KYMA KYMA poza wydawaniem książek dla żeglarzy organizuje także rejsy morskie, kursy i szkolenia żeglarski Żeglarstwo morskie jest wielką pasją mojego życia.

Nienatarczywie staram się nią zainteresować innych. Od lat swoją wiedzę i doświadczenie przekazuje załogom, kursantom, a ostatnio także czytelnikom. Publikuję regularnie w Jachtingu, Zeszytach Żeglarskich, Subiektywnym Serwisie Internetowym Jerzego Kulińskiego. Prowadzę kursy od stopnia żeglarza jachtowego po jachtowego sternika morskiego i kapitana, zarówno teoretyczne jak i praktyczne.

Morskie opowieści kapitana Bogdana Reine, czyli o przenikaniu się światówPo raz pierwszy popłynąłem na Lofoty w 2008 rok...
31/07/2026

Morskie opowieści kapitana Bogdana

Reine, czyli o przenikaniu się światów

Po raz pierwszy popłynąłem na Lofoty w 2008 roku. Na pokładzie Biesa wyruszyliśmy na początku sierpnia z duńskiego Thyborønu — w dziesięcioosobowej, bardzo różnorodnej załodze.

Przeprawa pod wiatr i fale zajęła nam blisko trzy tygodnie.

Zimą, podczas przygotowań do wyprawy, kupiłem kilka papierowych map oraz anglojęzyczne locje, wśród nich przewodnik Imraya. Na jego okładce znajdowało się wykonane z lotu ptaka zdjęcie niezwykłego fiordu.

Po dotarciu do Reine niemal cała załoga, zachęcona przez mieszkającego tam Polaka, postanowiła wejść na górę, z której miał roztaczać się wyjątkowy widok.

Zmęczony długim i trudnym rejsem wybrałem samotny spacer. Chciałem odpocząć od morza i ludzi.

Po drodze co chwila spotykałem jednak wracających z góry załogantów. Wszyscy byli zachwyceni tym, co zobaczyli.

Pogoda sprzyjała, pomyślałem więc, że przejdę jeszcze kawałek. Na szczyt i tak nie wejdę — przecież nigdy wcześniej nie wspiąłem się na żadną górę.

Niespiesznie, krok po kroku, zmierzałem jednak coraz wyżej, zaskakując samego siebie.

W końcu dotarłem na szczyt.

Kiedy spojrzałem na położoną w dole panoramę fiordu i portu, oniemiałem.

Zobaczyłem dokładnie ten sam widok, na który od kilku miesięcy spoglądałem na okładce książki.

Wtedy przypomniał mi się film Barton Fink i wiszący w pokoju głównego bohatera obraz, który nagle staje się rzeczywistością.

W życiu każdego z nas — a może szczególnie w życiu żeglarza — świat wyobraźni i świat rzeczywisty potrafią czasem spotkać się w zupełnie nieoczekiwany sposób.

Czy jest ktoś, kto nigdy nie doświadczył czegoś podobnego?

Pozdrowienia z Bodø! 🇳🇴⛵Na Lofoty dotarłem po raz pierwszy w sierpniu 2008 roku na pokładzie Biesa.Dzielny jacht pływa d...
30/07/2026

Pozdrowienia z Bodø! 🇳🇴⛵

Na Lofoty dotarłem po raz pierwszy w sierpniu 2008 roku na pokładzie Biesa.

Dzielny jacht pływa do dzisiaj, chociaż już wtedy nie należał do najmłodszych.

Przeciwny wiatr zatrzymał nas na Vestfjorden i zamiast w Tromsø zakończyliśmy trzytygodniowy rejs w Bodø.

Z budki telefonicznej wysłałem wtedy SMS do znajomego żeglarza z Zabrza:

— Bodo, pozdrawiam Cię z Bodø!

Po chwili nadeszła odpowiedź:

— Byłem tam „Gwarkiem” w 1977 roku! 😉

A dzisiaj ponownie ruszyliśmy z Bodø — tym razem na pokładzie Sifu of Avon — aby po raz kolejny podziwiać magiczne Lofoty.

