I Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Krzywoustego

I Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Krzywoustego Strona poświęcona Liceum Ogólnokształcącemu im. Bolesława Krzywoustego w Nakle nad Notecią.

📸 Kolejna porcja wspomnień z Jubileuszowego Zjazdu Absolwentów już na Was czeka!Z radością udostępniamy następną galerię...
20/07/2026

📸 Kolejna porcja wspomnień z Jubileuszowego Zjazdu Absolwentów już na Was czeka!

Z radością udostępniamy następną galerię zdjęć autorstwa Jacka Tomasza, który z niezwykłą dbałością uchwycił atmosferę tego wyjątkowego wydarzenia – pełnego wzruszeń, uśmiechów i spotkań po latach.

Zapraszamy do oglądania, odnajdywania siebie i swoich znajomych oraz powrotu do tych pięknych chwil.

https://1drv.ms/f/c/40148ef511ec1b4d/IgAgK9bjgXr1QrVsE_C02gY7Aezqy54aFua2ti06tw2Jf3s?e=O0oYfO

14/07/2026

Jubileuszowy VII Zjazd Absolwentów
I Liceum Ogólnokształcącego
im. Bolesława Krzywoustego
w Nakle nad Notecią

27 czerwca 2026r. I Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Krzywoustego w Nakle nad Notecią świętowało 150-lecie swojej działalności podczas Jubileuszowego VII Zjazdu Absolwentów. Uroczystość zgromadziła absolwentów wielu pokoleń, nauczycieli, pracowników szkoły, uczniów, rodziców, przedstawicieli władz oraz przyjaciół placówki.

Wydarzenie odbyło się pod Honorowym Patronatem Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego Piotra Całbeckiego. Wśród zaproszonych gości obecni byli m.in. posłanka na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Iwona Maria Kozłowska, Absolwentka I LO, Kujawsko-Pomorska Kurator Oświaty Grażyna Dziedzic, Starosta Nakielski Krzysztof Błoński
oraz przedstawiciele samorządu, środowiska akademickiego, instytucji współpracujących ze szkołą, przyjaciele i sympatycy I LO.

Obchody jubileuszowe rozpoczęły się ceremonialnym przemarszem absolwentów na uroczystą mszę świętą, sprawowaną przez Biskupa Diecezji Bydgoskiej Krzysztofa Włodarczyka. Wspólna modlitwa była okazją do podziękowania za 150 lat historii szkoły, jej nauczycieli, uczniów, absolwentów oraz wszystkich osób, które przez kolejne dekady tworzyły społeczność „Krzywoustego”.
Jubileusz był okazją do podkreślenia znaczenia liceum dla lokalnej społeczności oraz przypomnienia jego bogatej historii. Od 150 lat szkoła kształci kolejne pokolenia młodzieży, pozostając miejscem, w którym tradycja łączy się z nowoczesnym spojrzeniem na edukację, a rzetelnej nauce towarzyszy troską o rozwój młodych ludzi.
Ważnym punktem uroczystości było odsłonięcie Pamiątkowej Tablicy Jubileuszowej, ufundowanej przez absolwentów i przekazanej szkole z okazji 150-lecia jej istnienia.
W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele Komitetu Honorowego, dyrekcja szkoły, najstarsi absolwenci — maturzyści z 1956 roku — a także reprezentant społeczności uczniowskiej, Jakub Walentowski, laureat tytułu Primus Inter Pares 2026.
Program jubileuszu wzbogacił Koncert Absolwentów „Lubię wracać tu…”, będący muzyczną podróżą przez wspomnienia i historię szkoły. Uczestnicy mogli również odwiedzić Izbę Pamięci, wpisać się do Księgi Pamiątkowej, wziąć udział w spotkaniach koleżeńskich
z nauczycielami i wychowawcami oraz gościć na jubileuszowym bankiecie i na Balu Absolwentów z koncertem Big-Bandu Eljazz Józefa Eliasza.

Jubileuszowy VII Zjazd Absolwentów stał się wyrazem trwałej więzi łączącej kolejne pokolenia społeczności „Krzywoustego”. Był czasem spotkań, wspomnień i wdzięczności wobec wszystkich, którzy przez półtora wieku współtworzyli historię jednej z najważniejszych szkół w powiecie nakielskim.

