23/02/2022
🧙♂️🦸✒️ [SEN VENDARIONA] "Tchórz i Kłamca - fragment #1
Dziś startujemy z trzecim opowiadaniem cyklu. Smacznego. Poprzednie opowiadania dostępne są pod linkami (w komentarzach ⬇️⬇️⬇️).
✒️✒️✒️
"Tchórz i Kłamca - fragment #1
/Budynek Vendaryjskiej Agencji Bezpieczeństwa,
Memoria, rok 63/
„Ależ z ciebie cholerny tchórz, Toby”, pomyślał o sobie Tobias Wallace. Cud, że dzięki państwowemu szkoleniu i sztuczkom wpojonym przez Burzomysła nie trząsł się teraz jak osika. „Fizycznie jestem w porządku, ale to, co dzieje się w mojej głowie…”.
Siedział w przestronnym, jasnym gabinecie, w wygodnym fotelu, z nogą założoną na nogę. Garnitur Tobiasa, z miękkiego kontynentalnego materiału, był pierwszorzędnie dopasowany, a krawat zakupiony w centrum kosztował krocie. Chustka spoczywała w kieszeni spodni. „To wszystko, to jedno wielkie kłamstwo”, szepnął w duchu. „Skończcie tę grę, niech całość stanie się jasna i klarowna, a ja nareszcie będę mógł zacząć uciekać”.
– Agent Tobias J. Wallace – odezwał się czarnowłosy mężczyzna siedzący naprzeciwko. Zaciągnął się papierosem i wydmuchał olbrzymie ilości szarozielonego dymu. Całe pomieszczenie było nim wypełnione. – To pana dziesiąty rok w służbach bezpieczeństwa.
Toby zmarszczył brwi. „Mam potwierdzać to, co oczywiste?”. Ciemnowłosy świdrował go wzrokiem, więc po prostu skinął.
– Wnikliwie zbadaliśmy jej przebieg, obserwowaliśmy pana od dłuższego czasu.
„Wyśmienicie, psiakrew”.
– Poza jednym wydarzeniem… – mówiący zawiesił głos, odsunął papierosa trzymając go dwoma palcami i wypuścił dym kącikiem ust – wszystko jak „od linijki”. Dziwne, co?
– Słucham? – mruknął Toby. „Czy to już?”, zastanowił się. Lewą dłoń delikatnie przesunął na udo.
– Wie pan, mam spore doświadczenie w ocenianiu ludzi – rzekł ciemnowłosy, poprawiając się na fotelu, a na jego twarzy pojawił się, być może udawany, wyraz zadumy.
Tobias milczał.
– Uważam, że to pojedyncze, czasami bardzo trudne, chwile budują nas, jako jednostki ludzkie. Wtedy dopiero, w wyjątkowych sytuacjach, mamy okazję przyjrzeć się sobie samym. Jak – mężczyzna szukał słowa – w zwierciadle.
Tobias mimowolnie potaknął. Czarnowłosy znów wypuścił dym, zmarszczył nos i kontynuował, wyliczając:
– Tak więc, rok pięćdziesiąty dziewiąty. Drugi rok po akademii, służba próbna, jako agent uzupełniający; przydział, w Memorii. Miał pan partnera z podobnym stażem. Byliście blisko?
Toby mrugnął. Na moment zamiast strachu poczuł smutek, ból. „Co, do cholery, dlaczego chcesz wiedzieć akurat to?”.
– Pytałem, czy byliście przyjaciółmi.
– Tak – odpowiedział Tobias. – Nasze narzeczone się przyjaźniły. Mieliśmy wspólne towarzystwo. Czy to ma znaczenie?
– Wszystko, agencie Wallace – odparł ciemnowłosy, uśmiechając się delikatnie. – Wszystko ma znaczenie. Czy jest coś, co chciałby pan dodać do złożonego wtedy raportu? Jakieś szczegóły?
– Nie sądzę. Chyba wiecie wszystko.
– Taaak…. – Czarnowłosy udał, że wnikliwie przygląda się aktom rozłożonym na stole. – Prowadziliście obserwację mieszkania. Kamienica miała należeć do jednego z ludzi związanych z rodziną Da Vinanti. To była operacja Agencji bez udziału lokalnych strażników. Trochę to trwało, a wy się nudziliście…
***
– Więc? – Toerien zawiesił głos. – Jak się panu podoba?
Agent specjalny Brion Kroeger spojrzał na swojego asystenta, skrzywił się i wydął wargi. Nie odpowiedział mu, powrócił wzrokiem w kierunku ekranu, na którym widać było pokój. Kamerę ukryto przed wzrokiem rozmawiających, no przynajmniej jednego z nich. Wysoki, ciemnowłosy agent specjalny, palący czarnego sangoriana, nazywał się Cornelissen i właśnie przepytywał kolejnego człowieka. Niejaki Wallace był typowym „każdym” – wysokim, postawnym mężczyzną o trudnych do zapamiętania rysach twarzy, jasnych włosach i wydatnej szczęce. Tak wyglądały dwie trzecie mieszkańców Vendarii. Czy akurat ten był poszukiwanym przez zespół Kroegera?
