Hanna Sobkowska Synchronia

Hanna Sobkowska Synchronia pracownia rozwoju osobistego: www.synchronia.pl Witaj! Nazywam się Hanna Sobkowska a Synchronia jest pracownią rozwoju, którą stworzyłam. Dlaczego?

Jestem trenerem i coachem, jednak wolę przedstawić się Tobie jako przyjaciel autentyczności: Twojej, własnej, każdego. Towarzyszę ludziom w odkrywaniu Ich prawdziwego powodu do życia, by mogli odnaleźć/przypomnieć sobie sens i oddychać pełną piersią, nie udając kogoś, kim nie są. Bo życiowe doświadczenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie warto tracić czasu na sprawy, które są bez znaczenia, g

dyż może go zabraknąć na to, co naprawdę dla nas istotne...
Kiedy zaprzyjaźniasz się z autentyczną częścią siebie, czujsz wolność. Nabierasz zaufania, że to co wnosisz do świata jest ważne i myślisz o sobie z miłością w każdej sytuacji, którą przynosi życie. Wówczas tą właśnie energię oddajesz innym: rodzinie, przyjaciołom i przypadkowo spotkanym ludziom. Jeśli chcesz uczestniczyć ze mną w przygodzie z autentycznością, proponuję Ci 3 drogi:
- warsztaty twórcze (pasja): http://hannasobkowska.pl/oferta/warsztat/
- coaching (zmiana): http://hannasobkowska.pl/oferta/coaching/
- grupy rozwojowe (świadomość i empatia): http://hannasobkowska.pl/oferta/grupa-rozwojowa/
Więcej o działalności mojej i Synchronii, o moich pasjach i wartościach dowiesz się tu: http://hannasobkowska.pl/o-mnie/
Z radością poznam Cię osobiście. Zapraszam do Synchronii!

Kiedyś w chwili zwątpienia mego w osobę własną usłyszałam od Bratniej Duszy: „nie widzisz, ile wnosisz. A wnosisz cały c...
22/05/2026

Kiedyś w chwili zwątpienia mego w osobę własną usłyszałam od Bratniej Duszy: „nie widzisz, ile wnosisz. A wnosisz cały czas. I nawet nie myślisz o tym, w jakich obszarach, bo ty robisz to naturalnie. Zobacz, ile Ludzi dzięki Tobie zaczęło jeść „inne” grzyby!”. 😍

No i rzeczywiście! Dzisiejszy sms o świcie od Pracownia iskry jest jednym z moich codziennych szczęść i poczuć sensu. Te małe szczęścia i poczucia sensu świętuję coraz bardziej. Im jestem starsza, tym bardziej wzrusza mnie fakt, że cząstki moich inspiracji gdzieś tam w świecie komuś też przynoszą chwile takich małych szczęść. ❤️

A jeśli chodzi o sedno sprawy - czyli żółciaka siarkowego, sezon w pełni! Może i Ty, jak Justynka, znajdziesz swojego… Ja mojego przerobiłam na kilka sposobów i tym razem postawiłam na pasztet. Zrobiłam go intuicyjnie, ale wyszedł tak pyszny, że spisałam, co mniej więcej ukręciłam. Dzielę sie, na wypadek znalezienia przez Ciebie żółtego typa gdzieś na trasie. 😁😋

Pasztet z żółciaka siarkowego

Składniki

* ok. 500 g żółciaka siarkowego
* 2 cebule
* 4 ząbki czosnku
* 1 duża marchewka lub 4 małe młode marchewki
* 1 średnia pietruszka
* 2 surowe jajka
* 2 jajka ugotowane na twardo
* 2 łyżki sosu sojowego
* pół kieliszka małego brandy
* 2 liście laurowe
* szczypta wędzonej papryki
* odrobina tymianku
* odrobina majeranku
* sól i pieprz do smaku
* olej do smażenia
* bułka tarta

