Omc architekt

Omc architekt O dawnej architekturze (i nie tylko) w naszym otoczeniu: od zagadnień badawczych po projektowe.

W 2007 r. znakomity historyk sztuki, specjalizujący się w architekturze średniowiecznej, Christofer Herrmann wydał swoją...
08/05/2026

W 2007 r. znakomity historyk sztuki, specjalizujący się w architekturze średniowiecznej, Christofer Herrmann wydał swoją monumentalną pracę 'Mittelalterliche Architektur in Preussland" - liczącą ponad 800 stron kolubrynę, złożoną z obszernej partii wstępnej, syntetycznej, i z katalogu wprawdzie nie wszystkich, ale przytłaczającej większości znanych nauce budowli architektury murowanej powstałych w czasie istnienia Państwa Zakonu Krzyżackiego w Prusach. Autor zdecydował się, z nie do końca zrozumiałych dla mnie względów, nie obejmować w swym dziele terenu Pomorza Wschodniego, ani np. nie uwzględnił Tylży, ale mimo tych mankamentów nadal jest to pozycja niezastąpiona i jedyne takie kompendium wiedzy o średniowiecznej architekturze sakralnej i świeckiej na obszarze czterech dawnych pruskich diecezji - chełmińskiej, pomezańskiej, warmińskiej i sambijskiej.

Wprawdzie sam autor udostępnił całą książkę w formie dokumentu PDF w serwisie academia_edu, ale jest to plik silnie skompresowany, stąd niestety nie zaspokoi osoby, która poszukuje dobrej jakości reprodukcji ilustracji użytych w publikacji. Ostatnio skanowałem dla siebie i dla potrzeb kolegi pewne strony z tej pozycji, skupiając się właśnie na części ilustracji (interesowały mnie głównie te poświęcone pewnej grupie zamków). Pomyślałem, że warto ten zbiór skanów (podkreślam: niekompletny) udostępnić wszystkim zainteresowanym. Ostrzegam - ma on 3,25 GB, a obejmuje skan 387 spośród 815 stron, z których część zeskanowana jest w wysokiej rozdzielczości (600 DPI), a pewna porcja ilustracji została dodatkowo obrobiona.

LINK W PIERWSZYM KOMENTARZU POD POSTEM:
(skany zamieściłem na darmowej platformie webshare)

Decyduję się na wprowadzenie do sieci zbioru tych skanów z uwagi na to, że:
- sam autor udostępnił tą książkę za darmo w sieci
- mam świadomość jak ważny jest niekiedy, zwłaszcza dla osób zamieszkałych poza wielkimi ośrodkami naukowymi, dostęp do literatury naukowej i dobrej jakości reprodukcji dawnych fotografii, pomiarów i ikonografii w toku badań nad architekturą.
- chcę się dzielić swą pracą w szerszym gronie - w tym wypadku oczywiście w pełni za darmo.
Wydaje mi się, że nie naruszam praw autorskich, ale oczywiście jeśli popełniam tu błąd to będę wdzięczny za zwrócenie uwagi i post usunę.

W razie czego, gdyby Ktoś potrzebował dostępu do wysokiej jakości skanów z innej części tej publikacji -proszę dać znać, a postaram się pomóc.

Przestrzeń nie jest z gumy i co pewien czas przegląd prywatnej biblioteczki jest konieczny. Zmuszony więc jestem pozbyć ...
19/03/2025

Przestrzeń nie jest z gumy i co pewien czas przegląd prywatnej biblioteczki jest konieczny. Zmuszony więc jestem pozbyć się znacznej części swego księgozbioru. Na pierwszy ogień idzie pierwsza partia książek z zakresu szeroko rozumianej mediewistyki (a także badań nad wczesną nowożytnością). Partii tych będzie w przyszłości pewnie jeszcze kilka. Obecnie zbywaną przeze mnie grupę kilkudziesięciu pozycji podzieliłem na dwa działy - pierwszy, obejmujący prace poświęcone archeologii, historii architektury i historii sztuki, oraz drugi, zawierający wydawnictwa "ściśle" historyczne.
Zachęcam do przeglądania listy i oglądania zdjęć - i do zakupów) Ceny zawsze można próbować negocjować. W razie chęci nabycia jakiejś publikacji proszę pisać do mnie prywatnie, ewentualnie zamieścić pod postem lub odpowiednim zdjęciem komentarz (najprościej podać numer porządkowy pozycji, którą jest się zainteresowanym/ną).

Mediewistyka + wczesna nowożytność (historia, architektura i sztuka):

Dział I: archeologia, architektura, sztuka.

