Gołębie łapki i inne przypadki

Gołębie łapki i inne przypadki

Udostępnij

Pomoc okaleczonym gołębiom z olsztyńskich ulic 🕊️ (i nie tylko)
Vet student 🩺 Bardzo prawdopodobne, że nie zobaczę wiadomości wysłanej na stronę.

W razie znalezienia w Olsztynie ptaka potrzebującego pomocy należy kontaktować się ze strażą miejską lub zadzwonić na numer Ptasiej Straży (Fundacja Albatros, której też jestem wolontariuszką).

Photos from Gołębie łapki i inne przypadki's post 26/04/2026

Życie nie zna próżni, a gołębie to wyjątkowo szybko udowadniają.
Wczoraj rano jadąc na warsztaty minęłam młodego gołąbka wciśniętego w krawężnik. Oczywiście nastąpiła zmiana planów, bo trzeba było sprawdzić, czy jeszcze żyje, ale niestety było dla niego już za późno😔.

Nie było za to za późno dla maluszka ze starówki, który napatoczył mi się pod nogi po południu. Złapałam go pierwotnie, żeby zweryfikować, na ile jest wychudzony, bo kompletnie nie potrafił jeść, ale poza byciem szkieletorkiem okazał się mieć też pokaźne guzy rzęsistkowe. Plan działania zakłada więc leczenie rzęsistka, dożywianie, suplementację i ograniczenie liczebności kokcydiów, które też urządziły sobie niezłą imprezę w jego przewodzie pokarmowym. Kokcydia u ptaków wolnożyjących są spodziewanym znaleziskiem, więc decyzję o leczeniu lub jego braku podejmuje się indywidualnie w zależności od danego przypadku❗.

Przypominam smutne statystyki- prawie połowa młodych gołębi miejskich umiera w ciągu miesiąca od opuszczenia gniazda, głównie przez niedożywienie. Oczywiście rolę ma ograniczoną ilość pokarmu i konieczność konkurencji z cięższymi i szybszymi dorosłymi gołębiami. Niektóre maluchy są jednak nieporadne, długo uczą się weryfikować jadalność danego pokarmu i sposób połykania (biorą go do dzioba, "mlaszczą" kilkukrotnie, po czym upuszczają), a przypadki specjalnej troski, jak nasz Jacuś, nawet nie rozkminiają, że ziarno trzeba wziąć do dzioba, a nie tylko na nie patrzeć. Takie maluchy słabną, aż przestają nawet próbować walczyć o jedzenie- siedzą po cichutku gdzieś na obrzeżach stada, wyglądają na odpoczywające, a tak naprawdę umierają z głodu. Życie w miastach nie jest naturalną sytuacją dla udomowionych gołębi skalnych i jako gatunek stworzony przez człowieka mają prawo do jego pomocy. Selekcja naturalna jest brutalna i nie mam złudzeń, że gołębie wypuszczane po leczeniu będą żyły długo i szczęśliwie, jednak równocześnie nie zignoruję cierpiącego dziecka przedstawiciela gatunku udomowionego. Chwilowa opieka nad takim nieporadnym, źle rokującym maluchem pozwala mu przetrwać krytyczny okres nauki samodzielnego jedzenia i sprawia, że ma równiejsze szanse po powrocie na wolność. Najczęściej skupiam się na dokarmianiu mniej sprytnych dzieciaków w terenie, sypiąc ziarno na dwa rzuty- najpierw więcej dla dorosłych, a dla malucha obok, zanim stado zauważy. Czasem jednak zachowanie danego gołąbka stanowi bardzo ponurą prognozę dla jego przyszłości i w połączeniu z silnym wychudzeniem warunkuje potrzebę chwilowej opieki ludzkiej.

A przed złapaniem Jacka w przeciągu pół godziny udało mi się uwolnić ze sznurków 4 łapki (żeby każdy łapany przypadek był tak nieskomplikowany i niezaawansowany jak wczorajsze🙏). Destringing jest wyjątkowo efektywną formą pomocy zwierzętom.