Przygotowanie

1. Cebulę pokroić i podsmażyć na oleju, z 2 liśćmi laurowym, szczyptą wędzonej papryki, ćwierć łyżeczki tymianku i pół majeranku, jak się zeszkli, dodać pół kieliszka brendy, pozwolić jej lekko odparować i potem dodać posiekany czosnek
2. Marchewkę i pietruszkę zetrzeć na drobnych oczkach lub rozdrobnić w Thermomixie. Dodać do cebuli z czosnkiem i przyprawami poddusić, żeby trochę zmiękło. Wyjąć liście laurowe.
3. Żółciaka zmielić jak mięso a nawet mocniej (np w thermomixie)
4. Dodać do żółciaka podsmażone warzywa i zmielić lub zblendować na gładką, pasztetową masę wszystko.
5. Doprawić solą, pieprzem i niewielką ilością sosu sojowego.
6. Dodać 2 surowe jajka oraz 2 ugotowane jajka pokrojone drobniej lub rozgniecione oraz trochę bułki tartej - żeby konsystencja była niezbyt lejąca, stabilna. Wszystko dokładnie wymieszać.
7. Masę przełożyć do foremki wyłożonej papierem.
8. Piec w 180 na termoobiegu około 1,5 godziny, aż pasztet będzie dobrze ścięty i lekko zrumieniony z wierzchu.
9. Po wyjęciu z piekarnika zdjąć papier i pozwolić odparować „temu pasztetu”. 🙂

Dzisiaj intensywny dzień pracy z Kasią i Robertem nad linią świec, które spełnią potrzeby zarówno tych przesympatycznych...
18/05/2026

Dzisiaj intensywny dzień pracy z Kasią i Robertem nad linią świec, które spełnią potrzeby zarówno tych przesympatycznych Ludzi jak i Ich klientów.

Wybór konkretnych materiałów do produkcji nie jest taki oczywisty, jakby wynikało to z internetowej, informacyjnej świecopapki, co wodę z niejednego mózgu zrobić potrafi. 🙈
Moi Kursanci nie złapali się na nią, na szczęście, chcieli zgłębić temat dokładniej.

Gdy stajemy w prawdzie - czytaj: zaczynamy rzetelnie testować nasze wytwory, ze zdumieniem możemy stwierdzić, że świeca z parafiny może mieć tak czyste spalanie jak wosk naturalny, a wosk naturalny nie zawsze jest dobrym wyborem, gdy wchodzimy np. w produkcję masową, która wymaga większej stabilności niż świece z małych pracowni dla indywidualnych klientów.

To megaważne, żeby dokonywać świadomych wyborów a wybór jest świadomy, jeśli masz wszystkie dane, by go dokonać.

Obalanie mitów świecarskich to moja misja od 16 lat. Jeśli więc wydałaś/wydałeś już sporo na kursy internetowe i wciąż czujesz, że jesteś w podobnym miejscu - zapraszam. Warsztat indywidualny ze mną pomoże Ci osiągać dobrą jakość dla Twoich świecarskich produktów, a Tobie da pewność, że nie puszczasz w świat „knota”. 🙂

17/05/2026

Idealny! A żeby był idealny, trzeba znaleźć go i zerwać, gdy jest w idealnej fazie. 😁 Tylko wtedy smakuje jak kurczak, a nie jak tektura lub galareta. Dziś miałam szczęście. Pojechałam obczaić stare stanowisko, a znalazłam nowe! 😍 Jest już obrany i obgotowany, bo tak należy przygotować wstępnie żółciaka siarkowego do dalszych działań. Co potem? Część zmielę jak mięso i zrobię kotlety mielone z żółciaka (pyyycha! 😋) a część w ja****ko, bułkę tartą i na patelnię. Smakuje zupełnie jak nuggetsy z piersi kurczaka. Czy zjemy taką ilość? Oczywiście! To zapas na parę miesięcy. Żółciaka po przegotowaniu mrożę i potem wykorzystuję, kiedy tylko przyjdzie mi ochota na smak kurczaka. ☺️

Przyznaję, czasem miewam szalone pomysły. 🤪 Jak np. ten ostatni - żeby „za pięć dwunasta” zaproponować Uczestniczkom zmi...
11/05/2026

