pracowników, dla których wakacje są jednym czasem w roku, kiedy mają możliwość pracować na pełen etat. Najczęściej to właśnie oni, ze względu na swój brak doświadczenia, padają ofiarą oszustw i wykorzystań. Pracodawcy korzystają z powszechnej nieznajomość prawa pracy, którego nauki nie przewiduje podstawowa edukacja szkolna.

Nawet kiedy pracownicy występują przeciwko niewłaściwemu traktowaniu, właściciele w warunkach pracy sezonowej są łatwo w stanie się ich pozbyć, kontynuować jak gdyby nigdy nic i zniknąć wraz z końcem sezonu, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności.

Rok temu, pod inną nazwą, zajmowaliśmy się właśnie takim przypadkiem firmy Artcafe bezproblemowo funkcjonującej w ramach Jarmarku Dominikańskiego.

Od wielu lat właściciel nie wypłacał tam należnych pensji pracownikom, wymagał od nich nadgodzin i ignorował przepisy BHP. Mimo to, jego biznes się kręcił, a sam Jarmark, będący największym w Trójmieście wydarzeniem każdego lata, nie miał przygotowanej metody postępowania z podobnymi przypadkami, którą można byłoby wdrożyć przed końcem sezonu. W praktyce równało się to z przyzwoleniem na dalsze prowadzenie działalności.

Skoro pracodawców nie czekają żadne negatywne konsekwencje, czemu nie mieliby dalej postępować w ten sposób?

Wyzysk jakiego doświadczają pracownicy nie jest jednak tylko winą złych pracodawców, ale przede wszystkim systemu kapitalistycznego, w którym wszyscy żyjemy. Samo jego funkcjonowanie opiera się na tym wyzysku, wymaga nieskończonego rozwoju i maksymalizacji zysków. Kto nie przyjmie tych zasad, ten nie utrzyma się na rynku.

Patologie, tak jawnie widoczne na przykładzie pracy sezonowej, nie są przypadkiem w systemie, ale jego nieodzowną częścią.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni wzięliśmy udział w Marszach Równości w Koszalinie i Olsztynie. Żyjąc w kraju tak konserw...
09/07/2026

W ciągu ostatnich dwóch tygodni wzięliśmy udział w Marszach Równości w Koszalinie i Olsztynie.

Żyjąc w kraju tak konserwatywnym jak Polska, ciężko nie doceniać faktu istnienia regularnych wydarzeń q***rowych, jakimi są Marsze Równości. Jednocześnie, biorąc w nich udział, nie można nie zauważyć ich, w gruncie rzeczy, ugłaskanego charakteru i coraz częstszej obecności reprezentacji korporacji i banków. Czy ten stan rzeczy to coś, co musimy zaakceptować?

W czasie olszyńskiego Marszu zapytaliśmy innych uczestników o ich refleksje na tematy związane z marszami, obecnością korporacji na nich i kwestiami oddolnej organizacji. Możecie przeczytać naszą relację na ich podstawie dalej:
----------------
Po co te marsze?
Większość osób uczestnicząca w Marszu robiła to, by spędzić czas z innymi, podobnymi do nich osobami, by pokazać światu, że istnieją oraz by okazać wsparcie swoim bliskim. Dla wielu jest to jedna z niewielu okazji, by czuć się bezpiecznie w przestrzeni publicznej przy jednoczesnym byciu otwarcie sobą.

“Przyszłam tutaj, żeby okazać poparcie mniejszościom, osobom które nie mają własnych praw w Polsce i chce tutaj być, żeby ludzie zobaczyli, że zmiany są potrzebne.”
----------------
Marsze Równości, a kapitalizm
“Jestem osobą q***rową i niebinarną, jest dla mnie istotne, żeby na tych marszach pojawiały się elementy antykapitalistyczne, ponieważ wiem, że wyzysk kapitalistyczny przenika się z uciskiem osób q***rowych. Chce walczyć z tym wszystkim naraz.”