Zdjęcia – Dariusz Górzyński:
https://drive.google.com/drive/folders/1r_ArviZv71n3mHO8X8NyUkqtujcKyA3p?usp=sharing

Zdjęcia – Tomasz Bzdawka:
https://photos.app.goo.gl/PhQfcGe7L5fvwKBB9

Nauczycielki z I LO podbijają Dublin z programem Erasmus Plus🇮🇪Panie Joanna P. oraz Kamila S. ukończyły intensywny kurs ...
11/07/2026

Nauczycielki z I LO podbijają Dublin z programem Erasmus Plus🇮🇪

Panie Joanna P. oraz Kamila S. ukończyły intensywny kurs języka angielskiego dla początkujących w Teacher Academy Ireland!

🎓👏To nie była tylko nauka w ławkach! Nasze nauczycielki chłonęły język podczas wycieczek kulturalno-krajoznawczych po pięknej Irlandii. Wyjazd pozwolił im poznać nowoczesne techniki nauki oraz nawiązać inspirujące znajomości z pedagogami z całej Europy. 🇪🇺🤝Udział w programie dał paniom potężną dawkę motywacji do dalszego działania.

09/07/2026
 +
07/07/2026

+

03/07/2026

🎞️ Dawne szkolne lata wracają jak melodie, które zna się na pamięć. Piękna podróż w czasie z okazji 150-lecia I LO.✨
Minęły lata, zmienił się świat, ale wspomnienia z licealnych czasów wciąż brzmią tak samo pięknie. 🎶 Trochę jak pocztówka z przeszłości – pełna wspomnień, wzruszeń i szkolnych historii zapisanych w sercach absolwentów.

03/07/2026

Kulturalny GPS.
I liceum Ogólnokształcące im. B.Krzywoustego w Nakle nad Notecią.Jubileusz 150 - lecia szkoły.

"Szkoła
światlem wyczarowana"

Są miejsca, które nie starzeją się, ponieważ czas omija je z szacunkiem. Nie zatrzymuje się w nich,
bo byłoby to zbyt łatwe. Osiada cienkimi warstwami niczym pył na starych księgach, lakierze drewnianych krzeseł,
na poręczach schodów wygładzonych dłonią tysięcy uczniów. W takich miejscach przeszłość nie odchodzi. Czeka. Wystarczy uchylić ciężkie drzwi, by z głębi korytarzy wyszły ku nam własne nastoletnie cienie...
i cienie naszych przodków.
Kiedy po ponad trzydziestu latach przekroczyłam próg swojego liceum, nie miałam wrażenia, że wracam. Miałam dziwne, niemal nierzeczywiste poczucie, że to szkoła otwiera przede mną swoją pamięć. Jakby przez wszystkie te lata cierpliwie przechowywała drobiny mojego istnienia między rzeźbionymi belkami stropu, na wypolerowanych przez pokolenia deskach parkietu i w świetle wpadającym przez wysokie okna.
To właśnie ono - światło- nie zna kalendarzy. Każdego ranka wykonuje ten sam gest od blisko stu pięćdziesięciu lat - dotyka drewna, zatrzymuje się na twarzach uczniów
i milcząco przekazuje dalej coś, czego nie sposób zamknąć w podstawach programowych i szkolnych podręcznikach.
Marcel Proust pisał, że pamięć nie jest prostym zapisem minionych zdarzeń, lecz ich nagłym, nieoczekiwanym powrotem, wywołanym przez szczegół, zapach, światło, dotyk materii, która zdaje się przypadkowa,
a jednak otwiera całe światy. Nie przywołujemy przeszłości w sposób uporządkowany, raczej to ona nas zaskakuje, wdziera się w teraźniejszość
i na chwilę unieważnia jej pewność.
W takich miejscach jak to liceum przeszłość nie jest więc „tam, za nami”, lecz stale gotowa, by ujawnić się
w drgnieniu światła na podłodze, w skrzypnięciu schodów, w geście dłoni przesuwającej się po poręczy. I wtedy okazuje się, że to,
co minione, nie tyle wraca, ile nigdy do końca nie przestało być obecne.