Niektóre miejsca przyciągają żeglarzy przez całe życie. 🌊

⚓ MORSKIE OPOWIEŚCI KYMAPociąg do BydgoszczyOpowiada kpt. Bogdan SobiloDawno, dawno temu, podczas mojego pierwszego rejs...
21/07/2026

⚓ MORSKIE OPOWIEŚCI KYMA

Pociąg do Bydgoszczy

Opowiada kpt. Bogdan Sobilo

Dawno, dawno temu, podczas mojego pierwszego rejsu morskiego na „Aldisie” w 1984 roku, pierwszy oficer opowiedział mi podczas nocnej wachty niezwykłą historię.

Grzegorz — bo tak miał na imię — studiował na Politechnice Częstochowskiej. Jako pasjonat żeglarstwa znacznie więcej czasu spędzał jednak na pokładach jachtów niż w salach wykładowych.

Popłynął więc w kilkumiesięczny rejs do Ameryki Południowej ze znanym czeskim żeglarzem Rudolfem „Rudą” Krautschneiderem.

W Argentynie Grzegorz musiał jednak zacząć poważnie myśleć o powrocie do Polski, ponieważ cierpliwość władz uczelni ostatecznie się wyczerpała.

Oczywiście biednego polskiego żaka nie było stać na bilet lotniczy.

Jedynym rozwiązaniem okazał się powrót do kraju statkiem-bazą.

W tamtych czasach Polska miała ogromną flotę rybacką. Nie tylko tę bałtycką, ale również dalekomorską. Nasze statki łowiły u wybrzeży Afryki, Kanady i Argentyny, a okazjonalnie docierały nawet na Pacyfik!

Życie rybaków dalekomorskich było niezwykle trudne i monotonne. Wiele tygodni na łowisku, ciągła praca przy rybach, ograniczona przestrzeń i bez przerwy te same twarze generowały ogromne napięcia psychiczne.

Kiedy statek-baza został już załadowany rybami po brzegi, zabierał ostatnią zmianę do domu. Zamiast wracać samolotem, rybacy musieli spędzić kolejne tygodnie na morzu — nadal w towarzystwie tych samych kolegów, z którymi wcześniej przez wiele tygodni pracowali na łowisku…

Na takim właśnie statku znalazł się student Grzegorz.

Opowiadał, jak pewnej słonecznej niedzieli na pokładzie pojawił się drugi oficer.

Był ubrany w elegancki płaszcz, wyjściowe buty i kapelusz. W ręku trzymał parasol, a po chwili usiadł na neseserze, jak podróżny oczekujący na peronie.

Koledzy początkowo pomyśleli, że to kolejny kawał. „Drugi” był przecież znany z poczucia humoru.

Kiedy jednak zapytali, co właściwie robi, odpowiedział zupełnie poważnie:

— Czekam na pociąg do Bydgoszczy.

Niestety nie był to żart.

Długotrwała izolacja, monotonia oraz napięcie związane z wielomiesięcznym pobytem na morzu doprowadziły u oficera do poważnego załamania psychicznego. Po powrocie do kraju trafił do szpitala.

Często podczas rejsów opowiadam tę historię.

A czasami, po wielu dniach spędzonych wspólnie na jachcie, zadaję załodze pytanie:

— Czy dzisiaj ktoś wybiera się do Bydgoszczy? 😉

Czy podczas Waszych rejsów zdarzały się sytuacje, w których długa izolacja, zmęczenie albo monotonia zaczynały wyraźnie wpływać na zachowanie załogi?

A może znacie inne morskie opowieści o „pociągach do Bydgoszczy”?

20/07/2026
⛵ Czy można płynąć fordewindem na samym bezanie?Wiele lat temu stanąłem przed obliczem Centralnej Komisji na Stopnie Kap...
10/07/2026

⛵ Czy można płynąć fordewindem na samym bezanie?

Wiele lat temu stanąłem przed obliczem Centralnej Komisji na Stopnie Kapitańskie w Gdyni.