Uczestnicy Marszu nie mieli wątpliwości co do motywacji firm pojawiających się na wydarzeniu. Oczywiste jest, że ich celem jest szansa na marketing. Część osób była jednak zdania, że niektóre firmy przy okazji faktycznie są prawdziwymi sprzymierzeńcami i ostatecznie to dobrze, że pojawiają się na pochodzie.

Jest to jednak idealistyczne podejście. Korporacji nie można podzielić na złe albo dobre. Samo ich istnienie opiera się na wyzysku pracowników, w tym osób q***rowych, w nich zatrudnionych. Taka jest natura panującego systemu,

Pojawiły się też głosy, bliższe nam jako organizacji socjalistycznej, które krytykują obecność firm i banków, wskazując na to, jak instrumentalnie, w celu poprawienia swojego wizerunku, jesteśmy przez nie traktowani.

“Pojawiają się elementy liberalne, korporacje i banki - często korporacje, które są zamieszane np. w ludobójstwo w Palestynie, które są zamieszane w eksmisje często osób q***rowych. Są to tak naprawdę nasi przeciwnicy, a nie sojusznicy.”
----------------
Problemy osób q***rowych...
Sytuacja osób q***rowych w Polsce nie należy do najprostszych. Mimo upływu lat i nigdy niespełnionych obietnic wielu polityków, wciąż nie funkcjonują związki partnerskie, nie ma łatwego dostępu do tranzycji, a dyskryminacja osób LGBTQ+ jest powszechna i bezkarna.

“...nie jestem w stanie przejść obok gdy ktoś grozi moim bliskim. W każdej przestrzeni, czy to internetowej, czy to miejskiej, czy to politycznej. Wszędzie można zauważyć tą przemoc. Mam wiadomość dla wszystkich osób LGBT i ich sojuszników, nie bójcie się wychodzić na ulice i walczyć o swoje. Nie dajcie się zastraszyć.”
----------------..nie są tylko problemami osób q***rowych
Oprócz tego musimy borykać się z problemami dotykającymi zdecydowaną większość każdego społeczeństwa w ustroju kapitalistycznym, takimi jak brak gwarancji pracy czy dachu nad głową.

“Dla mnie polityka to bagno, ale trzeba walczyć, a jak będziemy siedzieć cicho, to nam nie pomogą. Musimy dbać o siebie nawzajem.”
----------------
Marsze równości są dla wielu z nas ważną tradycją. Nie mogą jednak pozostawać jedyną rzeczą, którą wspólnie robimy. Energię, jaką nam dają, musimy wykorzystać w regularnym działaniu. Nie możemy wiecznie czekać, aż jakiś polityk się nad nami może ulituje. Działając w grupie jesteśmy w stanie wywierać presję, w taki sposób, by brano nasze żądania na poważnie.

Wzięcie inicjatywy w nasze ręce, tworzenie alternatywnych przestrzeni, organizowanie oddolnych inicjatyw, edukacja marksistowska i bycie aktywną częścią ruchu pracowniczego są drogami ku prawdziwemu, niezależnemu q***rowemu wyzwoleniu.

Gdzie nie rzucić okiem trafiamy na nienawiść, brutalność i atak. W internecie, w mediach, w placówkach publicznych, w pa...
29/06/2026

Gdzie nie rzucić okiem trafiamy na nienawiść, brutalność i atak. W internecie, w mediach, w placówkach publicznych, w parlamencie, na ulicy. Opresja nigdy nie była bardziej wyrazista i zerojedynkowa, lecz zawsze wychodziła z konkretnego źródła. Wszystkie formy opresji mniejszości mają swoje korzenie w społeczeństwie klasowym. Powodem opresji jest obrona statusu quo, a rolą opresji jest umiejętne dostosowywanie się do danej koniunktury. Kiedy liberał ma pozować na bohatera, powoła się na konieczność walki z opresją – ale tylko takimi metodami, które nie uderzają w jej rdzeń, system kapitalistyczny. Opresja zaś z rąk faszysty, to desperacka próba sprzedaży masom wizji kozła ofiarnego "gdzieś poza systemem", co ma przynieść fałszywą ulgę tym, których system wyniszcza.