18) Antoni PORZEZIŃSKI, Osadnictwo Ziemi Cedyńskiej we wczesnym średniowieczu. Archeologiczne studium osadnicze. Chojna 2012. Stowarzyszenie Historyczno-Kulturalne „Terra Incognita” (=Seria: Terra Incognita. Red.: Paweł Migdalski. T. 3).
Typ okładki: miękka.
Format: 16,5 x 23,5 x 0,9 cm.
Liczba stron: 133 (do s. 97 jest to tekst, a dalej ilustracje).
Ilustracje: 39 czarno-białych ilustracji na końcu woluminu (mapki, plany i pomiary stanowisk i obiektów archeologicznych, rysunki zabytków archeologicznych, zdjęcia).
Waga: 0,2 kg
Stan: bardzo dobry (widać ślady użytkowania, ale bardzo drobne; książka zasadniczo jest w stanie bardzo dobrym)
Cena: 15 zł

19) Andrzej Woziński, Galeria sztuki średniowiecznej. Przewodnik. Poznań 1990. Muzeum Narodowe w Poznaniu.
Typ okładki: miękka
Format: 15 x 24 x 0,3 cm
Liczba stron: 18 stron tekstu +13 kart z ilustracjami stanowiące drugą partię książki
Ilustracje: 26 czarno-białych ilustracji (reprodukcje fotografii) na 13 kartach w drugiej partii książki
Waga: 0,1 kg
Stan: bdb
Cena: 5 zł

Dział II) historia

21) Album armorum nobilium Regni Poloniae XV–XVIII saec. Herby nobilitacji i indygenatów XV–XVIII w. Wstęp, opracowanie i edycja: Barbara Trelińska. Lublin 2001, UMCS – Wydawnictwo.
Typ okładki: twarda
Format: 17,5 x 24,5 x 5,5 cm
Liczba stron: 875
Ilustracje: 30 kolorowych reprodukcji fotografii rysunków herbów z herbarzy, na błyszczącym papierze, w dwóch wkładkach w ramach tomu.
Waga: 1,7 kg
Stan: bdb- (stan ogólny jest bardzo dobry, jedyne minusy to drobne uszkodzenie przedniej strony okładki w lewym górnym rogu, a także obecność nieaktualnych - ekslibrisu bibliotecznego na wewnętrznej stronie przedniej okładki oraz naklejki i pieczątki bibliotecznej na odwrocie strony tytułowej)
Cena: 75 zł

23) Jadwiga BZINKOWSKA, Mapy ziem dawnej Polski – od XV do XVIII wieku – w wybranych atlasach Biblioteki Jagiellońskiej. Warszawa 1992. Biblioteka Narodowa – Zakład Zbiorów Kartograficznych (=Seria: Studia i Materiały z historii Kartografii. T. 9).
Typ okładki: miękka.
Format: 14,7 x 20,7 x 2 cm
Liczba stron: 265 + koperta z 17 głównie rozkładanymi reprodukcjami map.
Ilustracje: w tekście brak, natomiast do woluminu dołączona jest koperta z 17 reprodukcjami map, w większości rozkładanymi.
Waga: 0,4 kg.
Stan: db+ (zasadniczy stan jest dobry, mankamenty polegają na obecności nieaktualnych naklejek i pieczątek bibliotecznych i niewielkich przetarciach czy zagięciach okładki).
Cena: 45 zł.

25) Bruno GLOGER, Kaiser, Gott und Teufel. Friedrich II. von Hohenstaufen in Geschichte und Sage. Wydanie IV, przejrzane. Berlin 1975. VEB Deutscher Verlag der Wissenschaften.
Typ okładki: twarda
Format: 13 x 20,3 x 1,8 cm
Liczba stron: 244.
Ilustracje: 20 czarno-białych – na wkładkach w bloku tekstu (reprodukcje fotografii i dawnych grafik oraz rękopisów); po wewnętrznych obu stron okładki – zajmujące dwie sąsiadujące strony – znajdują się mapy: Rzeszy oraz Półwyspu Apenińskiego w XII-XIII w.
Waga: 0,4 kg.
Stan: db (zasadniczo cała książka zachowana jest w bardzo dobrym stanie; mankamenty polegają na obecności nieaktualnych pieczątek i naklejki bibliotecznych na stronach tytułowej i przedtytułowej. Sama okładka jest w nieco gorszej kondycji – ma uszkodzenie na jednej z krawędzi, nosi też dwie nieaktualne pieczątki biblioteczne).
Cena: 10 zł

26) Isaak Gottfryd GOEDTKE, Geschichte der Stadt Konitz / Historia miasta Chojnic. Edycja złożona z faksymile oryginału oraz przekładu tekstu na polski. Wydanie II. Przekład z języka niem. na polski: Leon Stoltzmann. Przekład tekstów łacińskich i konsultacja językowa: Bogusław Dybaś, Andrzej Radzimiński. Konsultacja historyczna: Franciszek Pabich. Wstępne przygotowanie do druku: Anna Czapczyk. Wydanie II. Chojnice 1998. Urząd Miejski w Chojnicach.
Edycja oryginalna: 1724.
Typ okładki: miękka
Format: 18,5 x 24,6 x 0,9 cm.
Liczba stron: 6 + 67 + 67
Ilustracje: wyłącznie jedna, w postaci reprodukcji planu i panoramy miasta zamieszczonych w oryginalnej edycji dzieła Goedtke’go.
Waga: 0,35 kg.
Stan: bdb- (praktycznie bez zarzutu, prawie nie czytana i rzadko przeglądana, z minimalnym uszkodzeniem okładki w jednym z narożników)
Cena: 15 zł

