05/12/2025
Miałam jakieś 8 lat kiedy rozpoczęła sie moja przygoda z językiem niemieckim. I wbrew temu, co możesz teraz pomyśleć, ja naprawdę sie cieszyłam! Z angielskim szło mi super więc niemiecki to miał być kolejny język z moim portfolio. Marzyłam, że potem nauczę się jeszcze wielu innych języków I będę mogła zwiedzać świat dogadując się wszędzie.
Na tamtym etapie:
*miałam motywację
*byłam pozytywnie nastawiona
*miałam głębokie przekonanie, że odniosę sukces!
I pewnie juz zgadniesz co bylo dalej...
Rozczarowanie.
Mialam uczyć sie razem z mamą, lektor przychodził do domu. Miało byc bez stresu, przy herbatce, ciasteczkach i w tempie dostosowanym do moich potrzeb.
Niestety rzeczywistośc byla mniej bajkowa.
Podręcznik z lat 60tych, każda lekcja identyczna, czytanie w kółko tekstów o Hansie z Dresden i rosnąca nuda i frustracja.
Po kilku miesiącach mama zaciągała mnie do salonu siłą, aż w końcu powiedziałam, że juz nigdy więcej moja noga na zajeciach z niemca nie postanie. I schluss!
Moja historia nie jest wcale wyjątkowa, podobne słyszę często od moich uczniów i kursantów o angielskim, matematyce czy geografii.
I jasne, czasy się zmieniły, nie ma juz podręczników z lat 60tych, ale nadal często źródła niepowodzeń w nauce dopatrujemy się w złym nastawieniu uczniów, lenistwie, braku zaangażowania.
Tymczasem uważam, że prawdziwe powody braków postępów to:
* brak indywidualnego podejścia do ucznia
* stosowanie w kółko tych samych metod, które nie działają
* lekceważenie opinii uczniów na temat tego co im pomaga, a co przeszkadza w procesie nauki
* brak edukacji na temat tego jak uczyć się samodzielnie
* przymus i nacisk na motywację zewnętrzną
Polska edukacja się zmienia, moze nie tak szybko jakbyśmy tego chcieli, ale wierzę, ze jesteśmy na dobrej drodze.
Jednak warto pamiętać, ze to każdy z nas może być częścią pozytywnej zmiany. Jako uczeń, rodzic, nauczyciel. Trzymam za Nas wszystkich mocno kciuki 🌼
A ja i mój niemiecki? Naprawiamy powoli swoją relację i chyba nawet zaczynamy sie lubić 🙈