01/09/2026
A jak Akceptuję 🤍
A jak AKCEPTACJA 🤍
Pewnego ranka obudziła się i od razu wiedziała, że to nie będzie dobry dzień. Nie potrafiła nawet powiedzieć dlaczego. Otworzyła oczy i przez chwilę leżała nieruchomo, patrząc w sufit. Czuła ciężar w całym ciele, jakby sen wcale jej nie odpoczął. Miała wrażenie, że wszystko jest trochę za trudne. Samo wstanie z łóżka wydawało się czymś, na co trzeba będzie zebrać siły.
Za oknem padało. Nie ten przyjemny, letni deszcz, który można obserwować z kubkiem herbaty w dłoni. Padało jednostajnie, szaro i ciężko. Krople spływały po szybie, a ona przez chwilę patrzyła na nie bez żadnej myśli.
Spojrzała na zegarek. Za chwilę trzeba było wstać. I niemal natychmiast pojawiło się to dobrze znane napięcie. Myśli zaczęły przyspieszać, zanim jeszcze zdążyła usiąść na łóżku.
-„Nie mam dziś siły a przecież powinnam.” - szepnęła do siebie cichutko
To „powinnam” znała aż za dobrze. Powinna wstać. Powinna być spokojna. Powinna ogarnąć wszystko, co czekało. Powinna odpisać na wiadomości, zrobić zakupy, załatwić sprawy. Powinna mieć dobry humor, bo przecież nic wielkiego się nie wydarzyło. Przecież inni też mają swoje problemy. Przecież nie można codziennie pozwalać sobie na słabość. Przecież życie się samo nie zrobi. Im więcej tych „powinnam” pojawiało się w jej głowie, tym bardziej czuła, jak zaciska jej się brzuch. Ramiona były napięte, choć jeszcze nawet nie wstała. I nagle zamiast zwykłego zmęczenia pojawiło się coś jeszcze ... złość na samą siebie, że jest zmęczona.
- Inni sobie dają radę a Ja? - wrzasnęła, że aż śpiący obok kot podskoczył przestraszony
Nie złościła się przecież na pogodę. Deszcz niczego jej nie obiecywał. Nie miał obowiązku być dziś słońcem. To ona od rana złościła się na siebie. Za to, że nie ma siły. Za to, że nie chce jej się wstać. Za to, że nie czuje w sobie tej energii, którą chciałaby mieć. Za to, że zamiast po prostu przyjąć swój stan, od razu zaczęła szukać w sobie winy.
Usiadła przy oknie i przez chwilę patrzyła na deszcz. Pomyślała wtedy, jak dziwne to jest.
Nikt nie patrzy na deszcz i nie mówi: „Weź się w końcu ogarnij. Miało być słońce.”
Nikt nie złości się na jesień, że przyszła za wcześnie. Nikt nie wymaga od mgły, żeby natychmiast się rozwiała. Nikt nie patrzy na pochmurne niebo i nie mówi mu, że powinno bardziej się postarać. Pogoda po prostu jest taka, jaka jest. Uśmiechnęła sie do siebie.
A ona od lat próbowała robić coś zupełnie innego ze sobą.
Kiedy była zmęczona, zmuszała się do działania. Kiedy było jej smutno, próbowała jak najszybciej znaleźć powód, żeby znowu było dobrze. Kiedy nie miała cierpliwości, wyrzucała sobie, że przecież powinna być bardziej wyrozumiała. Kiedy potrzebowała ciszy, miała poczucie, że zawodzi innych.
Jakby każda jej emocja była czymś, co trzeba natychmiast poprawić. Jakby mogła być dla siebie dobra dopiero wtedy, kiedy stanie się taka, jaka jej zdaniem powinna być.
Tego ranka po raz pierwszy pomyślała:
- „A co, jeśli nie muszę?”
- Co, jeśli mogę być dzisiaj zmęczona i nie oznacza to, że coś jest ze mną nie tak?
- Co, jeśli mogę mieć gorszy dzień i nie muszę go od razu naprawiać?
- Co, jeśli to też jestem ja?
Myśli przemykały przez jej głowę niczym błyskawice. Siedziała przy oknie jeszcze przez chwilę. Zmęczenie nie zniknęło. Nadal czuła ciężar w ciele, nadal nie miała ochoty zaczynać dnia, ale coś w niej zaczęło się rozluźniać. Nie musiała już walczyć ze swoim stanem. Mogła go po prostu zauważyć.
Popatrzyła w lustro i szepnęła - „Jestem dzisiaj zmęczona.”
Tylko tyle. Bez „ale”. Bez „powinnam”. Bez tłumaczenia się samej sobie. Zauważyła to i uśmiechała się do swojego odbicia porozumieznawczo.
Tego dnia pozwoliła sobie być zmęczoną. I choć na początku czuła z tego powodu dziwny niepokój, jakby robiła coś niewłaściwego, z każdą godziną coraz mniej musiała ze sobą walczyć. Nie zrobiła wszystkiego. I świat się od tego nie skończył.
Nie miała cierpliwości do każdej rozmowy. Kiedy telefon zadzwonił, przez chwilę patrzyła na ekran i nie odebrała. Nie dlatego, że kogoś nie szanowała. Po prostu nie miała dziś przestrzeni na kolejne słowa, kolejne pytania, kolejne „co u ciebie?”.
Nie odpowiedziała od razu na każdą wiadomość. Zrobiła tylko to, co naprawdę było konieczne . A kiedy wieczorem położyła się do łóżka, poczuła coś, czego dawno nie czuła. Ulgę. Nie dlatego, że dzień był idealny. Tylko dlatego, że przez jeden dzień nie próbowała być kimś innym niż była.
Koniec cz. 1
— Akademia Świadomej Kobiety