27/01/2026
https://xn--80addgoadxwbcbilejre9f9h.xn--p1ai/events/current_event.php?current_event_id=924
Tym razem wspomnienie z przedmieść Olsztyna i jakieś "błota"
Allen Stein. Praca radiooperatora
Giennadij Michajłowicz Kowalow
Zmierzaliśmy do Allenstein, jednego z dużych miast w Prusach Wschodnich. W pewnym momencie założyłem radiostację, aby informować o naszym położeniu i kierunku. Słyszałem korespondentów, nasze stacje, ale one nie słyszały mnie. Nasza radiostacja RB zapewnia łączność na około pięć lub sześć kilometrów. A jeśli podłączy się ją do dipola, czyli anteny przewodowej, zasięg sięga do 30 kilometrów. Powiedziałem mojemu partnerowi: „Chodź, weź dipol”. Zrobił to, wrzuciliśmy go na drzewo, włączyłem, usłyszeli nas i nadaliśmy naszą lokalizację. Otrzymaliśmy odpowiedź, co robić dalej, i w ten sposób wykonaliśmy zadanie. Ale gdy już przygotowywaliśmy się do dalszej drogi, nasza artyleria trochę się spóźniła i nie nadjechała. Właśnie wtedy z lasu wyłoniły się cztery czołgi i ruszyły w naszym kierunku. Nie celowały, tylko strzelały prosto przed siebie, żeby nas spłoszyć i tak dalej. Mój partner i ja zaczęliśmy szarpać naszą antenę dipolową i jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, zaczepiła się i nie mogliśmy jej zdjąć. Dostaliśmy rozkaz odwrotu i wycofaliśmy się do niemieckiego okopu, a artyleria już nadjechała. Otworzyli ogień, natychmiast zniszczyli dwa czołgi, a dwa wycofały się tyłem. Poszliśmy trochę na prawo, to znaczy tam, gdzie służyłem dowódcy, gdzie była kwatera główna. Byliśmy dalej na prawo, to znaczy zostałem bez anteny. Mój partner mówi: „Widziałem tam leżący kabel telefoniczny”. Ja mówię: „Chodź, przynieś go tutaj”. Poszedł, a tam leżał kawałek około czterdziestu metrów, nie wiem, kto go rzucił. Odcięliśmy piętnaście metrów anteny i jak najszybciej ją włączyliśmy z powrotem i to wszystko – mogli nas słyszeć. Pomyślałem: „Dobrze”. I przez kilka dni używaliśmy tej anteny z kabla telefonicznego. Zbliżaliśmy się do Allenstein, a przed Allenstein rozciągały się bagna, co oznaczało, że nie wszędzie dało się przejechać; trzeba było zawrócić i znaleźć drogi. Minęliśmy je i dotarliśmy do Allenstein, a dowódca wydał mi rozkaz: „Dobrze, ruszamy”. Dowódca miał pomocników, wszystko było szyfrowane, więc przygotowali sprzęt. Włączyłem radio i znowu nie słyszeli linii telefonicznej. Ale wyczułem, że bagna pochłaniają nasze fale, więc zameldowałem dowódcy i powiedziałem: „Musimy przejechać przez bagna”. Zgodził się ze mną i powiedział: „To bagna, nie ma sygnału”. Zgodził się, przydzielił pojazd i zapewnił nam ochronę, ponieważ gdzieś w okolicy wciąż ukrywali się Niemcy. Przejechaliśmy dziesięć kilometrów od Allenstein, zawróciłem i wszyscy od razu to usłyszeli, więc nadałem ten radiogram. Powiedziałem: „Zostaliśmy zmuszeni zostawić antenę – dipol – za sobą, może dlatego nie działała dobrze przez bagna”. „Dobrze” – przyjęli i wróciliśmy, dosłownie nie minęła godzina. Dowódca: „Och! Dobra robota! Jak szybko tu dotarliście”. Podaliśmy mu telegram, a on dał mu go do rozszyfrowania.
История событий глазами уходящего поколения. События, лица, даты