O ile opresję zradza system wyzysku klasowego, sfera kultury i jej instrumenty skutecznie ją replikują i dostosowują do nowych warunków. W animacjach Disneya powszechnym było pokazywanie postaci czarnoskórych z karykaturalnie uwydatnionymi ustami, nosem, obowiązkowo ze stereotypowym arbuzem, w sitcomach czy kabaretach zaś motyw "faceta przebranego za babę" wszedł do klasyki humoru mainstreamu – ale też swoistego niepokoju np. w filmach z gatunku horror celowo zacierających granicę między zaburzeniami psychicznymi, seksualnymi a transpłciowością.

To, czego się uczymy i doświadczamy, jest bez przerwy formowane przez społeczne, materialne i historyczne właściwości, a przede wszystkim przez system produkcji, jako podstawę (bazę) która decyduje o tym, jak zorganizowane jest życie społeczne i kultura je otaczająca (nadbudowa). Animacje w ZSRR zestawione z Disneyem pokazują zupełnie inne podejście do kwestii rasowej z uwagi na to, że kultura nie była dyktowana desperackimi próbami legitymizacji niewolnictwa. Wręcz przeciwnie, krzewiła wizję ludzi równych sobie. Podobnie z edukacją, socjalistyczny model produkcji premiował alfabetyzację każdego – nie tylko tych których było na to stać, jak to miało miejsce w bogatych domach państw zachodu.

Infantylizacja, gruntowanie ról płciowych czy stereotypizacja mniejszości, a także formatowanie sztywnych zasad normatywności cisheteropłciowej (jak to, że dziewczynki lubią róż, a chłopcy nie płaczą) to elementy działające w zgodzie z systemem oraz bezpośrednio dzięki niemu. Weźmy na przykład nie tak odległą historię kobiet, które by mieć nie tylko szacunek społeczny ale też by po prostu mieć pieniądze do przeżycia musiały być zamężne. Stereotypizacja ról kobiecych czy infantylizacja wartości kobiety jako człowieka w społeczeństwie przekładała się na ówczesną kulturową normę legitymizującą taki rodzaj opresji mężczyzny nad kobietą. Lecz nie tylko spłycanie kobiecości w kulturze, nauce czy prawie przykładało się do takiej rzeczywistości, bo z drugiej strony pozytywna wizja cisheteronormatywnej rodziny, która została domyślnym modelem relacyjnym dla większości społeczeństwa – legitymizowało wyzysk ekonomiczny w postaci spadków.

Nie oznacza to, że każdy aspekt naszej kultury bezpośrednio wynika z warunków ekonomicznych, w których przyszło nam żyć. Jednak warunki te tworzą podwaliny i ramy, w których obrębie powstają ideologia i konkretne poglądy. Dyskryminujące postawy i zachowania muszą być zwalczane zawsze, jednakże samo reagowanie na objawy nie usunie nowotworu, który swoimi przerzutami obejmuje cały organizm społeczeństwa.

Podstawą wszystkich różnic społecznych jest niedostatek. W kapitalizmie jest on tworem sztucznym, bo mamy rozwinięte zasoby i możliwości oraz jesteśmy w stanie zapewnić wszystkim godne życia. To, co stoi na przeszkodzie, to prywatna własność tych środków produkcji skupiona w rękach garści najbogatszych. Przez nią służą one pomnażaniu zysku kapitalisty, zamiast służyć spełnianiu ludzkich potrzeb. Możemy to zmienić tylko jeśli wyrwiemy, co należy do nas, od tych, którzy nas wykorzystują!

Kapitaliści opierają się na dyskryminacji w celu utrzymania klasy pracującej w rozbiciu, według narodowości, tożsamości, seksualności, religii i innych. Te podziały budują poczucie konkurencji między wyzyskiwanymi pracownikami dzieląc ich tak, by nie mogli się zjednoczyć przeciw wspólnemu wrogowi – przeciw wyzyskiwaczom. Nośnikiem tego jest kultura, media, kościół, system edukacji, rodzina, wszystko co kontroluje kapitał.