Spośród wielu pytań szczególnie jedno zapadło mi w pamięć.

Jeden z kapitanów zapytał mnie o techniki sztormowania na jachcie J-80.

Dość długo odpowiadałem, podpierając się własnym doświadczeniem, aż w końcu sięgnąłem do zasobów swej niezwykłej erudycji. 😉

Przypomniałem sobie dyskusję na jednej z grup żeglarskich, w której rozważano możliwość sztormowania jachtem dwumasztowym na samym bezanie.

Komisja szeroko otworzyła oczy i uznała, że ze stresu zacząłem bredzić.

Rok później płynąłem „Merkurym” po Morzu Północnym.

Okazało się, że fok sztormowy przez pomyłkę został w Polsce. Nie mieliśmy więc wielkiego wyboru — przez całą noc, przy wietrze o sile 9°B, płynąłem na samym bezanie.

Wbrew książkowym teoriom jacht nie wykazywał tendencji do wychodzenia na wiatr.

Z mściwą satysfakcją zamierzałem wysłać do komisji egzaminacyjnej wiadomość z egzaltacją godną Galileusza:

„A jednak się porusza!”

Ostatecznie zaniechałem dzieła zemsty. 😜

Czy podczas Waszych rejsów również zdarzały się sytuacje w rodzaju:

„A łyżka na to: niemożliwe!”?

Co według Was jest ważniejsze na morzu: teoria, praktyka, intuicja czy odwaga, by wszystko zakwestionować?🤔

⛵ Ostatnia szansa, aby dołączyć do kursu na patent jachtowego sternika morskiego!Wyobraź sobie, że stoisz za sterem jach...
03/07/2026

⛵ Ostatnia szansa, aby dołączyć do kursu na patent jachtowego sternika morskiego!

Wyobraź sobie, że stoisz za sterem jachtu, przed Tobą otwarte morze, a wokół tylko wiatr, fale i niezwykłe widoki. Jeśli marzysz o takich chwilach, właśnie teraz możesz zrobić pierwszy krok do ich spełnienia.

Zapraszamy na intensywny kurs zakończony egzaminem na patent jachtowego sternika morskiego.

Szkolenie odbywa się w kameralnej grupie liczącej zaledwie 5 kursantów, dzięki czemu większość czasu spędzisz na praktycznych ćwiczeniach pod okiem doświadczonego instruktora. Wiedzę teoretyczną przekazujemy w sposób prosty i praktyczny.

Po zdaniu egzaminu zyskasz uprawnienia do prowadzenia jachtów żaglowych po wodach morskich na całym świecie.

Zajęcia prowadzi kapitan jachtowy i instruktor żeglarstwa z ponad 40-letnim doświadczeniem.

📍 Gdańsk, 5–12 lipca
⛵ Jacht Aspera – 36 stóp
👥 5 kursantów + instruktor
💰 Cena Last Minute: 1700 zł

⚓ Pozostało tylko jedno wolne miejsce! Nie zwlekaj – zadzwoń lub napisz i dołącz do załogi.

☎️ 516 016 323
📧 [email protected]

🔥 Służba Bezpieczeństwa z niezapowiedzianą wizytą na barbecue  u Amerykanów 😁Latem 1985 roku w porcie w Gdyni padły strz...
05/05/2026