Na jubileusz przyjechali absolwenci wielu roczników. Byli tacy, którzy maturę zdawali ponad sześćdziesiąt lat temu. Byli też moi rówieśnicy z początku lat dziewięćdziesiątych. Byli dzisiejsi uczniowie. I nagle przestały istnieć roczniki. Pozostała jedna wielka opowieść. Jedna rzeka,
do której przez półtora wieku wpływały kolejne pokolenia młodych ludzi, by wypłynąć z niej odmienionymi.
Przez cały dzień odnosiłam wrażenie, że szkoła postanowiła opowiedzieć swoją historię wszystkimi możliwymi językami.
Była scena, z której płynęła muzyka. Były namioty, pod którymi dawne rozmowy odnajdywały ciąg dalszy. Sale lekcyjne otworzyły się szeroko, jakby chciały jeszcze raz przyjąć swoich uczniów.
Na ścianach migotały fotografie i filmy wydobyte z czasu niczym stare rodzinne albumy, a Izba Pamięci przypominała ciche sanktuarium, w którym każdy przedmiot nosił na sobie odcisk czyjejś obecności.
Patrząc na twarze zgromadzonych, myślałam,
że każdy przyniósł tu własną historię. Ktoś przyjechał, by po raz pierwszy od dziesięcioleci uścisnąć dłoń nauczyciela, któremu nigdy nie zdążył podziękować. Ktoś chciał jeszcze raz zobaczyć swoją pierwszą miłość i sprawdzić, czy w jej uśmiechu ocalało tamto kilkunastoletnie lato. Ktoś odnalazł przyjaciela,
z którym życie rozmawiało już tylko od święta. Byli też tacy, którzy wracali z miejsc,
z których nie każdy ma szczęście wrócić. Dla nich ten dzień znaczył zapewne więcej niż jubileusz. Być może ktoś przyszedł po raz ostatni.
A ktoś inny po raz pierwszy od bardzo dawna poczuł, że naprawdę jest u siebie. Każdy niósł własną opowieść. Tego dnia wszystkie spotkały się pod jednym dachem i przez kilka godzin mówiły wspólnym językiem pamięci.
Nad wszystkim czuwała dyskretna, niemal niewidzialna praca ludzi, którzy sprawili,
że całe przedsięwzięcie wyglądało tak, jakby wydarzyło się samo. Tymczasem wiem, że cuda organizacyjne, podobnie jak cuda w baśniach, rodzą się z tysięcy drobnych gestów, których najczęściej nikt nie zauważa. I właśnie dlatego zasługują na największe uznanie.
Kiedy zabrzmiał dzwonek, przez chwilę wydawało mi się, że zza zakrętu korytarza wyłania się moja klasa. Ktoś gorączkowo powtarzał reakcje chemiczne, ktoś śmiał się z nieistotnych dziś spraw, ktoś niósł pod pachą tom poezji. Nie wiedziałam, czy to wspomnienie, czy sen. A może miejsca o tak długiej pamięci naprawdę potrafią na krótką chwilę odsunąć zasłonę czasu?
Nasz profil był biologiczno-chemiczny. Większość koleżanek
i kolegów wybrała później kierunki medyczne. Dziś są lekarzami, farmaceutami, weterynarzami, specjalistami, ludźmi odpowiedzialnymi za czyjeś zdrowie i życie. Trudno uznać to za przypadek. Nasza wychowawczyni była strażniczką materii, kobietą, która z chłodnej logiki pierwiastków potrafiła wydobyć ciepło odpowiedzialności.
Chemia uczyła u niej nie tyle wzorów, ile uczciwości wobec faktów. Surowość miała smak dobrze odmierzonych proporcji, a życzliwość była jak niewidzialny katalizator - nie narzucała się, lecz sprawiała, że młodzi ludzie dojrzewali szybciej. Najpierw nauczyli się ratować sens doświadczenia, później ludzi.
Dzisiaj wiem, że nauczyciele rzadko uczą wyłącznie swoich przedmiotów. Uczą przyszłych wspomnień. Daty zacierają się w pamięci, wzory chemiczne ulatują, ale pozostaje sposób patrzenia na świat.
Nauczycielka łaciny była jak sama łacina - oszczędna w geście, precyzyjna w słowie, wymagająca wobec naszych niedojrzałych umysłów. Wydawało się wówczas, że odmiany, deklinacje i sentencje należą do świata, który bezpowrotnie przeminął, jak marmurowe kolumny zasypane piaskiem historii. Dopiero po latach zrozumiałam, że języki klasyczne mają osobliwą właściwość - milczą przez dziesięciolecia, by odezwać się nagle w najmniej spodziewanym momencie.
Kiedy dziś, stojąc przed własnymi uczniami, wypowiadam z uśmiechem: "Qui bene amat, bene castigat", słyszę nie tylko własny głos. Słyszę również jej spokojną, nieco surową intonację, która przed laty przekonywała nas, że mądrość nie starzeje się nigdy, zmienia jedynie swoich nosicieli.
Podczas krótkiego spotkania z Nią u wejścia szkoły, pośpiesznie wyznałam, że to ja dopisywałam te trójki
na prośby koleżanek i kolegów w papierowym jeszcze wtedy dzienniku. Uśmiechnęła się dobrotliwie. Nie przeciągałam tej rozmowy. Chciałam zachować w pamięci tamten dawny respekt.