Przyznaję, czasem miewam szalone pomysły. 🤪 Jak np. ten ostatni - żeby „za pięć dwunasta” zaproponować Uczestniczkom zmianę miejsca warsztatów perfumiarskich. 😁

I… To były dwa niewiarygodne dni! Tak… dwa, bo po prostu nie mogłyśmy przestać.😁👃

Takie warsztaty bardzo szybko przestają być „tylko robieniem perfum”. To podróż w głąb siebie, własnych zmysłów, upodobań. To dotykanie tego co fascynuje, drażni, nęci, by w końcu powstało coś, co nie jest podobne do czegokolwiek, co możesz wymyślić głową. Bo to w końcu opowieść serca, tworzona indywidualnie, bez uproszczeń i „gotowców”, w spokojnym tempie, z uważnością i fascynacją…

I chyba właśnie to kocham w tych spotkaniach najbardziej — moment, w którym nauka zaczyna mieszać się z emocjami, chemia z intuicją, a Uczestnicy odkrywają, że perfumy mogą stać się językiem opowiadania o sobie.

Jestem szczęśliwa, że mogę służyć swoim doświadczeniem w tej drodze i rozpalać w Was coś więcej niż radość ze zrobienia swoich perfum - tą ekscytację na myśl o kontynuacji przygody. 😍
Gratuluję, Dziewczyny, tego, co się rozpoczyna. Dziękuję Wam za iście magiczny weekend! 🙏🪄Zapach Waszych Esencji zostaje w moim sercu. ❤️
——————
Chcesz tego doświadczyć? Warsztaty „Esencja Ciebie” wracają już wkrótce (w Synchronii), link w komentarzu.

Postanowiłam napisać, choć wiem, że nie wszystkim będzie wygodnie to czytać...Piszę to dla siebie — żeby nie zostać w be...
24/04/2026

Postanowiłam napisać, choć wiem, że nie wszystkim będzie wygodnie to czytać...

Piszę to dla siebie — żeby nie zostać w bezradności i traumie. Ale piszę też po to, żeby to WYBRZMIAŁO. Bo jeśli tego nie powiemy głośno, to nic się nie zmieni.

Przedwczoraj, na tej rurce, czułam się bardzo szczęśliwa w swoim ciele. Wczoraj - coś się odmieniło… To miał być prosty zabieg ginekologiczny. Jednodniowy pobyt w szpitalu.

Wyszłam z niego z doświadczeniem, które nosi w sobie przemoc. Nie seksualną a systemową. Ludzką. Ból fizyczny był ogromny. Ale to nie on zostawił najgłębszy ślad. To, co poraniło mnie naprawdę, to decyzje i działania ludzi… A co boli jeszcze bardziej - głównie kobiet.

Zaczęło się standardowo. Plastikowe krzesła na izbie przyjęć. Czekanie. Plastikowe krzesła na oddziale. Czekanie. Mgliste informacje.

Potem dziwnie… Kobieta goła od pasa w dół przemierzająca przestrzenie gabinetu pełnego ludzi, 8 osób debatujących o jej ciele, o możliwych rozwiązaniach. Nie z nią. Obok niej. Jakby jej tam nie było.

Decyzja zapada beze mnie: „to będzie dla pani lepsze”, „tylko trochę nieprzyjemne”.

Miałam wątpliwość, bo ufam mojemu Lekarzowi prowadzącemu, który właśnie dlatego nie zrobił mi zabiegu w gabinecie, tylko odesłał do szpitala: zabieg miał być w ogólnym. 10 min, szybko, bezboleśnie. Ostatecznie w chaosie zaufałam systemowi. Nie zawalczyłam o siebie…

Znów plastikowe krzesełka. Spytałam młodych pielęgniarek, czy mogę usunąć wenflon, skoro nie w ogólnym. Bezradnie rozłożyły ręce.

Jakiś czas później słyszę: „zaprowadzimy Panią, żeby mogła się przebrać”. Te same 2 młode dziewczyny. Pytam, „czy to oznacza rychły zabieg?”, bezradnie wzruszają ramionami i cisza. Co to jest… myślę sobie… strach? Nieśmiałość? Brak informacji?Dlaczego chowają się „do skorupek”, gdy tylko otwieram usta…

Nie było miejsca. Żadnej wolnej sali. Starsza Pani Pielęgniarka przepraszając, wskazała toaletę na korytarzu. Rozumiałam tą niemoc, żal mi się Jej zrobiło. O! Jest miejsce! Kozetka w zabiegowym. Z kotarką. Przez chwilę - jak w sklepie z ciuchami.

Poproszono mnie o oddanie rzeczy pod klucz. Wreszcie zabieg.

Sala jak na filmach, pani (anestezjolog?) z chusteczką kolorową na głowie - jak na filmach. Młody lekarz, lekarka i jeszcze parę osób, studentów - jak na filmach. Gdy pasami przypinali mi nogi do fotela, a potem usłyszałam: „jak tam Pani Hanno? Nie ma już Pani wyboru” - poczułam niepokój, nadchodzącą rzeczywistość.

Rozkminy lekarzy o narzędziach jakich użyją i w jaki sposób…. Potem ten przeraźliwy ból w najwrażliwszym miejscu. Mój krzyk. I pomimo kilku osób w sali - całkowita samotność, bezradność. Nie wiedziałam, co się dzieje. Próbowałam zapanować nad oddechem. Brak sił, by pytać. Tylko ciało, które cierpi i poczucie… że przestaję być człowiekiem.

…A samotny wenflon w żyle, gotowy na podanie leku przeciwbólowego - całkowicie niewidzialny. Uznany za niepotrzebny? Fakt, pasy skutecznie krępowały mi nogi.

Koniec. Zwlekając się z fotela przez łzy wydusiłam z siebie, że tak nie powinno być. Że powinni mi powiedzieć wcześniej, że ból może być tak silny. Że „nieprzyjemne” i „bolesne nie do wytrzymania” to przecież nie to samo…

Dygresja: w karcie praw pacjenta szpitala jest napisane: „pacjent ma prawo do leczenia bólu…”

Znów 2 ciche dziewczyny, plastikowe krzesełka. Po drodze Pani Pielęgniarka podała chusteczkę i zaproponowała lek przeciwbólowy do wenflonu. Teraz… Dobre i teraz… Dostałam po pól godzinie, lekarz musiał wystawić zlecenie. Procedura nie widzi cierpienia w czasie rzeczywistym.

Jedna z bliskich Osób napisała do mnie:
„Doświadczenie takiego złego dotyku w bezradności jest najgorsze”.

To dokładnie był: „zły dotyk”. Dotyk, który nie ma w sobie uważności, obecności. To nie było „trudne doświadczenie”. To było doświadczenie przemocy. Przemocy, jaka wydarza się w systemie, który ma leczyć… A lecząc ciało naruszył najwrażliwszą przestrzeń, choć nie seksualnie. Ludzko. Najtrudniejsze, że to nie wynika z braku wiedzy czy możliwości. Wszystko było dostępne: narzędzia, leki, kompetencje. Zabrakło czegoś podstawowego: czasu, kontaktu, zrozumienia, uznania faktu, że pacjent ma prawo znać możliwości i ich konsekwencje, a wtedy decydować, na co się zgadza.

Zobaczyłam, że żyję w innym świecie i zetknięcie się z czymś tak odmiennym łamie mi serce. W Stowarzyszenie Kolory hospicjum domowe stworzyliśmy to, czego brakuje w tamtym systemie: szacunek dla całości człowieka, dla niesienia ulgi i poszanowania godności w sferze tak samo fizycznej jak i psychicznej. Człowiek nie jest przypadkiem medycznym. Za jego reakcjami stoją różne doświadczenia, czasem ogromnie trudne. Empatia to nieodłączna część zawodu lekarzy i pielęgniarek. Gdy znika z systemu - człowiek staje się narządem.

