19/06/2026
Epizod 4- Zapiski z zielonej szkoły 4-8 Czwartek 18.06. 2026
Noc przebiega bez większych sensacji. Dobra dawka wysiłku z dni poprzednich procentuje. Przed nami zaczyna się przedostatni dzień wyjazdu. O godzinie 7.30 w porannej bazie biegowej stawia się ta sama wytrwała, skromna ekipa co dnia poprzedniego. Właściwie połowa ekipy. Wymiana spojrzeń nie rokuje dobrze.
– Jestem troszkę zmęczony, bolą mnie nogi. Chyba nie pobiegnę.
Riposta nauczyciela jest podobna. Przyczyna? Nadwyrężony staw skokowy. Nie ma biegania, więc nadchodzi czas porannego gadania.
Rozmawiamy o pająkach, głębinach oceanów, bezkresie kosmosu. Padają dziesiątki pytań: Czy Pan wie, że żyją w oceanach nieśmiertelne meduzy? Czy jest życie w kosmosie? Trudno opisać radość nauczyciela z obcowania z tak ciekawymi młodymi ludźmi (dzięki Piotrze i Mikołaju). 30 minut później wkracza na boisko ekipa rannych ptaszków. Klasycznie rozgrywa się mecz 3x3. Emocje jak na rollercoasterze. Dobra dawka ruchu przed śniadaniem.
Wiemy, że pogoda zapowiada się dobrze. Po niebie subtelnie przemieszczają się drobne cumulusy. Wiatru prawie brak. Ptaki też odpuszczają. Czy to oznaka nadchodzących upałów?
Wiemy, że po śniadaniu ma przyjechać po nas ekipa, która zawiezie nas na spływ. Nie ma lekko – część młodzieńców chce zdezerterować. Krótkie pertraktacje. Większość lokuje się do busów. Tylko niektórych trzeba zawracać po nakrycie głowy i wodę. W międzyczasie okazuje się, że kilku Panów z 7 klasy jakimś cudem teleportowała się do pokoju. Niestety dla nich szybka akcja nauczycieli sprowadza ich na jedyną właściwą, słuszną drogę.
Jedziemy do oddalonej o 15 km wsi – Wólka Biska, skąd mamy wystartować. Kiedy przybywamy na miejsce, wita nas energiczne dwóch instruktorów. Szybka powtórka zasad bezpieczeństwa, rozdanie kamizelek i już możemy ustawiać się w kolejce do wypłynięcia. Nie jest łatwo wystartować. 31 kajaków trzeba przepchnąć ze skarpy doliny. Po dobrych 30 minutach wszyscy jesteśmy w wodzie. Urzeka nas zawsze obecna zieleń, kładące się olchy, wierzby. Gdzieniegdzie na wzniesieniach dominują młodniki sosnowe. Spokojny, leniwy nurt rzeki działa kojąco. Dla jednych za bardzo, bo płyną skosami od brzegu do brzegu. Nauka synchronizacji to proces. Rzeka jest miejscami za płytka. Kajaki grzęzną na piasku. W wielu miejscach głębokość nie przekracza długości końcówki napędowej wiosła. Słońce daje się we znaki. Pojawiają się zwalone drzewa, które trzeba omijać. Niektóre kajaki zatrzymują się w zaroślach, krzakach. Trzeba troszkę kombinować. Nurt nie jest za mocny. Za to po paru kilometrach wpływamy w dwa ciekawe meandry. Tu i ówdzie widać głazy narzutowe – pozostałości jednego ze starszych zlodowaceń. Urzeka nas mnogość dźwięków ptaków. Dynamicznie zmienia się niebo – tym razem widać podręcznikowe sekwencje cirrusów, cirrostratusów. Pozornie monotonny spływ urozmaicają koalicje dwójek, trójek, a nawet czwórek kajakowych. Dzielnie instruuje młodsze kajakarki p. Dariusz. Nauka przez cierpliwe powtarzanie przynosi skutki – częstotliwość zderzeń z trzcinami i brzegiem spada. Od połowy spływu pojawia się zmęczenie, znużenie i zniecierpliwienie. Znane wszystkim rodzicom, nauczycielom, trenerom – Ile jeszcze?
Wkraczamy w etap nauki wytrwałości. Coraz zmieniają się konfiguracje wyprzedzających, wyprzedzanych, zwalniających. Podobnie jak dynamika chmur na niebie. Momentami wieje mocno – niektóre czapki lądują w wodzie. Godzina, dwie szybko mijają. Pierwsi docierają do przystani po 3 godzinach – ostatni po 4,5 h. Na szczyt peletonu wysuwają się dziewczyny z klasy 6. Tuż za nimi są nieco zmęczeni Panowie z klas 6–8.
Przy przystani słychać radość z podjętego trudu, wysiłku. Gdzieniegdzie widać też nie zawsze dobrze zaaplikowane kremy. Poziom zmęczenia i endorfin bardzo wysoki. Dla jednych dystans za krótki, dla drugich zdecydowanie za duży. Jedni i drudzy pędzą na przesunięty obiad. A Pani Kazia zapowiadała pyszne młode ziemniaczki :)
Nadchodzi krótka sjesta i czas na wstępny przegląd pokojów przed jutrzejszym wyjazdem. Wychowawcy wszystko wywęszą, wskażą, co i gdzie może znaleźć się. Większość domków zostaje wstępnie przygotowana. Plecaki i walizki zapełniają się tym, co było używane przez ostatnie dni. Trwają wymiany klapek, poszukiwania butów i innych artefaktów.
A po tym jakże cennym akcie jest możliwość wybrania kilku opcji – kąpiel w basenie, trening siatkarki, piłkarski, tokowanie, granie.
„Prawie ostatnią aktywnością jest zapowiadana szumnie dyskoteka. Pojawiają się pierwsi fani i fanki K-popu. Za nimi fani latynoamerykańskiej sekcji muzyki dance. A na deser najstarsi ze znanymi tylko sobie hitami – wiadomo o miłości, życiu i sensie. I taka ponadczasowa obserwacja – znaczna większość Panów próbuje usankcjonować nowy taniec – stojak przyścienny.
Wieczór i czas pokolakcyjny to przestrzeń na emocjonujące gry terenowe. Cel jest prosty. Dać taką dawkę ruchu, aby sen przyszedł sam :) Światło latarek, emocje, strategie działania, bardzo dużo ruchu. Sytuacja zmienia się dynamicznie – raz wygrywa drużyna „zielonych”, innym razem „czerwonych”. Na koniec wygrywają wszyscy. Chyba się większości odechciewa robić tzw. zieloną noc. Rano zobaczymy. Dobranoc.