23/02/2026
Hej Kochani!
Dziś Światowy Dzień Walki z Depresją, więc chciałbym i ja dołożyć swoją cegiełkę.
Dla mnie depresja to nie było "jestem nieszczęśliwy" czy "jestem smutny", a nawet jeśli było to bardzo dawno temu, na początku. Ten czas z depresją, który pamiętam, to czas, w którym wykonanie nawet najprostszych czynności, wydawało się być jak wejście na Mount Everest. Samo istnienie było wystarczająco parszywie męczące. Gdyby nie wsparcie Mojej Żony, pojawienie się Kaniutków, pewnie dalej trwałbym w takim zawieszeniu i nie poszedł na terapię.
Terapia to były arcytrudne prawie 3 lata. Znalezienie przyczyn obecnego stanu nie jest przyjemne, nie jest ładne i z całą pewnością przyznaję, że nie było łatwo powiedzieć o wielu rzeczach, które złożyły się na mój wieloletni związek z depresją. Dziś stwierdzam, że było warto! Nie ma poniżenia w przyznaniu się do tego, że sobie nie radzisz i potrzebujesz pomocy. Warto pamiętać, że psycholog i psychiatra to raczej przewodnicy i towarzysze w drodze, a nie czarodzieje, który w mig sprawią, że "będzie Ci dobrze". To tak nie działa. Musisz najpierw przerąbać sobie własną drogę, przez gęsty las g..na, które latami się gromadziło. Tak przynajmniej było u mnie.
Kolejna rzecz, która mi pomogła to...ESKAPIZM. Literatura fantasy i gry komputerowe są dla mnie ważnym medium, w którym mogę sobie pobyć rycerzem, smokiem, ba, mogę nawet zostać Geraltem z Rivii na parę godzin. :) Ten eskapizm pozwalał mi przez wiele lat na kanalizowanie złych emocji w bezpieczny sposób, ale też z uwagi na to, że moją pierwszą w życiu książką były "Mity Greków i Rzymian" Wandy Markowskiej, pozwolił mi na budowanie systemu wartości opartego na antycznej filozofii greckiej, na długo zanim wylądowałem na studiach filozoficznych. Stabilny system moralny i eskapizm dały mi możliwość utrzymania przynajmniej swojego rdzenia w nienaruszonym stanie. Oczywiście ewolucja wraz z wiekiem, doświadczeniem i nabywaną wiedzą delikatnie zmieniała ten rdzeń, ale nigdy na tyle, by stał się czymś diametralnie innym, niż był na początku.
Tak więc...chyba czytanie i granie, w połączeniu z wieloletnią relacją z Moją Żoną, a później bycie Tatą, uratowało mnie i to nie tylko przed depresją i czynnikami zewnętrznymi, ale przede wszystkim, uratowało mnie przede mną samym. Bo jak tu się wstydzić pójścia na terapię, jak taki Aragorn mógł płakać?