Koniec języka za przewodnika

Koniec języka za przewodnika

Udostępnij

Zarażanie:
językiem angielskim 🇬🇧
i włoskim 🇮🇹

Photos from Koniec języka za przewodnika's post 12/04/2026

Kochani, ktoś pytał, więc potwierdzam: żyję ;)
Ale nie miałem ostatnio, moim zdaniem, niczego ciekawego do powiedzenia. Dziś natomiast to się zmieniło i pomyślałem, że muszę się tym podzielić.

Najpierw zobaczyłem tuptające w parku mewy, słowo daję! I okazuje się, uwaga, że one to robią, żeby naśladować spadający deszcz, nabrać dżdżownice i je wtedy skonsumować. Czy to nie jest fascynujące, że na to wpadły?

No i druga rzecz. Jeszcze w szkole średniej zostałem wysłany na spotkanie z młodzieżą z kilku krajów Europy. To była dla mniej jedna z pierwszych okazji do nawiązania znajomości po angielsku. Jedną z tych znajomości pielęgnuję do dziś. Ta wspaniała dziewczyna wysłała mi właśnie zdjęcie. Znajomość języka to też możliwość dzielenia radości z ludźmi z całego świata ❤️
Dobrego tygodnia!

Koniec języka za przewodnika

Photos from Koniec języka za przewodnika's post 31/12/2025

Kochani, z wieloma z Was nie znam się osobiście, ale mam nadzieję, że się nie obrazicie, że tak się do Was zwrócę 😊
Chciałem podziękować Wam za ten rok i opowiedzieć pokrótce (choć to u mnie rozciągliwe pojęcie), co mi osobiście dał 2025. Opowiadając swoje historie, mam zawsze nadzieję, że będziecie się w nich mogli choć trochę przejrzeć i że będą dla Was inspiracją do językowych podróży, małych i dużych. Myślę, że najważniejsze, żeby każdy podróżował tam gdzie i tak jak chce; żeby to była przyjemność a nie przymus.

Jestem bardzo wdzięczny, że dzięki moim uczniom w tym roku podszkoliłem się z:
-mikrobiologii,
-teoretycznej jazdy na rowerze,
-gry w golfa,
-prawa,
-bankowości,
-fuzji PZU z PEKAO,
-procesu planowania parków rozrywki,
-jak to jest być na bezrobociu w Szwajcarii,
-jak to jest napisać swoją pierwszą książkę,
-jak działa biznes zabawkowy,
-co warto przeczytać, co warto obejrzeć w kinie,
-ile kosztuje wesele,
-jak się w zasadzie produkuje masło,
-jak kupić dom we Włoszech,
-jakie będą trendy w modzie w 2027,
-czy łatwo założyć fundację,
-jak często nitkować zęby,
-co tam słychać w HR,
-która firma w jakim wymiarze będzie wracać z home office do biura, czy będą cięcia czy zatrudnianie,
-gdzie w Europie można pięknie się wspinać,
-gdzie kupić piękne portugalskie kafelki do kuchni,
-że Bergamo jest urocze,
-czy RAFAKO upadnie,
-psychoanalizy,
-jakie trendy w tatuażach,
-jak się robi zawodowo filmy na Insta,
-gdzie i jak się kupuje drugi dom we Włoszech,
-gdzie w Toskanii super się jeździ na rowerze,
-co lubią ryć dziki,
-jak wychować pierwsze i drugie dziecko,
-które nasiona tańsze, które droższe,
-że Andrzej Chyra jest fajny prywatnie,
-jak się ubrać w Chicago kiedy wieje i która tam w zasadzie godzina,
-czemu włoskie szczotki do włosów są takie super,
-jak z pracy rezygnować, jak się o pracę ubiegać,
-jak się nie rozstać z mężem, jak się jednak rozstać,
-co jeść, czego nie i wiele innych.

Mam ucznia, pozdrawiam 🙂, który, gdy go o coś pytam z życia wziętego, czasami odpowiada: “Ty mi powiedz. Wszystko, co wiem poza pracą wiem od Ciebie. Jesteś moim oknem na świat” Jak tak mówi, to zaczynamy się trochę przekomarzać, bo ja mam dokładnie to samo wrażenie ale na odwrót, tzn. że właśnie dzięki niemu i innym, z którymi pracuję, wychodzę ze swojej bańki i się rozwijam, w kierunkach nieprzewidywalnych. Wielka wdzięczność.