Moje życie potoczyło się jednak inaczej niż los większości klasy. Nie poszłam na medycynę. Wybrałam filologię polską. Gdybym miała wskazać chwilę, w której moje życie niepostrzeżenie zmieniło kierunek, nie umiałabym. Los bowiem rzadko skręca gwałtownie. Częściej odchyla się o szerokość jednego zdania, jednego wiersza, jednego nauczyciela.
Moja polonistka była kimś wyjątkowym. Nie nauczycielką języka polskiego, lecz kimś
w rodzaju przewodniczki po lesie, którego nie ma na żadnej mapie. To Ona otworzyła drzwi do Norwida, Herberta, Miłosza i Szymborskiej. To Ona pokazała, że poezja nie służy recytacji, lecz widzeniu świata. Że istnieją wiersze, które bardziej pytają niż odpowiadają. Mówiła, szybko, ale z ogromną dyscypliną myślenia. Każde słowo było na wagę złota. Nigdy nie czytała z kartki. Literatura mieszkała najpierw w Jej pamięci, a dopiero później w naszych zeszytach. To od Niej po raz pierwszy usłyszałam
o Katyniu. Dzięki Niej Bursa, Wojaczek i Stachura przestali być „legendarnymi i tragicznymi” z podręcznika. Stali się ludźmi z krwi i kości. Czytaliśmy wiersze nieoczywiste, które nie dawały gotowych odpowiedzi, lecz zmuszały do samodzielnego myślenia.
Zabierała nas do teatru. Dzięki Niej po raz pierwszy usiadłam na widowni Teatru Muzycznego w Gdyni podczas „Skrzypka na dachu”, zobaczyłam Stary Teatr w Krakowie i wielkich aktorów - Jerzego Stuhra, Annę Dymną, Jerzego Bińczyckiego. Dzięki Niej stanęłam przed dziełami Władysława Hasiora
w Zakopanem.
Nie uczyła jedynie literatury. Uczyła wrażliwości estetycznej. Uczyła dostrzegać drugiego człowieka. Uczyła zachwytu nad światem i niezgody na powierzchowność.
Szymborska miała rację. Każda miłość wygląda tak, jakby była pierwsza. Nie wiedziałam wtedy, siedząc
w tej sali podczas matury,
że zakochuję się nie tylko w literaturze, lecz także w tym miejscu.
Dziś sama stoję po drugiej stronie szkolnej katedry.
Od niemal trzech dekad uczę języka polskiego. Coraz częściej łapię się na tym,
że moje lekcje są echem tamtych spotkań. Każda moja lekcja o Norwidzie jest po trosze Jej lekcją. Każda chwila, kiedy zachęcam młodzież do samodzielnego myślenia, jest echem tamtych opowieści.
Być może właśnie na tym polega największe zwycięstwo nauczyciela - nigdy do końca nie wie, jak daleko sięga światło, które kiedyś zapalił.
Podczas studiów odbywałam praktyki właśnie tutaj, pod Jej opieką. Jedną z uczennic była dziewczyna, która dziś kieruje szkołą jako dyrektorka. Historia nie biegnie prostą linią. Splata się jak warkocz. Uczennica staje się nauczycielką. Nauczycielka inspiruje przyszłą nauczycielkę. Pokolenia nie mijają się. One podają sobie światło, bo jak w wierszu Wisławy Szymborskiej: „Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a ksiega zdarzeń zawsze otwarta w połowie...”
Nigdy wcześniej nie rozumiałam ich tak głęboko. Są definicją szkoły. Definicją nauczycielstwa. Definicją pamięci.
Niektórzy ludzie tego dnia, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, dopisali do tej opowieści własny akapit. Jeden z absolwentów, akompaniator, usiadł przy fortepianie w aksamitnej, czarnej marynarce. Było niemal czterdzieści stopni. Powietrze drżało od upału,
a mimo to nie zamienił aksamitu na wygodę ani elegancji na kompromis.
Są gesty, których nie tłumaczy rozsądek. Tłumaczy je tylko szacunek - do miejsca,
do ludzi, do chwili, która zdarza się raz na wiele lat.
W świecie pełnym rzeczy jednorazowych i zastępczych ten aksamit nie był ubraniem, lecz cichą deklaracją,
że istnieją jeszcze wartości, których nie mierzy się temperaturą ani praktycznością.