Np. mężczyźni zarabiający więcej niż kobiety. Jest to realna korzyść z patriarchalnej opresji, lecz nie jest to inherentnie kwestia płci. Naprodukowane bogactwo starczyłoby na podwyżki dla wszystkich, jednakże pracodawca by czerpać zysk z naszej pracy musi zawłaszczać nadwyżkę tego, co byśmy zarobili. Klasa kapitalistów zyskuje z płacenia mniej i z dyskryminowania pracownic, imigrantów, mniejszości rasowych i seksualnych, bo zmusza to klasę pracującą do większej konkurencji na rynku pracy. Zadaniem tej opresji jest więc alienacja od podstawowej opresji wbudowanej w system kapitalistyczny, jest to zasłona dymna przekierowująca uwagę na kwestie poboczne a nie źródło opresji – system wyzysku klasowego.

Co proponuje liberalny czy socjaldemokratyczny intersekcjonalizm, to szczątkowe programy parytetów płci, tokeny i pinkwashing oparty na tożsamości bez uwzględnienia klasy. W rzeczywistości taka praktyka kończy się kilkoma uprzywilejowanymi pozycjami, np. kobiet CEO czy firm reklamujących się jako LGBT-friendly do czasu aż przestanie się to opłacać kapitalistom i programy odchodzą w zapomnienie – jak za Trumpa, gdy mowa o reformach przeciwko transpłciowym kobietom otwierających drogę dla legalnego ludobójstwa. Klasa rządząca proponuję ustawy i reformy które realnie nie zmieniają opłakanej sytuacji przerażającej większości osób q***r. Walka wyłącznie intersekcjonalna przypomina odcinanie łbów hydry, z której zawsze wyrosną trzy nowe.

Pora zrozumieć, że ujęcie klasowe jest konieczne do sukcesu walki o wyzwolenie osób q***r! Żadne reformy nie zapewnią wolności i równości tym, których codzienność w obecnych warunkach jest naznaczona piętnem.

Terminy "washing" odnoszą się do praktyk stosowanych przez instytucje biznesowe i polityczne, których celem jest "wypran...
26/06/2026

Terminy "washing" odnoszą się do praktyk stosowanych przez instytucje biznesowe i polityczne, których celem jest "wypranie" wizerunku i pokazanie się jako obrońców zasad moralnych i postępowych idei. W rzeczywistości ich celem jest jedynie zwiększenie zysków i zdobycie większej władzy, a pokazanie się z tęczowymi kolorami, czy wklejenie tekstu o życiu w zgodzie z naturą na opakowanie produktu nie ma przełożenia na realne działania. Jest to forma marketingu skierowana do społeczeństwa, które chce troszczyć się o ludzi i swoje otoczenie, jednak jest pozbawione wpływu na otaczający je świat.

Tak samo jak prawa kobiet, prawa osób LGBT są dla polityków przydatne tylko jako przynęta na wyborców. "No dalej, zagłosuj jeszcze raz, a tym razem na pewno damy ci... no może jedno podstawowe prawo. Albo pół. Głosuj albo przyjdą tamci i ci nawet to zabiorą!". Tymczasem nadal praktycznie nic się nie zmienia - a jeśli już to na gorsze. Politycy gdzieś mają nasze postulaty, podobnie jak feminizm, troskę o klimat czy pokój. Obiecać mogą wszystko, a skończy się jak zawsze - zbrojeniami kosztem edukacji i służby zdrowia, prywatyzacją i rozmontowywaniem tego bezpieczeństwa socjalnego, jakie jeszcze posiadamy.