Przeczytałem sobie podsumowanie poprzedniego roku, żeby wiedzieć, gdzie ten się zaczął. Już wtedy pisałem, że uczę się greckiego coraz mniej. W tym roku podjąłem trudną decyzję o “chwilowym” zaprzestaniu. Nie było między nami wystarczającej chemii. Odwiedziłem Grecję, żeby tę chemię rozbudzić, ale moje serce wyraźnie dawało mi znać, że jego południowa część leży jednak we Włoszech i na tę chwilę nie ma w nim miejsca na więcej Południa. Może kiedyś. Bolała mnie ta decyzja, bo poświęciłem na naukę dużo czasu, pieniędzy, energii, ale przypomniała mi też o tym, że nauka powinna dawać radość i że wycofać się to nie znaczy się poddać. Tym bardziej się cieszę, że zrobiłem sobie w ten sposób w głowie miejsce na język, o powrocie do którego marzyłem od dłuższego czasu. Duński. Lubię jego brzmienie, lubię tę kulturę, kocham Kopenhagę, przecież to jest przepis na sukces.
Koreańskiego uczę się nadal, bardzo powoli. Uczę się, że sam proces jest frajdą. To jest chyba już przygoda na całe życie bez narzucania sobie konkretnego celu. Znacie taką naukę języka? Dla mnie to trochę nowość.

Do sukcesów tego roku zaliczam zdecydowanie poznanie na żywo jednej z moich nauczycielek szwedzkiego. Cudowna osoba!
Do niekoniecznie sukcesów, ale rzeczy zabawnych, że już nie potrafię przeczytać niczego wieczorem bez okularów. Ale ma to swoje plusy, bo odpada bezmyślne scrollowanie przed snem 😊 Pompatycznie rzecz ujmując, taka kolej życia.
Jako że czas płynie, przygotowałem w tym roku do matury córkę ucznia z dawnych czasów. Czekam na trzecie pokolenie 😊Spotkałem podczas podróży we Włoszech moją uczennicę, która jest tam na Erasmusie. Podczas tej samej podróży odwiedziłem Florencję, gdzie i ja na Erasmusie kiedyś byłem. Dziś sam jestem dziadkiem, więc cóż mógłbym dać mojemu wnuczkowi 😉 We Florencji poszedłem na wymarzony koncert Elodie W końcu odwiedziłem Arezzo. Troszkę się zakochałem w Madrycie i troszkę bardziej w Granadzie. Widziałem wiele kiepskich i dwie piękne sztuki w teatrze. Straciłem oddech oglądając “Być kochaną” i “Sentimental value”. Nie byłem w Lecce (what?!!). Zrobiłem pierwsze bułeczki szafranowe. Przeczytałem pierwszą mini książkę po duńsku. Chyba pogłębiłem moją trudną miłość do Szwecji, która przyprawiła mnie o największy culture clash ever i nauczyła mnie nieco bardziej być tu i teraz i być powściągliwym w ocenie innych i siebie też. Nauczyczyłem się po szwedzku pływać kajakiem na morzu, ratować siebie i partnera a będąc w wodzie nie myślałem o rekinach, przejechałem na rowerze z Elsynoru do Kopenhagi (50km), zepsułem rower, ale przeżyłem.

Mam nadzieję, że widzicie w Waszym zeszłym roku choć garść ważnych dla Was doświadczeń. Mam też nadzieję, że czeka Was wiele niespodzianek w nadchodzącym.
Moje życie w dużej mierze krąży wokół nauki języków, bo to moja praca i wielka miłość zarazem. Wiem jednak, że tak być nie musi, bo szczęście każdego z nas leży gdzieś indziej. Piękne jest to, że w tych poszukiwaniach możemy się spotykać i od siebie uczyć.

Mój cel na Nowy Rok to zadbać o przyjaźnie. Jaki Wy macie plan?
Raz jeszcze dziękuję, że tu jesteście. To dużo dla mnie znaczy. Wszystkiego dobrego! ❤️

---------------------
legenda:

a)1 zdjęcie: moja buźka dla przypomnienia, że istnieję poza Internetem, oczy: wersje 2.0

b)piękne włoskie góry z podróży do Bergamo

c) uniwersytet we Florencji

d) bułeczki szafranowe in progress

e) Granada

f) Koncert Elodie i ja, gdybym się bardziej wyluzował :)

Koniec języka za przewodnika
;)

13/12/2025

Błagam, jeśli zdecydujecie się czytać, to please do końca. W przeciwnym razie, lepiej w ogóle.