– Nie wydaje mi się, żeby musiał mi się „podobać”, którykolwiek z nich – syknął Brion. – Wam, Toerien także radzę nie mieszać w to estetyki lub uczuć.
Strofowany agent poczerwieniał. Zaczął się tłumaczyć:
– Źle się wyraziłem, niezbyt precyzyjnie ująłem to…
– Precyzja to rzecz najistotniejsza. Powinniście to wiedzieć.
– Tak jest. Najmocniej przepraszam – przytaknął Toerien.
Brion uciszył go gestem dłoni. W obserwowanym i podsłuchiwanym pokoju trwała rozmowa, od której wiele zależało. Może i niejedna kariera?
***
/Stare Mury, Memoria, rok 59/
Miasto dopadła kolejna burza. Lało niemiłosiernie, deszcz uderzał o bruk, o asfalt, o karoserie zaparkowanych aut, nie zamierzał zelżeć. Niewiele było widać. Nie wybiła jeszcze godzina czatowników, ale dzięki pogodzie zdawać się mogło, że zapadł już zmrok. Ze strażniczego radia dobiegały co jakiś czas standardowe komunikaty, a wiszący tuż pod sufitem ręczny odbiornik, zapewniający łączność z pozostałymi agentami, milczał. Za to myśli Tobiasa Wallace’a tłukły się wewnątrz jego głowy, galopowały, rzucały się szaleńczo we wszystkie strony.
„Jesteś cholernym tchórzem”, powtarzał sobie raz po raz, ale to nie pomagało. Musiał to w końcu zrobić.
– Kupiłbym go, Toby. Niech mnie pokręci, ale chcę go mieć – usłyszał głos należący do swojego partnera.
Kurt Malaan, siedzący obok, uśmiechnął się szeroko. Poprawił kapelusz lekko nasunięty na jasne włosy i spojrzał pytająco.
– Nie pomożesz mi, co?
Tobias przeciągnął się, poprawił na fotelu, potarł kark, a potem dotknął palcem wskazującym skroni.
– Nie potrzebujesz go – rzucił. – Trzy kroki od domu macie kino.
– Cholera. Kino? Masz mnie za tłuka? Przecież to zupełna bzdura. Moja stuletnia ciotka mogłaby użyć tego argumentu.
– Wiele osób używa „tego argumentu”.
– „Wiele osób” twierdziło, że nie da się spacerować po Semilunie.
– Skakać – zaśmiał się Tobias.
– Dobrze wiesz, o czym mówię. Tysiące hamują postęp, jednostki prą przed siebie. – W głosie Kurta słychać było zapał.
– To jakiś cytat? Dużo ostatnio czytasz…
– To prawda. Po prostu. Chcę go mieć w domu, będę mógł oglądać Jahna Smuttsa spacerującego i – Kurt spojrzał z ukosa na Tobiasa – niech ci będzie, fikającego koziołki na Semilunie Trzy.
Przez chwilę obydwaj milczeli. Pierwszy odezwał się Tobias:
– Decyzja podjęta?
Kurt westchnął i odpowiedział ze smutkiem w głosie:
– Chyba jednak nie. Emilia przekonuje mnie, że najpierw…
Toby nie słuchał dalej. „Emilia, niech mnie. A ja się łudziłem, że rozmawiamy o…. To się nie skończy, póki mu nie powiem”. Zacisnął szczęki. Na moment zamknął oczy. Pod powiekami przemknął mu obraz – drobna, szczupła brunetka z krwisto czerwonymi ustami, uśmiechała się… „Powiem mu…”.
Wtedy odezwało się wiszące pod sufitem radio:
– Dwa dwanaście, dwa dwanaście…
Kurt ujął komunikator w dłoń i przycisnął guzik umieszczony na obudowie.
– Tu dwa dwanaście. U nas cisza i spokój.
– W porządku – trzeszczący głos zrobił pauzę, po czym odezwał się ponownie: – Według mnie, na dziś to wszystko. Możecie się zwijać…
Kurt uśmiechnął się. Ich przełożony kontynuował:
– Jeszcze tylko upewnijcie się czy w mieszkaniu rzeczywiście jest pusto.
Toby skrzywił się. Kurt zaczął protestować:
– Przecież, dopiero co powiedziałeś…
– Słuchajcie, dwa dwanaście. Zespół z dziesiątki ujął podejrzanego, więc jest praktycznie pewne, że w pozostałych lokalizacjach nie mamy czego szukać, ale nie chcę, żeby Malcolm Rudyard urwał mi głowę. A tak będzie, jeśli wszystko nie zostanie sprawdzone. To standardowa procedura. Czy to jasne?
Deszcz dudnił po karoserii. Kurt Malaan przytknął czoło do szyby i wyjrzał za okno.
– Jasne… Wchodzimy… Bez odbioru. – Ściągnął palec z przycisku i, krzywiąc się, dodał: – Jasne, jak pieprzone słońce, którego tutaj, w Memorii, nijak nie uświadczysz…
Tobias pokiwał głową, odruchowo poprawiając zapięcie kabury umieszczonej pod prawym ramieniem.
✒️✒️✒️
I jak? Znów coś trochę innego. Zaciekawieni. Dajcie znać!
! /