14/04/2026
„At the end of the day, people don’t do business with companies. They do business with people.”
— Simon Sinek
R jak Relacja
(z serii: Alfabet językowej wędrówki)
Wczoraj jedna z moich uczennic przyznała, że w trakcie naszej współpracy odkryła, że w skutecznym używaniu angielskiego chodzi o coś więcej niż tylko techniczna znajomość języka.
Jest taki moment w rozmowie po angielsku, kiedy nagle przestajesz myśleć tylko o języku.
Nie o czasach.
Nie o strukturach.
O czymś ludzkim.
Dociera do Ciebie, że przed Tobą jest osoba, której angielski też nie jest perfekcyjny. Dostrzegasz człowieka.
I wtedy pojawia się coś, czego wielu uczniów szuka latami:
spokój.
Bo relacja uspokaja rozmowę.
Kiedy przestajesz traktować drugą osobę jak egzaminatora, a zaczynasz jak człowieka — napięcie opada.
Nie jesteś już „uczniem z błędami”.
Jesteś człowiekiem w rozmowie.
Dlatego coraz częściej mówi się dziś o Human to Human zamiast Business to Business czy Student to Teacher.
Człowiek do człowieka.
Tam nie chodzi o perfekcję.
Chodzi o kontakt.
O spojrzenie.
O chwilę ciszy.
O zdanie, które może nie jest idealne, ale jest Twoje.
W The Bigger Picture of English często przypominam:
język zaczyna działać naprawdę dopiero wtedy, kiedy przestajesz walczyć o poprawność,
a zaczynasz budować relację.
🔥 Następnym razem, gdy będziesz mówić po angielsku, spróbuj jednej rzeczy:
pomyśl mniej o zdaniu…
a więcej o człowieku po drugiej stronie.
Bo kiedy pojawia się relacja, pojawia się też spokój.
A kiedy pojawia się spokój — język zaczyna płynąć.
Human to human.
Zawsze od tego się zaczyna.
23/02/2026
Q jak Quick Fix
(z serii: Alfabet językowej wędrówki)
Współczesny uczeń chce dwóch rzeczy:
szybko i skutecznie.
Najlepiej w 2 dni - pierwszy i ostatni.
Bez żadnych błędów.
Bez zawieszek.
Bez tego całego… procesu.
Oczekuje, że ominie całą drogę i od razu znajdzie się na mecie.
Paradoksalnie, nie chodzi o to, żeby było łatwo. Niektórzy wręcz uporczywie biorą się za trudne rzeczy. Tak jakby ktoś stale ich obserwował i wystawiał im co chwilę oceny. Często, dużo łatwiejsze rzeczy są przez nich pomijane tylko dlatego, że…
WYMAGAJĄ CZASU!
W sumie to daje iluzję postępu, ale to tylko omijanie tych nudnych podstaw. Koniec końców, nie załatwiony temat wraca później z jeszcze większym dyskomfortem.
Zamiast tego warto pójść śladem US Navy Seals i zastosować zasadę “Slow is fast”. Na początku ćwiczymy tak wolno jak to tylko możliwe aby wyeliminować niepotrzebne ruchy - w naszym przypadku błędy.
Tutaj ważne: masz pełne prawo zadawać wszystkie pytania jakie chcesz. Szukaj, sprawdzaj, znajduj. To jest ok.
Dopiero w drugim etapie przyspieszamy i szukamy płynności. Dopiero wtedy kiedy niepewność nie kręci się pod nogami.
Jedyny quick fix jaki warto stosować to odczep się od siebie - daj sobie czas i ucz się dla siebie.
20/02/2026
Poznanie ma dwie twarze.
Miasto i moment.
Adres i doświadczenie.
Ten tekst jest o tym drugim.
O poznaniu
Czas czytania: 4 minuty
O poznaniu jako miasto
Dziś jestem w Poznaniu.
Ale zanim tu dojechałem, zdążyłem poznać więcej niż planowałem. Jechałem pierwszy raz od dawna pociągiem.
Pociąg to osobliwa przestrzeń. Tymczasowa wspólnota ludzi, którzy wiedzą, że za kilka godzin przestaną dla siebie istnieć. I właśnie dlatego rozmawia się tu inaczej.
Jest coś takiego jak „ostatni pasażer”.
Osoba, której mówi się rzeczy zaskakująco szczerze — bo z góry wiadomo, że nie będzie ciągu dalszego.
Nie będzie historii.
Nie będzie konsekwencji.
Nie będzie uszczerbku na reputacji.
Po prostu poznanie, spotkanie i pożegnanie.
Dlaczego przestajemy poznawać?
Najczęściej nie dlatego, że świat przestaje być ciekawy.
Tylko dlatego, że uznajemy, że już wszystko wiemy.
„Już wiem” jest bezpieczne.
„Sprawdzę” jest ryzykowne.
Bo sprawdzanie oznacza możliwość błędu.
A błąd to pęknięcie w obrazie siebie.
I tu wchodzi język
To samo widzę w nauce angielskiego.
Największą barierą nie jest brak słów.
Jest nią lęk przed tym, że zabrzmię nieidealnie.
Uczeń otwiera usta i w połowie zdania zamiera.
Nie dlatego, że nie wie.
Tylko dlatego, że nie chce się pomylić.
Tymczasem język to właśnie poznawanie.
Nowych struktur. Nowych reakcji. Nowych wersji siebie.
Każda rozmowa to małe „nie wiem, co się wydarzy”.
Każde wejście w komunikację to wyjście poza znane.
A my próbujemy mówić w nowym języku tak, jakbyśmy mieli już wszystko pod kontrolą.
To nie działa.
Fazy głębokie
Jason Fried w wystąpieniu „Why Work Doesn’t Happen at Work” mówi, że praca kreatywna przypomina sen. Najpierw fazy płytkie, potem głębokie.
W pociągu działa to samo.
Pierwsza godzina — rozproszenie.
Druga — rozmowy.
Trzecia — cisza.
Czwarta — tekst zaczyna pisać się sam.
Tak samo jest z językiem.
Najpierw jest chaos.
Potem niezręczność.
Potem kilka błędów.
A dopiero później pojawia się płynność.
Ale jeśli zatrzymasz się na etapie „nie chcę brzmieć głupio” — nigdy nie dojdziesz do głębi.
Może o to chodzi
Może poznanie nie polega na tym, że ciągle szukamy nowych miejsc.
Może polega na tym, że pozwalamy sobie być początkującymi.
W nowym mieście.
W nowej rozmowie.
W nowym języku.
Bo największym wrogiem poznania nie jest brak okazji.
Jest nim przekonanie, że już wszystko wiemy — albo że powinniśmy już umieć.
A przecież prawdziwe poznanie zaczyna się dokładnie tam, gdzie przestajesz udawać, że masz gotowe odpowiedzi.
PS. W międzyczasie zerknąłem na fejsbuczka i zobaczyłem coś fascynującego - post z linkiem do strony i bloga NORI autorstwa Małgorzata Kornijów. Wszedłem przeczytałem i poznałem sposób pisania tekstu, jakiego zawsze szukałem. To jest właśnie takie poznanie jakie lubię najbardziej - coś co zawsze ceniłem, a jednocześnie tak bardzo zaskakujące. Dzięki za inspirację i poznanie! ♥️
09/02/2026
„Presja i stres są tym, co czujesz, gdy nie wiesz, co robisz.”
— Chuck Palahniuk (parafraza)
P jak Presja
(z serii: Alfabet językowej wędrówki)
Scenka, którą widzę regularnie.
Uczeń mówi po angielsku. Wcale nie źle. Nawet całkiem sprawnie.
Ale nagle przyspiesza. Głos idzie w górę. Oddech znika. Zdania się rwą.
Pojawia się presja.
— Muszę powiedzieć to szybko.
— Muszę powiedzieć to dobrze.
— Muszę teraz, bo inaczej stracę moment.
I w tej chwili język przestaje być narzędziem.
Zaczyna być sprawdzianem.
Presja jest podstępna. Udaje sprzymierzeńca.
Mówi: „Dawaj, jeszcze trochę, stać Cię.”
A w rzeczywistości zabiera to, co w mówieniu najważniejsze: kontakt.
Z sobą.
Z rozmówcą.
Z sensem.
W The Bigger Picture of English powtarzam jedno: język nie lubi pośpiechu.
On lubi obecność.
Ułamek sekundy na błąd.
Moment na oddech.
Czasem nawet ciszę.
Presja sprawia, że zaczynasz mówić przeciwko sobie.
Jakbyś był na scenie, a nie w rozmowie.
Jakby każde zdanie było egzaminem.
🔥 Znasz ten moment, kiedy wiesz, co chcesz powiedzieć — ale presja odbiera Ci głos?
Złap ją następnym razem. Nazwij.
I spróbuj zamiast przyspieszać — zwolnić.
Bo paradoks jest prosty:
im mniej ciśnienia, tym więcej komunikacji.
A jeśli chcesz nauczyć się mówić bez wewnętrznego odliczania do porażki — zapraszam.
Tu presja nie jest paliwem. Jest sygnałem, że czas zmienić kierunek.
04/02/2026
„Ocenianie innych może czasem być niebezpieczne, ale ocenianie samego siebie prawie zawsze jest tragiczne.” — Oscar Wilde (parafraza)
O jak Ocena
(z serii: Alfabet językowej wędrówki)
Scenka z ostatnich dni: ambitny uczeń otwiera usta, żeby błyskotliwie wygłosić swoją opinię po angielsku. Ale w połowie zdania zamiera. W jego głowie odpala się okrutny proces sądowy. Sędzia, oskarżyciel i kat w jednej osobie już wydali wyrok: „Brzmisz NIE DOŚĆ dobrze!”.
I w tym momencie osiągnięcia przestają mieć znaczenie. Całą energię zjada obsesja doskonałości.
To opresja, którą sami na siebie nakładamy: zamiast płynąć z nurtem rozmowy, stawiamy sobie oporowe tamy. Chcemy być olśniewający, a kończymy oniemiali.
Efekt?
Twoja odwaga kurczy się szybciej niż zapasy tlenu pod wodą,
każde olśnienie jest gaszone przez strach przed ośmieszeniem,
zamiast „odkrywcy języka” grasz rolę „ofiary własnych oczekiwań”.
I to niby ma Cię motywować?! – „będę dla siebie surowy, to szybciej osiągnę opanowanie materiału”. Tylko że to nie jest wcale motywujące. To działa jak. obezwładniający lęk, który sprawia, że Twój angielski brzmi jak ospała wyliczanka. Na pewno nie jak żywy język.
W The Bigger Picture of English uczę, że język to ocean możliwości. Ale jeśli każdą próbę wypłynięcia na głębię kończysz oskarżeniem pod własnym adresem – nigdy nie poczujesz wiatru w żaglach.
🔥 Znasz ten moment, gdy boisz się odezwać, bo Twoja wewnętrzna ocena już postawiła Ci „pałę”?
Złap to następnym razem. I zamiast szukać ostatecznej bezbłędności, spróbuj poszukać otwartej komunikacji. A jeśli chcesz odzwyczaić się od bycia surowym sędzią we własnej głowie – zapraszam.
Uczę, jak zamienić ciężar oceny na lekkość odkrywania.
02/02/2026
GPS
GPS nie mówi “popełniłeś błąd”, GPS mówi “obliczam nową trasę”.
Ile razy zdarza się nam znaleźć nie tam gdzie chcieliśmy? Błędnie odczytać znaki, posłuchać niewłaściwej rady, podjąć przeciwskuteczną decyzję?
Prawie rok temu rozpocząłem serię tych lekkich filozoficzno-rozkminkowych postów. Bo taki już jestem, tak widzę świat, to sprawdza się w pracy. Tym chcę się dzielić. Tym chcę kończyć tydzień. Bo wierzę, że hasztag .
Niestety, trafiłem na niewłaściwe znaki, naiwnie się nimi pokierowałem i zszedłem na blisko pół roku na manowce. Tylko dlatego, że zgodziłem się z myślą, która nie była zgodna ze mną. Nie była zgodna z tym co chcę dać światu, i uważam za wartościowe. Dlaczego to zrobiłem?
Wczoraj uświadomiłem sobie, że to nie istototne.
Miałem ogromną przyjemność spotkać się na Polskie Towarzystwo Gospodarcze ze wspaniałymi przedsiębiorcami. To ludzie, których ścieżki z mojej perspektywy wyglądają jak autostrady. Widać w nich odwagę, zamysł, radość i satysfakcję. Zrobiłem mnóstwo notatek i aka porcja inspiracji nie może pójść na marne.
Dlatego dziękuję za ten wieczór i za inspirację i.... reaktywuję . Bo mój GPS mówi "obliczam nową trasę".
18/08/2025
🔥 Znasz ten moment, gdy coś powiesz i od razu kasujesz własne zdanie?
N jak Negacja
(z serii: Alfabet językowej wędrówki)
Scenka znajoma: uczeń mówi zdanie po angielsku, a zanim nauczyciel zdąży cokolwiek powiedzieć – sam dorzuca: „Nie, źle… głupio brzmi… bez sensu.”
I w tym momencie można zamknąć książki. Bo nie ma znaczenia, jakie słowa padły. Całą energię zjada autokrytyka na autopilocie.
To tresura z dawnych lat: zawsze spodziewaj się ataku, więc zaatakuj pierwszy – samego siebie.
Efekt?
– uczysz się szybciej kasować siebie niż budować,
– każdy Twój postęp topi się w kwasie negatywnego komentarza,
– zamiast „uczeń języka” grasz rolę „kata języka”.
I to niby ma Cię chronić – „sam się ocenię, zanim ktoś mnie oceni”.
Tylko że to nie ochrona. To powolne podcinanie gałęzi, na której siedzisz.
W Porusz Góry piszę, że język to droga. Ale jeśli każdy Twój krok kończy się kopem w kostkę od Ciebie samego – to nie droga, tylko tortury.
🔥 Znasz ten moment, gdy coś powiesz i od razu kasujesz własne zdanie?
Złap to następnym razem. I zamiast mówić „to było głupie”, spróbuj powiedzieć: „to był krok”.
A jeśli chcesz odzwyczaić się od bycia katem we własnej głowie – zapraszam. W The Bigger Picture of English uczymy mówić bez auto-negacji.
15/08/2025
O pośpiechu
W zeszły piątek postanowiłem być prawdziwym kolarzem i przejechać 100 km na raz. Plan był prosty: cztery pętle po 25 km. Zamknąć temat. Napić się kawy. Być z siebie zadowolonym.
I szło dobrze… do momentu...
Pod koniec trzeciej pętli zobaczyłem na liczniku coś jeszcze: brakowało mi niewiele, żeby średnia prędkość całego przejazdu wyszła 25 km/h.
Zamiast cieszyć się z setki, zacząłem gonić za liczbą, która w ogóle nie była w planie.
Tak się nakręciłem, że skróciłem ostatnią pętlę, żeby ominąć podjazd i utrzymać tę średnią.
I udało się! Ale..
Cel niby osiągnięty, ale smak… trochę jakby kawę popijać kompotem. Trochę bez sensu. Zamiast cieszyć się z realizacji i tak już dużego celu, ja się rzuciłem na kolejny, trochę zapominając o tym pierwszym.
A propos' kółek, okrążeń i pętli - dziś widziałem piękne stare auto na rondzie.
Jechało powoli, dostanie, bez nagłych ruchów.
I wyglądało w tym wszystkim… lepiej niż ja w piątek.
Jakby mówiło: „Ja mam czas. Ty rób co chcesz”.
Sting miał rację: "A gentleman will walk but never run."
Ja w tamtym wydaniu gentlemanem nie byłem.
Byłem facetem, który wziął swoje marzenie i zamienił je w tabelkę w Excelu.
👉 A pośpiech?
On ma jedną zaletę — szybko pokazuje, co jest naprawdę warte zachodu.
Reszta zostaje w kurzu.
11/08/2025
„Your mind is like a garden. If you don’t plant flowers, weeds will grow.”
— Napoleon Hill
M jak Mindset
(z serii: Alfabet językowej wędrówki)
Wiesz, dlaczego od lat tkwisz w miejscu z angielskim?
Bo masz w głowie śmieci.
Tak, możesz kupić kolejny kurs, kolejny podręcznik, ściągnąć kolejną apkę, ale jeśli w Twoim systemie operacyjnym siedzi:
– „Jestem słaby z języków”
– „Nie mam talentu”
– „Zawsze się mylę”
to co najwyżej będziesz miał ładniejsze śmieci.
Mindset to nie jest „myśl pozytywnie” — bo możesz myśleć pozytywnie, że nigdy się tego nie nauczysz i masz pozamiatane.
Mindset to system operacyjny.
A system operacyjny decyduje, czy przy błędzie mówisz „To nie dla mnie” czy „Dobra, czego się właśnie nauczyłem?”.
I teraz najlepsze: motywacja to nie magia, tylko efekt uboczny.
Nie dostajesz jej z kosmosu, nie wyczytasz jej z książek o „mocy przyciągania”, nie wygeneruje Ci jej żaden hipisowski podcast o „wysyłaniu intencji do Wszechświata”.
Motywację się robi.
Jak? Dobierając sobie cel, który ma sens i jest do zrobienia — zamiast bujać w obłokach i czekać, aż nagle poczujesz „flow”.
Bo prawda jest taka: dobrze ustawiony cel sam robi Ci napęd.
Źle ustawiony — udupia Cię jak dziurawa opona.
🔥 Pytanie kontrolne: czy Twój obecny cel językowy naprawdę ma sens, czy brzmi ładnie tylko na papierze?
A jeśli chcesz przestać żyć na śmieciowym myśleniu i zacząć wreszcie robić — zapraszam na sesję próbną.
08/08/2025
O pierwszym...
Dziś od rana nagrywam intro na moją stronę www.bartlomiejpiech.pl
Kilka zdań, które mają zrobić wszystko naraz: przywitać, zaciekawić, pokazać, kim jestem… i jeszcze zaprosić, żeby zostać na dłużej.
Ogólnie masakra. Niby krótko. Ale każdy, kto próbował, wie, że to nie jest takie łatwe. Bo budowanie nawet takiej wstępnej komunikacji, to jednak skomplikowany proces.
Światło, pozycja, gesty, intonacja, sens... I co jeszcze? Najlepiej, żeby wyszło idealnie, w jednym ujęciu, bez cięć. Ale tak się nie da. Trzeba sobie postawić realistyczne wymagania i po prostu nagrać pierwszą wersję!
Tak samo w rozmowie.
W nauce języka.
W każdej relacji.
Nie musisz od razu powiedzieć wszystkiego.
Wystarczy, że powiesz coś tak, żeby druga strona chciała usłyszeć następne zdanie. Potem zawsze można to rozwijać i ulepszać.
👉 A Ty? Jak zaczynasz swoje rozmowy, projekty, dni?
👉 Jeśli chcesz, pomogę Ci znaleźć Twoje pierwsze zdanie — po polsku, po angielsku, po Twojemu.