03/08/2025
Hej, dzień dobry, ahoj!
Jeśli to czytasz - pewnie mnie znasz. Nie jestem fanem reklam. Nie lubię krzyczeć, nie lubię wciskać, nie lubię wrzucać postów w stylu "zapisz się teraz, ostatnie miejsca!". Ale ten pomysł... po prostu domaga się kilku słów. Bo ktoś kiedyś zapytał mnie: "A gdyby tak spotkać się po prostu przy pizzy i piwie, pogadać po angielsku bez stresu, bez zadań, bez tej całej lekcyjnej otoczki - po ludzku?". I ten pomysł nie odpuścił. Chodził za mną długo, aż w końcu postanowiłem - zróbmy to. Raz w miesiącu, w małym gronie, z neapolitańską pizzą z mojego pieca (serio: prawdziwa napoletana, wypiekana na biscotto, z 48-godzinnym garowaniem, mięciutkim środkiem i nieprzyzwoicie wysokim canotto). Bez kompromisów, z szacunkiem dla tradycji - zgodnie z AVPN, ale z osobistym twistem. No i z angielskim - takim, jaki naprawdę przydaje się w życiu. Nie z podręcznika.
Nie będzie to kurs. Nie będzie opłat, testów, list obecności. Będzie za to stół, ogród, kilka piw (przynieś, co lubisz), trochę śmiechu i trochę językowego chaosu, który - jeśli mu pozwolisz - może zrobić dla Ciebie więcej niż niejedna lekcja. Będziemy gadać o czymkolwiek: o podróżach, filmach, najgorszych randkach, życiu i tym, jak to jest, że po tylu latach nauki wciąż trudno powiedzieć jedno zdanie bez zawahania. I właśnie w tym zawahaniu będzie nasza siła - bo języka nie uczysz się, kiedy wszystko idzie gładko. Uczysz się, kiedy gubisz słowo, a ktoś Ci je poda z uśmiechem.
Jeśli masz ochotę, napisz do mnie. Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale wiem, że chcę to zrobić. Dla siebie, dla innych, dla tej idei, że nauka języka może być przyjemnością, nie obowiązkiem. A pizza? Pizza po prostu będzie dobra. Z brzegiem jak ponton i duszą jak wieczór w Neapolu.
Wpadniesz?