05/05/2019
W dniach 24-26.04.2019 uczniowie naszego Gimnazjum i Szkoły Podstawowej w Pakosławiu udali się na wycieczkę szkolną do Zakopanego. Wyruszyliśmy o wczesnych godzinach rannych, aby już o 14 dotrzeć do Zakopanego. Wjazd do Zakopanego rozpoczęliśmy od spojrzenia na skocznie narciarskie i dom Sztaudyngera, który zasłynął sławną dla gimnazjalistów fraszką „Życie mnie mnie”.
Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy było Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na zakopiańskich Krzeptówkach, wybudowane jako votum za ocalenie życia papieża Jana Pawła II po zamachu z 13 maja 1981. Później udaliśmy się spacerkiem ulicą Kościeliską - najstarszą ulicą w Zakopanem – w kierunku Cmentarza Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku, gdzie od
lat dwudziestych XX wieku pochowano tylko osoby zasłużone dla Zakopanego, Tatr i Podhala m.in. Kornela Makuszyńskiego, Kazimierza Przerwę-Tetmajera oraz Stanisława Witkiewicza.
Celem naszego spacerku było osiągnięcie szczytu Gubałówka (1123 m n.p.m.). Jednakże wcześniej mieliśmy okazję do skosztowania i zakupienia zakopiańskich oscypków i pamiątek z Tatr. Szczyt Gubałówka zdobyliśmy w jedyne 3,1 min z pomocą kolei linowo terenowej i mogliśmy podziwiać piękne widoki na zaśnieżone Tatry, a niektórzy skorzystali z dodatkowej atrakcji jaką jest zjeżdżalnia wózkowa.
Ostatnim punktem programu przewidzianego na ten dzień był spacer po Krupówkach – najsłynniejszym deptaku Zakopanego.
W drugim dniu naszej wycieczki celem było zdobycie Morskiego Oka - największego jeziora w Tatrach, położonego w Dolinie Rybiego Potoku, na wysokości 1395 m n.p.m. Spacerek rozpoczęliśmy o 9 rano i po 8 km dotarliśmy na miejsce. Całą drogę przyświecało nam gorące słońce, co można było zobaczyć na twarzach niektórych z nas wieczorem ;) Dlatego niemałym zaskoczeniem był śnieg i całkowicie zamarznięte Morskie Oko. Nieczęsto zdarza
się kulać po śniegu w krótkim rękawku, rzucać śnieżkami i opalać się – a nam się to udało. Trasa była dość łatwa, choć ostrzej było w miejscach ścinania serpentyn na skróty. Po drodze mijaliśmy Wodogrzmoty Mickiewicza, które słychać z daleka ze względu na huk wody spadającej na głazy w dole wodospadu. W trakcie spaceru pani przewodnik opowiadała nam o
Tatrach i pewnie dlatego każdy zapamięta, że nie sarna jest żoną jelenia oraz ile waży urodzony niedźwiedź. Droga powrotna upłynęła nam znacznie szybciej (pewnie dlatego, że o 17 czekał na nas obiad).
Wieczorem tego dnia przy kiełbaskach i ognisku jak prawdziwi wędrowcy, śpiewaliśmy piosenki – aż wysiadły baterie w telefonach…
Ostatni dzień wycieczki był nagrodą za trudy marszu. Do parku rozrywki Energylandia dojechaliśmy po około 2 godzinach i od razu ujrzeliśmy Hyperiona, który kusił i zachwycał swoją wielkością. Poza mrożącymi krew w żyłach rollercoasterami można także było skorzystać z bardziej urokliwych przejażdżek kończących się dużą dozą oblania wodą - co przy panującym upale było nie lada plusem. Jestem pewna, że każdy znalazł coś dla siebie bo pierwsze godziny w autobusie wypełniała cisza przemieszana z oddechami wyczerpanych
wędrowców.
Przez całą wycieczkę pilotowała nas i niestrudzonych panów kierowców Pani Beata z Wrocławia, a opiekowali się nami Panie Izabela Pakuła i Bogna Witosławska oraz Pan Waldemar Witosławski.
Wróciliśmy do Lwówka chwilkę przed godziną 22.00 – zmęczeni, ale pełni wrażeń i zadowoleni z udanego wyjazdu.