Wskazówki dojazdu Strona internetowa

U Orli

05/09/2026

patrz

„…sztuka nas nie zbawi w sensie religijnym, jednak gdyby zdefiniować zbawienie na sposób świecki jako „uwolnienie się z ...
25/08/2026

„…sztuka nas nie zbawi w sensie religijnym, jednak gdyby zdefiniować zbawienie na sposób świecki jako „uwolnienie się z niekorzystnego stanu lub okoliczności”, to owszem, wtedy odpowiedź padłaby twierdząca. Sztuka pomaga uwolnić się „z niekorzystnego stanu lub okoliczności”, sztuka zbawia, ale zbawia tu i teraz, i nigdy na długo, zawsze na chwilę.

„Do czego służy sztuka?” – tak brzmi pytanie ankiety. A do czego służy oddychanie, odżywianie się, wydalanie i tak dalej? W moim rozumieniu oddychanie, odżywianie się i tak dalej służą do życia. I do tego też służy sztuka. Do życia.”

Ignacy Karpowicz. 2011 rok
Więzi.

Jestem przygotowany na to, że po śmierci nic mnie nie czeka. Po śmierci nie będę. Oczywiście, mogę się mylić, ale jeżeli się nie mylę, to zbawienie mnie nie dotyczy. Mówię teraz o zbawieniu, którym zajmuje się soteriologia, o akcie Boskiej łaski i życiu wiecznym. W ogóle ludzkie oczekiwanie, że Bóg zrobi coś dla człowieka, wydawało mi się zawsze aktem strzelistej pychy.

A zatem – sztuka nas nie zbawi w sensie religijnym, jednak gdyby zdefiniować zbawienie na sposób świecki jako „uwolnienie się z niekorzystnego stanu lub okoliczności”, to owszem, wtedy odpowiedź padłaby twierdząca. Sztuka pomaga uwolnić się „z niekorzystnego stanu lub okoliczności”, sztuka zbawia, ale zbawia tu i teraz, i nigdy na długo, zawsze na chwilę.

„Do czego służy sztuka?” – tak brzmi pytanie ankiety. A do czego służy oddychanie, odżywianie się, wydalanie i tak dalej? W moim rozumieniu oddychanie, odżywianie się i tak dalej służą do życia. I do tego też służy sztuka. Do życia.

Ignacy Karpowicz. 2011 rok
Więzi.

14/08/2026

nie wracam!

Idąc do lasu, lubię myśleć, że idę w odwiedziny. Nie po to, żeby mnie naprawiał, pocieszał czy przejmował moje problemy....
17/07/2026

Idąc do lasu, lubię myśleć, że idę w odwiedziny. Nie po to, żeby mnie naprawiał, pocieszał czy przejmował moje problemy. Idę po prostu pobyć. Posłuchać. Przypomnieć sobie, że jestem częścią żywego świata. Idę na spotkanie. A to, z czym wrócę, niech pozostanie darem.

Uznanie otaczającej rzeczywistości jest nie tylko pożegnaniem romantycznych iluzji na temat odległych kultur, ale rozpoznaniem, że pod naszymi stopami jest żywa ziemia, która ma swojego ducha. To uznanie ekstremalnych zmian klimatu i zmian środowiska, do których doprowadził człowiek, oraz szansy, jaką niesie rozpoznanie, że natura jest też w człowieku.

Taka samoświadomość pozwala podczas spaceru przez las rozpoznać w nim to, co święte. Nie jest zatem celem takiej wyprawy zrzucenie niepokoju i trudnych emocji, ale spotkanie z tym, co pozostało nienaruszone, prawdziwe w swej dzikości. To umożliwia spotkanie z duchem lasu, nienagabywanym, wolnym, niezmuszonym do służenia komukolwiek.

Tym samym możliwe jest spotkanie z pierwotną częścią siebie, która pozostaje wiecznie wolna i wiecznie spragniona bliskości, autentycznego połączenia, a to jest warunkiem istnienia każdego zdrowego lasu i każdej zdrowej relacji.

Cały tekst dla Zwierciadła link w komentarzu. Tekst inspirowany książką Lorenzo Colantoni „Powrót do świętych lasów. Zapiski z Japonii” Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

14/07/2026

Las nie leczy dlatego, że jest "magicznym lekarstwem".Po prostu od milionów lat jesteśmy częścią tego samego świata.
13/07/2026

Las nie leczy dlatego, że jest "magicznym lekarstwem".
Po prostu od milionów lat jesteśmy częścią tego samego świata.

Czy sztuka może wpłynąć na zmianę prawa? W małym kanadyjskim miasteczku wydarzyła się historia, która daje do myślenia."...
08/07/2026

Czy sztuka może wpłynąć na zmianę prawa? W małym kanadyjskim miasteczku wydarzyła się historia, która daje do myślenia.