Photos from Gołębie łapki i inne przypadki's post 27/03/2026

Kawy nie pijam, ale kawki z rana nie odmówię 😉.
Ta konkretna dreptała sobie jak gdyby nigdy nic na pasie trawy przy supermarkecie. Od razu w oczy rzucają się opuszczone skrzydła. Nie jest to rzadkość u kawek i często latają mimo to, ale dodatkowo obecne niepoprawne ułożenie lotek wskazywało na poważniejszy uraz. Żeby móc z czystym sumieniem zostawić takiego ptaka w spokoju, należy sprawdzić jego zdolność do lotu po prostu go podganiając- i ignorować spojrzenia przechodniów 😅.

Kto łapał kawkę na otwartym terenie, wie, że nie jest to proste zadanie, ale tym razem udało się to sprawnie zrobić dzięki użyciu podbieraka i wcześniejszym rekonesansie otoczenia. Kawka okazała się mieć wyjątkowego niefarta, bo doznała złamań otwartych poniżej obu nadgarstków, przez co nie ma szans odzyskać możliwości lotu.

Tego samego dnia pojechała do ośrodka, przy którym znajduje się azyl dla ptaków niepełnosprawnych i dołączy do stada innych kawek. Większość ośrodków uśpiłaby ptaka z takimi obrażeniami, czego wcale nie potępiam- nadal warto go złapać, by zaoszczędzić mu dalszego bólu i konania z głodu i pragnienia.

Wnioski?
To, że ptak sprawnie ucieka, nie znaczy, że nie potrzebuje pomocy.
Warto być uważnym, znać niepokojące objawy i weryfikować swoje podejrzenia. Poświęcenie tych pięciu minut to często czyjeś być albo nie być.

❗Widoczne na zdjęciu sklejenie piór nie jest faktycznym opatrunkiem. Ma wyłącznie na czas transportu zapobiec deptaniu przez kawkę po lotkach przymocowanych do złamanych kości i być łatwo zdejmowalne. Nieumiejętnie zakładane opatrunki mogą pogorszyć obrażenia ptaka.

Photos from Gołębie łapki i inne przypadki's post 09/03/2026

Dlaczego edukacja na temat problemu stringfoot jest tak ważna?
Niech ten biedak będzie przykładem. Przyczyny utraty lewej stopy nie da się na 100% stwierdzić, jednak wysokość amputacji jest typowa dla nitek. Prawa stopa też jest zdeformowana, bez połowy palców. Efekt? Kiedy zobaczyłam nieboraka, czołgał się po podłodze olsztyńskiego dworca. Kilka "kroków"- przerwa- "krok"- odpoczynek. Była 20, więc powinien był już spać, ale w jego stanie nie miał szans najeść się w ciągu dnia i próbował szczęścia w nocy, bez sprawniejszych kolegów obok. 15 minut do autobusu to aż nadto czasu na złapanie gołębia, do mieszkania pojechaliśmy już razem. Jak widać, powierzchnia skóry, po której chodził, jest uszkodzona, kikut i podeszwa są zmienione zapalnie i wyraźnie bolesne, a sam ptak wychudzony. Niestety od dłuższego czasu odczuwał ciągły głód i ból. W transporterku od razu rzucił się na ziarno- przerażenie z powodu niewoli i człowieka nad głową okazało się mniej ważne od szansy na najedzenie się do syta. Gołąb pojedzie do Fundacji Albatros- może jeszcze żyć względnie komfortowo, ale potrzebuje miękkiego podłoża i ziarna pod dziobem. Gdyby te parę miesięcy temu ktoś poświęcił odrobinę uwagi okolicznym gołębiom, zauważył problem i zgłosił go lub też złapał tego ptaka samodzielne, całemu jego cierpieniu możnaby zapobiec...

Photos from Gołębie łapki i inne przypadki's post 27/10/2025

Dawno nie było aktualizacji licznika, więc lecimy z tematem.
Doliczyłam się 177. przypadku, jednak liczba jest ciut zaniżona- część gołębi nie miało robionych zdjęć i w nich się nie połapię.
W ten numer wlicza się sporo łapkowców oraz pokazani wcześniej na stronie Błażej, Bob, Kluska Z Wolem czy Chałka.
Inne wybrane przypadki:
🕊️Foczka- maluch ze złamanymi, unieruchomionymi przy tułowiu obiema nogami oraz infekcją skutkującą zaropiałym okiem i koszmarną biegunką. Foczka wymagała szczególnej opieki ze względu na utrudnione przemieszczanie się i konieczność ręcznego karmienia. Dzieciak wydobrzał, nóżki się pięknie zrosły i mógł zamieszkać w wolierze wśród kolegów❤.
🕊️Rudy- zostałam przez znajomą poproszona o pomoc dla latającego rannego gołębia. Nudząc się niesamowicie dzień przed egzaminem, uznałam, że łapanie potrzebującego zwierzęcia to świetna wymówka dla porzucenia notatek. Okazało się, że gołąb to jeszcze dzieciak, do tego widocznie chory. Złapanie go wymagało taktycznego podejścia i drobnego parkouru, ale cudem (i dzięki wiedzy, jak się za takie akcje zabrać) się udało. Dzieciak poza posiadaniem ran na plecach był też bardzo wychudzony, z infekcją ogólnoustrojową, objawami niedoborów, brakującymi palcami na lewej stopie- nie miał nawet dwóch miesięcy, a życie już go bardzo doświadczyło. Nie udało mi się go wypatrzeć w wolierze, ale z tego co wiem, wydobrzał i po kilku tygodniach wrócił na wolność. A egzamin zdałam losując wyjątkowo przyjemne pytania, chyba był to prezent od wszechświata za dobry uczynek😄.
🕊️Mega rzęsistek- malutki dzieciak z infekcją tak zaawansowaną, że osobiście najchętniej dałabym mu odejść. Wychudzony, osłabiony, z niezamykającym się dziobem i porażonym nerwem czaszkowym. Nawet nie doczekał poprawy czy eutanazji- przeżył noc wtulony w matę grzewczą, rano przywitał mnie piskami, łypając jednym oczkiem i chodząc, czym dał mi trochę nadziei, że może będzie dobrze. Po wyjęciu z transporterka w celu nakarmienia, natychmiast położył się umierając, nie było sensu próbować przywrócić go do życia. Z całego serca twierdzę, że lepiej, gdyby się nigdy nie wykluł, tak samo jak każdy inny gołąb walczący o przetrwanie na ulicy.
🕊️Krzywy- młody gołąb złapany ze względu na stale otwarty dziób. Doktor stwierdziła, że problemem jest krzywa żuchwa, wymagał korekcji przerośniętej części dzioba. Nie wiem, jak potoczyły się jego dalsze losy.
🕊️Oczko- biedak dał się bez problemu podejść ze względu na stan oka. Zostało zdiagnozowane uszkodzenie rogówki wynikające prawdopodobnie z urazu mechanicznego. Oko po leczeniu wyglądało zdecydowanie lepiej, ale jego właściciel pozostał niewidomy z tej strony, więc zamieszkał na stałe w fundacji.
🕊️Wypadnięta kloaka- biedak przechadzał się w stadzie jak gdyby nigdy nic, jednak zaniepokoiły mnie widoczne brudne pióra pod ogonem. Po złapaniu okazało się, że jest nawet gorzej niż można by przypuszczać. Od razu dostał pierwszą pomoc i pojechał do ośrodka, jednak nie udało się go wyleczyć.
🕊️Puszek- stał na chodniku, między zaparkowanymi samochodami. Mimo, że postawą nie zdradzał oznak choroby, nie spodobało mi się wybrane przez niego miejsce odpoczynku. Nie uciekał dopóki nie poczuł dotknięcia, okazał się mieć obniżoną świadomość. Niestety (ale zgodnie z przewidywaniami) nie doczekał transportu do ośrodka i umarł krótko po złapaniu. Sekcja wykazała wylew krwi w mózgu, podejrzewam, że wynikający ze zderzenia z oknem lub samochodem.
🕊️Gustaw- dostałam informację o chorym gołębiu siedzącym w drzwiach olsztyńskiego dworca. Chętnych na łapankę nie było, więc wybrałam się po niego osobiście. Mimo złego stanu, biedak kazał mi się trochę wysilić łapiąc, żeby ostatecznie dać za wygraną i wpakować mi się prosto pod nogi- muszę mu przyznać, że mało wtedy widział. Pojechał do ośrodka.
Parę innych przypadków opisanych jest pod ich zdjęciami.

Nie wliczam pomocy w przetransportowaniu do odpowiednich fundacji gryzoni, kawki oraz gawrona z otwartym złamaniem kości ramiennej. W przypadku gawrona, wnioski to:
a) gawrony kochają truskawki
b) ja kocham gawrony
oraz
c) do końca życia zapamiętam wybieranie larw much upchniętych "ramię w ramię" w bliższej części kości ramiennej. Żadna książka weterynaryjna nie przygotowuje na combo okropności, z jakimi się ten biedak zmagał. Dzielny ptaszor musiał co najmniej kilka dni przeżyć na ziemi, zanim został znaleziony😔.

Photos from Gołębie łapki i inne przypadki's post 24/04/2025

Wiecie kto to? Raczej nie, bo nigdy go nie przedstawiłam. Błażejek, gołąb z którego jestem niesamowicie dumna 💖
Trafił do mnie dobę po potrąceniu przez samochód- nie było ciekawie, krew z nosa i oczu, brak czucia w nogach, leżał nie reagując na nic 😔. RTG, mimo że mało diagnostyczne, potwierdziło że kręgosłup Błażeja jest wciąż w jednej części, więc było o co walczyć.
Miesiąc ręcznego karmienia, hydroterapia, hamaczek, leki najlpierw przeciwbólowe/przeciwzapalne, później wspomagające układ nerwowy.
Błażejek postanowił sprawić mi prezent na święta (no dobra, bardziej motywowała go nienawiść do mnie) i 25 grudnia po raz pierwszy wstał, od razu przestał też wymagać ręcznego karmienia. Początkowo musiał machać skrzydłami żeby się wyprostować, mógł zrobić tylko krok lub dwa. Z czasem było tylko lepiej i odzyskał sprawność, jednak zdarzało mu się stracić równowagę i oprzeć na ogonie. Być może z czasem wróci na wolność, jednak póki co zamieszkał w wolierze Fundacji Albatros i dostał stylową niebieską obrączkę, która jest zarezerwowana dla gołębich rezydentów.
Wola walki gołębi jest niesamowita, potrafią wyjść na prostą z wielu poważnych tarapatów, jeśli tylko znajdzie się osoba gotowa im w tym pomóc ❤️

Photos from Gołębie łapki i inne przypadki's post 01/04/2025

Przypadek numer nawet-nie-wiem-który.
Wracałam pieszo do mieszkania, kiedy moim oczom ukazała się grzywaczowa kluska na środku trawnika. Możnaby pozachwycać się ze stosownej odległości i lecieć dalej, gdyby nie jeden drobny szczegół. Była 23, czyli wszystkie gołębie powinny spać ukryte gdzieś wysoko. Zgodnie z przewidywaniami, biedak okazał się nie być w stanie latać. Całkiem sprawnie uciekał na nogach, więc w celu złapania go musiałam poświęcić szalik- w życiu trzeba mieć priorytety😉.
Podczas oględzin w mieszkaniu, grzywek wydawał się mieć połamaną żuchwę i mostek, a po noclegu w luksusowym apartamencie (transporterku) i przejażdżce limuzyną (pełnoletnim oplem), ptaszor trafił do ośrodka, gdzie doktor potwierdziła moje podejrzenia. Mimo ostatnich przygód, grzywek jest w dobrej kondycji, potrafi samodzielnie jeść, więc pozostaje trzymać kciuki, że odzyska sprawność i wróci na wolność.
Pamiętajcie proszę- gołębie nie nocują na ziemi. Zauważenie takiego gołębia po zmroku wskazuje na konieczność interwencji❗ Będzie to ptak osłabiony, połamany, zbyt młody na opuszczenie gniazda lub porzucony hodowlany. Po zgarnięciu takiego gołębia, należy zabezpieczyć go u siebie i skontaktować się odpowiednio z gminą, Strażą Miejską lub najbliższym ośrodkiem rehabilitacji dzikich zwierząt, których lista dostępna jest na stronie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