27) Ferdinand GREGOROVIUS, Rome and Medieval Culture. [Edycja angielska, wydanie kolejne, w wyborze.] Selections from: History of the City of Rome in the Middle Ages. Przekład z jęz. niem. na jęz. ang. / Translation: Mrs. Gustavus W. Hamilton (Annie Hamilton). Red. i wstęp / Edition and Introduction: K. F. Morrison. Chicago & London 1971. The University of Chicago Press (=Seria / Series: Classic European Historians. Ed.: Leonard Krieger. P 427).
*Edycja oryginalna, wydanie I: Geschichte der Stadt Rom im Mittelalter. 1859–1872.
*Edycja brytyjska, wydanie I: The History of Rome in the Middle Ages. 1894–1902 (Vol. 1: 1909. Vol. 2: 1894. Vol. 3: 1895. Vol. 4, parts 1 and 2: 1896. Vol. 5, parts 1 and 2: 1897. Vol. 6, parts 1 and 2: 1898. Vol. 7, parts 1 and 2: 1900. Vol. 8, parts 1 and 2: 1902).
Typ okładki: miękka.
Format: 13,3 x 20,2 x 2,6 cm
Liczba stron: 465
Ilustracje: brak, wyłącznie jeden rozkładany plan rekonstrukcyjny Rzymu w średniowieczu między s. 372 a 373.
Waga: 0,5 kg
Stan: db-/dst+ (wnętrze książki i jej okładka są zasadniczo w dobrym stanie. Podstawowy mankament to uszkodzenia okładki w postaci naklejki poblibiotecznej na przedniej okładce i śladu po jej zdarciu na tylnej okładce; ponadto na stronach przedtytułowych występują nieaktualne naklejka i pieczątka biblioteczne)
Cena: 30 zł

30) Marzena POLLAK, Kronika Piotra z Dusburga. Wrocław 1968. PAN – Instytut Historii; „Ossolineum” – Wydawnictwo.
Typ okładki: miękka.
Format: 17,8 x 25,5 x 1,1 cm.
Liczba stron: 229.
Ilustracje: brak.
Waga:0,4 kg.
Stan: bdb- (książka zachowana w bardzo dobrym stanie. jedyne uwagi można mieć do lekko postrzępionych krawędzi niektórych stron, powstałych na skutek „rozcinania” stron złączonych w toku produkcji).
Cena: 85 zł.

31) Polska Jana Długosza, red. Henryk Samsonowicz et al., Warszawa 1984, PWN
5 zł

33) Społeczeństwo Polski średniowiecznej. Zbiór studiów. T. 3. Red.: Stefan K. Kuczyński. Warszawa 1985. PWN.
Typ okładki: miękka
Format: 14,5 x 20,4 x 2 cm
Liczba stron: 428
Ilustracje: brak – wyłącznie 7 map i mapek w ramach artykułu J. Wiesiołowskiego.
Waga: 0,5 kg
Stan: bdb- (niewielkie ślady używania, egzemplarz zasadniczo zachował się w bardzo dobrym stanie)
Cena: 12 zł

34) Społeczeństwo Polski średniowiecznej. Zbiór studiów. T. 8. Red.: Stefan K. Kuczyński. Warszawa 1999. Wydawnictwo „DiG”.
Typ okładki: miękka
Format: 14,5 x 20,4 x 1,7 cm
Liczba stron: 268
Ilustracje: brak
Waga: 0,35 kg
Stan: bdb
Cena: 28 zł

Z serii "Ogłoszenie i zaproszenie": jeżeli jesteście jutro w Krakowie i interesuje Was nowożytna ale także i XIX-XX-wiec...
16/10/2024

Z serii "Ogłoszenie i zaproszenie": jeżeli jesteście jutro w Krakowie i interesuje Was nowożytna ale także i XIX-XX-wieczna architektura lub sztuka w ogóle, to zachęcam do pójścia na Wawel i przysłuchania się obradom VI Kongresu "Stan i potrzeby badań nad wielokulturowym dziedzictwem dawnej Rzeczypospolitej". Ja będę miał tam swój mały udział w postaci referatu o bardzo ciekawym kościele z mej rodzinnej miejscowości. A jak to zupełnie nie po drodze i nie o czasie dla Was, ale temat przeze mnie referowany Was intryguje, to daję znać, że na pewno w materiałach z konferencji opublikuję obszerny artykuł o tym zabytku.

Po raz kolejny sprawdza się twierdzenie, iż nie potrzebujemy wojen i najeźdźców, bo sami sobie niszczymy dziedzictwo kul...
11/10/2024