"L’arbre, c’est comme un être humain. Il respire. Il vit. Il a besoin d’eau. Il nous protège de toutes sortes de choses."
„Drzewo jest jak człowiek. Oddycha. Żyje. Potrzebuje wody. Chroni nas na wiele sposobów.”

Tak mówi Michel Bourdeau, burmistrz Terrasse-Vaudreuil, niewielkiego miasteczka niedaleko Montrealu. W czerwcu 2026 roku owo miasteczko, jako pierwsza gmina w Kanadzie, oficjalnie poparło Powszechną Deklarację Praw Drzewa, uznając prawa drzew między innymi do życia, naturalnego wzrostu, integralności i regeneracji.

Może ktoś powiedzieć: „ładnie, symbolicznie, ale co dalej?”. A dalej: gmina zapowiedziała przegląd lokalnych przepisów dotyczących ochrony drzew, zwiększanie pokrywy drzewnej i inne działania w tym temacie.

Dla mnie ta historia jest podwójnie szczególna. Po pierwsze – ludzie, którzy widzą naturę jako żywy organizm. Po drugie - jednym z impulsów do takiej decyzji była sztuka. A dokładnie film, artyści w nim występujący oraz ich dzieła.

Artyści - „gatunek”, którego przydatność ostatnio co najmniej kilka razy została poddana w wątpliwość. Ale o tym za moment...

"Des arbres et des arts" André Desrochersa to dokument o lasach regionu Suroît w Quebecu. Ale to nie jest klasyczny film przyrodniczy. Pokazuje biologię lasu, rzadkie gatunki drzew, ich relacje z grzybami, sposoby komunikacji. Tyle że narratorami są tutaj drzewa. Opowiadają swoje historie, prowadzą dialogi. Autor dał im własny głos.
A obok drzew pojawiają się artyści z Suroît, których twórczość wyrasta z Natury i relacji z nią. Jest ona dla nich nie tylko inspiracją, ale czasem również materią ich prac. Jedną z twórczyń jest Chantal Bourque, która w ramach tego projektu stworzyła pracę „Espoir” (na zdjęciach dołączonych do posta). Przedstawiła w niej rzadki gatunek drzewa, orzesznik jajowaty, włączając w obraz fragmenty jego prawdziwej kory, symbolicznie dając mu drugie życie. Orzesznik jest w Kanadzie uważany za gatunek zagrożony, dlatego młode pędy na pierwszym planie mają, jak wyjaśnia sama artystka, symbolizować nadzieję na możliwe odrodzenie.
Sam film prowokuje nas do zastanowienia się: czy las zasługuje na ochronę tylko dlatego, że jest dla nas "użytkiem"? Czy może dlatego, że sam jest żywym organizmem, systemem?

Po lokalnej projekcji filmu w Terrasse-Vaudreuil temat zaczął żyć poza ekranem. Wywołał debatę, którą podjął miejscowy komitet środowiskowy, a stamtąd sprawa trafiła do władz gminy i 9 czerwca 2026 roku rada miejska jednogłośnie przyjęła rezolucję uznającą prawa drzew.
A w oficjalnym komunikacie podano wprost, że działania nastąpiły po projekcji filmu.

I teraz wracam do pytania, tego sprzed chwili:
Czy artyści są nam w ogóle potrzebni?

Nie wiem, czy sztuka zmienia świat. To zdanie jest chyba zbyt duże, zbyt proste i zbyt chętnie powtarzane. Ale na pewno sztuka zmienia sposób, w jaki świat widzimy.
Film nie posadził drzewa. Nie napisał uchwały. Artyści nie brali udziału w posiedzeniach rady miejskiej. Ale zrobili coś innego: opowiedzieli o drzewach w taki sposób, że ktoś zaczął o nich inaczej myśleć. Potem inaczej rozmawiać. A w końcu inaczej zapisywać ich miejsce w świecie ludzi.

Dzieło - Emocja - Rozmowa - Debata - Uchwała.

Może właśnie tak działa sztuka i tym są artyści?
To co? Przydają się czy nie? :)

art: Chantal Bourque, artiste peintre

Czasem myślę, że człowiekowi naprawdę nieźle poprzestawiało się w głowie.O Naturze mówimy tak, jakby była naszą własnośc...
05/07/2026

Czasem myślę, że człowiekowi naprawdę nieźle poprzestawiało się w głowie.

O Naturze mówimy tak, jakby była naszą własnością.
Chcemy, żeby podlegała naszym decyzjom, przepisom, planom i interesom. Dzielimy ją, grodzimy, wycinamy, regulujemy, „zagospodarowujemy”.
Zbyt często uznajemy, że to do nas należy decyzja o tym, co jest pożyteczne, co zbędne, co może rosnąć, płynąć i żyć, a co powinno ustąpić miejsca nam.

I nie chodzi mi o to, że każda ludzka ingerencja jest zła. Czasem potrzeba naszego działania, żeby chronić gatunek, odbudować siedlisko itp. Czyli właściwie naprawić to, co wcześniej zniszczyliśmy.
MY.

Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast „odpowiedzialność” słyszymy „prawo własności”.
I rozpędzeni lecimy dalej. Chcemy decydować także o tym, kto i w jaki sposób może mówić o roślinach, ich właściwościach, kto może korzystać z wiedzy, która istniała przecież na długo przed naszymi ustawami i urzędami.

Bo jesteśmy troskliwi. I ważni.

Nie, nie zaproponuję Wam leczenia raka naparem z pokrzywy ani nie doradzę odrzucenia medycyny. Bardzo cenię naukę i jej osiągnięcia, choć przecież i ona korzysta z Natury pełnymi garściami. Chodzi mi o coś innego: o coraz silniejszą potrzebę obejmowania kontrolą kolejnych obszarów wiedzy i kolejnych ludzkich wyborów. O przekonanie, że ktoś zawsze musi wyznaczyć granicę tego, co wolno nam wiedzieć, mówić i wybierać.

Tylko kto?

„Jaką metodą wybierzemy metodę głosowania?” - kto zna ten wie ;)

W tym pędzie do władzy umyka nam pewien, dość niewygodny szczegół:

NATURA NIE JEST NASZĄ WŁASNOŚCIĄ.

Gdyby zabrakło człowieka, życie na Ziemi trwałoby dalej. Zapewne inaczej, ale trwałoby. Nasza nieobecność pewnie zmieniłaby świat. Miejscami gwałtownie i niekoniecznie od razu na lepsze, ale życie nie skończyłoby się razem z nami. Z czasem inne gatunki zajęłyby pozostawioną przez nas przestrzeń, a nasze ślady zaczęłyby płowieć i zarastać.

Gdyby zabrakło świata przyrody, człowiek nie miałby żadnego „dalej”.
Bo to my tu jesteśmy zależni. Nie odwrotnie.

Natura to coś sporo większego od nas. Można nazwać to siłą, porządkiem, życiem, Bogiem albo nie nazywać wcale. Dla mnie jest w niej magia. I moc, wobec której trudno mi nie czuć szacunku.
Magia - kiedy mówi do nas szumem drzew, świergotem ptaków, światłem migoczącym wśród liści czy tęczą. Moc - kiedy przypomina, jak niewiele znaczą nasze mosty, mury i całe miasta wobec wody, ognia czy wiatru.

Może więc problem zaczyna się już w samym myśleniu o Naturze jako o czymś „na zewnątrz”. Czymś, do czego można pojechać na weekend, co można bezmózgowo eksploatować albo urządzić według własnego pomysłu.

Nie, nie jesteśmy „obok”. Ona jest w nas. A my w niej. Nasze ciała podlegają JEJ prawom, nie naszym. I każdy podlega im tak samo. Nie ma uprzywilejowanych.

Nie kopmy więc pod sobą dołków własnym zadufaniem. Posłuchajmy czasem, co Natura ma nam do powiedzenia. Bo gada mądrze, przecież ma to już poukładane ;)

U.

foto:

Mam słabość do sztuki (ciężko nie zauważyć :) ). Każdej! Ale chyba najbardziej fascynuje mnie taka, która nie czeka grze...
04/07/2026

Mam słabość do sztuki (ciężko nie zauważyć :) ). Każdej!
Ale chyba najbardziej fascynuje mnie taka, która nie czeka grzecznie w muzeum tylko spotykam ją przypadkowo, mijam "po drodze" wtopioną w miasto czy park.

Dlatego „Ukryte na widoku” Tomasza Szymańskiego od razu mnie zatrzymało. 101 opowieści o sztuce, która jest bliżej, niż nam się wydaje.

Udostępniam, bo zdecydowanie warto wiedzieć, gdzie patrzeć. I jak patrzeć :) Tak, są powody żeby wyjść z domu ;)

Na tym obrazie naprawdę jest piasek.Nie domalowany. Prawdziwy.Van Gogh malował "Pejzaż morski w pobliżu Saintes-Maries-d...
30/06/2026

Na tym obrazie naprawdę jest piasek.
Nie domalowany. Prawdziwy.

Van Gogh malował "Pejzaż morski w pobliżu Saintes-Maries-de-la-Mer" stojąc na brzegu morza.
Wiał silny wiatr a ziarenka piasku przyklejały się do mokrej farby i zostawiały na powierzchni płótna drobne rysy. Vincent musiał nawet przypiąć płótno, żeby nie porwał go wiatr. Ślady po tych mocowaniach są nadal widoczne.
Możecie obejrzeć je na ekspozycji "Vincent’s Path to Fame" w Van Gogh Museum w Amsterdamie.

Obraz powstał w czerwcu 1888 roku, piasek jest na nim do dzisiaj.
Cudny przykład naszego połączenia z Naturą - malarstwo plenerowe, gdzie jest Ona nie tylko tematem obrazu ale też "pomocnikiem" artysty. A może i współtwórcą :)

zdjęcia: Vincent van Gogh

Adres

Piastów
05-820

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy U Orli opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij