Doktor Nauka - odkrywanie zamiast wkuwania

Doktor Nauka - odkrywanie zamiast wkuwania Nazywam się Agnieszka Bartnikowska – jestem nauczycielką w alternatywnej szkole. Pracuję z dziećmi w spektrum autyzmu i z niepełnosprawnościami.

Inspiruję się pedagogiką Montessori i jako nauczyciel przyrody wspieram naturalną ciekawość i rozwój dzieci.

O gałce loda, ale trochę inaczej.  Wiem, że szkoła w której pracuje jest wyjątkowa, że możemy w niej budować od początku...
06/06/2026

O gałce loda, ale trochę inaczej.
Wiem, że szkoła w której pracuje jest wyjątkowa, że możemy w niej budować od początku motywację wewnętrzną dziecka. Nie ma u nas ocen cyfrowych, nie ma budowania motywacji na podstawie pieczątek, naklejek i piątek. Nie ma kar, nie ma nagród. Są za to potrzebne dzieciom granice, naturalne konsekwencje i upór w tym, by poznali siebie, swoje mocne strony, możliwości, pasje i by pokochali się uczyć dla siebie.
Na pierwszy rzut oka reakcja rzecznika praw dziecka w sprawie lodów jest ok. Dzieci z paskiem dostają, dzieci bez nie. Nie ma tu pomiaru wysiłku jakie włożyły w uzyskanie p***a, nie ma rozgraniczenia na dzieci z trudnościami i takie, którym się poszczęściło.
Ok, tylko zabranie się za to w systemie gdzie szkoły publiczne pracują w oparciu o kary/nagrody. Co więcej nie tylko szkoły, przedszkola również - naklejki, pieczątki, tablice motywacyjne, karne… krzesełka.
W późniejszym etapie edukacji oceny - te sprawiedliwie uzyskane i takie gdzie ocena nie jest odzwierciedleniem wiedzy dziecka, oceny z zachowania, punkty, plusiki, minusiki. Dzieci żyją w takim systemie, są przyzwyczajone do behawioralnego systemu. Poruszają się w nim codziennie. Dostają świadectwa z paskiem lub nie. Przy tym wszystkim prośba by nie dawać dzieciom lodów za świadectwo z czerwonym paskiem wydaje się być pomysłem absurdalnym.
Zmiany są potrzebne, trzeba jednak wiedzieć od czego zacząć.

Rodzice dzieci z niepełnosprawnością mierzą się z tym nie od dzisiaj.  Dodatkowo na komisję należy wziąć ze soba dziecko...
01/05/2026

Rodzice dzieci z niepełnosprawnością mierzą się z tym nie od dzisiaj.
Dodatkowo na komisję należy wziąć ze soba dziecko, które musi słuchać co z nim jest nie tak i dlaczego nie jest samodzielne.
Przecież to uwłaczające dla tego małego człowieka. XXI wiek i nadal krzywdzimy dzieci i to wymuszają na nas przepisy i regulacje ustawiane przez państwo. Wstyd.
Czy jakąkolwiek niepelnosprawsnosc dziecka jest dla jego rodzica niewystarczająco trudna? Dla samego dziecka też? Nie sądzę.

Dlaczego ten system wciąż tak (nie) działa?

Na przykład: dziecko ma mózgowe porażenie dziecięce. Niewyleczalne. Od urodzenia.
Ale co 2-3 lata musisz iść na komisję i udowodnić, że nie, nie wynaleźli leku na MPD. Że twoje dziecko nadal nie chodzi. Nadal jeździ na wózku. Nadal potrzebuje całodobowej opieki.
"Wie Pani co, stopień niepełnosprawności Pani syna jest niewystarczający."
Słyszysz to na komisji. I patrzysz na lekarza, który widzi twoje dziecko i który mówi ci, że niepełnosprawność, którą ma od 10 lat, jest niewystarczająca.

Niewystarczająca.

I wtedy zaczynasz się tłumaczyć. Pokazujesz dokumenty. Wypisy ze szpitala. Karty informacyjne. Zaświadczenia od neurologa, ortopedy, rehabilitanta.
Dowodzisz, że twoje dziecko nadal ma niepełnosprawność.

A najgorsze?
Kiedy odbierają ci punkt 7 lub 8 w orzeczeniu.
Dlaczego? Bo twoje dziecko z autyzmem nauczyło się samo zakładać koszulkę. Bo dziecko z MPD potrafi samo jeść łyżką.
I nagle system mówi: "To znaczy, że nie potrzebuje już stałej opieki."
Że możesz wrócić do pracy. Że nie potrzebujesz już świadczenia pielęgnacyjnego. Bo dziecko założyło koszulkę. A w dzień komisji miało tzw. “dobry dzień”

Nie interesuje ich, że to dziecko może mieć napad padaczki w każdej chwili. Że jest impulsywnie agresywne. Że nie można go zostawić samego nawet na 5 minut.
Interesuje ich, czy umie zapiąć guziki.

Wiemy, że od 2025 roku są nowe przepisy. Że dla niektórych chorób orzeczenia mogą być wydawane na dłużej. Minimum 7 lat. A czasem bezterminowo.

Ale to nie działa automatycznie.
Nadal musisz przyjść na komisję. Nadal musisz udowodnić.
I nadal możesz usłyszeć: "Niewystarczające."

