15/06/2026
Czerwone paski, kortyzol i tryb odkrywcy. Dlaczego polska szkoła nas zamraża, zamiast rozwijać?
(Uwaga, długi tekst, przeczytasz go w 10 minut) 😃!
A propos zbliżającego się końca roku szkolnego i tradycyjnego festiwalu czerwonych pasków, naszła mnie refleksja, której potwierdzenie z każdym krokiem czuję coraz mocniej. Otóż polski system edukacji – poprzez nieustanne testowanie, odpytywanie i rozliczanie z encyklopedycznej wiedzy – od najmłodszych lat funduje nam brutalny wyścig szczurów.
Sformatowani przez ten system, dzielimy społeczeństwo na dwie kasty. Z jednej strony mamy „wygranych” – tych, którzy dobrze znoszą presję, kolekcjonerów piątek, szóstek i świadectw z wyróżnieniem.
Ich dumni rodzice, zafiksowani na punktach i średnich ocen, zupełnie zapominają, że w życiu poza „robieniem wyników” liczy się coś znacznie ważniejszego: poczucie sensu, umiejętność odpoczynku, podstawowa życiowa zaradność oraz relacje z ludźmi, które są przecież fundamentem naszego dobrostanu.
Sukces tych prymusów, okupiony morderczą rywalizacją, często budzi jednak złe emocje – niechęć i zazdrość rówieśników. Po drugiej stronie barykady zostaje więc cała reszta: „przeciętni” i „przegrani”, którzy radzą sobie gorzej pod względem intelektualnym lub po prostu nie wytrzymują presji emocjonalnej.
Ta grupa z kolei solidaryzuje się w cichej wrogości wobec klasowych liderów.
Tak w miniaturze działa polska szkoła, a potem dokładnie tak samo funkcjonuje nasze społeczeństwo. Zamiast budować mosty, tworzymy mury.
Nie uczy się nas sprawnej komunikacji ani pracy zespołowej – a przecież sukces grupowy nie alienuje; w zespole wygrywamy wszyscy razem, a porażkę możemy wspólnie przetrawić i dzięki wzajemnemu wsparciu szybciej się po niej podnieść.
Nie uczy się nas krytycznego myślenia, czyli logicznego wyciągania wniosków ze złożonych problemów, ani kreatywności – rozwijania wyobraźni i poszukiwania nieszablonowych rozwiązań.
Anatomia trzech „Z”:
Polska szkoła wciąż naiwnie wierzy, że miarą mądrości ucznia jest liczba zapamiętanych faktów. Schemat jest prosty: wyryć materiał na pamięć, a potem rozwiązać test wielokrotnego wyboru, w którym nauczyciel z aptekarską dokładnością sprawdzi znajomość najdrobniejszych szczegółów.
Niestety, system ten kompletnie ignoruje wiedzę o tym, jak działa rozwijający się mózg dziecka i w jaki sposób wydajnie budują się nowe połączenia nerwowe odpowiedzialne za funkcje poznawcze.
Owszem, pamięć jest jak mięsień i warto ją ćwiczyć, ale szkoła na tym poprzestaje. Króluje słynna zasada trzech „Z”: zakuj, zdaj, zapomnij. Uczeń przyswaja wiedzę bez kontekstu, a gdy mija termin sprawdzianu, natychmiast ją kasuje.
I ma rację!
Mózg, by zapamiętać coś na dłużej, rozpaczliwie potrzebuje sensu, osadzenia w rzeczywistości i emocjonalnego zaangażowania.
To dlatego burza mózgów w grupie uczy więcej niż samotne ślęczenie nad podręcznikiem.
To dlatego praca projektowa, w której dzieci dotykają rzeczy praktycznie, przynosi tak świetne rezultaty (aktywuje pamięć procesową, nie statyczną, a ta procesowa jest znacznie efektywniejsza, to dzięki niej lepiej pamiętamy to, co robimy od tego, o czym tylko czytamy).
W szkole powinno się więc zdobywać kluczowe kompetencje, a umiejętności uczyć się poprzez praktykę, nie teorię.
Czy można nauczyć się jazdy samochodem albo rowerem, studiując wyłącznie instrukcję obsługi? Czy da się opanować pływanie, siedząc na brzegu basenu z podręcznikiem technik pływackich?