🔥 Służba Bezpieczeństwa z niezapowiedzianą wizytą na barbecue u Amerykanów 😁
Latem 1985 roku w porcie w Gdyni padły strzały… a SB wparowała prosto na amerykańskie barbecue 😜
Pływałem wtedy dużo – najpierw jako instruktor na obozie harcerskim, a potem dwa tygodnie na Generale Zaruskim.
Jego portem macierzystym była Jastarnia, a armatorem Liga Obrony Kraju.
Pierwsze dni rejsu spędziliśmy na poszukiwaniu ludzi „z papierami”, żeby spełnić wymagania słynnej Karty Bezpieczeństwa – zwanej nie bez powodu Kartą Niebezpieczeństwa 😁
Wysłano mnie do Gdyni.
W Basenie Prezydenckim – obok niezbyt urodziwego Zawiszy Czarnego – stał piękny amerykański żaglowiec Pride of Baltimore.
Amerykanie, jak to oni, urządzili na kei barbecue, a „tajniacy” obserwowali wszystko z samochodów 😄
I wtedy…
Para młoda w ślubnych strojach z Zawiszy ruszyła do kościoła, a
Amerykanie uczcili ten widok strzałami z wiwatówki 😜
Stróże porządku? Wpadli w panice… prosto na barbecue 😁
Kilka miesięcy później dowiedziałem się, że ten piękny żaglowiec zatonął wraz z częścią załogi 😢
👉 Kto z Was pamięta te czasy albo pływał wtedy na Zaruskim?
Link do zdjęć w komentarzu

08/04/2026

Rocznica śmierci generała Mariusza Zaruskiego
Gdański Oddział Instytutu Pamięci Narodowej przypomina postać Generała i publikuje broszurę na jego temat w formie pliku pdf
Każdy żeglarz powinien sięgnąć po tę lekturę - zachęcamy do zapoznania się 👏

https://www.facebook.com/share/v/1Nnd4Y92oT/

Po tragedii Heweliusza Po emisji serialu w internetowej telewizji, niemal wszyscy Polacy stali się natychmiast ekspertam...
26/01/2026

Po tragedii Heweliusza
Po emisji serialu w internetowej telewizji, niemal wszyscy Polacy stali się natychmiast ekspertami w zakresie katastrof morskich 😱
Brak jakiejkolwiek wiedzy technicznej czy doświadczenia w pływaniu po morzu nie przeszkadza w wygłaszaniu kategorycznych sądów, nie mówiąc już o niezliczonych "teoriach spiskowych"🫣
Cała ta sytuacja pokazuje między innymi, jak w naszych czasach łatwo sterować emocjami wielkich grup społecznych 😞
Dlatego też warto posłuchać ciekawego i merytorycznego wykładu specjalisty w zakresie stateczności okrętu, Pana dra inżyniera Zbigniew Szozdy. Dziękujemy panu doktorowi za wykład, a Władzom Politechniki Morskiej w Szczecinie za cenną inicjatywę fachowej popularyzacji nauki 👏

Na Politechnice Morskiej w Szczecinie odbył się wykład naukowy pt. "Dlaczego przewrócił się i zatonął m/f Jan Heweliusz. Opinia biegłego w zakresie stateczno...

Nad ranem 14 stycznia 1993 roku zatonął w huraganowym sztormie prom samochodowo-kolejowy Jan Heweliusz.  Po ponad 30 lat...
14/01/2026

Nad ranem 14 stycznia 1993 roku zatonął w huraganowym sztormie prom samochodowo-kolejowy Jan Heweliusz. Po ponad 30 latach katastrofa ożyła ponownie, dzięki popularnemu serialowi.
Poniżej garść faktów z portalu InfoSzczecin:

Zatonął prom "Jan Heweliusz" 🙁
Prom MF Jan Heweliusz zatonął w czasie rejsu ze Świnoujścia do Ystad podczas niespotykanie silnego sztormu – o sile 12 stopni w skali Beauforta około godz. 4:36. Przechył rozpoczął się ok. godz. 4:10; o godzinie 4:36 przechył wzrósł do 35° oraz doszło do odpadania ładunków od pokładów; ostatecznie prom obrócił się do góry dnem o godz. 5:12.
10 stycznia 1993 roku podczas cumowania w Ystad, „Jan Heweliusz” uszkodził furtę rufową. Awaria nie została zgłoszona organom administracji morskiej i armator Euroafrica zdecydował, że naprawa będzie odbywała się na raty podczas postojów w Świnoujściu, bez remontu stoczniowego. Naprawy furty nie ukończono przed wyjściem w ostatni rejs, przez co nie spełniała ona wymogów strugoszczelności.
13 stycznia 1993 roku o godz. 23:35 „Jan Heweliusz” wypłynął ze Świnoujścia w kolejny rejs. W noc katastrofy był wyjątkowo silny sztorm. Na bliźniaczym promie Heweliusza – Koperniku na przyrządzie do pomiaru siły wiatru skończyła się skala. Mimo to wszystkie promy wyszły tej nocy w morze, bo ruch był olbrzymi – następne ciężarówki już czekały na nabrzeżu na przeprawę do Szwecji. Ze względu na silny wiatr boczny wbrew zaleceniom załoga uruchomiła system kompensacji przechyłu (system ten przeznaczony jest do wyrównania obciążenia ładunkiem, i przed wyjściem w morze powinien był być dezaktywowany, gdyż nie jest w stanie z wyprzedzeniem reagować na nagłe zmiany przechyłu statku). W wyniku chwilowego zmniejszenia naporu wiatru statek zmienił kurs, przez co wiatr zamiast działać na zabalastowaną burtę działał na przeciwległą i dwie dotychczas równoważące się siły zostały zsumowane. Około godziny 4 potężny huragan uderzył w burtę statku. Prom zaczął się przechylać. Po tym jak mocowania się pozrywały i ciężarówki zaczęły się przemieszczać po pokładach i rozsypywać ładunki, nie było już ratunku. O godzinie 5:12 prom przewrócił się.
Jan Heweliusz wyszedł w morze z 2-godzinnym opóźnieniem ze względu na remont furty rufowej. Pięć minut wcześniej port opuszczał prom MF Silesia Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Został on zaraz po minięciu pław na torze wodnym na podejściu do Świnoujścia wyprzedzony przez MF Jan Heweliusz, który z pełną prędkością kierował się do Ystad, aby nadrobić opóźnienie.
W katastrofie zginęło 55 osób – 20 marynarzy i 35 pasażerów; uratowano 9 marynarzy. Liczba nieodnalezionych ciał według różnych źródeł waha się od 6 do 10. Według najszerszej listy pośród załogi na liście zaginionych figuruje stewardesa Teresa Sienkiewicz oraz IV mechanik Paweł Sobociński, zaś pośród kierowców ciężarówek obywatele Polski (Władysław Półtorak, Małgorzata Gajowska), Szwecji (Conny Irskog, Bo Karlsson, Lars Borje Lenartsson) oraz Węgier (Lajos Balzas, Istvan Small, Michaly Warga). Większość spośród 35 pasażerów na pokładzie stanowili kierowcy tirów z Polski, Szwecji, Węgier, Jugosławii, Austrii, Czech i Norwegii. Oprócz nich na pokładzie znajdowały się dwie pracownice Euroafriki, armatora promu: Agnieszka Goldman i Barbara Zaborska, które płynęły do Szwecji na służbowe rozmowy (Heweliusz należał do PLO, a eksploatowany był przez jej spółkę-córkę – Euroafrica). Prom przewoził 28 tirów załadowanych m.in. papierem, meblami, magazynami pornograficznymi, krzewami, plazmą krwi, cebulą, pustymi butelkami szklanymi, naczyniami, stalą, aluminium, szkłem, paletami, konserwami, odzieżą i ziarnem słonecznikowym. Pojazdy należały między innymi do firm Pekaes