W tym tygodniu uczennica spóźniła się na zajęcia 10 minut. W końcu pojawiła się na ekranie. Zaczynamy „cześć- cześć”. Czekam, ani słowa więcej. No więc mówię stanowczo: „Ty ku*wo, ty s*mato, wypie*dalaj!”. Owszem, może wydać się to Wam dziwne, ale chciałem w ten sposób sprowokować ją do „I’m sorry I’m late”. Taką mam metodę a już tyle razy mówiła źle czyli „I’m sorry for my late”, że pomyślałem, że muszę dotrzeć do niej emocjonalnie i wydostać z niej drzemiący potencjał, bo w sumie czuję, że jest zdolna.

Tak się składa, że ta uczennica zna inną uczennicę i poskarżyła się tej drugiej, że byłem niemiły. Uważam to za „nielojalne”. Drugi uczeń nie pojawił się na zajęciach i napisał, że miał pogrzeb ojca. Pojawił się na kolejnej lekcji, więc mu mówię „Nie miałeś prawa wyjechać i być nieobecny na moich zajęciach, nie interesuje mnie powód. Jak ja straciłem ojca, to poszedłem na lekcję, a nie jechałem do rodzinki”. Ja muszę studentów stymulować a nie rozleniwiać. Po prostu ciągnę z drewien, a nuż się obudzi.

Kiedyś mi zwrócono uwagę, że może uczniowie się mnie boją. Zapytałem koleżankę po fachu. Odpowiedziała, że tylko głupki.

Innego dnia pytam ucznia geja, czy ma zadanie domowe. Nie miał, więc nazwałem go więc downem, ci*ą, debilem i ciotą. Młody chłopak, zakompleksiony, ben energii. Wiedziałem, że go zaboli a kiedy już był na granicy płaczu, krzyknąłem „To teraz porozmawiajmy!”, bo wierzyłem, że w emocjach będzie mówił autentycznie. Przestanie myśleć o gramatyce i zacznie wyrażać się płynnie. Taką mam metodę. Działa.

Mój ukochany nauczyciel angielskiego ciskał w nas krzesła i popielniczki, kiedy byliśmy nieprzygotowani do lekcji. Wszystko, co umiem, umiem dzięki niemu. Bardzo go kochaliśmy.
Dziś jest coraz mniej osób gotowych na poświęcenie w imię nauki języka obcego.

KONIEC

To wszystko powyżej jest oczywiście nieprawdą. Przepraszam, jeśli przebrnęliście przez ten słowny s*f. Pewne słowa i cytaty pochodzą z artykułu Sebastiana Słowińskiego dla "Dużego Formatu" na temat pracy jednej pedagog sztuki aktorskiej i wokalno-aktorskiej, profesor sztuki filmowej i teatralnej. Od czasu przeczytania tego tekstu nie mogę pozbierać myśli i mam w sobie ogromną ilość złości. Tekst opisuje m.in. doświadczenia studentów, reakcje a raczej ich brak ze strony uczelni wyższych i cały moim zdaniem mechanizm przemocy ubranej w obrzydliwy mesjanizm i pseudo artyzm.

Polska edukacja jest pełna oszołomów wysyłających uczniów na zgolenie głowy, jak niedawno w Krakowie. Sam, choć nie mam stu lat, pamiętam przemoc fizyczną ze szkoły. O słownej nie wspomnę, bo nie było dnia bez pogardliwych komentarzy od nauczycieli na temat tego, kto ma jakie włosy, jaki kolor paznokci, że musi iść natychmiast do łazienki i to zmyć (przemoc!), że ma drogie buty a nie zapłacił na komitet rodzicielski (przemoc!), że ma natychmiast wstać, usiąść (przemoc!), nie pstrykać na długopisie, bo nauczycielka ma nerwicę, najlepiej nie oddychać, stać w milczeniu pod tablicą, choć już przyznał, że nie wie, jak odpowiedzieć na pytanie (przemoc!).

Kocham teatr, ale jestem w stanie z niego zrezygnować, jeśli mają w nim występować aktorzy wytrenowani jak dzikie zwierzęta i operujący zręcznie swoimi emocjami na scenie, bo kiedyś ktoś nazwał ich „ci*ą”. Nie dla miernoty, która nie potrafi inaczej. Zwyczajnie brak jej narzędzi i łamie człowieka, żeby zostać nazwaną wybitną pedagożką, która z niejednego wycisnęła talent.

Jan Englert mówi: „To jest bardzo dobra aktorka, bardzo zaskakująca w swoich wyborach artystycznych. Ma własny świat, własne czucie, o co bardzo walczy (...) nie jestem od tego, aby oceniać swoich kolegów i koleżanki. Byłem jej przełożonym, ale też jestem aktorem, i wtedy to zupełnie inaczej się układa.”

Nic, ku*wa, tylko włosy sobie rwać, słuchając takich halucynacji.

Dodaje: „Przychodzi mi na myśl pewna metafora, że jeżeli trener trenuje konie, to wie, że są takie, które nie pobiegną, jeśli nie da im się jabłuszka czy innego smakołyku, trzeba je głaskać, delikatnie traktować, a są konie, które nie wystartują bez bata i ostrogi.”

Koń.

Skarży się, jak rozumiem, na zmianę pokoleń pociągającą za sobą zmianę obyczajowości.

I owszem, głęboko wierzę, że tej zmiany już się nie da zatrzymać i będzie tylko lepiej. Że pokaleczeni kiedyś nauczyciele nie będą tego kalectwa przekazywać dalej, będą zatrzymywani, osądzani i jeśli to konieczne, pozbawiani prawa do wykonywania pracy. I koniecznie będzie i im udzielana pomoc, bo najwyraźniej tego potrzebują, jeśli ktoś w nich kiedyś ciskał krzesłami.

Nie potrzebujemy ludzi, którzy udają, że edukują. Nie ma takiej wiedzy, której przekazywanie tłumaczy przemoc. Nie ma tak pięknego języka, nawet włoski nim nie jest, którego nauczanie może odbywać się przy użyciu inwektyw.

I kiedy czytam, że od czasu projekcji filmu "Dom dobry” liczba telefonów od kobiet zgłaszających przemoc w domu wzrosła ponad 200%, to głęboko wierzę, że z przemocowego kraju obarczonego wielką traumą jesteśmy w stanie zamienić się w kraj wrażliwy. Wybaczcie porywczy ton, ale kocham swoją pracę, kocham wielu nauczycieli i boli mnie bardzo, kiedy słyszę, że szkoła może być źródłem cierpienia.
No, ale będzie coraz lepiej ❤️

Zdjęcie na ukojenie nerwów.

PS. Bardzo polecam artykuł, który cytowałem.



Koniec języka za przewodnika

22/11/2025

#𝐜𝐢𝐞𝐤𝐚𝐰𝐨𝐬𝐭𝐤𝐚

Jako że połowa Polski ogląda chyba właśnie "Dom dobry" a druga połowa "𝐇𝐞𝐰𝐞𝐥𝐢𝐮𝐬𝐳𝐚", pomyślałem, że może jak ja, zastanawialiście się skąd w zasadzie to "mayday" 🌊

W 1923 radiooficer Frederick Stanley Mockford pracujący na lotnisku Croydon w Londynie dostał zadanie, żeby wymyślić słowo, które będzie zrozumiałe dla wszystkich w sytuacji zagrożenia. Ponieważ bardzo dużo ruchu odbywało się między Croydon a lotniskiem a Paryżu, Mockford zaproponował "𝐦𝐚𝐲𝐝𝐚𝐲", które miało naśladować francuskie "𝐦'𝐚𝐢𝐝𝐞𝐫"- pomocy!, ale było łatwiejsze w wymowie. Ciekawe, co?

Dobrego weekendu! 😊
--------------
Netflix

Koniec języka za przewodnika

19/11/2025

-Filipku, chcesz wejść na siusiu? Jest czyściutka toaleta.

Znacie tę scenę ze wspaniałego „Moja córki krowy”? :) Jedna z moich ulubionych!

Dziś Światowy Dzień Toalet wyznaczony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ 🚽

W 2001 roku nawet powołano Światową Organizację Toaletową do walki o podwyższanie standardów ubikacji na świecie. Chwała im za to, bo kto, np. podróżując, nie doceni ich zasług!

Toaleta, rzecz niby prosta jak budowa cepa, ale żeby się za granicą w spokoju wysikać, może się, za przeproszeniem, przydać język.

