Psychologia i Psychoterapia - Alina Mioduszewska

Psychologia i Psychoterapia - Alina Mioduszewska

Udostępnij

Mental Health, Culture and Arts.

02/03/2026

Hipokamp to część mózgu odpowiedzialna za pamięć, uczenie się i poczucie czasu. To on pomaga odróżnić „to było kiedyś” od „to dzieje się teraz”. To on nadaje doświadczeniom kontekst.

I co najważniejsze – to jedna z niewielu struktur w mózgu, w której przez całe życie mogą powstawać nowe neurony. Ten proces nazywa się neurogenezą.

Mózg potrafi się odnawiać.

Ale przewlekła trauma może ten proces znacząco spowolnić.

Kiedy układ nerwowy przez długi czas funkcjonuje w trybie zagrożenia, aktywuje się oś stresowa HPA. Kortyzol, który w krótkim okresie pomaga przetrwać, w długim czasie zaczyna działać neurotoksycznie. Wysokie i utrzymujące się poziomy kortyzolu zmniejszają neurogenezę w hipokampie oraz mogą prowadzić do jego zmniejszenia objętości.

To nie jest metafora.

W badaniach obrazowych u osób z przewlekłym PTSD często obserwuje się mniejszy hipokamp.

Co to oznacza w praktyce?

Kiedy hipokamp działa słabiej, trudniej jest nadać wspomnieniom ramy czasowe. Przeszłość może być odczuwana jak teraźniejszość. Ciało reaguje tak, jakby zagrożenie nadal trwało. Emocje są intensywne, bo brakuje „hamulca kontekstowego”, który mówi: to było wtedy, teraz jest inaczej.

Trauma nie tylko zapisuje się w pamięci. Ona wpływa na zdolność mózgu do tworzenia nowych, bezpiecznych doświadczeń.

Jednocześnie to właśnie tutaj pojawia się nadzieja.

Neurogeneza jest procesem dynamicznym. Może być hamowana przez przewlekły stres, ale może być również wspierana przez doświadczenia regulacji i bezpieczeństwa.

Co wspiera neurogenezę?

Regularny sen.
Ruch fizyczny, szczególnie umiarkowany wysiłek aerobowy.
Relacje oparte na bezpieczeństwie.
Uczenie się nowych rzeczy.
Mindfulness i praktyki obniżające poziom przewlekłego stresu.
Stabilność i przewidywalność środowiska.

Mózg nie jest strukturą stałą. Jest procesem.

Jeśli przez lata dominowała aktywacja i czujność, hipokamp mógł pracować w warunkach przeciążenia. Ale kiedy pojawiają się powtarzalne doświadczenia regulacji, poziom kortyzolu stopniowo się stabilizuje, a warunki dla neurogenezy poprawiają się.

To oznacza, że proces zdrowienia nie jest tylko psychologiczną narracją. Jest również biologiczną przebudową.

Tworzenie nowych neuronów to nie tylko metafora nowego życia. To realny, mierzalny proces.

Jeśli czujesz, że przeszłość wraca zbyt intensywnie, że trudno oddzielić „wtedy” od „teraz”, to nie musi być słabość. To może być sygnał, że Twój układ nerwowy przez długi czas funkcjonował w trybie przetrwania.

A tryb przetrwania nie sprzyja wzrostowi. On sprzyja czujności.

Ale wzrost jest możliwy.

Mózg potrafi uczyć się bezpieczeństwa.
Hipokamp potrafi się regenerować.
A zdrowienie to nie tylko rozmowa. To również neurobiologia.

Joanna I I hear YOU

25/02/2026

Czasami osoby z C-PTSD słyszą, że reagują „za mocno”. Że są nadwrażliwe. Że dramatyzują. I z czasem zaczynają wierzyć, że problem tkwi w ich charakterze, w ich osobowości, w jakiejś wewnętrznej wadzie.

Tymczasem w neurobiologii istnieje zjawisko, które pozwala zrozumieć to zupełnie inaczej. Nazywa się kindling – czyli rozpalanie ognia małymi, powtarzającymi się iskrami.

Pierwotnie opisano je w neurologii, w badaniach nad padaczką. Zauważono, że niewielkie, powtarzające się bodźce elektryczne, które na początku nie wywołują silnej reakcji, z czasem sprawiają, że mózg reaguje coraz gwałtowniej. Próg pobudzenia stopniowo się obniża. W końcu wystarczy drobny impuls, aby uruchomić pełną, intensywną reakcję.

To samo może wydarzyć się w układzie nerwowym osoby, która przez długi czas żyła w napięciu, niepewności lub emocjonalnym zagrożeniu.