Photos from Gołębie łapki i inne przypadki's post 09/03/2025

Akcja sprzed chwili
Biedak miał nogi splątane razem ludzkimi włosami, nie mógł sprawnie chodzić, zaciśnięte fragmenty sprawiały mu ból. Bez pomocy nie byłby w stanie szukać jedzenia, palce odpadałyby mu jeden po drugim i skończyłby wygłodzony, poważnie okaleczony lub martwy. Dzięki szybkiej interwencji łapki nie są ani trochę uszkodzone i biedak nawet nie wie, jakiego losu uniknął. Koszt? 5 minut mojego czasu i 5 złotych za paczkę płatków owsianych, która nakarmi jeszcze wiele innych gołębi.
Każda sprawna osoba może pomagać w ten sposób, myślę, że warto ❤️.
Chętnie podzielę się wskazówkami co i jak w takich przypadkach-jeśli wy nie pomożecie gołębiom w swojej okolicy, to nie zrobi tego nikt 😞

Photos from Gołębie łapki i inne przypadki's post 17/01/2025

Oto Bob (Budowniczy)👷. Dopiero zaczyna w branży, więc bądźcie dla niego mili. Skąd miał niby wiedzieć, że to takie żółte zasycha?
Dwa tygodnie od zgłoszenia i dwa podejścia do złapania później (a biedak żył na przeciwnym końcu miasta), był już w moich rękach. Na zdjęciach, które dostałam, podkulał sobie łapkę i założyłam, że widoczne żółte fragmenty to kwestia deformacji spowodowanych długotrwałym działaniem sznurka. Pianka montażowa jest więc dużo lepszym odkryciem. Oswobodzenie stopy kosztowało mnie ponad 1,5 godziny mozolnego dłubania, bo nie dało się stwierdzić jak ułożone są zatopione w piance palce.
Bob spędził minimum dwa tygodnie z tą kulą u nogi, co w ostatecznym rozrachunku ma swoje plusy. Odłożone pokłady martwego naskórka znacznie ułatwiły mi usunięcie pianki i sprawiły, że używanie rozpuszczalników okazało się zbędne- tym samym robiąc całą akcję bezpieczniejszą dla Boba. Ogółem nie ma tego złego, po drobnym wsparciu wątroby suplementami i pielęgnacji stopy ptaszor będzie mógł wrócić do stada❤️.
A ja przeglądam okulary do patrzenia w dół, bo kręgosłup daje o sobie znać kiedy spędzam godziny skulona ogarniając łapki😄.
Jeśli ktoś chce wesprzeć gołąbki pod moją opieką- zrzutki można znaleźć pod poprzednimi postami, obecnie każda wpłata idzie na Rambo, z operacją którego nie można dłużej czekać. Niestety bogowie mediów społecznościowych nie lubią linków więc staram się im nie narażać🤷🏻‍♀️