Może ktoś zna odpowiedź:
Dlaczego nadal musimy udowadniać, że mózgowe porażenie dziecięce nie mija samo? Że niewidome dziecko nie odzyskuje wzroku po 3 latach? Że zespół Downa to nie infekcja, które minie?

W drodze na lekcję terenową dzieci natknęły się na martwego jeża potrąconego przez samochód. To trudne doświadczenie sta...
30/04/2026

W drodze na lekcję terenową dzieci natknęły się na martwego jeża potrąconego przez samochód. To trudne doświadczenie stało się początkiem ważnej rozmowy.
W lesie jedna z uczennic zaprezentowała piękną prezentację o jeżach, która jeszcze bardziej poruszyła dzieci.
W szkole natomiast klasa stworzyła własne ostrzeżenia dla kierowców z hasłem „Uwaga na jeże”. Okazuje się, że najlepsze lekcje to te, których plan tworzy się sam, a nauczyciel po prostu podąża za potrzebami dzieci.
Umieścimy te piękne prace płynące z serc dzieci w widocznych miejscach. Kto wie, może uda się ocalić jakiegoś jeża? Niezależnie od wszystkiego z pewnością była to jedna z najpiękniejszych lekcji empatii, jaką miałam okazję zobaczyć. To niesamowite jak dużo dzieci czerpią z życiowych doświadczeń, jak takie poruszające wydarzenie pcha je do nauki o danym gatunku. Cała klasa pochłonęła wiedzę o jeżach tak po prostu, bez wkuwania na pamięć.

25/04/2026
Czy połączenie psychoedukacji z nauką podstaw mnożenia w pierwszej klasie jest możliwe?  Jest! Zaangażowaliśmy do nauki ...
25/04/2026

Czy połączenie psychoedukacji z nauką podstaw mnożenia w pierwszej klasie jest możliwe?
Jest!
Zaangażowaliśmy do nauki nasze zmysły, węch, smak i słuch.
Opowiedziałam dzieciom historię o Zurawinusiach, które nie wierzyły w siebie, jedna z nich mimo tego, że nikt sie nimi nie interesował wyszła i pokazała swoje akrobatyczne umiejętności.
Dała przykład pozostałym, które wykorzystywały później swoje mocne strony do pomocy innym. Od tej pory zyskały kropeczkę nad Z i stały się Żurawinusiami.
Później dzieci dostawały zurawinki do rączek, miały pomnożyć i powiedzieć ile jeszcze mają wziąć. Pokazałam jak wygląda mnożenie i czym się różni od dodawania i odejmowania. Każde dziecko musiało podać wynik zanim wzięło kolejne do rączki.
Wiecie, że historie nie czytane, a opowiadane przyciągają znacznie bardziej uwagę klasy? Nie ma tej bariery która jest mimo wszystko książka, a stajemy sie wspólną częścią opowieści.

Dzisiejsza lekcja odbyła się w terenie i była doskonałą okazją do połączenia nauki z ruchem i obserwacją przyrody.Główny...
23/04/2026

Dzisiejsza lekcja odbyła się w terenie i była doskonałą okazją do połączenia nauki z ruchem i obserwacją przyrody.
Głównym celem zajęć było przećwiczenie miar długości. Dzieci przypomniały sobie wcześniej poznaną teorię, skróty zapisu jednostek oraz zależności między nimi. Padały pytania: ile centymetrów ma decymetr, ile metrów ma kilometr – i co ważne, pojawiały się prawidłowe odpowiedzi. Uczniowie mieli też możliwość podejścia do miarki i samodzielnego sprawdzenia swoich przypuszczeń.
Kolejnym zadaniem było wyszukiwanie w lesie obiektów, które mają w przybliżeniu milimetr, centymetr, decymetr i metr. Dzieci z zaangażowaniem porównywały swoje znaleziska z miarką, a wśród drzew słychać było okrzyki: „mam decymetr!”, „czy to ma milimetr?”.
Następnie przypomnieliśmy sobie, czym jest oś liczbowa i w którą stronę się rozciąga. Uczniowie samodzielnie rysowali ją patykiem na ścieżce, utrwalając zdobytą wiedzę w praktyce.
Na zakończenie udaliśmy się na spacer o długości jednego kilometra. Dzieci liczyły swoje kroki, a na końcu porównaliśmy wyniki z liczbą kroków nauczyciela, sprawdzając je również na zegarku.
Odkrywanie matematyki w przyrodzie jest możliwe, lekcje terenowe też. Pamiętajcie jednak by się nie zrażać, by uważnie obserwować klasę, patrzeć co im sprawia trudność i w miarę możliwości dopasowywać materiał, czas do klasy.

Praca w szkole to nieustanny rollercoaster emocji zarówno dzieci jak i dorosłego.  Nie możemy liczyć, że wszystko pójdzi...
22/04/2026

Praca w szkole to nieustanny rollercoaster emocji zarówno dzieci jak i dorosłego.
Nie możemy liczyć, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i naszymi założeniami, bo mamy w klasie różne osobowości, dzieci które lubią co innego, mają inne zasoby tego dnia.
Sukces nie jest wtedy gdy zachwyci lekcja wszystkich, choć nie ukrywam, ze taki właśnie przyświeca cel, ale choć jeden błysk w oku jest wart tego by się dalej starać, rozumieć i przy nich byc.
Serduszko dostałam za bycie wychowawcą od jednego z uczniów. W jakiej pracy można liczyć na tak szczere opinie?

Adres

Niepołomice
32-005

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Doktor Nauka - odkrywanie zamiast wkuwania umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij