01/11/2017
Nim w Lublinie proklamowano Tymczasowy Rząd Ludowy, w szeregu lubelskich miejscowości Polska Organizacja Wojskowa od kilku dni rozbrajała okupantów austriackich. Oficer POW Władysław Szczypa wspomina opanowanie Puław 2 listopada 1918r. przez peowiackie „cywilne wojsko”, które – jak podkreśla - „składało się wyłącznie z młodzieży wiejskiej, rzemieślniczej, wyrobniczej i rybackiej”:
„Praca czekała nas nie lada. W koszarach stał batalion piechoty austriackiej, stary żołnierz; na Wólce Profeckiej 2 kilometry od miasta kompania Niemców, posterunek żandarmerii i powiatowa komenda wojskowa. Najpierw trzeba było się załatwić z kompanią Niemców za miastem, ponieważ w batalionie w koszarach większość była Polaków i ta oporu wielkiego się nie spodziewaliśmy. Ob.Rawicz wydał mi rozkaz, bym z 60 ludźmi maszerował na Wólkę Profecką i rozbroił kwaterującą tam kompanię.
Pojawienie się naszego oddziału, maszerującego pośpiesznym krokiem, z bronią w pogotowiu, wywołało popłoch na ulicach. Wojskowi austriaccy zaczęli uciekać z ulic i kryć się. Chłopcy dzielnie się spisywali, wpadając do chałup i rozbrajając błyskawicznie zgłupiałych Niemców. Kilku Niemców wypadło ze wsi i zaczęło uciekać przez błonia w stronę mostu kolejowego, przy którym w barakach mieścił się pluton żołnierzy niemieckich. Położenie zaczęło się stawać groźnym tym bardziej, iż zaczęły padać strzały od toru kolejowego, a nasz młody żołnierz, pomimo zapału, nie wytrzymałby w walce ze starym żołnierzem, który nawiasem mówiąc, był nawet od nas liczniejszy.
We wsi zaczął się popłoch, słychać było krzyk kobiet, płacz dzieci, ujadanie psów. Ściągnąłem rozgorączkowanych chłopców pomiędzy chaty i rozwinęliśmy rzadką tyralierkę. Nakazałem posuwać się biegiem przez błonia i otoczyć barak. W kilka minut chłopcy otoczyli Niemców. Z trudem udało mi się powstrzymać ludzi, rwących się do walki na bagnety. By uniknąć rozlewu krwi wychyliłem się zza nasypu kolejowego i wezwałem komendanta oddziału niemieckiego do poddania się, oświadczając, iż w mieście wojsko rozbrojone, a więc pomocy nie otrzymają, tymczasem nas za parę minut będzie więcej.
Długo się coś Niemcy naradzali, wreszcie zaczęli wychodzić z baraku, wynosząc karabiny, ładunki, proch i cały rynsztunek, i składać to wszystko na jedną kupę, sami zaś ustawiając się na uboczu. Ze wsi przyszły trzy furmanki, na które złożyliśmy broń i rynsztunek, i z Niemcami pośrodku, ruszyliśmy ku miastu. Maszerujący oddział witano na ulicach entuzjastycznymi okrzykami. Cała ludność wybiegła na ulicę. Na skrzyżowaniach ulic nasz oddział z trudem mógł przejść przez tłumy. Ulicą Księcia Adama przemaszerowaliśmy ku powiatowej komendzie wojskowej w byłym pałacu książąt Czartoryskich, która była już opanowana przez naszych i gdzie oddaliśmy jeńców i broń. Ze stacjonującym w koszarach wojskiem załatwiliśmy się szybko: jedni złożyli broń, drudzy przeszli na naszą stronę. Do godziny szóstej po południu opanowaliśmy wszystko. O zmroku oddziały nasze ściągnęły na dziedziniec pałacowy instytutu, gdzie gromadziły się tłumy ludności. Z balkonu pałacowego, zamiast czarno-żółtej, powiewała biało-czerwona chorągiew.
Tak skończył się w Puławach dzień Zaduszny roku 1918, ten dzień smutku i wspomnień, odwieczne słowiańskie święto Dziadów, który dla nas był pierwszym dniem wolności.” [Władysław Szczypa, Dzień Zaduszny 1918. Rozbrojenie okupantów w Puławach, Niepodległość t. III 1933]
zdjęcie: mazowiecki oddział POW w Siennicy, 1918 (Narodowe Archiwum Cyfrowe)