I może właśnie dlatego tak bardzo czuję się potrzaskana…

Jeśli kiedykolwiek będziesz w podobnej sytuacji — proszę, pamiętaj o sobie. Pytaj. Zatrzymuj. Nie zgadzaj się na „trochę nieprzyjemne” pod presją czasu czy liczby „autorytetów”, jeśli czujesz, że może być inaczej. Twoje ciało to nie procedura. Twoje doświadczenie ma znaczenie. Nikt oprócz Ciebie nie wie, co przeżyło wcześniej Twoje ciało.

A jeśli jesteś lekarzem czy pielęgniarką nie stój po drugiej stronie. Nie lubię używać tego słowa, ale teraz jest konieczne: MUSISZ zdawać sobie sprawę, że masz w rękach coś więcej niż narzędzia i wiedzę. Masz wpływ na to, czy ktoś wyjdzie z zabiegu tylko z bólem ciała… Czy z traumą, która zostaje na długo.

PS. Największą empatię wczoraj oprócz jednej Pani Pielęgniarki, wykazała Pani ze stanowiska nr 3, która odbierała numerek i wklepywała mnie w system…
Dobrze byłoby mieć Ją wczoraj obok… na plastikowych krzesełkach w szpitalu na Polnej.

09/04/2026

Halo, jest tu ktoś, kto śledzi moje grzybowe zajawki? 😁 Właśnie jestem w warmińskiej części mojego życia i cóż mnie dziś spotkało! Szłam po chaszczach i zaatakowała mnie czarka austriacka… a może szkarłatna 🤔… Nieistotne. Jedna jedyna wyszła naprzeciw mojej ciekawości. 😍

Wiesz co robię?Oddaję się najpiękniejszej rzeczy na świecie: pogłębianiu nauki i doświadczania tego, co mnie fascynuje. ...
02/04/2026

Wiesz co robię?
Oddaję się najpiękniejszej rzeczy na świecie: pogłębianiu nauki i doświadczania tego, co mnie fascynuje. 😁 Lubię zgłębiać samodzielnie, doświadczać i uczyć się we własnym tempie, nieustannie potwierdzać empirycznie to, co wiem i odkrywać nowe.

Ale od początku.

Pamiętasz – zawsze powtarzam (z pozycji „świecowego eksperta”), że w mojej opinii świeca jest od tego, żeby świecić. Zapach w świecy to dla mnie niepotrzebny dodatek i nie cel sam w sobie. Wiem, funkcjonuję poza ogólnym trendem. 🤪 Szczerze nie lubię świec zapachowych. Syntetyczne zapachy świec trącą mi chemią, a przejście przez dział ze świecami w firmie na „I” przysparza mnie o mdłości. 🤢

Z kolei świece naturalne z dodatkiem olejków eterycznych…
Tu sprawa jest bardziej subtelna. Olejki w wosku mają ograniczoną projekcję – nie są w stanie zbudować pełnego, wielowymiarowego doświadczenia zapachowego, jakie znamy z perfum. Dlatego w świecach mojej marki dodaję ich maksymalnie ok. 1% – bardziej po to, żeby dać delikatny, przyjemny niuans przy rozpakowywaniu niż żeby „perfumować” przestrzeń.

Najbliższe są mi świece bezzapachowe.
Bo nie lubię zapachowych kompromisów.

Zapachów szukam gdzie indziej:
w lesie, nad jeziorem, na łące, na plaży… na skórze bliskich mi istot.
A potem – u dostawców olejków eterycznych, absolutów i molekuł.

Bo dzięki nim mogę z tych inspiracji stworzyć nie tylko „ładny zapach”, ale wrażenie.
Doświadczenie chwili, które czasem eksploduje i tańczy w powietrzu, a czasem jest tajemnicze i rozwija się powoli, dotyka zmysłów warstwa po warstwie.

Od dłuższego czasu tworzę własne perfumy, bo drogeryjne nie „zaczepiają” mnie a niszowe, które uwodzą - często powalają ceną. Przekonałam się już dawno temu, że zabawa w tworzenie perfum skutkuje powstaniem tego, co odczuwam jako swój podpis. Pasuje mi to, więc wolę wydać pieniądze na półprodukty niż gotowe perfumy i tworzyć, poznawać, doznawać, cieszyć się efektem. Dlatego uczę też innych, jak robić to intuicyjnie i prosto, nawet bez dużej wiedzy.

