30/03/2026
Część z Was doskonale wie, że poza tym, że uwielbiam uczyć, być z Wami i towarzyszyć Wam na tej ścieżce jogowej (i nie tylko) to równie mocno lubię być po drugiej stronie — po stronie ucznia. Nieustannie się uczę i szkolę. Nie było chyba roku (a na pewno nie przypominam sobie takiego), w którym nie zrobiłabym choć jednego kursu czy szkolenia — zazwyczaj jest ich kilka.
Zdarzyła mi się jednak jedna wyjątkowa sytuacja. Zapisałam się na kurs, którego… nie byłam w stanie przejść... 🙈
To był kurs online. Za każdym razem, kiedy łączyłam się z grupą i z prowadzącą — cudowną Gosią Kobus z Anatomia Jogi — po prostu zasypiałam.
I dopiero dziś do mnie dotarło, że przez wiele lat — w okresie nastoletnim, później na studiach i we wczesnej dorosłości — kiedy byłam przeciążona, kiedy działo się za dużo i czułam, że nie dam rady… uciekałam w sen.😴
Dokładnie to samo wydarzyło się w tamtym roku, kiedy po raz pierwszy podeszłam do Akademii Psychosomatyki. Każde czwartkowe spotkanie wyglądało tak samo — włączałam komputer i po kilku, kilkunastu minutach zasypiałam. Nie byłam w stanie przejść tego kursu.
W tym roku pojawiła się kolejna edycja. Postanowiłam spróbować jeszcze raz — z nową energią. I… znów nie mogłam się za to zabrać. Tym razem było to o tyle "trudniejsze", że zajęcia odbywają się na żywo wtedy, kiedy ja prowadzę swoje własne, więc wymagło to ode mnie regularnego odtwarzania nagrań.
Mimo że w tym tygodniu będzie już chyba czwarte spotkanie, ja dopiero dziś podeszłam do pierwszego...
I powiem Wam szczerze — choć długo pracuję z ciałem — okazuje się, że w przestrzeni tego kursu naprawdę dużo się dzieje (czyt. magia). ✨️✨️✨️ Chyba zaczynam rozumieć, dlaczego tak bardzo odsuwałam go od siebie. Pierwsze spotkanie, dotyczące lęku, pięknie mi pokazało, ile jeszcze jest do zobaczenia i przepracowania.
Ale to jest właśnie w tym wszystkim najpiękniejsze — kiedy spotykamy się z tym, czego się boimy, kiedy naprawdę się temu przyglądamy, to zaczyna stawać się mniejsze. Mniej straszne.
☺️ Trzymajcie za mnie kciuki — choć ja już wiem, że ten kurs przerobię - nie „na szybko”, nie powierzchownie, tylko naprawdę — w swoim tempie. Z zatrzymaniem, przetworzeniem, czasem na poukładanie.
I na pewno podzielę się tym z Wami, kiedy przyjdzie na to... czas.
No i jeszcze moja kotka Desdemona vel Daisy (patrz.foto)... w magiczny sposób pojawiła się NA stole, gdy tylko włączyłam nagranie. A podczas końcowej savasany ułożyła się przy moich nogach — co w jej przypadku wcale nie jest takie oczywiste. To raczej kotka „na dystans”, a nie typowy nakolankowy przytulak 🐾. Jak pieknie działa ta joga psychosomatyczna! 🫶