Kiedy w 1982 rozpoczynałam pracę w przedszkolu, marzyłam o tym, by pracować z dziećmi, poznawać je i pokazywać im świat. Przez kolejne 10 lat nie mogłam pogodzić się z tym, że w prawie 30-osobowej grupie nie da się poznać każdego dziecka, a w czasie zajęć musiałam tłamsić spontaniczność dzieci, bojąc się, że nie zdążę zrealizować tematu. Marzyłam o tym by dziecko mogło uczyć się tego co je ciekawi
, by dorośli pochylali się nad dzieckiem, a nie dziecko musiało domagać się uwagi i troski. Brakowało mi głosu rodziców w przedszkolnych planach. „Tak jest wszędzie” – mówili mi znajomi. „Tego nie da się zmienić, przyzwyczaisz się” – powtarzały koleżanki z pracy. Patrzyłam, jak pracując w organizacji pozarządowej realizuje pomysły dzieci. Jak każde spotkanie z nimi zaczyna od planowania jakie cechy chce w nich wykształcić. Jak wraz z rodzicami i znajomymi wspólnie planują wycieczki, zadania i zabawy dla dzieci. Jak dorastające dzieci stają się odpowiedzialne, samodzielne, jak zaczynają ufać swoim możliwościom. Wraz z córką. Bo wiem, że tylko małe, 18-osobowe grupy sprzyjają poznawaniu dzieci i planowaniu pracy zgodnie z ich zainteresowaniami i potrzebami. Jestem też przekonana, że tylko przy wspólnej pracy rodziców i nauczycieli możemy stworzyć dziecku rodzinną atmosferę. Nareszcie mamy w Lublinie przedszkole, które jest spełnieniem marzeń! Krystyna Wójtowicz