Najobrzydliwszym i często stosowanym przykładem rainbowwashingu i pinkwashingu jest usprawiedliwianie nimi imperialistycznej agresji. Liberałowie nigdy głośniej nie krzyczą o prawach kobiet, osób nieheteronormatywnych, transpłciowych i innych grup pokrzywdzonych, jak właśnie wtedy, gdy usprawiedliwiają nimi inwazje i bombardowania państw tzw. "trzeciego świata". Nigdy nie wspomną o prawach człowieka w Emiratach Arabskich czy Arabii Saudyjskiej, za to kochają historie, także te wymyślone, o cierpieniach osób LGBT w Palestynie. O łamaniu praw człowieka w Rosji przypomnieli sobie dopiero za Putina, podczas gdy popierana przez zachód prezydentura Jelcyna doprowadziła przez lata 90 do ograniczeń praw człowieka i katastrof humanitarnych na skalę widzianą zazwyczaj jedynie podczas wojen. Tak samo szybko zapomnieli o prześladowaniach Kurdów w Iraku i Syrii, gdy zainstalowali już tam przyjazne sobie władze.

Często potępienia te słychać z ust osób, które same otwarcie dyskryminują osoby LGBT i kobiety we własnym państwie, oraz dążą do znacznych ograniczeń ich praw. Są jednak powtarzane tak samo przez tych, którzy udają, że te sprawy ich obchodzą, lub szczerych ideologicznych liberałów, którym nie udaje się zauważyć sprzeczności i szkód swoich działań. My jednak wiemy dobrze, że bomby zabijają wszystkich tak samo, do tego z reguły przynosząc zniszczenie i nienawiść, a nie wolność i tolerancję. Tak jak kiedyś wymówkami do podbojów były twierdzenia o słowie Bożym, tak teraz jest nimi retoryka liberalna, próbująca uczynić imperializm bardziej zjadliwym dla szerszej publiki. Liberalna empatia jest czysto polityczna, łatwa do kierowania i służy jako broń, gdy tylko imperializm potrzebuje usprawiedliwienia dla swoich działań. Oto "misja cywilizacyjna" naszych czasów.

Nasza społeczność została sprowadzona do kilku coraz mniej znaczących symboli, które wykorzystywane są dla zysku i by móc usprawiedliwić największe grzechy obecnego systemu. Nie ma jednak nic dziwnego w tym, że nasza społeczność godziła się i wciąż się godzi na to dwulicowe poparcie - w końcu na co więcej mogliśmy liczyć? Jesteśmy skrajnie marginalizowaną grupą, nękaną przez przemoc, dyskryminację, systemowe bezrobocie i bezdomność, której odmawiane są podstawowa prawa i opieka. Oczywiście, że w takiej sytuacji zgodzimy się na każdą możliwą pomoc i wsparcie. Jednak czy coś nam to dało? Powstało kilka seriali o gejach, kilka osób z naszej społeczności zostało celebrytami i przedsiębiorcami, zostawiając oczywiście resztę na dole. Tymczasem wsparcie to jest teraz wycofywane, konserwatyzm i faszyzm przybierają na sile, a nasza sytuacja staje się coraz gorsza.

Wyzwolenie nie przyjedzie do nas samo, na platformie ufundowanej przez bank, polityka czy zbrodniarza wojennego. Musimy sami nauczyć się budować silne i trwałe społeczności. Umieć walczyć i wiedzieć jak walczyć o swoje prawa, a nie tylko o nie prosić. Walka o nasze prawa jest przecież tylko częścią walki o lepsze jutro, a problemy obecnego systemu nie dotykają tylko nas, a całego społeczeństwa i każdej innej grupy marginalizowanej.

Widzimy od kilku lat znaczącą zmianę w naszej społeczności. Powstają nowe organizacje, kolektywy, częściej angażujemy się w inicjatywy, które mogą pozwolić nam zmienić naszą rzeczywistość - nie tylko dla nas, ale dla wszystkich. Osoby LGBT, zrzeszone pod wieloma symbolami, stoją dziś na pierwszej linii walki o wolną Palestynę, przeciwko imperializmowi, przeciwko wyzyskowi i nienawiści.

Jesteśmy i będziemy iskrą zmiany i nic tego nie zmieni!