Wtedy człowiek się nie boi, że we Włoszech w „bagno” pochłoną go jakieś grząskie czeluści, albo, że w „gabinetto” przeszkodzi komuś w pracy. Nie będzie też próbował pytać o „ubicazione” (położenie), bo to nie wystarczy. A po toalecie oczywiście warto umyć ręce, tylko nie daj Boże we włoskim „water”, bo to znaczy muszla klozetowa. Tak na marginesie, ładna ta nasza polska „muszla”, hm? :)

To może już lepiej skorzystać z „kibla” (niem. „Kübel”, kubeł, wiadro) w Ameryce? A co jeśli, ktoś nam pytającym o drogę odpowie slangiem: „The john is over there”? Sir John Harington stworzył toaletę ze spłuczką dla królowej Elżbiety I i dlatego zasłużył sobie na bycie synonimem miejsca, gdzie królowa chodziła piechotą.

Warto też wiedzieć, że w Ameryce raczej zapytamy o „restroom”, gdzie będziemy oczywiście „myć ręce” lub „pudrować nos” a w Wielkiej Brytanii mogą nas skierować za potrzebą do „loo”. Ponoć tak Brytyjczycy słyszeli francuskie słowo „woda”- l’eau i postanowili je sobie pożyczyć. A WC? Water closet

Macie jakieś inne toaletowo-językowe ciekawostki? Dołączam zdjęcie znad jednego pięknego pisuaru w górach na Tajwanie ;)

-------------------------------

Koniec języka za przewodnika

Photos from Koniec języka za przewodnika's post 17/11/2025

To będzie dość niszowe, co napiszę, ale mam nadzieję, że odnajdziecie w tym choć odrobinę swojego doświadczenia nauki języków a co za tym idzie i kultury "obcej".

Od dłuższego czasu przyglądam się bliżej Szwecji. Dużo czytam po szwedzku, oglądam masę filmów, słucham podcastów i staram się pokornie nie przymierzać tego wszystkiego do tego, co znam. Przychodzą jednak takie chwile, że myślę sobie po ludzku, choć owszem nieco wulgarnie „Nie no, ja p…! Jak tak można?!” Potem rozładuję zmywarkę, poodkurzam, opadną emocje i znów pokornie staram się otwierać głowę i nie przykładać wszystkiego do tego, co już znam, bo wierzę, że nauka języka z sukcesem wymaga wyzbycia się myślenia po polsku. Nie znaczy to oczywiście, że trzeba stać się fanatykiem „nowego”, ale żeby zrobić na nie choć trochę przestrzeni w głowie. Tak to czuję.

No ale a’ propos tych „ja p…-momentów". Kocham teatr i była okazja zobaczyć w szwedzkim Helsingborgu premierę „Mistrza i Małgorzaty”. Jest duże prawdopodobieństwo, że o Helsingborgu nigdy nie słyszeliście, ale mimo, że to małe miasto, to szwedzkie „małe” wcale nie musi znaczyć zapyziałe. Dyrektorem teatru był tam kiedyś Bergman a kiedy Ibsen napisał w XIX wieku „Duchy” i wszystkie teatry skandynawskie bały się je wystawić ze względu na kontrowersyjne tematy eutanazji, chorób wenerycznych i kazirodztwa, Helsingborg pokazał je w Europie jakie pierwszy (1883r.) Po wielkim sukcesie odważyła się też Kopenhaga, Oslo a potem i Berlin, gdzie dekoracje sceniczne zrobił sam Edvard Munch. Tak więc poszedłem w Helsingborgu na „Mistrza i Małgorzatę” z wielkim apetytem i wyszedłem ... zdruzgotany. To było naprawdę kiepskie i miałem nieodparte wrażenie, że choć wszyscy aktorzy starali się jak mogli, to zabrakło czegoś, co w słowiańskiej duszy jest nieuchwytne, ale konieczne. Tam nie było polotu! Tragedia. Wydaje się, jak gdyby Szwedzi stanęli na wysokości zadania, ale to totalnie nie miało ni rąk, ni nóg.
Doszedłem nawet do radykalnego i niesprawiedliwego pewnie wniosku, że teatr chyba nie jest szwedzką domeną, bo tam potrzeba wolności a nie poprawności, choćby nie wiem, jak była idealna. Wiem, bardzo krzywdzące uogólnienie. Jednocześnie czytam szwedzkie książki, gdzie tak pięknie się mówi o miłości, że włos staje dęba. Jak to możliwe?! Do tego skandynawskie kino: norweski ostatnio film„Być kochaną”, „Najgorszy człowiek na świecie” Joachima Triera i jego nowy wspaniały „Sentimental value”! Cuda! Musze przyznać, że kontakt ze szwedzką kulturą, jakkolwiek mogłaby się ona wydawać łagodną i mającą słodki cynamonowy PR, jest dla mnie jednym z większych szoków kulturowych podczas nauki języków. Do tego dochodzi dokument o obecnym królu szwedzkim Karolu XVI Gustawie, który w wywiadzie-rzece zapytany o to, czy czuje się kochany odpowiada, że „Nieeee” i że powiedziałby, że raczej „szanowany”, bo „kochany” pasuje do książek dla dzieci. No ja p…! Nie wierzę! Powiedzcie sami! Pomijam już, ale jednak nie, fakt istnienia monarchii w kraju, który tak bardzo lubi używać słowa „równość” ;)

