20/08/2019
Odzież można przerobić na dywany, okładki do książek, banery reklamowe, paliwo alternatywne. ....
Do magazynów firmy Wtórpol w Skarżysku Kamiennej codziennie rano przywożone są ubrania z 57 tysięcy kontenerów rozstawionych w całej Polsce. To te duże żółte metalowe pojemniki z logo PCK, które stoją na wielu osiedlach. Za wybieranie odzieży Wtórpol co roku płaci Polskiemu Czerwonemu Krzyżowi ustaloną sumę. Przekazuje też pieniądze na działalność charytatywną swojej organizacji – do tej pory około 40 milionów złotych. W ubiegłym roku firma miała 200 milionów złotych przychodu i zarobiła 10 milionów złotych. Pracownicy firmy wyjmują z kontenerów nie tylko spodnie czy buty, ale też pościel, ręczniki, maskotki, torebki. Wszystko to, co wrzucają do nich mieszkańcy. Rzeczy trafiają najpierw do sortowni. Te w najlepszym stanie (czyli około 20 procent) jadą do lumpeksów, które firma prowadzi w całym kraju. Niektóre rzeczy eksportuje do Azji i Afryki. Najbardziej zniszczone ubrania są recyklingowane. Na jednej ośmiogodzinnej zmianie można przerobić 300 ton materiałów. Mateusz Bolechowski z Wtórpolu zapewnia, że udaje się wykorzystać każdy wyjęty z kontenera materiał. - Ponad 70 procent przeznaczamy na paliwo alternatywne. To specjalny rodzaj, nie pali się nim w domu w piecach, ono trafia najczęściej do cementowni, dużych zakładów, które mają specjalne systemy filtrów, dzięki którym mogą je spalać w sposób bezpieczny dla środowiska. Wykonujemy też szmatki do czyszczenia maszyn, cały czas pracujemy nad przetwarzaniem elementów plastikowych ubrań na deski kompozytowe, z których można robić na przykład wytrzymałe płoty – mówi Bolechowski. Metalowe guziki i zamki sprzedawane są do hut. Firma jest liderem recyklingu tekstyliów w Europie. Rocznie odzyskuje ich 65 tysięcy ton. Gdyby je zapakować do największych tirów, utworzyłyby 40- kilometrowy korek. Kolejka mogłaby być jeszcze dłuższa, bo spółka ma moce przerobowe, brakuje jej tylko surowca. Większość z 2,5 miliona sztuk wyrzucanej w Polsce odzieży ląduje jednak nie w kontenerach, a na wysypiskach. - Przerabiamy promil tego, co moglibyśmy odzyskać. W domach nie mamy osobnego worka na tekstylia, w śmietnikach też nie istnieje frakcja zużytych ubrań, traktowane są jako odpad zmieszany. Zupełnie nieużyteczny. Za wywiezienie i składowanie go na wysypisku trzeba płacić, więc to bezsensowna strata – przekonuje Mateusz Bolechowski. Przyjęcie tony ubrań na wysypisko kosztuje od 250 do 300 złotych. Za tyle samo składowanych opakowań ze szkła płaci się nie więcej niż 80 złotych, za gruz - połowę tej kwoty. Wrzucenie ubrania do kontenera nie kosztuje nic.
W tym numerze Magazynu TVN24 piszemy m.in. o pozwie za reformę edukacji, bankructwie Borisa Beckera, Xaverym Żuławskim, klątwie rodziny Kennedych