Po raz kolejny sprawdza się twierdzenie, iż nie potrzebujemy wojen i najeźdźców, bo sami sobie niszczymy dziedzictwo kulturowe. Oto kolejny dowód. We wsi Morawica, 13 km na zachód od centrum Krakowa, tuż przy autostradzie A-4, na malowniczym wzgórzu, obok kościoła parafialnego (w obecnej postaci XVIII-wiecznego) stoi plebania. Wg dokumentów i tradycji miała w późnym średniowieczu stanowić zamek czy też dwór obronny rodu Toporczyków (z którego wywodziły się takie familie rycerskie, jak Tęczyńscy czy Ossolińscy). Że w jej obrębie kryją się mury średniowieczne wiedziano od pocz. XX w. O tym jednak, że w swym najstarszym korpusie mury te składają się na prostokątny, 2- lub 3-kondygnacjowy budynek rezydencjonalny najprawdopodobniej z XII w., zachowany (jak na warunki polskie) w bardzo dobrym stanie - przekonaliśmy się dopiero w 2018-2019 roku dzięki badaniom Pani Marii Bicz-Suknarowskiej, podjętym w związku wpierw z planowaniem, a potem prowadzeniem remontu budynku. Odkrycie było nie małą sensacją - istnienie takich wczesnośredniowiecznych możnowładczych zespołów rezydencjonalnych położonych "na prowincji", w pobliżu, ale jednak poza ośrodkami władzy, było dotąd w zasadzie przedmiotem spekulacji i sporych kontrowersji. Wreszcie zaś uzyskaliśmy namacalny dowód, wskazujący na to, że przynajmniej część elity władzy we władztwie Piastów w końcu XI-XIII w. była zdolna zbudować sobie murowaną, wygodną, może też umocnioną siedzibę w typie podobnym do książęcych palatiów.

No ale cóż z tego, że mamy świetne odkrycie, emocjonujące nie tylko naukowców, ale i "zwykłych" turystów i pasjonatów, oraz doskonałą - zdawałoby się - okazję do uczytelnienia elementów tego niezwykle rzadkiego rodzaju zabytku, skoro miejscowy proboszcz umyślił sobie inaczej i postanowił przeprowadzić rozbudowę starej plebanii o... szyb windowy. Zamiast powstrzymać się przed dostawianiem kolejnych dobudów, a może i pomyśleć nad wyburzeniem lub redukcją południowego aneksu (mającego późne pochodzenie i niewielką wartość), aneks gruntownie rozbudowano i to tak, iż zaczął dominować w odbiorze elewacji i zasłonił znaczne partie wcześniej odsłoniętego spod tynku kamiennego wątku ciosowego budowli z XII w.

Nie mam pojęcia, czy rozbudowa nastąpiła za zgodą Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Krakowie, ale niezależnie od tego - nie powinna ona nigdy mieć miejsca w takiej formie, a optymalnym wyjściem z sytuacji byłby powrót do stanu sprzed prac budowlanych. Niestety - obawiam się, że szanse na to są niewielkie.

Wiadomo - ludzie są priorytetem i im pomagać należy najpierw i najbardziej, ale jeśli Ktoś z Państwa chce się choćby min...
19/09/2024

Wiadomo - ludzie są priorytetem i im pomagać należy najpierw i najbardziej, ale jeśli Ktoś z Państwa chce się choćby minimalnie dołożyć do ratowania dziedzictwa kulturowego zniszczonego powodzią - tu post nt. zrzutki, gdzie można to zrobić.

Nysa, Głuchołazy, Stronie, Lądek-Zdrój to wyjątkowe historyczne miasta, których zabytki są cennym dziedzictwem nie tylko regionu, ale także ogólnopolskim .Gdy woda opadnie, przyjdzie czas na zabezpieczenie i szacowanie strat w zabytkach, a w dalszej kolejności kosztownych prac konserwators...

Mostowi w Lądku należy się dodatkowy post. Nie tylko dlatego, że to rzadkiego rodzaju, bardzo cenny zabytek. Pojawiło si...
18/09/2024

Mostowi w Lądku należy się dodatkowy post. Nie tylko dlatego, że to rzadkiego rodzaju, bardzo cenny zabytek. Pojawiło się więcej zdjęć prezentujących stan przeprawy po przejściu fali powodziowej i po opadnięciu wód, co pozwala lepiej ocenić jego stan zachowania. Pojawiają się też liczne materiały i wypowiedzi nt. zabytku – przynoszące nowe (niestety fatalne) informacje odnośnie figury św. Jana Nepomucena, niekiedy zawierające jednak określenia czy oceny, które należy skomentować.

Na wstępie jednak: zachęcam wszystkich czytających, aby rozglądnęli się za zbiórkami pieniężnymi lub miejscami gromadzenia zapasów, które służą potrzebom powodzian, zwłaszcza tym z Lądka i Stronia Śląskiego oraz Trzebieszowic, Ołdrzychowic, Żelazna, Radochowa, Kłodzka i reszty Ziemi Kłodzkiej, szczególnie mocno doświadczonej przez ostatni kataklizm!!!

1) Niestety, figura św. Jana Nepomucena nie została zawczasu zabezpieczona i uległa najpierw obaleniu a następnie zapewne porwaniu przez nurt. Miejmy nadzieję, że zostanie jednak odnaleziona i powróci na swoje miejsce w toku rekonstrukcji mostu.

2) Most Świętojański w Lądku nie jest „gotycki” czy „późnogotycki”. Jest po prostu XVI-wieczny. I tyle. Nie nosi żadnych cech stylowych, więc nie ma sensu mu takich dodawać, a przymiotniki wzięte od nazw – umownych zresztą – formacji stylowych nie są wprost (wbrew przekonaniu wielu) synonimem czasu powstania. Dlatego lepiej mówić „wczesno-/pełno-/późno- średniowieczny”, „wczesno-/późno- nowożytny”, „XII-wieczny”, „XVI-wieczny”, „XVII-wieczny” itd. To zdecydowanie bardziej zgodne z faktami. Nie ma w tym nic niezwykłego. Konstrukcje inżynierskie, jakimi były mosty, miały być funkcjonalne i otrzymywały utylitarny charakter. Sposób ich budowy, zwłaszcza na prowincji, nie zmieniał się w sposób istotny przez setki lat i kamienny most z XV w. może niewiele się różnić od takiego z XVIII czy nawet początku XIX w.

3) Most Świętojański w Lądku nie był w złym stanie, jak mówią niektórzy. Był w stanie przyzwoitym, choć remont czy odświeżenie na pewno by mu się przydały. Konstrukcja przeszła gruntowną odnowę w 1981 r. w oparciu o dokumentację przygotowaną przez PP Przedsiębiorstwo Konserwacji Zabytków (rok wcześniej objęto go dodatkową ochroną zamykając go dla ruchu kołowego): wtedy to wybrano nadsypkę znad przesklepień przęseł i z pach sklepiennych, zaizolowano podniebienia przesklepień, położono na nowo bruk, a lica naprawiono, uzupełniając ubytki wątku i spoiny. To, czego most potrzebował (i potrzebuje na bieżąco) – i co zaznaczono już w poświęconej mu karcie ewidencyjnej zabytku z 1997 r. autorstwa Leszka Budycha – to zabiegi w dużej mierze estetyczne, jak odpowiednie uzupełnianie spoin w licu, uzupełnianie ewentualnych ubytków w nim oraz oczyszczenie z pojawiającej się tu i ówdzie roślinności, a także zadbanie o stan koryta Białej Lądeckiej. Potwierdzeniem zasadniczo dobrego stanu mostu – i wyrazem fachowości oraz talentu XVI-wiecznych budowniczych oraz wysiłku późniejszych konserwatorów – było to, że przetrwał on ostatnią powódź, a zaznaczmy, że katastrofalny charakter fali powodziowej wynikał z zupełnie niespodziewanego zerwania tamy zbiornika w Stroniu (czego nie było w 1997 r.). Silniejszemu zniszczeniu uległo przęsło północne, bo tędy wody Białej Lądeckiej silniej znajdowały sobie przejście (dokonując też chyba obejścia konstrukcji od północy, wokół i nad północnym przyczółkiem przeprawy). Niemniej oba przęsła stoją. To – w całym tym ogromie tragedii – mimo wszystko dobra wiadomość. Wbrew mej początkowej intuicji, najprawdopodobniej nie trzeba teraz owych przęseł podpierać, a jedynie ewentualnie dociążyć czy wzmocnić północny przyczółek, bo to jego stabilność zapewnia siłę ściskającą dla materiału w przesklepieniu północnego przęsła.

To chyba tyle na ten moment. Nie wątpię, że Most Świętojański w Lądku zostanie zrekonstruowany – wiernie, w formie sprzed zniszczenia (bo to zdecydowanie najlepsza opcja), znowu przyciągając turystów i będąc odtąd chyba jeszcze większym symbolem tego urokliwego miasteczka.

Do postu dodałem trochę ilustracji powziętych z internetu, każdorazowo starając się wskazać źródło w odpowiednich opisach. Za wszelkie braki w tym względzie czy pomyłki przepraszam i w razie czego będę wdzięczny za uzupełnienia. Na niektóre z tych materiałów zwróciły moją uwagę inne osoby, którym w tym miejscu dziękuję! Tomasz Sielicki, Paweł Rajski, Bartłomiej Gło.

Jeśli ktoś jest nieco szerzej zainteresowany sprawą czasu budowy mostu, jak i jego formy – poniżej dwa obszerniejsze nieco akapity na te tematy.

CZAS BUDOWY:
Jak głosi XX-wieczna literatura, most powstał w 1565 r., czyli w dobie, w której Lądek zaczął stopniowo zamieniać się z miasta drewnianego w murowane. Zaciekawiło mnie to skąd znamy datę budowy. Przeszukałem więc na szybko znane mi opisy i kroniki dotyczące Ziemi Kłodzkiej, wydane w XVII-XVIII w., ale nie ma tam w ogóle wzmianki o moście – co zresztą chyba po części dowodzi tego, że takie konstrukcje traktowano jako relatywnie częste: dawniej, na kłodzkiej prowincji (poza samym Kłodzkiej) musiało być ich trochę. Milczy na temat budowli pierwszy katalog zabytków Śląska i Ziemi Kłodzkiej, sporządzony w końcu XIX w. przez Hansa Lutscha. Wygląda zatem na to, że rok 1565 trafił do literatury z... samego mostu: jak bowiem głosi informacja w karcie ewidencyjnej zabytku, sporządzonej w 1997 r. przez Leszka Budycha (link do niej w komentarzu), płyta z taką właśnie datą oraz dwiema dalszymi – 1783 i 1822 – odznaczającymi remonty znajdowała się (do niedawna...) w wmontowana w jakimś miejscu w murowaną balustradę. Rok 1565 (brzmiący zresztą jak najbardziej wiarygodnie, gdy chodzi o szczegóły konstrukcji i formy) mógł zatem od początku być gdzieś wykuty na ciosie w strukturze mostu dla upamiętnienia finału jego budowy, co przekazałoby tą informację XVIII-XIX-wiecznym Lądecczaninom. Mógł też po prostu przechować się w lokalnej pamięci i tradycji i zostać utrwalonym w kamieniu po raz pierwszy dopiero w XVIII lub XIX w.

