05/07/2026
Czasem myślę, że człowiekowi naprawdę nieźle poprzestawiało się w głowie.
O Naturze mówimy tak, jakby była naszą własnością.
Chcemy, żeby podlegała naszym decyzjom, przepisom, planom i interesom. Dzielimy ją, grodzimy, wycinamy, regulujemy, „zagospodarowujemy”.
Zbyt często uznajemy, że to do nas należy decyzja o tym, co jest pożyteczne, co zbędne, co może rosnąć, płynąć i żyć, a co powinno ustąpić miejsca nam.
I nie chodzi mi o to, że każda ludzka ingerencja jest zła. Czasem potrzeba naszego działania, żeby chronić gatunek, odbudować siedlisko itp. Czyli właściwie naprawić to, co wcześniej zniszczyliśmy.
MY.
Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast „odpowiedzialność” słyszymy „prawo własności”.
I rozpędzeni lecimy dalej. Chcemy decydować także o tym, kto i w jaki sposób może mówić o roślinach, ich właściwościach, kto może korzystać z wiedzy, która istniała przecież na długo przed naszymi ustawami i urzędami.
Bo jesteśmy troskliwi. I ważni.
Nie, nie zaproponuję Wam leczenia raka naparem z pokrzywy ani nie doradzę odrzucenia medycyny. Bardzo cenię naukę i jej osiągnięcia, choć przecież i ona korzysta z Natury pełnymi garściami. Chodzi mi o coś innego: o coraz silniejszą potrzebę obejmowania kontrolą kolejnych obszarów wiedzy i kolejnych ludzkich wyborów. O przekonanie, że ktoś zawsze musi wyznaczyć granicę tego, co wolno nam wiedzieć, mówić i wybierać.
Tylko kto?
„Jaką metodą wybierzemy metodę głosowania?” - kto zna ten wie ;)
W tym pędzie do władzy umyka nam pewien, dość niewygodny szczegół:
NATURA NIE JEST NASZĄ WŁASNOŚCIĄ.
Gdyby zabrakło człowieka, życie na Ziemi trwałoby dalej. Zapewne inaczej, ale trwałoby. Nasza nieobecność pewnie zmieniłaby świat. Miejscami gwałtownie i niekoniecznie od razu na lepsze, ale życie nie skończyłoby się razem z nami. Z czasem inne gatunki zajęłyby pozostawioną przez nas przestrzeń, a nasze ślady zaczęłyby płowieć i zarastać.
Gdyby zabrakło świata przyrody, człowiek nie miałby żadnego „dalej”.
Bo to my tu jesteśmy zależni. Nie odwrotnie.
Natura to coś sporo większego od nas. Można nazwać to siłą, porządkiem, życiem, Bogiem albo nie nazywać wcale. Dla mnie jest w niej magia. I moc, wobec której trudno mi nie czuć szacunku.
Magia - kiedy mówi do nas szumem drzew, świergotem ptaków, światłem migoczącym wśród liści czy tęczą. Moc - kiedy przypomina, jak niewiele znaczą nasze mosty, mury i całe miasta wobec wody, ognia czy wiatru.
Może więc problem zaczyna się już w samym myśleniu o Naturze jako o czymś „na zewnątrz”. Czymś, do czego można pojechać na weekend, co można bezmózgowo eksploatować albo urządzić według własnego pomysłu.
Nie, nie jesteśmy „obok”. Ona jest w nas. A my w niej. Nasze ciała podlegają JEJ prawom, nie naszym. I każdy podlega im tak samo. Nie ma uprzywilejowanych.
Nie kopmy więc pod sobą dołków własnym zadufaniem. Posłuchajmy czasem, co Natura ma nam do powiedzenia. Bo gada mądrze, przecież ma to już poukładane ;)
U.
foto: