11/05/2026
Siedzę i obgryzam paznokcie💅, bo moi Ósmoklasiści właśnie piszą egzamin z polskiego.
❓Czy na pewno wszystko omówiłam? Czy w gorączce six-seven coś mi nie uciekło?
❓Czy omówiłam to WYSTARCZAJĄCO dobrze?
❓A może trzeba było zrobić ten dodatkowy arkusz z „Dziadów”?
❓Czy będą pamiętać o akapitach, czy znowu pojawia się znaczki [ ?
❓Czy uważnie przeczytają polecenie, żeby nie strzelić głupiej gafy?
❓Czy w ogłoszeniu/zaproszeniu pamiętają o wszystkich gdzie? kiedy? na co?
❓Czy zrobią sobie plan wypowiedzi dłuższej, tak jak ich uczyłam, czy będą pisać z marszu?
❓Czy w stresie nie pomyli im się okolicznik z dopełnieniem lub zdanie współrzędne z podrzędnym?
Te i milion innych pytań zaprzątają obecnie moją głowę🤯. W całej debacie o nauczycielstwie, która jest ostatnio wzmożona w mediach, brakuje mi dyskusji na temat nauczycieli przedmiotów egzaminacyjnych.
Bo to przecież większa odpowiedzialność, stres, presja, nie mówiąc o przygotowaniu, sprawdzaniu i analizie egzaminów próbnych.
Każda szkoła chce wypaść jak najlepiej, ale tak to już jest, że jeden napisze na 95%, a drugi na 10%, wtedy średnia wychodzi 53% - czy to jest zatem miernik mojej pracy? 🤔
Wyrównywanie szans edukacyjnych w szkole podstawowej na tym polega, że pracujemy ze WSZYSTKIMI uczniami, niezależnie od potencjału. Czasami jest tak, że tym słabszym poświęcamy dużo czasu i energii, a wynik w skali kraju jest..przeciętny, choć ta osoba wykonała ogromną pracę.
Dopóki będzie egzaminoza i rankingi, zatracamy sens edukacji…
Ale to już takie moje rozważanie filozoficzne podczas porannej kawy w stresie egzaminacyjnym. 🙀
Czekam na moich uczniów, na pewno dali z siebie wszystko. I to jest najważniejsze.