FORMA:
Forma, jaką nadano Mostowi Świętojańskiemu jest prosta i typowa: prostokątny filar stojący w nurcie wzmocniono od strony tzw. górnej wody ostrogą mającą pomagać konstrukcji lepiej odpierać napór wody (ale i porwanych przez nią drzew, kłód czy kry). Przesklepieniom przęseł nadano zarys półkolisty. Nawierzchnię na moście ukształtowano w taki sposób, że wznosiła się ona obustronnie ku jego środkowi, co zapewniało odprowadzanie wód opadowych, ale i pozwalało bardziej podnieść prześwity przesklepień przęseł, niż gdyby trakt miano poprowadzić zupełnie poziomo. Był to zabieg stosowany od starożytności, niezwykle popularny. Warto tu zwrócić uwagę na to, że most nie został wzniesiony wyłącznie z łamanego lokalnego kamienia, ale że do wymurowania szczególnie ważnych konstrukcyjnie jego elementów – narożników przyczółków, filara i jego ostrogi oraz narożnikowych partii przesklepień przęseł – użyto piaskowcowych ciosów.

Za tydzień rozpoczyna się świetne wydarzenie, zwłaszcza z perspektywy badacza architektury i badacza średniowiecza - trz...
16/09/2024

Za tydzień rozpoczyna się świetne wydarzenie, zwłaszcza z perspektywy badacza architektury i badacza średniowiecza - trzydniowa konferencja "Stan i potrzeby badań nad zamkami w Polsce i krajach sąsiednich", mająca charakter międzynarodowy, ale skupiająca przede wszystkim sporą część śmietanki polskich kastellologów. Mam to szczęście, że się zakwalifikowałem do programu i będzie można mnie tam wysłuchać, jak mówię o pewnych wieżach)) [to we wtorek]. Zaistnienie tego przedsięwzięcia to wielka zasługa dr Dominika Nowakowskiego Ośrodek Badań nad Kulturą Późnego Antyku i Wczesnego Średniowiecza IAE PAN oraz dr Artura Boguszewicza i dr Janiny Radziszewskiej z Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Wrocławskiego.
Wrzucam poniżej aktualny program wydarzenia. Jeśli Ktoś może wtedy się zjawić we Wrocławiu na ul. Szewskiej, to gorąco zachęcam.
Pierwsza ilustracja dla atencji)) Następne to już program wydarzenia.

Zajawka i wprawka do nowego tematu. Większy wpis pewnie się zrodzi za kilka dni.
16/09/2024

Zajawka i wprawka do nowego tematu. Większy wpis pewnie się zrodzi za kilka dni.

Znacie te sytuacje, gdy przechodzicie przy jakimś budynku, zwłaszcza wieczorem czy nocą, patrzycie na to, co widać przez...
12/09/2024

