29/07/2026
"Matematyk odmówił, od 1 września nie przejmie klasy. Psycholog wybrał poradnię, nauczyciel wspomagający woli pracę w szkole bliżej domu, a na ofertę dla fizyka od tygodni nikt nie odpowiedział. Z kolei nowy kandydat na polonistę potwierdził, że pojawi się na rozmowie kwalifikacyjnej, ale nie przyszedł. Na końcu listy została emerytowana nauczycielka, która rok temu żegnając się ze szkołą zapewniała, że to jej ostatni wrzesień w szkole. Może jednak się zgodzi i zostanie na kolejny rok".
"Tak wyglądają wakacje w wielu polskich szkołach. Właśnie teraz najlepiej widać skutki prowizorycznych rozwiązań stosowanych od lat" - pisze "Gazeta Wyborcza"
Podczas wakacji dyrektorzy szkół nerwowo kompletują kadrę. MEN chwali się najniższą od dwóch lat liczbą wakatów, ale w bazach jest już ponad 20 tys. ofert pracy dla nauczycieli.
Dyrektorzy publikują kolejne ogłoszenia, wracają do kandydatów, którzy wcześniej odmówili, proponują obecnym nauczycielom nadgodziny i szukają specjalistów gotowych dzielić etat między dwie lub trzy szkoły.
- Jeszcze kilka lat temu brakowało przede wszystkim nauczycieli przedmiotów. Dziś największym problemem są nauczyciele wspomagający i specjaliści – mówi Marek Pleśniar, dyrektor Biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. - Nie można zatrudnić kogokolwiek. Do konkretnych potrzeb uczniów potrzebni są nauczyciele z właściwymi kwalifikacjami. Tymczasem dzieci z orzeczeniami przybywa, a specjalistów nie.
Problem pogłębia sposób przygotowywania nauczycieli, który – zdaniem Pleśniara – nie odpowiada potrzebom szkół. Uczelnie przygotowują nauczycieli według różnych standardów, a dyrektorzy często mają trudność z oceną, jakie kwalifikacje rzeczywiście posiada kandydat.
- Dyplom jeszcze nie czyni nauczyciela dobrym. Tego zawodu uczy się przez lata pracy - podkreśla Pleśniar. Dlatego odejście doświadczonego pedagoga oznacza znacznie więcej niż kolejny wakat. Szkoła traci wiedzę, doświadczenie i relacje budowane przez lata, których nie da się odtworzyć jedną rekrutacją.
- Problemem nie jest tylko brak pieniędzy, brakuje też odwagi, wizji i planowania. Kwestię tak zaniedbano, że każdy boi się tego ruszyć - podkreśla dyrektor OSKKO - Od lat wprowadza się zmiany, które nie wymagają dużych pieniędzy ani przebudowy systemu. Ale najtrudniejsze decyzje są odkładane, a to one zadecydują, czy za kilka lat będzie miał kto uczyć dzieci - kończy Pleśniar.
https://wyborcza.pl/7,75398,32934074,szkola-nauczyla-sie-zyc-z-brakiem-nauczycieli-nie-ma-odwagi.html