Dlaczego więc, drogi Rodzicu, wierzysz, że Twoje dziecko nauczy się języka obcego poprzez ślęczenie nad tabelami gramatycznymi i listami słówek pod kolejną kartkówkę?
Czy masz świadomość, że to podejście zamiast biegłości produkuje masową blokadę przed mówieniem?
Dlaczego wierzysz, że szóstka z testu dowodzi, że Twoje dziecko rozumie złożoność procesów chemicznych, biologicznych czy historycznych?
Świat jest interdyscyplinarny. Aby go zrozumieć, trzeba go doświadczać.
Jesteśmy istotami społecznymi – uczymy się najefektywniej, gdy komunikujemy się i współpracujemy. Istnieją teorie mówiące, że nasze układy nerwowe w grupie wchodzą w tryb uczenia wykładniczego. Ich wspólna moc obliczeniowa nie sumuje się, ale potęguje.
Tymczasem w polskiej szkole jedynym paliwem pozostaje rywalizacja.
Od lęku przed porażką do Warwick:
Jak niektórzy z Was wiedzą, rozpoczęłam niedawno studia na kierunku, który te procesy poznawcze zgłębia od podszewki: Neuroscience and Psychology of Mental Health na jednej z najlepszych uczelni w Europie – Uniwersytecie Warwick.
I powiem Wam szczerze: dawna ja zupełnie by się tam nie odnalazła. W szkole byłam klasyczną kujonką ze świetnymi ocenami.
Nie potrafiłam jednak myśleć samodzielnie, a system skutecznie zdemolował moje poczucie własnej wartości.
Chodziłam do szkoły muzycznej, gdzie presja była gigantyczna.
Regularnie słyszałam teksty w stylu: „Ty leworęczna, z Ciebie dobrej skrzypaczki nie będzie” albo „Nie masz talentu do przedmiotów ścisłych”.
Raz byłam świadkiem, jak nauczycielka francuskiego powiedziała przy całej klasie do mojego kolegi: „Jesteś zerem, absolutnym niczym”, bo zapomniał jakiegoś słówka.
Przez te wszystkie toksyczne doświadczenia, które rzekomo miały nas „zahartować”, a w rzeczywistości były jedynie projekcją problemów emocjonalnych naszych pedagogów, przez lata myślałam o sobie bardzo źle. Wykształciłam osobowość lękową, panicznie bałam się błędów i porażek. Dopiero jako dorosła kobieta przepracowałam to na terapii.
A ponieważ zawodowo zajęłam się edukacją, z pasją zaczęłam szukać odpowiedzi na pytanie: jak okiełznać ten strach i uczyć się wydajniej?
Defensywa kontra eksploracja:
W badaniach neuronaukowych natrafiłam na koncepcję dwóch fundamentalnych trybów pracy naszego mózgu: trybu defensywnego i trybu odkrywcy.
Nasz mózg, ukształtowany przez tysiąclecia ewolucji i doboru naturalnego, wypracował mechanizmy radzenia sobie z zagrożeniem życia (tryb defensywny) oraz mechanizmy pozwalające na eksplorację i przyswajanie wiedzy (tryb odkrywcy). Wielcy podróżnicy, tacy jak Krzysztof Kolumb, Ferdynand Magellan czy Ibn Battuta, z pewnością potrafili bezwysiłkowo przełączać swój umysł w ten drugi stan. Czym one się różnią?
Tryb defensywny to bezpośrednia odpowiedź na stres. Uruchamia oś podwzgórze-przysadka-nadnercza, stymulując te ostatnie do masowej produkcji kortyzolu. Ten hormon stresu zalewa ciało migdałowate w mózgu, doprowadzając do chwilowego rozłączenia neuronów i zamrożenia – to klasyczna reakcja „walcz lub uciekaj”. W tym momencie mózg traci zdolność uczenia się. Przechodzi w tryb czystego przetrwania.
Na co dzień widzę dzieci i dorosłych tak potwornie zestresowanych koniecznością odezwania się np. po angielsku, że w ich ciele natychmiast, fizjologicznie odpala się tryb defensywny. Kortyzol odcina im racjonalne myślenie, zaczynają się pocić, czerwienić, nie są w stanie wydusić słowa. Znasz to uczucie? I w obliczu tego ktoś nadal chce bronić presji w polskiej szkole? Jeśli masz podobne doświadczenia, zrobiono Ci krzywdę – tak jak mi i milionom innych Polaków. Boimy się błędów i ocen do tego stopnia, że w momencie próby po prostu się zamrażamy.