Znacie te sytuacje, gdy przechodzicie przy jakimś budynku, zwłaszcza wieczorem czy nocą, patrzycie na to, co widać przez okna i zastanawiacie się jak wyglądają wnętrza, jaki jest rozkład mieszkań i jak się w ogóle mieszka w środku? Od dłuższego czasu miałem tak z „trumną profesorską”, czyli z Domem Profesorów UJ w Krakowie (budowlą, która w mym prywatnym rankingu architektury XX w. w Krakowie zajmowała i zajmuje jedno z czołowych miejsc). Kilka dni temu dzięki życzliwości Pani Agnieszki Fulińskiej Agnieszka Fulińska mogłem wejść nie tylko na klatkę schodową, ale i do jednego z mieszkań. Tym samym mogę odhaczyć moje długotrwałe drobne marzenie do zrealizowania przed czterdziestką. Budynek znajduje się na rogu al. Słowackiego i ul. Łobzowskiej, zajmując działkę, która była dość trudna do zagospodarowania: wspomniane ulice tworzą tu parcelę o zewnętrznych/eksponowanych bokach ustawionych pod kątem ostrym. Obiekt ma konstrukcję żelbetową, w budownictwie mieszkaniowym dopiero wchodzącą do zastosowania w owym czasie, a liczy sześć kondygnacji nadziemnych. Projekt powstał w 1929 r., a realizacja przypadła na lata 1929–1931. Twórcą projektu był (we współpracy z inżynierem Stefanem Żeleńskim) Ludwik Wojtyczko (1874–1950) – postać dość ciekawa, licząca wówczas 55 lat, zatem w pełni dojrzała i mająca za sobą kilka dekad działalności zawodowej i wiele ukończonych realizacji, także prestiżowych. O nim i o jego dziełach wiele nie wiem, więc rozpisywać się tu nie będę. Pozwolę sobie odesłać zainteresowanych do monografii jego twórczości pióra Michała Wiśniewskiego (krakowskiego architekta, badacza architektury i popularyzatora dziedzictwa architektonicznego) p.t. „Ludwik Wojtyczko. Krakowski architekt i konserwator zabytków pierwszej połowy XX wieku” (Kraków 2003). Dla mnie, jako dla osoby z zachodniej Polski, wychowanej na architekturze z niemieckiego kręgu kulturowego, wciąż niedostatecznie dobrze znającej Kraków, całe międzywojenne środowisko architektoniczne Krakowa jest dość niezwykłe i egzotyczne, a Wojtyczko się w to moje postrzeganie rzeczywistości wpisuje. Zdaje mi się być on twórcą dość eklektycznym i stosującym na tamtym etapie swego życia – ok. 1930 r. i później – różne maniery czy stylistyki w zależności od planowanej dla danego obiektu funkcji (co zresztą przez całe dzieje architektury zdarzało się mnóstwu architektom i co uważam za jak najbardziej godne stosowania). Mimo wieku, implikującego z natury rzeczy pewien konserwatyzm i częstą chęć powtarzania wyuczonych za młodu zagrań, Wojtyczko był zdolny do przyswojenia sobie elementów modernizmu oraz ekspresjonizmu, przynajmniej w odniesieniu do architektury mieszkaniowej. Warto przy tym pamiętać, że prawie równocześnie, co „trumnę”, zaprojektował on gmachy Sejmu Śląskiego i Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, prezentujące formy dość tradycyjne, silnie inspirowane klasycyzmem.
Wracając do „trumny” – zdjęcia i plany powiedzą tu więcej, niż mój komentarz. Ja ograniczę się do paru uwag, a nade wszystko do wyrażenia zachwytu i zdumienia kilkoma rozwiązaniami. Po pierwsze – związany z umieszczonym na narożniku wejściem głównym centralny, obejściowy hol z wkomponowaną weń „kolumną”/„filarem” zawierającym szyb windy to rozwiązanie rewelacyjne. Dotrzymuje mu kroku główna klatka schodowa z trójkątną duszą i nakryta zbliżonym w rzucie do trójkąta świetlikiem, generująca ciekawe perspektywy. Po drugie – niezwykłe wrażenie i poczucie malowniczości oraz swego rodzaju labiryntu powoduje dostawienie do głównej klatki schodowej drugiego ciągu komunikacji pionowej od strony dziedzińca, na styku dwóch skrzydeł. Obie klatki stykają się „plecami”, przedzielone ścianą z oknami i przejściami komunikującymi je na pewnych poziomach. Ta druga klatka, pierwotnie przewidziana dla służby i także wyposażona w windę, otwiera się galeriami na dziedziniec, co z jednej strony oferuje ciekawe widoki, a z drugiej urozmaica wygląd skromnych elewacji podwórzowych. Po trzecie – winda. Ośmioboczna, tak jak „filar” w holu, z wejściami/wyjściami usytuowanymi w naprzeciwległych ściankach (wsiadając na wysokim parterze używamy jednych, a wysiadając na poszczególnych kondygnacjach przechodzimy przez te drugie), z wnętrzem o drewnianej okładzinie i lustrach. Podróżowanie nią to przyjemność. Po czwarte – ceramiczne detale elewacji. Bardzo mi się podobają, i widzę w nich – może celową, a może zupełnie przypadkową, wynikającą z uwarunkowań utylitarnych i upodobań estetycznych zupełnie nie inspirowanych historią – pararelę do pewnych detali w architekturze historycznej. Np. słupki członujące pionowe pasy okien w elewacjach od strony ulic operują profilem jednowsklęskowym, identycznym do tego, jaki występował w wielodzielnych oknach w architekturze późnośredniowiecznej. Podobne poczucie mam w odniesieniu do wykuszy nad wejściem głównym, zwłaszcza zaś gdy chodzi o ich podstawy – wspornikowo wysuwające się kręgi. Ich wygląd kojarzy mi się z architekturą wieków XV-XVII na obszarze Europy Środkowej. I po piąte – mieszkania. Na każdej kondygnacji tylko dwa. Są – jak na współczesne warunki i możliwości nabywcze większości społeczeństwa – przepastne. Poza tym wydają się po prostu bardzo wygodne, dobrze oświetlone, z prostymi, ustawnymi przestrzeniami. Ciekaw jestem, czy w przyszłości, ze względu na negatywne zmiany na rynku nieruchomości nie będą wymagały podziałów (a te trudno byłoby przeprowadzić przy strukturze, jaką ma ten budynek) – chyba, że takie podziały już zaistniały w okresie PRL-u. W każdym razie – oby Dom Profesorów nie zamienił się w rodzaj luksusowego apartamentowca, faktycznie niedostępnego dla większości kadry profesorskiej w naszym kraju.

