27/10/2025
Dawno nie było aktualizacji licznika, więc lecimy z tematem.
Doliczyłam się 177. przypadku, jednak liczba jest ciut zaniżona- część gołębi nie miało robionych zdjęć i w nich się nie połapię.
W ten numer wlicza się sporo łapkowców oraz pokazani wcześniej na stronie Błażej, Bob, Kluska Z Wolem czy Chałka.
Inne wybrane przypadki:
🕊️Foczka- maluch ze złamanymi, unieruchomionymi przy tułowiu obiema nogami oraz infekcją skutkującą zaropiałym okiem i koszmarną biegunką. Foczka wymagała szczególnej opieki ze względu na utrudnione przemieszczanie się i konieczność ręcznego karmienia. Dzieciak wydobrzał, nóżki się pięknie zrosły i mógł zamieszkać w wolierze wśród kolegów❤.
🕊️Rudy- zostałam przez znajomą poproszona o pomoc dla latającego rannego gołębia. Nudząc się niesamowicie dzień przed egzaminem, uznałam, że łapanie potrzebującego zwierzęcia to świetna wymówka dla porzucenia notatek. Okazało się, że gołąb to jeszcze dzieciak, do tego widocznie chory. Złapanie go wymagało taktycznego podejścia i drobnego parkouru, ale cudem (i dzięki wiedzy, jak się za takie akcje zabrać) się udało. Dzieciak poza posiadaniem ran na plecach był też bardzo wychudzony, z infekcją ogólnoustrojową, objawami niedoborów, brakującymi palcami na lewej stopie- nie miał nawet dwóch miesięcy, a życie już go bardzo doświadczyło. Nie udało mi się go wypatrzeć w wolierze, ale z tego co wiem, wydobrzał i po kilku tygodniach wrócił na wolność. A egzamin zdałam losując wyjątkowo przyjemne pytania, chyba był to prezent od wszechświata za dobry uczynek😄.
🕊️Mega rzęsistek- malutki dzieciak z infekcją tak zaawansowaną, że osobiście najchętniej dałabym mu odejść. Wychudzony, osłabiony, z niezamykającym się dziobem i porażonym nerwem czaszkowym. Nawet nie doczekał poprawy czy eutanazji- przeżył noc wtulony w matę grzewczą, rano przywitał mnie piskami, łypając jednym oczkiem i chodząc, czym dał mi trochę nadziei, że może będzie dobrze. Po wyjęciu z transporterka w celu nakarmienia, natychmiast położył się umierając, nie było sensu próbować przywrócić go do życia. Z całego serca twierdzę, że lepiej, gdyby się nigdy nie wykluł, tak samo jak każdy inny gołąb walczący o przetrwanie na ulicy.
🕊️Krzywy- młody gołąb złapany ze względu na stale otwarty dziób. Doktor stwierdziła, że problemem jest krzywa żuchwa, wymagał korekcji przerośniętej części dzioba. Nie wiem, jak potoczyły się jego dalsze losy.
🕊️Oczko- biedak dał się bez problemu podejść ze względu na stan oka. Zostało zdiagnozowane uszkodzenie rogówki wynikające prawdopodobnie z urazu mechanicznego. Oko po leczeniu wyglądało zdecydowanie lepiej, ale jego właściciel pozostał niewidomy z tej strony, więc zamieszkał na stałe w fundacji.
🕊️Wypadnięta kloaka- biedak przechadzał się w stadzie jak gdyby nigdy nic, jednak zaniepokoiły mnie widoczne brudne pióra pod ogonem. Po złapaniu okazało się, że jest nawet gorzej niż można by przypuszczać. Od razu dostał pierwszą pomoc i pojechał do ośrodka, jednak nie udało się go wyleczyć.
🕊️Puszek- stał na chodniku, między zaparkowanymi samochodami. Mimo, że postawą nie zdradzał oznak choroby, nie spodobało mi się wybrane przez niego miejsce odpoczynku. Nie uciekał dopóki nie poczuł dotknięcia, okazał się mieć obniżoną świadomość. Niestety (ale zgodnie z przewidywaniami) nie doczekał transportu do ośrodka i umarł krótko po złapaniu. Sekcja wykazała wylew krwi w mózgu, podejrzewam, że wynikający ze zderzenia z oknem lub samochodem.
🕊️Gustaw- dostałam informację o chorym gołębiu siedzącym w drzwiach olsztyńskiego dworca. Chętnych na łapankę nie było, więc wybrałam się po niego osobiście. Mimo złego stanu, biedak kazał mi się trochę wysilić łapiąc, żeby ostatecznie dać za wygraną i wpakować mi się prosto pod nogi- muszę mu przyznać, że mało wtedy widział. Pojechał do ośrodka.
Parę innych przypadków opisanych jest pod ich zdjęciami.
Nie wliczam pomocy w przetransportowaniu do odpowiednich fundacji gryzoni, kawki oraz gawrona z otwartym złamaniem kości ramiennej. W przypadku gawrona, wnioski to:
a) gawrony kochają truskawki
b) ja kocham gawrony
oraz
c) do końca życia zapamiętam wybieranie larw much upchniętych "ramię w ramię" w bliższej części kości ramiennej. Żadna książka weterynaryjna nie przygotowuje na combo okropności, z jakimi się ten biedak zmagał. Dzielny ptaszor musiał co najmniej kilka dni przeżyć na ziemi, zanim został znaleziony😔.