W traumie złożonej często nie chodzi o jedno dramatyczne wydarzenie. Chodzi o wielokrotne doświadczenia aktywacji bez bezpiecznego domknięcia.

Co to znaczy?

Wyobraź sobie sytuację, w której dziecko doświadcza napięcia – krzyku, chłodu emocjonalnego, odrzucenia, zawstydzenia, milczenia pełnego wrogości, nieprzewidywalności nastrojów dorosłych. W jego ciele uruchamia się reakcja stresowa. Ciało migdałowate wysyła sygnał alarmowy. Oś HPA aktywuje wyrzut kortyzolu i adrenaliny. Serce przyspiesza, oddech się spłyca, mięśnie napinają.

To jest naturalna reakcja obronna.

Problem pojawia się wtedy, gdy po tej aktywacji nie następuje regulacja. Nie ma bezpiecznego przytulenia. Nie ma spokojnego wyjaśnienia. Nie ma powrotu do równowagi. Nie ma sygnału: „To już minęło. Jesteś bezpieczna/y.”

Układ nerwowy zostaje w stanie podwyższonej czujności.

Kiedy taka sytuacja powtarza się setki razy, mózg zaczyna uczyć się jednego: świat jest nieprzewidywalny, a zagrożenie może pojawić się w każdej chwili. Każda kolejna aktywacja wzmacnia sieci neuronalne odpowiedzialne za alarm. Ścieżki strachu stają się coraz bardziej wydeptane. Reakcja stresowa uruchamia się szybciej i intensywniej.

To właśnie jest neurobiologiczne „rozpalanie ognia”.

Na początku potrzeba realnego zagrożenia, aby wywołać silną reakcję. Z czasem wystarczy podniesiony ton głosu. Później czyjeś wycofanie. Jeszcze później wystarczy drobna zmiana w mimice drugiej osoby. A w końcu czasem wystarczy sama myśl lub wspomnienie.

Próg reakcji zostaje obniżony, ponieważ układ nerwowy został wytrenowany w czujności.

Kiedy mówimy o „ilości powtórzeń aktywacji bez bezpiecznego domknięcia”, mówimy właśnie o tym procesie. O sytuacjach, w których ciało wielokrotnie wchodzi w stan alarmu, ale nie ma okazji nauczyć się powrotu do spokoju. Nie ma doświadczenia zakończenia cyklu stresowego. Energia mobilizacji nie zostaje rozładowana, a system nie otrzymuje sygnału, że zagrożenie minęło.

Zamiast tego organizm zaczyna funkcjonować tak, jakby zagrożenie było stanem domyślnym.

W dorosłym życiu może to wyglądać jak „nieproporcjonalne reakcje”. Intensywny lęk w sytuacji, która obiektywnie nie jest niebezpieczna. Gwałtowna złość wywołana drobną uwagą. Poczucie odrzucenia wywołane neutralnym zachowaniem drugiej osoby. Trudność w powrocie do równowagi nawet po niewielkim konflikcie.

To nie jest dowód na niestabilność emocjonalną. To jest efekt wytrenowanego systemu alarmowego, który przez lata uczył się, że musi reagować szybko i mocno, bo od tego zależy przetrwanie.

Dobra wiadomość polega na tym, że ten proces można odwracać.

Tak jak powtarzalna aktywacja bez regulacji obniża próg reakcji, tak powtarzalne doświadczenia bezpieczeństwa i regulacji mogą ten próg stopniowo podnosić. Układ nerwowy może nauczyć się, że napięcie ma początek i koniec. Że można wejść w emocję i z niej wyjść. Że po konflikcie może przyjść naprawa. Że po pobudzeniu może przyjść ukojenie.

To nie dzieje się nagle. To nie jest jedno ćwiczenie oddechowe ani jedna rozmowa. To jest proces ponownego uczenia mózgu, że świat nie jest nieustannym zagrożeniem.

Jeśli reagujesz intensywnie, to nie dlatego, że jesteś „za bardzo”. To dlatego, że Twój układ nerwowy przez długi czas musiał być czujny. To jest historia adaptacji, nie wada osobowości.

A adaptację można powoli, cierpliwie przeprogramowywać.

Joanna | I hear YOU

31/01/2026

Po traumie układ nerwowy nie funkcjonuje jak równowaga, do której łatwo wrócić.
On działa raczej jak system, który został przestawiony na priorytet bezpieczeństwa, nawet jeśli realne zagrożenie już dawno minęło. To oznacza, że droga do pobudzenia jest krótka, szybka i niemal automatyczna, a droga do wyciszenia długa, kręta i wymagająca znacznie więcej czasu.