Fotografie z zewnątrz wykonałem w pierwszych dniach wiosny 2016 r. (było wtedy pięknie w Krakowie), fotografie z wnętrza pochodzą z tego roku: robiłem je w warunkach zgoła odmiennych (po zmroku). Jedną fotografię – autorstwa Pana Grzegorza Karkoszki, pokazującą wygląd fragmentu elewacji od strony podwórza – zaczerpnąłem ze znakomitej strony Krakowski Szlak Modernizmu, gdzie Domowi Profesorów poświęcono osobne hasło autorstwa Pani Anety Borowik, do lektury którego to hasła wszystkich zachęcam (link zamieszczam w jednym z komentarzy do postu). Warto też nieodmiennie korzystać z zasobów udostępnionych przez NID na stronie zabytek. pl, gdzie dostępna jest karta ewidencyjna zabytku sporządzona w 1984 r. przez Pawła Pencakowskiego (zawarto w niej reprodukcje rysunków projektowych, zachowanych do dziś w Archiwum Państwowym w Krakowie; część z nich dołączyłem do materiału ilustrującego post; link do podstrony z tą kartą również zamieszczam w komentarzu). Wreszcie jedyną fotografię archiwalną ilustrującą post - zdjęcie z września 1931 r., pokazujące budowany Dom Profesorów w perspektywie ul. Grottgera - zaczerpnąłem ze strony internetowej NAC (tu także dołączam odpowiedni link w komentarzu).

Krótki (jak na mnie...) post o chyba najlepszej rzeczy, która zdarzyła się Kielcom od czasów biskupa Zadzika. Nie, nie o...
06/09/2024

Krótki (jak na mnie...) post o chyba najlepszej rzeczy, która zdarzyła się Kielcom od czasów biskupa Zadzika. Nie, nie o dworcu autobusowym (ciekawym, może nawet pieknym, ale pod pewnymi względami antyfunkcjonalnym, trudnym w użytkowaniu dla pasażera), a o kościele tuż obok – noszącym wezwanie Podwyższenia Krzyża Świętego.
Kielce to miasto otoczone malowniczymi terenami, ale zabudowane dawniej dość podle, a dziś dotknięte ostrą samochodozą. Wymieniony kościół jest w ich centrum jak obcy przybysz z lepszej rzeczywistości: podobne metafory czy skojarzenia dotąd padały raczej w odniesieniu do sąsiedniego dworca autobusowego, ale dla mnie w nie mniejszym stopniu pasują właśnie do tej świątyni. Wczoraj miałem w końcu – chcąc nie chcąc – pierwszą okazję pokręcenia się wokół niej i wykonania ze spokojem kilku ujęć. Do środka – przyznam – nie wchodziłem, ale też to, co mnie najbardziej fascynuje w przypadku tej budowli to jej oddziaływanie urbanistyczne, krajobrazowe: tworzy ona bowiem rewelacyjny akcent w sylwetce miasta. O historii budowlanej rozpisywać się nie będę – znam ją słabo i nie ona jest tu też dla mnie najistotniejsza. Powiem tylko, że była ona dość skomplikowana, obfitowała w zmiany projektu, będąc też kilkukrotnie przerywana z powodu śmierci mecenasów i braków funduszy. Trwała ona zasadniczo od 1904 aż do ok. 1931 r., przedłużając się jeszcze – jesli chodzi o detale zewnętrzne i wykończenie wnętrz – na lata 30-te, a nawet okres tuż powojenny. Projektantem był inżynier Stanisław Szpakowski, natomiast najbardziej chyba charakterystyczny element bryły, czyli hełmy wież (związanych z fasadą, zwróconą w tym wypadku ku północnemu-wschodowi – gdyż kościół jest orientowany nietypowo, na południowy-zachód), zaprojektował znakomity warszawski architekt Stefan Szyller na ostatnim etapie budowy, po tym, gdy w 1926 r. Szpakowski zmarł. Styl czy manierę własną Szyllera wybitnie „czuć” we wspomnianych zwieńczeniach wież. Ich oryginalne kształty stanowią znakomite dopełnienie nieco bardziej standardowo-neogotyckiej reszty budowli zaproponowanej przez Szpakowskiego. Zdaje się jednak, że Szyller konsultował czy ingerował w projekt już wcześniej (jeśli wierzyć pewnej uwadze, na jaką się natknąłem), mogąc wpływać na monumentalizację bryły i sposób opracowania czy detale elewacji (ostateczny kształt obiektu różni się bowiem dość istotnie od pierwotnego projektu Szpakowskiego i chyba też wykracza poza repertuar form stosowanych przez tego – koniec końców – prowincjalnego budowniczego).
Przemiany planowanego kształtu obiektu są szczęśliwie dość dobrze zadokumentowane dzięki rysunkom projektowym, zachowanym w Archiwum Państwowym w Kielcach, w zespole akt dawnej Guberni Kieleckiej, a reprodukowanym w dobrze opracowanej karcie ewidencyjnej zabytku, opublikowanej na niezwykle pomocnej stronie zabytek.pl (korzystanie z której serdecznie wszystkim polecam). Reprodukcje kilku tych rysunków zaczerpnąłem z tejże karty i dodałem do zdjęć w poście.

Adres

Leszno

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Omc architekt umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Omc architekt:

Skróty

Udostępnij