Photos from Gołębie łapki i inne przypadki's post 03/01/2025

Chciałam wrzucić na zakończenie roku bardziej pozytywny post z aktualizacją licznika, ale ratowanie zwierząt rządzi się swoimi prawami.
🐀Oto Chałka. Ofiara niskiej wiedzy społeczeństwa na temat opieki nad gryzoniami i braku odpowiedzialności większości właścicieli. Odeszła w nocy, jakieś 16 godzin po zabraniu jej z małej klatki w zadymionym pomieszczeniu, w którym ciężko chora czekała na śmierć, bo właściciele nie zamierzali ani jej leczyć, ani uśpić. Miała brzuszek pełny sinlaca, który swoją drogą bardzo jej smakował, leżała na czystych kocykach i macie grzewczej, co stanowiło znaczną poprawę jej warunków w ostatnich chwilach. Między wizytą weterynaryjną o 13 a o kolejną o 18 poczuła się lepiej, zaczęła eksplorować kontenerek, próbować się umyć. Była przesłodka, nigdy nie ugryzła mimo dyskomfortu i obcych zapachów. Kilka osób bardzo trzymało za nią kciuki, ale pomoc przyszła za późno 💔.
Wyliczanka tego, co było widoczne/zostało zdiagnozowane: obrzęk płuc, wypływ porfiryny, obrzęknięta, zaczerwieniona stopa, wychodzenie, guz listwy mlecznej i guz przysadki...
Podczas rozmowy z "opiekunami" na temat stanu Chałki, padła ulubiona wymówka właścicieli gryzoni- starość. Poważnie, jak ktoś mówi, że jego * wstaw gatunek gryzonia * umarł ze starości i nigdy nie chorował, więc nie potrzebował opieki weterynaryjnej, to mną telepie. Jak trochę podrążyć, to okazuje się że gryzoń przed śmiercią był przygarbiony, wolniej się poruszał, tracił równowagę czy nie chciał jeść, ale na pewno nie były to objawy złego samopoczucia 🙃
Gryzonie nie są odporne na choroby, tak samo jak pies czy człowiek mogą cierpieć na cukrzycę, kardiomiopatię (zwykle rozstrzeniową), nadczynność tarczycy, chłoniaka, niewydolność nerek, schorzenia wątroby, infekcje układu oddechowego, ropomacicze, cysty jajnikowe, schorzenia stomatologiczne i wiele, wiele innych.
Leczenie zwierzęcia kupionego za kilkadziesiąt złotych nierzadko kosztuje kilka tysięcy- i trzeba być na to przygotowanym.
PS Koleżanki Chałki w niedoli miały trochę więcej szczęścia- dowiedziałam się o niej kiedy pojechałam po 2 myszki i chomiczkę z ogłoszenia. Niedługo trafią do domu tymczasowego Fundacji Bezpieczna Przystań i resztę życia spędzą w odpowiednich dla gatunku warunkach, a nie mikro klatkach ze zdjęcia 🥹.