Neurobiologicznie to efekt doświadczenia, w którym szybka reakcja była konieczna do przetrwania. Mózg nauczył się, że lepiej zareagować za wcześnie niż za późno, lepiej podnieść alarm bez pewności niż go nie podnieść wcale. W konsekwencji układ nerwowy po traumie ma obniżony próg aktywacji i podwyższony próg powrotu do neutralności. Jedno spojrzenie, jeden ton głosu, jedna niejasna sytuacja potrafią uruchomić całe ciało, podczas gdy wyjście z tego stanu wymaga wielu drobnych sygnałów bezpieczeństwa, powtarzanych w czasie.

Dlatego regulacja po traumie nie jest symetryczna. To nie działa tak, że skoro napięcie pojawiło się w kilka sekund, to w kilka sekund można je „oddychać” albo „przemyśleć”. Układ nerwowy potrzebuje więcej dowodów niż wcześniej, że nic złego się nie wydarzy. Potrzebuje ciągłości, przewidywalności i powtarzalnych sygnałów, które stopniowo uczą go, że zagrożenie naprawdę minęło.

To właśnie dlatego wiele osób po traumie doświadcza frustracji i poczucia porażki w regulacji. Robią „wszystko jak trzeba”, a ciało nadal pozostaje napięte, czujne albo wyczerpane. Pojawia się myśl, że coś jest z nimi nie tak, że nie potrafią się uspokoić albo że „cofają się” w procesie. Tymczasem to nie regres ani brak umiejętności. To realistyczna fizjologia układu nerwowego, który nauczył się żyć w świecie zagrożenia.

Warto też powiedzieć wprost: regulacja po traumie często trwa dłużej niż sama eskalacja i to jest normalne. Jedna chwila destabilizacji może „rozsypać” stan względnej równowagi, ale powrót do niej nie polega na cofnięciu się do punktu wyjścia. To raczej powolne składanie układu nerwowego z powrotem w całość, warstwa po warstwie, sygnał po sygnale.

Dlatego w pracy z regulacją po traumie kluczowe nie jest pytanie: „dlaczego znowu się pobudziłam/pobudziłem?”, ale raczej:
„jak mogę dać mojemu układowi nerwowemu wystarczająco dużo czasu i dowodów, że teraz jest bezpiecznie?”

Regulacja nie polega wtedy na szybkim uspokojeniu się, tylko na cierpliwym towarzyszeniu ciału, które potrzebuje dłużej, bo kiedyś musiało reagować natychmiast.

30/12/2025

Terrible years really make you understand the point of a new year. I know nothing much will have changed between Dec 31 and Jan 1, but we need to be able to partition off everything that's happened to us, we need a moment to say, ‘That's done, we're done with it, it's over' and have a little hope that the future will be different. We need to be able to stop, take a breath, and sing in the middle of winter, preparing ourselves for spring.

—roach-works

08/12/2025

29/11/2025

W 1860 roku pewna kobieta nie zgodziła się ze swoim mężem w kwestiach religii. A on zamknął ją w zakładzie dla obłąkanych na trzy lata — całkowicie zgodnie z prawem.
Nazywała się Elizabeth Packard. Była od dwudziestu jeden lat mężatką, wychowywała sześcioro dzieci i ośmieliła się podważyć surowe kalwińskie przekonania swojego męża: zaczęła chodzić do innego kościoła, wyrażać własne poglądy teologiczne, odmawiać bezrefleksyjnego potakiwania.
To wystarczyło.

Jej mąż, Theophilus Packard, protestancki pastor, umieścił ją przymusowo w zakładzie dla obłąkanych w Jacksonville w stanie Illinois. Bez procesu. Bez badania lekarskiego. Bez jakiegokolwiek dowodu choroby psychicznej. Jedynie na podstawie jego podpisu.
Bo w Illinois w 1860 roku to naprawdę wystarczało: mężczyzna mógł zamknąć swoją żonę w szpitalu psychiatrycznym, po prostu ogłaszając ją szaloną. Ona nie miała prawa do obrony, nie mogła odmówić, nie miała żadnej podstawy prawnej, by powiedzieć: „Nie jestem szalona — po prostu się nie zgadzam”.

Elizabeth trafiła do zakładu, spodziewając się zobaczyć kobiety agresywne i niebezpieczne. Zamiast tego znalazła coś o wiele bardziej niepokojącego: sale pełne całkowicie zdrowych kobiet, których jedyną „chorobą” była niewygodność. Żony, które odpowiadały. Córki, które odmawiały aranżowanych małżeństw. Kobiety, które chciały kontrolować własne pieniądze. Kobiety, które miały swoje opinie. Kobiety, które mówiły „nie”.
Ten zakład nie leczył chorób. On wymuszał posłuszeństwo.