O tęczowym kapitalizmie mówi się dużo i trudno o nim dużo nie mówić. Mało rzeczy oburzać nas może tak, jak oburzają nas ...
23/06/2026

O tęczowym kapitalizmie mówi się dużo i trudno o nim dużo nie mówić. Mało rzeczy oburzać nas może tak, jak oburzają nas banki, firmy zbrojeniowe i zbrodniarze wojenni maszerujący pod symbolami naszej społeczności i wycierający sobie mordy naszą sprawą i naszym cierpieniem. Mało rzeczy może nas obrzydzać tak, jak robią to wielkie korporacje i parlamentarne żmije, kiedy myślą, że kupią nas za tanie słowa poparcia i marketingowy gest.

Dla nas to sprawa życia i śmierci, naszego życia, życia jakiego pragniemy i jakiego jesteśmy pozbawiani. Walczymy, cierpimy, maszerujemy, nie dlatego, że chcemy, tylko dlatego, że nie mamy innego wyjścia. Dla nich nasze wydarzenia i nasze przestrzenie to dożynki, sezonowy trend, okazja do wypuszczenia kilku dodatkowych reklam i haseł promocyjnych pod kolejną grupę konsumentów.

Oczywiście do czasu, aż nie wyjdziemy z mody.

Każdy ruch i społeczność, choćby najbardziej rewolucyjne i alternatywne, działają w obrębie społeczeństwa zdominowanego i wychowanego przez kapitalistyczne relacje. System ten posiada ogromne zdolności adaptacyjne. Jest w stanie wyjątkowo łatwo dostosować się do nowych warunków, sytuacji i trendów - jeśli tylko mechanizmy rynkowe uznają to za "opłacalne".

Podobnie łatwo przychodziło mu zawsze wykorzystywanie alternatywnych społeczności i przejmowanie ich kultury, jeśli tylko jej komercjalizacja wiązałaby się z potencjalnymi korzyściami.

Zaczynało się to, jak w przypadku każdej prześladowanej mniejszości, od tworzenia własnych miejsc wspólnych, wokół których powstawały biznesy od osób LGBT dla osób LGBT. Wokół tych przestrzeni powstawała nasza podziemna społeczność i nasza kultura, która, jak każda kultura powstająca w takich warunkach, była wyjątkowo transgresyjna i atrakcyjna. Rynek i jego mechanizmy nie mogły nie dostrzec powstającej w ten sposób nowej grupy potencjalnych konsumentów, posiadającej jednocześnie coś, co można skomercjalizować i zgentryfikować.

Od reklam i produktów adresowanych wprost do naszej społeczności, przez udział w marszach równości, doszliśmy do inkluzywnych firm z "misją", które wykorzystują poparcie dla naszej sprawy do budowania swojego wizerunku i reputacji.

Patrząc ogólnie i pomijając indywidualne przykłady łatwo jest dostrzec, że wsparcie to nie jest szczere. Kieruje się ono logiką zysku, chcąc zdobyć nowych konsumentów, przekonać społeczeństwo, przyjazne naszym hasłom, do swoich marek i wykorzystać naszą społeczność i kulturę. I nie będziemy pierwszą grupą wykorzystaną w ten właśnie sposób - ofiarą tego samego procesu stały się chociażby społeczności afroamerykańskie i ich dorobek.

Wsparcie otrzymane z tych powodów nigdy też nie będzie dla nas korzystne, pomijając już oczywisty fakt, że jest ono warunkowe i w każdym momencie jesteśmy w stanie być jego pozbawieni.

Kapitalizm nigdy nie zapewni nam faktycznej reprezentacji.

Żeby "sprzedać" naszą sprawę i użyć jej jako kampanii marketingowej musi on stworzyć stereotyp osoby LGBT, który najczęściej ma mało wspólnego z rzeczywistością.

Stereotyp może mieć przyjemną twarz - wtedy prowadzi do wykluczenia mniej popularnych i medialnych grup z naszej społeczności, bo "szkodzą naszemu wizerunkowi". Marsze Równości, jako element marketingu, nie mogą przecież odstraszać klientów. Stereotyp może być też jednak prześmiewczy, szyderczy, bo przecież nic nie sprzedaje się tak, jak kontrowersja. Nieważne którą z tych opcji wybierze dana firma - kończy się to ze szkodą dla naszej społeczności.