Ale do czego zmierzam? Nauka języka, myślę, to nierzadko doświadczenie szoku kulturowego. Za bardzo mi zależy na szwedzkim i za bardzo Szwedów jednak lubię, żeby się poddać i dlatego o pomoc zwróciłem się do specjalistki. Jak to jest, że kraj tak bardzo ceniący sobie przeciętność i powściągliwy, tak pięknie też potrafi mówić o emocjach. Rozciągnąłbym to na całą Skandynawię. Katarzyna Tubylewicz zechciała odnieść się do tematu i jestem mega wdzięczny, bo jej podcast „Morze możliwości” nieustannie pomaga mi zrozumieć paradoks szwedzkiej mentalności.

Ogromnie Wam polecam wszystkie a szczególnie ten odcinek i jestem bardzo ciekaw Waszych doświadczeń w konfrontacji z innymi kulturami podczas nauki języków. Niezmiennie utrzymuję, że próba zrozumienia "obcego" języka to wielka przygoda, bo za językiem idzie próba zrozumienia kultury. Katarzyna Tubylewicz mówi m.in. o tym, jak to w liberalnej Szwecji można kogoś za jego poglądy "frysa ut", czyli "scancelować" przez zamrożenie lub nawet "tiga ihjäl" czyli "zamilczeć na śmierć" :) Miłego słuchania!

---------------------------------------

;)

10/11/2025

Dobra, to powiedzcie, czy ładnie "namalowałem" ;)

🦔10 listopada obchodzimy "Dzień Jeża", żeby zwrócić uwagę na potrzebę jego ochrony. Po angielsku "hedgehog" czyli "wieprz żywopłotowy", po duńsku "pindsvin" (patykowa świnia).

Polska nazwa pochodzi ponoć od praindoeuropejskiego pnia oznaczającego "żmiję" i miała opisywać zwierzę, które potrafi polować na żmije. Kto by pomyślał, taki słodki jeżyk 🥰

=============

🇬🇧 as prickly as a hedgehog- kapryśny

🇮🇹 chiudersi a riccio- zamykać się w sobie

In the mornings, she’s as prickly as a hedgehog before her first coffee.
Rano jest drażliwa jak jeż, dopóki nie wypije pierwszej kawy.

Dopo quella discussione, si è chiuso a riccio e non vuole parlare con nessuno.
Po tamtej kłótni zamknął się w sobie i nie chce z nikim rozmawiać.

=====================

Koniec języka za przewodnika
Koniec języka za przewodnika


28/10/2025

Nie wiem, jak to się stało, ale mam najza*ebistszych uczniów ever!

Photos from Koniec języka za przewodnika's post 26/10/2025

Najfajniejsze według mnie w nauce języków jest to, że niby uczymy się obcego, ale to obce za chwilę łączy się z czymś, co już znamy i razem tworzy pełniejszy obraz. Tak bym to ujął, może nieco górnolotnie, ale co zrobić ;)