Elizabeth mogła załamać się pod ciężarem tego wszystkiego: trzy lata z dala od dzieci, napiętnowana jako szalona, pozbawiona praw. Zamiast tego zrobiła coś cichego, a zarazem rewolucyjnego: obserwowała, dokumentowała, pisała. Notowała historie kobiet wokół siebie, zapisując ich zdrowy rozsądek, ich cierpienie, system, który zmuszał je do milczenia.

Kiedy w 1863 roku wreszcie ją uwolniono, mąż próbował ponownie zamknąć ją w domu, twierdząc, że nadal jest niezdolna do samodzielnego funkcjonowania. Ale Elizabeth odmówiła zniknięcia w ciszy.
Zażądała procesu z udziałem ławy przysięgłych — i w styczniu 1864 roku stanęła w sądzie, walcząc o coś radykalnego: prawo do własnych myśli. Przysięgli naradzali się zaledwie siedem minut, zanim uznali ją za całkowicie zdrową.
Siedem minut, by potwierdzić coś, co od początku powinno być oczywiste: niezgoda z mężem to nie szaleństwo.

Elizabeth nie poprzestała jednak na odzyskaniu własnej wolności. Pisała książki i artykuły demaskujące okropności nielegalnych uwięzień. Publikowała historie kobiet, które poznała w zakładzie. Podróżowała, przemawiała, z niesłabnącą determinacją wywierała presję na ustawodawców.
I zwyciężyła.

Dzięki jej pracy Illinois w latach 1867–1869 uchwaliło „Ustawy o wolności osobistej”, które znacząco utrudniały przymusowe umieszczanie kogokolwiek — zwłaszcza kobiety — bez należytego procesu sądowego. Inne stany poszły w ich ślady. Jej działalność wpłynęła nie tylko na przepisy dotyczące przymusowego leczenia psychiatrycznego, lecz także na prawa majątkowe zamężnych kobiet i ich status prawny.
Spędziła dziesięciolecia, walcząc o to, by żadna kobieta nigdy więcej nie została wymazana z życia tylko dlatego, że ma własny umysł i wolę.

Elizabeth Packard zmarła w 1897 roku, lecz jej dziedzictwo żyje w każdym prawie, które mówi, że kobiety nie można uciszyć tylko dlatego, że jest niewygodna. W każdym zabezpieczeniu prawnym, które wymaga dowodów, procesu, prawa do obrony. W każdej kobiecie, która odmawia udawania, że się zgadza, kiedy to nieprawda.

Następnym razem, gdy ktoś powie, że feminizm nie jest potrzebny, przypomnij sobie Elizabeth Packard — kobietę uwięzioną na trzy lata za „zbrodnię” niezależnego myślenia.
Jej mąż chciał ją uciszyć. Ona zaś zadbała o to, by jej głos — i głosy niezliczonych kobiet podobnych do niej — nigdy więcej nie mogły zostać zamknięte.
Czasem najbardziej niebezpieczne, co może zrobić kobieta, to po prostu odmówić udawania, że jest kimś innym.

13/11/2025

Research from the European Journal of Trauma & Dissociation shows that early childhood experiences play a powerful role in shaping the nervous system. The patterns your body forms during moments of safety, stress, or uncertainty often become the foundation for how you respond as an adult. Even years later, your body can carry the imprints of those early environments—shaping emotions, reactions, and overall well-being. These effects don’t simply disappear with age; they become woven into the body’s long-term physiological responses. Recognizing this connection can help you better understand yourself and begin building healthier patterns for the future.

31/10/2025

Psychoterapia jako proces żałoby

Pacjenci przychodzą na psychoterapię z nadzieją na ulgę, z pragnieniem naprawienia siebie lub życia, które wydaje się nieudane. Dopiero w toku pracy okazuje się, że nie chodzi o „naprawienie” czegokolwiek, ale o uznanie tego, co zostało utracone, niedane, zniszczone. Jak zauważa Martha Stark, terapeuta towarzyszy pacjentowi w stawaniu twarzą w twarz z realnością, która wcześniej była zbyt bolesna, by ją przyjąć. To właśnie w tej konfrontacji zaczyna się żałoba: nie tylko po osobach czy wydarzeniach, lecz po wyobrażeniach o sobie, o świecie i o innych, które już nie mogą się utrzymać.

