31/05/2026
Zdarzyło mi się kiedyś mieć pretensję do ludzi o coś, czego sami nie potrafili mi dać.
A później odkryć, że ja robię dokładnie to samo.
Czasem czekamy na jedno konkretne zachowanie.
Na jedno konkretne słowo.
Na jeden konkretny gest.
I tak bardzo skupiamy się na tym, czego nie dostajemy, że przestajemy widzieć wszystko to, co dostajemy każdego dnia.
Bo przecież troska nie zawsze wygląda tak samo.
Dla jednych będzie to przytulenie.
Dla innych telefon.
Dla jeszcze innych pamięć o drobiazgach, których nikt nie powinien pamiętać.
Jedni powiedzą: — Martwiłem się.
Inni zapytają: — Zjadłaś coś?
Jedni usiądą obok.
Inni zrobią herbatę.
Jedni będą mówić.
Inni będą działać.
I chyba najłatwiej zranić się wtedy, kiedy uznamy, że istnieje tylko jeden właściwy sposób okazywania uczuć.
Bo wtedy zaczynamy liczyć brakujące gesty.
A przestajemy zauważać te, które są obecne.
Nie twierdzę, że każda relacja jest dobra.
Nie twierdzę, że każde zachowanie należy usprawiedliwiać.
Ale czasem warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie jedno pytanie:
Czy na pewno nie dostaję tego, czego potrzebuję?
Czy może dostaję to od dawna, tylko w języku, którego jeszcze nie nauczyłam się rozumieć?