A przecież naturalnym stanem dla człowieka, a szczególnie dla dziecka, jest tryb odkrywcy – przestrzeń badania, pasji, ciekawości i eksperymentu. To w nim mózg uczy się najefektywniej, bo angażuje się emocjonalnie i dąży do autentycznego zrozumienia. Mózg potrzebuje z nauki frajdy. Ty jej potrzebujesz i Twoje dziecko też. Ono naturalnie trwa w trybie odkrywcy - beztrosko bawiąc się bada świat, eksploruje, eksperymentuje.
A potem idzie do szkoły…
Przypomnij sobie sytuację, gdy jakieś zjawisko tak bardzo Cię zafascynowało, że chciałeś je pojąć całym sobą.
I w końcu, może za dziesiątym razem, udało się (notabene te 9 razy to nie były porażki, to było stadium iteracji - szukania rozwiązań i udoskonalania prototypu, zupełnie normalne w procesie nauki 😃).
Jednak za dziesiątym razem udało się i mózg zamiast kortyzolu wystrzelił wtedy motywującą dopaminę, dając Ci napęd do dalszego działania.
Witamy w trybie odkrywcy.
To w nim nasze dzieci powinny spędzać jak najwięcej czasu.
Nie presja, a pasja.
Nie rankingi, ale relacja z nauczycielem pełnym zaangażowania zaraża dzieci chęcią poznawania świata.
Lekcja z Warwick:
Studiując na Warwick, szybko zauważyłam, że tamtejszy system robi wszystko, by nas nie stresować. Intencją profesorów jest utrzymanie nas w trybie odkrywcy.
To wcale nie oznacza, że jest łatwo. Już teraz widzę, że te studia to największe wyzwanie intelektualne w moim życiu. Tygodniowo muszę przeczytać od 700 do 1300 stron literatury naukowej i badań. Skażona polskim myśleniem, na początku wpadłam w panikę: jak ja mam te tysiące stron wyryć na pamięć do kolokwium?
Nic bardziej mylnego.
Mam to zrozumieć.
Moim zadaniem jest zabieranie głosu na forach dyskusyjnych, gdzie wspólnie rozwiązujemy problemy i analizujemy case studies.
Oceniany jest wkład w dyskusję, krytyczne myślenie i merytoryczność argumentów, a nie to, czy pamiętam rzadkie wyjątki i techniczne szczegóły. Co sześć tygodni przygotowujemy prezentację oraz piszemy artykuł naukowy na 2000 słów. Klasycznych kolokwiów prawdopodobnie nie będzie wcale.
Ten model studiów promuje współpracę, nie rywalizację.
Na każdym kroku podkreśla się jej wagę, bo to przecież dzięki kooperacji ludzkość dokonywała najbardziej przełomowych odkryć i innowacji.
Tymczasem w polskiej szkole wciąż konserwuje się kult wyścigu szczurów, zakuwania bez zrozumienia i wszechobecnego napięcia. Bo przecież w powszechnej opinii „bez bata nad głową nie ma motywacji”. Cóż, ja za taką presję serdecznie dziękuję. To właśnie ona przez lata wmawiała mi, że Warwick to dla mnie za wysokie progi. Sprawiała, że mimo oczywistego potencjału czułam się mała i niewystarczająca.
Dziś, jako dorosła i świadoma kobieta, presję ostatecznie zamieniłam na pasję. Jestem na topowej europejskiej uczelni, odnajduję się tam i widzę, że mój głos ma znaczenie. Ludzie wokół mnie nie oceniają, nie czekają na potknięcie (co bywa tak uderzające w naszej rodzimej kulturze rywalizacji). Słuchają mnie z autentyczną ciekawością i uwagą, a ja słucham ich. Napędzani pasją i wzajemną inspiracją, RAZEM poszerzamy horyzonty.
I dokładnie tego – z całego serca – życzę polskiej szkole i polskiemu społeczeństwu 🙂.
A więcej i dokładniej o naszej smartschoolowej wizji edukacyjnej opowiemy wraz z Anna Nowotka na Gala Edukacji i Rozwoju Zawodowego- ZAWODY PRZYSZŁOŚCI, już w ten piątek o 17.00 w Eranova 😃!
Z kim się tam widzimy?
Fot. Małgorzata Smieszek.