Nancy McWilliams mówi z kolei, że w psychoterapii pacjent stopniowo godzi się z faktem, iż jego cierpienie nie jest jego winą, a zarazem nikt inny nie może go z niego „uratować”. Utrata tej iluzji wszechmocnego obiektu – rodzica, partnera, terapeuty – bywa jednym z najbardziej bolesnych etapów terapii. To moment, w którym pacjent przestaje szukać wybawienia i zaczyna podejmować odpowiedzialność za swoje życie. Ta przemiana nie jest aktem jednorazowym, lecz procesem, który - jak każda żałoba – wymaga czasu, bólu i cierpliwości wobec własnych granic.

Żałoba w terapii nie jest więc końcem nadziei, lecz jej przekształceniem. Uczy, że można żyć w świecie nieidealnym, bez konieczności idealizowania innych i bez ciągłego karania siebie. Z tej akceptacji rodzi się coś nowego: nie tyle szczęście rozumiane jako brak bólu, ile dojrzałość i zdolność do jego pomieszczenia. Terapeutyczna żałoba jest więc paradoksalnie początkiem życia bardziej realnego, opartego nie na fantazji naprawy, lecz na gotowości, by być w prawdzie o sobie.

Fot. Sabine van Erp / Pixabay

15/10/2025

ADHD bezwzględnie to nie tylko geny! Po 25 latach prac badawczych odkrył główny system transportowy w naszych komórkach. Za swoje osiągnięcie odebrał Nagrodę Nobla z medycyny. Prowadził najbardziej przełomowe badania nad synapsami i mechanizmami, które pozwalają komórkom nerwowym (neuronom) komunikować się w ludzkim mózgu. Odkrył molekularne podstawy przekazywania informacji przez synapsy. Jego badania Jego badania mają fundamentalne znaczenie dla zrozumienia chorób neurologicznych i psychiatrycznych, które są związane z zaburzoną komunikacją synaptyczną. Jest jednym z największych neurobiologów i biochemików pokolenia. Jego prace uzyskały cytowania w niemal ćwierć milionie innych prac. Dziś badania prowadzi na Uniwersytecie Stanforda gdzie w wywiadzie powiedział mi wprost. „Jestem w 100 % przekonany, że ADHD nie ma podłoża tylko genetycznego. Odpowiada za niego też świat, w którym żyjemy”. Dziś specjalnym gościem naszego kanału jest noblista prof. Thomas Sudhof.

„Nie wiemy, dlaczego śpimy. Nauka nie ma pojęcia, czemu potrzebujemy snu”. „Nie zostaliśmy stworzeni, do życia, 60, 70 a nawet 80 lat. Jako ludzie jesteśmy stworzeni tak, by przeżyć 50-60 lat. Z pewnością nie 70 lat”. „Trzeba powiedzieć wprost, autyzm czy schizofrenia są zawsze zaburzeniami w obwodach mózgu”. „Są geny, w których mutacje u 100 % osób spowodują chorobę Alzheimera. Dziś już to wiemy”. To tylko wybrane cytaty z rozmowy, którą dzielę się poniżej i która jest potężna. Potężna. Obejrzyjcie pod linkiem w komentarzu.

10/09/2025

Dziś obchodzimy Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom.
Czasem wystarczy jedno słowo, jedno spotkanie, jedna rozmowa, by dać komuś nadzieję. Twoje życie ma wartość 💛

Jeśli przeżywasz kryzys nie zostawaj z tym sam. Skorzystaj z bezpłatnych i anonimowych telefonów pomocowych.
Cała lista w komentarzu.

04/09/2025

Zaburzenia psychiczne dotykają ponad 1 miliarda osób na świecie. Problemy psychiczne dotyczą wszystkich grup wiekowych – dzieci, dorosłych, seniorów – i nie zależą od statusu społecznego czy miejsca zamieszkania. Depresja i zaburzenia lękowe są diagnozowane najczęściej.

W 2021 r. odebrało sobie życie aż 727 tys. osób. To główna przyczyna śmierci młodych ludzi, ale problem dotyczy też dorosłych, szczególnie mężczyzn po 40. roku życia.

W Polsce obserwuje się większą otwartość w mówieniu o problemach psychicznych – tabu wokół psychiatrii stopniowo zanika. Pandemia przyspieszyła zmianę podejścia, zwiększając świadomość stresu, mobbingu, czy wypalenia.

Pamiętaj, jeśli szukasz pomocy w kryzysie psychicznym, zadzwoń na naszą Antyprzemocową Linię Pomocy 720 720 020. Nasi eksperci są dla Ciebie dostępni od poniedziałku do niedzieli w godz. 10-22.

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Kraków?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Strona Internetowa

Adres


Konopnickiej 11/2
Kraków
33-332