Potem odbył się koncert absolwentów. Zabrzmiało: „Nasza klasa”. Prawdziwie, wzruszająco. Przez kilka minut również ja stałam się częścią tej opowieści.
Patrzyłam na twarze koleżanek i kolegów, z którymi pisałam maturę, ale także na tych, którzy robili to trzydzieści, czterdzieści i sześćdziesiąt lat wcześniej.
Przez chwilę wszyscy przestaliśmy należeć
do swoich roczników. Byliśmy jednym pokoleniem tej szkoły.

Była jeszcze moja szkolna przyjaciółka. Los poprowadził nas różnymi drogami, dlatego przez lata spotykałyśmy się rzadko - czasem raz na kilka lat. A jednak za każdym razem miałam wrażenie, że nie spotykam człowieka, lecz otwieram kapsułę czasu. Wystarczało jedno spojrzenie, jedno niedokończone zdanie, jeden wspólny śmiech, by wszystkie lata milczenia rozpadły się, jakby były tylko delikatną warstwą kurzu.
I nagle znowu miałyśmy po siedemnaście lat, jakby czas nie odważył się nas dotknąć. To niezwykłe, że prawdziwa przyjaźń nie podlega kalendarzowi, lecz trwa w zupełnie innym wymiarze, zapisanym w pamięci, nie w datach.
Ta przyjaciółka podczas koncertu zrobiła mi zdjęcie, choć o to nie prosiłam. Wiedziała, że ten moment trzeba zatrzymać, zanim zniknie. Na tym właśnie polega przyjaźń
- na uważności, która nie domaga się uwagi dla siebie. Na obecności, która niczego nie zagarnia, a wszystko rozumie. Na tym, że ktoś widzi cię pełniej, niż ty sama potrafisz się zobaczyć w biegu własnego życia.

Kiedy uroczystości dobiegły końca, wróciłam jeszcze raz
do pustej sali. Stały w niej tylko krzesła. A jednak miałam wrażenie, że siedzą na nich wszyscy - ci sprzed wieku,
ci sprzed sześćdziesięciu lat, moi profesorowie, moi koledzy i koleżanki, moje osiemnastoletnie ja oraz ci, którzy dopiero kiedyś
zajmą te miejsca.

Być może wszystkie szkoły są w istocie wielkimi bibliotekami ludzkich losów? Książek nie układa się tam na półkach, lecz w sercach uczniów. Jedne pozostają zamknięte przez lata, inne otwierają się po jednym zdaniu, jednym spojrzeniu, jednym nauczycielu. Najpiękniejsze z nich nigdy nie mają ostatniej strony. Są dopisywane w kolejnych klasach, w kolejnych pokoleniach, przez ludzi, którzy nawet nie wiedzą, że niosą w sobie cudze światło.

Wychodząc, odwróciłam się jeszcze raz. Światło nadal leżało na drewnianym parkiecie. Tak samo jak wtedy, gdy pisałam maturę. Tak samo jak wtedy, gdy ktoś sześćdziesiąt lat przede mną drżącą ręką podpisywał arkusz egzaminacyjny. Tak samo
jak będzie leżało wtedy,
gdy przyjdą tu ci, których jeszcze nie ma na świecie.

Kiedy zamknęły się za mną drzwi szkoły, miałam dziwne wrażenie, że nic się nie skończyło. Przeciwnie - jakby ktoś bardzo delikatnie dopisał kolejne zdanie do opowieści, która trwa od półtora wieku.
Przez chwilę odwróciłam się jeszcze. W jednym z wysokich okien migotało światło.
Nie wiem, czy było prawdziwe. A może było tylko wspomnieniem wszystkich tych, którzy przede mną
i po mnie uczyli się tutaj patrzeć mądrzej, czuć głębiej
i żyć odważniej?
I pomyślałam, że być może człowiek dojrzewa naprawdę dopiero wtedy, gdy odkrywa,
że nie jest końcem żadnej historii. Jest tylko światłem podanym dalej.
Bo są światła, których nie gasi zmierzch. One przechodzą
z człowieka na człowieka.
Z pokolenia na pokolenie.
Może więc czas wcale nie omija takich miejsc.
Może po prostu siada w nich bardzo cicho i czeka, aż ktoś poda światło dalej?
I dopóki choć jedno z tych świateł płonie, dopóty żadna szkoła, żaden nauczyciel
i żaden człowiek nie odchodzą naprawdę.

Dziękuję za ten dzień.

Katarzyna Jaskólska- Włosińska

Adres

Gimnazjalna 3
Nakło Nad Notecia
89-100

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy I Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Krzywoustego umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do I Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Krzywoustego:

Skróty

Udostępnij

Kategoria