09/06/2020
Kilka dni temu odeszła Kristin Linklater. Dla mnie to jedna z najważniejszych mentorek pracy z głosem, ciałem i emocjami, która pojawiła się na mojej drodze. Właśnie przeczytałam wpis Kasi Pakosy na temat warsztatów, w których wspólnie brałyśmy udział i postanowiłam dołożyć też swoją cegiełkę. Spotkanie z Kristin było niezwykłe i na zawsze już mnie zmieniło. Doświadczamy czasem rzeczy, które ciężko objąć słowami. Spróbuję to ująć w słowa, ale doskonale wiecie, jeśli śpiewacie, że to nie o słowa chodzi, a odczucie. Mieliśmy tak intensywne dni, że pod koniec pracy wręcz zasypiałam na podłodze podczas ćwiczeń relaksacyjnych. Jednak najpiękniejszy moment był dla mnie jak Kristin postanowiła pokazać nam jak pracuje indywidualnie. Najpierw śpiewała moja przyjaciółka Anastazja, a później Kristin stwierdziła, że jeszcze zdążymy popracować z jedną osobą. Pewnie znacie to odczucie, jak wszystko mówi Wam, że to ten moment, ta chwila, która może się już nie powtórzyć i moja ręka poszybowała w górę. Już nie pamiętam, czy tylko ja się wtedy zgłosiłam, czy tak bardzo tego chciałam, że Kristin wybrała wtedy mnie. Mimo, że byłam wtedy studentką jazzu, postanowiłam zaśpiewać "Dwa serduszka, cztery oczy". Po zaśpiewaniu Kristin zrobiła ze mną tylko jedno ćwiczenie: oddania ciężaru ciała, napięcia ziemi, puszczenia kontroli i wtedy to poczułam, że nie tworzę dźwięku, a nim jestem. Byłam dźwiękiem! Już przypomniałam sobie to uczucie.
Dziękuję Kristin! 💛💛💛