19/02/2026
Słuchajcie, muszę to z siebie wyrzucić, bo serce mi pęka, jak odbieram kolejne telefony. Mój telefon ostatnio urywa się od głosów zatroskanych rodziców dzieciaków z klas 1-3. I wiecie, o co proszą? O korepetycje! Dla siedmio- i ośmiolatków! Bo dziecko słabo napisało „śródroczną diagnozę”, bo za tydzień jest poprawa kartkówki, bo w pierwszej klasie robią sprawdziany ze znajomości liter pisanych... No przecież to jest jakieś czyste szaleństwo, które nie ma nic wspólnego z prawdziwą nauką.
Patrzę na to i widzę potworną stratę czasu. Zamiast pozwolić dzieciom chłonąć świat, doświadczać matematyki i po prostu się uczyć, wybijamy je z tego procesu, sadzamy w ławkach i każemy wypełniać tabelki. Spotykam się czasem z takim maluchem na zajęciach – dzieciak świetnie rozumie matematykę, ma genialne myślenie logiczne, ale po prostu wolniej czyta. Dostaje test na dwie strony A4 i oczywiście, że napisze go słabo. Czy to znaczy, że nie umie matematyki? Nie! To znaczy, że narzędzie jest do niczego. Albo dziecko z zaburzeniami koncentracji, które musi pisać „diagnozę” przez trzy godziny lekcyjne... Przecież to jest tortura, a nie sprawdzanie wiedzy.
Moje własne dzieci uczyły się w edukacji domowej. Nigdy nie pisały kartkówek „na ocenę”, nie żyły w stresie przed testem. I wiecie co? Każdy egzamin końcoworoczny zdawały wyśmienicie, grubo ponad podstawę programową. Bo nauka to proces, w którym trzeba dziecku towarzyszyć, a nie go nieustannie rozliczać. Czy to, że ktoś w pierwszej klasie dostanie 3 z literek, naprawdę sprawi, że w czwartej klasie będzie pisać gorzej od „szóstkowicza”? No nie! Jeśli zostawimy to naturalnemu procesowi i po prostu będziemy przy dziecku, efekt i tak będzie świetny.
Jasne, matura to test i do testów trzeba kiedyś usiąść. Ale na to jest czas w klasie maturalnej – wtedy wystarczy ostro wziąć się za zadania i poznać te wszystkie egzaminacyjne pułapki. Skorzystać ze wsparcia nauczyciela, korepetytora i liczyć, liczyć, liczyc. Ale w nauczaniu początkowym? Dlaczego tak bardzo kochamy te oceny i porównywanie dzieci?
Cieszę się ogromnie, że pracuję w miejscu, gdzie rozumie się potrzeby dzieciaków. Gdzie rodzice proszą mnie o informację zwrotną, o rozmowę o postępach, a nie o stopień w dzienniku. I wiecie co jest w tym najlepsze? Moi uczniowie wcale się nie lenią. One pracują na najwyższych obrotach, na miarę swoich możliwości.
Dajmy dzieciom po prostu się uczyć. Towarzyszmy im, zamiast ciągle kontrolować.
A zajęcia z matematyki dla dzieci, powinny być rozwijające, ciekawe i budujące,.tak, aby dziecko czerpało z nich radość i zaspokoiło ciekawość - to nie może być uczenie do poprawy sprawdzianu!!!