10/04/2019
Na drugim wierzchołku siedzi prześladowca (P.).
To ten, który w rosyjskim serialu – zgodnie z prognozą mojego syna – wydarł się na przepraszającą panią. Słyszałam kiedyś takie powiedzenie, że „jęk jagnięcia podnieca lwa” – jeśli O. to jagnię, to P. jest lwem. Kiedy O. jęknie na zebraniu, że nie zdążyła skończyć prezentacji, bo musiała „przekopywać się przez dosłownie tysiące maili od klientów”, lew ryknie, że miała na to tydzień. Jeśli O. żywi się poczuciem niesprawiedliwości, to P. żywi się własną złością, ciągłym przekonaniem, że O. i jej podobni po prostu „nie dowożą tego, co mieli dowieźć”. Żywi się też poczuciem przewagi, gorzką satysfakcją, kiedy po jego tyradzie zapada cisza i nikt nie ma niczego na swoje usprawiedliwienie. Im bardziej rozpaczliwie jagnię jęczy, tym głośniej ryczy lew. Im głośniej ryczy lew, tym bardziej rozpaczliwie jęczy jagnię. Im wyżej jedno, tym niżej drugie. Potrzebują siebie nawzajem. Jagnię musi mieć prześladowcę – bez tego nie zbudowałoby swojej historii. Prześladowca musi kogoś wziąć na muszkę, bo nie miałby się na kogo wściekać. I biznes się kręci.
A w cieniu czai się jeszcze ktoś trzeci.
Natalia de Barbaro
cdn