Nic bowiem nie szkodzi nam tak, jak poparcie "mainstreamu", banków, korporacji i liberalnych elit politycznych, przechrzczonych na wojowników sprawy tolerancji. Przebierają się oni w nasze barwy, wynoszą nas na sztandary, czynią z naszego istnienia temat debaty publicznej, zaogniają konflikty społeczne, wszystko ponoć w naszym imieniu.

Chcą zdobyć głosy i nowe zyski na "empatię", szczując przy tym na nietolerancyjne społeczeństwo, które przecież już wcześniej im nie ufało. Teraz łatwiej mu przynajmniej znaleźć kozła ofiarnego, czyli osoby LGBT, jawiące się jako kolejne ogniwo znienawidzonego systemu.

Liberałowie i tak zapomną o nas po wyborach, a konsekwencje rozpoczętej przez nich nieszczerej wojny kulturowej będziemy zbierać my - we wzroście nietolerancji, w nienawiści, w przemocy. Tak kończy się zawsze "reprezentacja" bez gwarancji podstawowych praw.

Oddanie naszej reprezentacji w ręce korporacji i celebrytów nie dało nam praw, dało przeciwnikom naszego istnienia amunicję przez próbę zrównania naszej walki o wyzwolenie z morderczym systemem sprzeczności - kapitalizmem. Zmieniło zróżnicowane uczucia ludzi z przeróżnych kultur w stereotyp, wymuszając ujednolicony zamerykanizowany pogląd na unikalne osoby. Sprawiło też, że nasza kultura została zgentryfikowana, a my sami zostaliśmy pozbawieni własnej tożsamości, która stała się kolejnym modnym, plastikowym towarem.

Kolejna część w następnym poście!

18/06/2026

Referendum w sprawie odwołania Jaśkowiaka? Konferencja prasowa organizacji społecznych

Zapraszamy na konferencję prasową dzisiaj o 16, dwadzieścia metrów od placu kolegiackiego. Tort podzielił Poznań na gartskę elit i całą resztę Poznania. Jaśkowiak od lat ignoruje problemy zgłaszane przez mieszkańców miasta, lokatorów i pracowników. Nie jest on dla nas godny zaufania. Za jego rządów Poznań miał przestać być miastem rządzonym przez deweloperów, kościół i wielki biznes. Tymczasem on i jego rada miasta zacementowali ten układ, wykorzystując swoją polityczną siłę do wsparcia rozwoju prywatnych biznesmenów i deweloperów kosztem zwykłych ludzi.

Czy odwołanie prezydenta Poznania jest możliwe? Kiedy wystartuje referendum w sprawie odwołania prezydenta Jacka Jaśkowiaka? Czy radę miasta też trzeba odwołać?

📌Plac Kolegiacki
⏰Dzisiaj o 16.00
"Referendum w sprawie odwołania Jaśkowiaka? Konferencja prasowa organizacji społecznych"

17/06/2026

STANOWISKO SOCJALNEGO KONGRESU KOBIET DOTYCZĄCE AKCJI RZUCANIA TORTEM PODCZAS WYSTĄPIENIA PREZYDENTA POZNANIA JACKA JAŚKOWIAKA

Socjalny Kongres Kobiet wyraża solidarność z grupami i osobami protestującymi przeciwko polityce prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, obrzucając go tortem.

Dzisiejsze działanie zwraca uwagę na pytania, które stawiamy od dawna: Dlaczego po latach prezydentury Jaśkowiaka, coraz więcej osób dochodzi do wniosku, że ich głos jest ignorowany przez władze miasta? Dlaczego mimo lat działań, jako ruchy społeczne wciąż tkwimy w tym samym miejscu, walczymy o te same postulaty? Dlaczego polityka kolejnych władz, a tym samym sytuacja zwykłych mieszkańców, się nie zmienia?