Warszawa, Scanspol (Polska), Scansped (Szwecja), Danzas (Austria), Schenker (Austria), ASG Logistic (Norwegia), Marfina Transit AB (Szwecja), Combitrans (Polska) oraz węgierskiej firmy Hungarocamion z Budapesztu, która utraciła na promie 4 tiry: MAN 25.372 z ładunkiem 41 ton ziarna słonecznikowego, Mercedes załadowany 23 tonami żarówek oraz 2 Renault Magnum, które jechały z pustymi naczepami po ładunek do Szwecji. Dwa pojazdy Volvo firmy Scanspol wiozły butelki szklane, zaś 3 ciężarówki Pekaesu załadowane były krzewami, cebulą i plazmą krwi. Na promie znajdowało się też 10 wagonów kolejowych (3 z Rumunii, 2 z Węgier, 2 z dawnej Czechosłowacji (1 stycznia 1993 roku nastąpił rozpad na Czechy i Słowację.[potrzebny przypis], 2 z Austrii i jeden ze Szwecji). Wiozły one meble, sprzęt kempingowy oraz blachę stalową w kręgach.
Wrak osiadł na głębokości 27 m, 10 m poniżej minimalnego poziomu lustra wody. Jest często odwiedzany przez nurków. Pod wpływem ciężaru tirów urwała się nadbudówka.
Ostatnim kapitanem statku był Andrzej Ułasiewicz, który zginął w czasie katastrofy.
Prom „Jan Heweliusz” jest pierwszym polskim promem pełnomorskim, utraconym w katastrofie oraz jedyną w całej historii PMH utraconą jednostką morską, na której zginęli wszyscy pasażerowie.
Mimo że większość osób znajdujących się na pokładzie przeżyła katastrofę, część z nich zginęła z zimna, potęgowanego przez silny wiatr i wysokie fale zalewające wnętrza tratw (woda miała temperaturę 2 stopni Celsjusza), do tego większość pasażerów była tylko w piżamach. Członkowie załogi posiadali specjalne ocieplane skafandry ratunkowe, ale nie wszyscy zdołali je zabrać z kajut. Dodatkowe ofiary zostały spowodowane przez błędy służb ratowniczych. Ratownicy z niemieckiego statku Arcona nie schodzili do rozbitków, ale jedynie spuścili im siatkę, po której mieli się wspiąć na pokład. Elektryk Andrzej Korzeniowski nie utrzymał się na zgrabiałych dłoniach, wpadł do wody i utonął. Z kolei spuszczona ze śmigłowca lina z pasem zaczepiła o jedną z tratw i wywróciła ją do góry dnem. W ostatniej chwili zdążyli wyskoczyć z niej drugi oficer Mariusz Schwebs i kucharz Bogdan Zakrzewski. Steward Janusz Szydłowski, stewardesa Teresa Sienkiewicz i oficer pożarowy Janusz Subicki, ubrani w kombinezony uniemożliwiające zanurzenie się, nie zdołali wypłynąć spod tratwy i zginęli. Innym błędem było niewłaściwe obchodzenie się z pneumatycznymi tratwami ratunkowymi: otwierano je na pokładzie, zamiast spuścić na wodę i dopiero tam napełniać powietrzem.
Lista ofiar
Załoga: Marek Behrendt (starszy oficer – dubler), Tomasz Brudnicki (starszy mechanik), Kazimierz Choszcz (kucharz), Ryszard Cikota (steward), Roger Janicki (starszy oficer), Mirosław Kolberg (młodszy motorzysta), Andrzej Korzeniewski (I elektryk), Tadeusz Łastowski (magazynier maszynowy), Józef Noga (starszy marynarz), Mieczysław Ostrzyniewski (cieśla), Stanisław Pacek (starszy marynarz), Leszek Pyciński (radiooficer), Teresa Sienkiewicz (stewardesa), Paweł Sobociński (IV mechanik), Janusz Subicki (oficer pożarowy), Włodzimierz Szpilman (bosman), Bronisław Sychta (starszy marynarz), Janusz Szydłowski (steward), Andrzej Ułasiewicz (kapitan), Zenon Wawrzak (II mechanik).
