20/08/2026
To jedno zdanie raz na zawsze zmieniło mój sposób patrzenia na wiele wydarzeń i osób.
I wracam do niego szczególnie teraz, kiedy praktycznie każdego dnia ktoś próbuje nam powiedzieć, czego powinnyśmy się bać, komu nie ufać i gdzie doszukiwać się zagrożenia. Codziennie ktoś mnie pyta - „Ewelina, a Ty co o tym myślisz”?
W internecie można znaleźć mnóstwo treści dotyczących wiary. Konferencje, komentarze, świadectwa, interpretacje różnych wydarzeń. I sama widzę, jak łatwo można w to wejść coraz głębiej. Posłuchać jednego nagrania, potem kolejnego. Przeczytać komentarze. Zacząć śledzić następną osobę. I nawet nie zauważyć momentu, w którym zamiast pokoju w sercu pojawia się niepokój. Bo nie wszystko, co mówi o Bogu, prowadzi nas bliżej Boga.
Kiedyś byłam w różnych grupach na Messenger, gdzie codziennie można był dostać link od znajomych - „posłuchajcie koniecznie tego, zobacz to, a czy już wiesz, że „… I słynne „ a podobno…. „ I pierwsze co, to pojawia się … niepokój. Wyleczyłam się z tego, usunęłam z kilku grup, nie odbieram łańcuszków, nie słucham linków, które obce osoby wysyłają mi wiadomościach.
I właśnie wtedy usłyszałam słowa, które kiedyś powiedział mi ksiądz: „A jaki to ma wpływ na twoje życie i twoje zbawienie?”
To pytanie bardzo dużo we mnie uporządkowało. Bo naprawdę nie muszę wiedzieć wszystkiego. Nie muszę znać każdej opinii, każdego sporu i każdej teorii. Nie muszę też słuchać każdego człowieka tylko dlatego, że mówi o wierze.
Dużo ważniejsze jest dla mnie pytanie: co ta treść ze mną robi? Czy po jej wysłuchaniu bardziej ufam Bogu? Czy mam więcej pokoju? Czy chcę się modlić, kochać, przebaczać, być lepszym człowiekiem? Czy może zostaję z lękiem, podejrzliwością i potrzebą szukania kolejnych sensacji?
Dziś szczególnie ostrożna jestem wobec treści, które ciągle bazują na sensacji. Ktoś coś przewidział. Ktoś przed czymś ostrzega. Gdzieś trzeba doszukać się ukrytego znaczenia. Kolejna osoba jest „niebezpieczna”, kolejne wydarzenie ma być znakiem czegoś większego. Coraz bardziej chcę wybierać to, co prowadzi mnie do Chrystusa, a nie to, co jedynie przyciąga moją uwagę.
Bo wiara nie potrzebuje sensacji. Potrzebuje zaufania. Wierności.
Bo łatwiej zajmować się sensacją, udowadniać, że ktoś się myli, że ktoś popełnił błąd, noża zająć się swoim życiem i swoim sumieniem. „jaki to ma wpływ na moje życie „? To pytanie, które bardzo często sobie zadaje i które mobilizuje mnie, żeby nie tracić czasu na głupie dyskusje i spory, na udowadnianie kto ma rację , a kto żyje w błędzie.
No i jeszcze kwestia samozwańczych ekspertów od wiary, Maryi i miejsc kultu. Tu jestem bardzo ostrożna i badam - w pierwszej kolejności co Kościół mówi na dany temat, a nie specjalista w internecie i nie wdaje się w dyskusję. Bo one nigdy nie prowadzą do jedności, a jedynie do podziałów. Takie jest moje doświadczenie.
Wiara potrzebuje zaufania i trwania przy Bogu, w Sakramentach świętych , z sercem pełnym ufności.
Jak to jest u Was ?