Socjalny Kongres Kobiet powstał w okresie pierwszej kadencji Jacka Jaśkowiaka. Od samego początku zwracałyśmy uwagę na głęboką sprzeczność pomiędzy progresywnym wizerunkiem prezydenta a rzeczywistą polityką prowadzoną przez miasto.

Rządy Jaśkowiaka wpisują się w model zarządzania miastem, w którym sektor publiczny traktowany jest tylko jako koszt. Najbardziej odczuwają to osoby pracujące w opiece, edukacji, pomocy społecznej, kulturze i innych sfeminizowanych zawodach. To właśnie tam przez lata kumulowały się problemy niskich płac, przeciążenia pracą oraz chronicznego niedofinansowania.

Jaśkowiak obiecał zmianę polityki budżetowej miasta, obietnicy tej nigdy jednak nie dotrzymał. Kobiety pracujące w budżetówce wciąż zarabiają minimalne wynagrodzenia. Jaśkowiak tłumaczy, że żłobki i DPSy to nie Volkswagen, w którym można podnosić zarobki. Wielokrotnie wypowiadał się także, że jego priorytetem jest podnoszenie zarobków swoich zastępców oraz osób zarządzających spółkami miejskich. Tak też przez lata czynił, przez co prezesi poznańskich spółek komunalnych zarabiają najwięcej w całej Polsce.

Konsekwencje tej polityki ponoszą przede wszystkim kobiety. Nie tylko dlatego, że stanowią większość zatrudnionych w usługach publicznych, ale również dlatego, że to na nich najczęściej spada obowiązek rekompensowania braków państwa i samorządu własną, nieodpłatną pracą opiekuńczą.

Podobnie wygląda sytuacja w obszarze mieszkalnictwa. Od lat obserwujemy pogłębiający się kryzys dostępności mieszkań oraz marginalizowanie mieszkalnictwa komunalnego. Wysokie koszty utrzymania mieszkań i brak stabilności mieszkaniowej najmocniej uderzają w osoby o najniższych dochodach, samotne matki, emerytki i kobiety wykonujące nisko opłacaną pracę.

Wizerunek Poznania jako miasta nowoczesnego i równościowego to hipokryzja. Miasto staje się naprawdę równościowe nie wtedy, gdy organizuje mega-konferencje i kampanie wizerunkowe, lecz wtedy, gdy zapewnia godne płace pracownicom sektora publicznego, rozwija usługi opiekuńcze i gwarantuje mieszkańcom bezpieczeństwo mieszkaniowe.

Dzisiejszy protest jest skutkiem wieloletniego kryzysu zaufania między mieszkańcami a władzami miasta. Zamiast koncentrować uwagę opinii publicznej na zabrudzonym garniturze prezydenta, warto rozpocząć poważną dyskusję o problemach, które od lat podnoszą pracownice, lokatorki i organizacje społeczne. To one były źródłem krytyki polityki Jacka Jaśkowiaka na długo przed dzisiejszą akcją, a podnoszone przez nie tematy pozostają nierozwiązane do dziś.

Socjalny Kongres Kobiet niezmiennie stoi po stronie kobiet i wszystkich innych osób, które ponoszą koszty konserwatywnej rynkowej polityki zaciskania pasa, realizowanej kosztem usług publicznych i bezpieczeństwa socjalnego mieszkańców.

Za każdą niespełnioną obietnicę wyborczą, za każdą antyspołeczną decyzję polityczną, za każdą matkę, lokatorkę i pracownicę ponoszącą koszty polityki opartej na wyzysku kobiet – Jaśkowiak zasłużył na tort! Ten gest trudno uważać za porównywalny z latami systemowej przemocy, której sprawcą jest włodarz Poznania.

Domagamy się wypuszczenia z aresztu Kamila Siemaszko z kolektywu Rozbrat i Patryka Szynkowskiego z Inicjatywy Pracowniczej - zatrzymanych za sprzeciw wobec patriarchalnej polityki prezydenta Jacka Jaśkowiaka !

Adres

Pieniny

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Iskra umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Iskra:

Skróty

Udostępnij