Do tej pory skupiałam się (także na warsztatach) głównie na perfumach naturalnych.
I nadal uważam, że potrafią być charakterne.

Ale jeśli chcę np. zatrzymać świeżość cytrusów na dłużej niż chwilę – tak, żeby po czasie nie skręcały w „skisłą cytrynkę” – potrzebuję czegoś więcej.

I tu pojawiają się „agenci do zadań specjalnych”.

Wchodzę coraz głębiej w świat molekuł syntetycznych, aldehydów, iononów.
Nie wszystkie mają dawać zapach. Często ich rolą jest coś znacznie subtelniejszego:

– łączenie nut
– tworzenie przestrzeni w zapachu
– odsuwanie go od skóry albo przybliżanie
– dodawanie „powietrza”, „światła”, „słoności”
– nadawanie tej trudnej do uchwycenia jakości, którą odbieramy jako luksus - ten „subtelny urok burżuazji”.☺️

Swobodnie poruszam się w świecie olejków eterycznych i absolutów.
A teraz codziennie doskonalę język, który jest dużo mniej oczywisty.

Bo łatwo jest powiedzieć: „to pachnie fiołkiem” albo „to cytrus”.
Dużo trudniej uchwycić coś, co bardziej zmienia przestrzeń zapachu niż jego nutę.

Weźmy ambroxan.
Dla wielu osób, również dla mnie w rozcieńczeniu jest ledwo uchwytny, a jednak potrafi całkowicie zmienić odbiór kompozycji – dodać jej głębi, trwałości i tej specyficznej „aury”.

I to mnie obecnie pochłania:
nie nuty zapachowe, ale funkcje.

A jeszcze bardziej – to, że w tworzeniu zapachu naprawdę trudno coś „spieprzyć”.
Bo jeśli wiesz, jak zdjąć z niego duszność, jak wyprostować kwaśność albo: jak „odkleić” go od skóry, odkrywasz ze zdumieniem, że zawsze możesz coś z nim zrobić.

To jest ogrom możliwości! 😍 Tak fascynujących!

I mega przyjemność łączenia natury z tym, co powstało w laboratorium – z ludzkiej ciekawości, wyobraźni i doświadczenia.

Mam nadzieję, że na majowych warsztatach uda mi się przekazać Ci tego bakcyla.

Bakcyla tworzenia wrażeń. Ich czytania, odczuwania… i otaczania się nimi dokładnie wtedy, kiedy chcesz.

31/03/2026

No i zapomniałam dodać🙈, że jeszcze podlałam to odrobiną białego winka na tej patelni ☺️ i że takie młode pędy chmielu i zresztą nie tylko one, fajnie się zjada z talerzyków ❤️

29/03/2026

Las jest najpiękniejszy wcześnie rano i w deszczu. Deszcz sprawia, że przez wszystko sączy się życie w sposób tak głośny, że słychać oddech każdego źdźbła trawy i „pierdnięcie” każdego robaczka. Ptaki uwielbiają wiosenny deszcz… Słyszysz, jak bardzo?
Wybraliśmy się na poszukiwanie czarek austriackich, a znaleźliśmy uszaki bzowe, pędy chmielu i uzupełniliśmy zapasy dzikiego szczypiorku. No i przede wszystkim współodczuliśmy tętniące życie lasu w deszczu… Ach! ❤️🍃

Sezon destylacyjny czas zacząć! Dziś od rana sączy się hydrolat z czeremchy… Jesteś ciekawa, jak pachnie?
29/03/2026

Sezon destylacyjny czas zacząć! Dziś od rana sączy się hydrolat z czeremchy… Jesteś ciekawa, jak pachnie?

Adres

Klonowicza 14/5
Leszno
64-100

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 18:00
Wtorek 09:00 - 18:00
Środa 09:00 - 18:00
Czwartek 09:00 - 18:00
Piątek 09:00 - 18:00

Telefon

+48669890271

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Hanna Sobkowska Synchronia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Hanna Sobkowska Synchronia:

Skróty

Udostępnij

Kategoria