Pasażerowie: Ingvar Andersson, Lajos Balzas, Vaclaw Condil, Karol i Sylwia Eichert (ojciec z córką), Josef Furulyas, Małgorzata Gajowska, Agnieszka Goldman (z-ca dyr. Euroafrica Linie Żeglugowe), Czesław Gorlewski, Witold Greda, Ingvar Kjell Hakansson, Roy Halvorssen, Conny Irskog, Zdenek Jurik, Bo Karlsson, Marek Kośny, Andrzej Kozłowski (agent PKP), Witold Krawczyk, Lars Borje Lenartsson, Per Martens, Peter Olsson, Henryk Owczarczyk, Ryszard Pałka, Erwin Pappenscheller, Władysław Półtorak, Jochan Reischer, Istvan Small, Zdzisław Sosnowski, Witold Staszkiewicz, Radka Milena Vasić, Dymitr Vasić, Ferenc Vegh, Michaly Warga, Peter Weissenbacher, Barbara Zaborska (kier. działu eksploatacji żeglugi promowej).
Ocaleni
Edmund Brzeziński (motorzysta), Leszek Kochanowski (starszy marynarz), Edward Kurpiel (ochmistrz), Janusz Lamek (III mechanik), Janusz Lewandowski (III oficer), Jerzy Petruk (motorzysta), Mariusz Schwebs (II oficer), Grzegorz Sudwoj (II elektryk), Bogdan Zakrzewski (kucharz).
Szwedzki kierowca Rolf Gorgs, który według niektórych relacji także ocalał, prawdopodobnie nie znajdował się w ogóle na pokładzie, a informacje o nim były kaczką dziennikarską. Nieznane są losy piątki studentów Uniwersytetu Warszawskiego, którzy mieli wykupiony bilet grupowy na nazwisko Wojciecha Makucha.
Za udział w akcji ratowniczej promu prezydent L**h Wałęsa odznaczył grupę obywateli Niemiec Medalami za Ofiarność i Odwagę. 3 lata później za udział w akcji prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył jeszcze dwóch obywateli duńskich[6].
W sprawie katastrofy orzekała po raz pierwszy Izba Morska w Szczecinie w styczniu 1994 roku, jednakże orzeczenie to zostało uchylone przez izbę odwoławczą[1]. Ponownie sprawa była rozpatrywana 12 lutego 1996 przez Izbę Morską w Gdyni, która uznała, że prom wyszedł ze Świnoujścia w stanie niezdatnym do żeglugi, albowiem nie spełniał wymogów bezpieczeństwa dotyczących strugoszczelności furty rufowej, do czego przyczynił się armator Euroafrica.
Jako przyczynę wypadku Odwoławcza Izba Morska uznała zły stan techniczny statku i błędy kapitana (ta część orzeczenia budzi kontrowersje)[potrzebny przypis]. Sprawa została skierowana do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który w marcu 2005 roku przyznał odszkodowania 4,6 tys. euro za straty moralne każdemu z jedenaściorga krewnych i członków rodzin ofiar katastrofy promu. Według Trybunału, Izby Morskie w Szczecinie i Gdyni nie rozpatrzyły sprawy zatonięcia promu w sposób bezstronny, m.in. pomijając materiał dowodowy oraz nie przesłuchując istotnych świadków, ten sam sędzia prowadził postępowanie śledcze, a następnie orzekał jako przewodniczący składu. Zdaniem Trybunału pogwałcona została jedna z zasad Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Sprawę badał dziennikarz Marek Błuś z Gdańska (kapitan ż.w., wykładowca Akademii Morskiej w Gdyni), ale jego publikacje opisujące nadużycia ze strony armatora spowodowały, że firma zaczęła wysuwać oskarżenia przeciwko niemu. Dziennikarz w 2000 roku musiał zaprzestać swoich kontrowersyjnych publikacji. Według Błusia wiele wskazuje na to, że prom był wykorzystywany do przemytu broni z Rumunii i zaangażowanie funkcjonariuszy WSI w śledztwo w sprawie Heweliusza miało ten fakt ukryć. Podobną tezę Marek Błuś postawił w przypadku katastrofy promu MS Estonia w 1994. Zarówno w przypadku Heweliusza, jak i Estonii sądy ostatecznie uchyliły dotychczasowe wyroki sądów, polskiego i estońskiego, i nakazały powtórne przeprowadzenie postępowania - https://pl.wikipedia.org/

Adres

Bytomska
Kraków
30-056

Telefon

+48516016323

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy KYMA umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do KYMA:

Skróty

Udostępnij