Photos from Gołębie łapki i inne przypadki's post 20/12/2024

Kluska czuje się świetnie- wole się pięknie zagoiło, a skrzydełko jest już zrośnięte, więc wczoraj doszło do wyjęcia drutów😊.
A ja zostałam oskarżona o wyłudzanie pieniędzy, znęcanie się nad zwierzęciem przez uporczywą terapię i zwyzywana od idiotów przez to, że jej pomagam.
Od zawsze wręcz fascynuje mnie mentalność ludzi, którym przeszkadza, że ktoś w formie wolontariatu pomaga zwierzętom. Dostaje się już osobom, które ratują psy czy koty, a jeśli ratujemy zwierzęta nietypowe, które mają w społeczeństwie niski status- p**a ludzi, których to oburza, staje się wielokrotnie większa. Odwołując się do obecnych norm społecznych jako wyznacznika moralności, takie osoby bez żenady bronią wpajanego nam wszystkim od dziecka gatunkowizmu.
Niżej parę komentarzy skierowanych do mnie- i te najnowsze, i perełki sprzed lat.
Nr 1. Kacper prawdopodobnie zobaczył post o Klusce udostępniony przez jakiegoś wspólnego znajomego i specjalnie wszedł na mój prywatny profil, żeby go skomentować. Byłam bardzo ciekawa wyznawanych przez niego wartości, bo kojarzyłam tę osobę z widzenia i nie wydawały się one imponujące, ale przecież mogłam się mylić. Nie uzyskałam odpowiedzi, a szkoda, bo chętnie dyskutuję na tematy etyczne- większość ludzi wręcz boi się tego i wybierają bezpieczną opcję, która nie wymaga poszerzania horyzontów, czy konfrontacji z własnymi przekonaniami- wystarczy drugą osobę zwyzywać i załatwione 😉.
Osoba nr 2. Do teraz dumnie nazywam się chomikarą- ten post (i dwa inne takie same) zostały wrzucone na główną lokalną grupę o 1 w nocy. Jaki był mój grzech? Szukałam domu dla chomika, wymagając podpisania umowy adopcyjnej. Na głębokim Podlasiu jest to coś nie do pomyślenia. Główna poruszona osoba przyznała, że podpisywała taką umowę przy adopcji kota i rozumie, z jakich przyczyn umowy są potrzebne, ale nie potrafiła wytłumaczyć dlaczego chomik miałby nie mieć żadnego zabezpieczenia formalnego. "Bo to chomik"- w tłumaczeniu, to takie jednorazowe zwierzę, którego się nie leczy, jak się zepsuje, które oddaje się pierwszej lepszej osobie jak nam się znudzi, które można trzymać w mikroklatce (bo na większą nie ma przecież miejsca, a gdzieś trzeba trzymać tego przymusowego przydziałowego chomika).
Nr 3. Jedna z wielu osób urażonych tym, że szukałam domów dla kogucików, które przeżyły zagazowanie na fermie wylęgowej (ich siostry są nioskami). Krzysztofa poruszyło to na tyle, że postanowił skomentować głupio praktycznie każdy post na moim profilu i udostępnić ogłoszenie o kogucikach (co buduje mi zasięgi ❤). Wyśmiewanie kogoś może być reakcją obronną. Traktowanie zwierząt hodowlanych z szacunkiem i cenienie ich życia stanowi zagrożenie dla statusu quo. Jeśli robimy coś niemoralnego, ale wszyscy wokół również w tym uczestniczą, to nie trzeba kwestionować swoich nawyków. Ewentualny wzrost świadomości oznacza dyskomfort- czy przez to, że temat jest poruszany i musimy się z nim zmierzyć, czy przez wzrost cen produktów pochodzenia zwierzęcego. Oczywistym jest więc sprzeciw i czasem szydzenie, które przynajmniej u osób twierdzących, że kochają zwierzęta, często wynikają z dysonansu poznawczego.
Podstawowym kryterium, którym się kieruję w podejściu do zwierząt, jest zdolność danej istoty do cierpienia- więc nie widzę, dlaczego ratowanie kotów jest przez wiele osób chwalone, a wizja pomocy gołębiom spotyka się u nich z niesmakiem. Myślę, że niewiedza często stoi na przeszkodzie do współczucia i przynajmniej dla mnie najlepszym sposobem na zwiększanie empatii jest obcowanie z danym zwierzęciem. Uświadomienie sobie własnego uprzedzenia jest trudne, gorąco zachęcam więc, żeby przeanalizować czy są gatunki, które uważamy za istoty niższej kategorii, spróbować zidentyfikować przyczynę tego stanu, poczytać o ich życiu, poświęcić chwilę na obserwację "świeżym okiem" i nawiązać bezpośredni kontakt, o ile to możliwe. Dla mnie takimi zwierzętami są na przykład ryby i drobne dzikie ptaki. Od dłuższego czasu snuję więc plany o uratowaniu kolejnego bojowniczka, który tym razem byłby ze mną na stałe, żebym mogła poznać ryby z bliska. Dawno udowodniono, że odczuwają one ból, stres, strach, komunikują się miedzy sobą, a jednak w społeczeństwie są przedmiotem- znęcanie się nad nimi jest dla wielu osób rozrywką czy sportem. Skoro ratuję myszki hodowlane, to nie zignoruję cierpienia ich dzikich kuzynek- bardzo czekam na dostępność w EU paszy z antykoncepcją jako sposobu na ograniczenie ich pop**acji, nie przejdę też obojętnie obok umierającego przez zatrucie dzikiego szczurka, tylko postaram się zorganizować mu eutanazję. Podejście do zwierząt bazujące na solidnych, przemyślanych fundamentach popartych naukowo i wyłapywanie własnego gatunkowizmu jest konieczne, jeśli chcemy realnej poprawy ich losu. Szkodliwe jest też przeginanie w drugą stronę- przenoszenie naszych emocji na zwierzęta, które często widać w temacie kastracji aborcyjnych czy eutanazji nieuleczalnie chorych, cierpiących zwierząt😔.
Musiałam dołożyć ponad 200zł do pokrycia kosztów samej operacji Kluski, a doszło dodatkowe 100zł za wyjęcie drutów i prześwietlenie. Będziemy więc wdzięczne za wsparcie💖⬇
zrzutka. pl/dusgb9