Mam dowody!
Czytałem sobie ostatnio po szwedzku o Alfredzie Noblu. O tym, jak się zakochał w pacyfistce i dzięki niej dziś mamy ponoć pokojowego nobla. Niestety chyba za długo ją trzymał w niepewności i ta wyszła za innego typa. Alfred mimo, że znał za młodu wiele języków, umierał znając podobno tylko szwedzki a na domiar złego umierał w San Remo we Włoszech i nikt go pod koniec życia nie rozumiał, bo po co niby Włosi mieliby mówić po szwedzku. W każdym razie, chyba im trochę potem było głupio, bo San Remo co roku tradycyjnie dostarcza kwiaty na dekorację sali podczas uroczystości wręczania nagród. I kiedy Nobel umierał u jego boku był wg mojego szwedzkiego tekstu tylko jeden „tjänare”. Hmm…odpalam więc czatawiadomojakiego i piszę „tjänare” a on mi na to: „Dziękuję, że pytasz. Mam się dobrze. A ty?” Zwariował- myślę sobie. I nagle „boom”! Oświeciło mnie! Tysiące razy słyszałem, kiedy Szwedzi witają się słowem „tjänare”. No ale skąd ono w takim kontekście?! Boom- dostaję drugiego oświecenia i myślę sobie, że jeśli to prawda, to jest to fascynujące. Sprawdzam i faktycznie; szwedzki i włoski mają coś wspólnego poza kwiatami z San Remo. Bo „tjänare”- „cześć” pochodzi od „służyć komuś, czyli to tak, jak gdybyśmy chcieli powiedzieć na powitanie „Jestem gotowy ci służyć. Powiedz tylko, czego potrzebujesz”. A wiecie, skąd pochodzi włoskie „ciao!”? Z weneckiego i znaczyło „niewolnik”, czyli nic innego, jak „jestem do twojej dyspozycji”. Czy te podobieństwa nie są piękne?!

Dobra to jeszcze jeden dowód, jak się pięknie rzeczy łączą, gdy dochodzi obcy język. Jeździłem sobie na rowerze po Malmö. Gorąco polecam, jeśli komuś się wydaje, że tam auta płoną 24h, mega inspirujące miasto. I tak jadąc i jadąc i jeszcze raz jadąc, natrafiam na małą pizzerię. Niepozorna z zewnątrz, czyli na pewno dobrze karmią. Oko italofila rzadko się myli. Wstępujemy i pizza jest wspaniała! Ale jedziemy dalej i trafiamy do Malmö Konsthall. Wystawa sztuki nie urzeka. Najciekawsza była za to zwiedzająca też starsza pani około 75 w kolorowej czapce i pięknym płaszczu, która wyglądała, daję głowę, młodziej niż ja.
Ale wstępuję do sklepu, bo lubię plakaty.
Tam spotykam tę piękną starszą panią i też plakaty przegląda. Jedziemy z dwóch różnych stron. Wiecie taki szereg wiszących. W połowie spotkamy się wzrokiem i ona proponuje zmianę stron. I jak tak jedziemy te plakaty, myślę sobie, muzeum nieciekawe, ale może mają plakat z wystawy Abakanowicz. A, bo wśród moich wspaniałych otwierających mi oczy na świat uczniów jest osoba, która otwiera mi je na sztukę a na Abakanowicz szczególnie. Więc jadę drugą stronę tych plakatów i już prawie tracę nadzieję, kiedy, ja pie*rzę, odkrywam, że ostatni to plakat Abakanowicz z wystawy w 1977. Proszę pana Szweda ze sklepu, pan plakat pakuje i pięknie wypowiada nazwisko Abakanowicz a dzień jest jeszcze piękniejszy.

A gdyby kogoś w kwestii tego, że wszystko się pięknie łączy interesowało jednak jedzenie, to w Malmö można zjeść zajefajne wypieki Marty z byłej już piekarni w Krakowie „Pochlebstwo”. Nazywają się Bullarbyn Bageri

Złośliwi twierdzą, że najfajniejsze w Malmö jest to, że blisko jest Kopenhaga ;) Trudno się nie zgodzić. A po przejechaniu mostu nad Sundem można w Kopenhadze zjeść super śniadanie w miejscówce ludzi z Poznania, Seks Eatery and Bakery. Po imprezie dostaniecie tam nawet wodę z ogórków kiszonych, serio! Ewidentnie zrobili porządny research duńskiego rynku ;)
Moja polecajka to mango lassi z odrobiną soli i chili. To na wąsach

Photos from Koniec języka za przewodnika's post 14/10/2025

Z okazji święta edukacji życzę Wam i sobie zawsze dużo zabawy podczas nauki języków 🙃

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Kazimierz?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Adres


Kazimierz