Photos from Gołębie łapki i inne przypadki's post 26/11/2024

Dlaczego tak ważne jest, by pomagać mądrze, z zaangażowaniem? Dwie historie, dwa różne zakończenia⬇
1. Maluch znaleziony rzucający się po chodniku pod olsztyńskim dworcem. Przyjechałam po niego w ciągu dwudziestu minut od zobaczenia posta ze zdjęciem, które wrzucę niżej. Osoby, które go znalazły, zachowały się wzorowo- od razu zaczęły szukać pomocy, podrzuciły mi go w umówione miejsce, a do tego czasu starały się zapewnić mu ciepło zgodnie z instrukcjami. Ze względu na złe rokowania, gołąbek miał VIP treatment- zrobiłam dla niego inkubator z samochodu i dałam prywatny koc, a nie jakiś tam zwierzakowy. Maluch nie reagował, cierpiał na problemy neurologiczne, momentami nie miał siły nawet trzymać głowy w górze. Chciałam tylko, żeby nie cierpiał i mógł spokojnie odejść, jeśli to było mu pisane. Ku mojemu zaskoczeniu przeżył noc. Dwa dni później nie miał już objawów neurologicznych, ale zaczął jeść samodzielnie dopiero po tygodniu. Musiał być też przeleczony na podstępnego rzęsistka, który stworzył niewidoczne z zewnątrz guzy głęboko w przełyku. Lata teraz gdzieś w wolierze w ośrodku, czekając na cieplejsze dni.
2. Gołąbek, o którym post wstawiła psiokocia fundacja. Już zdjęcia mnie lekko zaniepokoiły, ale okej, może był śpiący. Zaproponowałam przejęcie go. Cisza. Dopiero po południu następnego dnia odezwała się do mnie osoba, u której był, w efekcie trafił do mnie ponad 24h po tym, jak zaoferowałam pomoc. Przy odbiorze widać było, że coś jest nie tak, dzieciak miał zniesione odruchy na zmiany w położeniu ciała. Szybkie oględziny ujawniły przyczynę takiego stanu. Rany pod skrzydełkami. Po kocie. Zwlekanie z podaniem antybiotyku to w tej sytuacji to wyrok na ptaka, ze względu na bakterie obecne w kociej ślinie. Dodatkowo maluch był karmiony larwami much, podobno je sam jadł. Podobno, bo i na pierwotnym zdjęciu, i u mnie miał kałomocz wskazujący na brak jakiekolwiek treści w przewodzie pokarmowym. Nie było już ratunku, dzieciak dostał, co miał dostać i po trzech godzinach umarł w zaciemnionym transporterku, na kocyku i macie grzewczej, tylko tyle mogłam dla niego zrobić.
Widzicie dlaczego gołąbek numer 1 miał szansę przeżyć mimo złych rokowań, a drugi umarł z błahej przyczyny?

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Olsztyn?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Strona Internetowa

Adres


Olsztyn