07/11/2019
Dziś do kawy ☕️ lub w chwili przerwy w codziennych obowiązkach proponujemy Wam artykuł napisany przez trenera Mariusza👱♂️. Jest dość długi, ale zachęcamy dobrnąć do końca, gdzie trener tłumaczy, dlaczego zależy mu, aby trafił akurat do Rodziców naszych Adeptów.
MIŁEJ LEKTURY ! 🧠☯️
"Kilka słów o... pasji"
Dzisiejsze kilkunastogodzinne obciążenie pracą, bycie zawsze i wszędzie „online” (głównie dzięki elektronicznym gadżetom) sprawia, że część z nas dawno już przekroczyła cienką czerwoną linię, za którą stoją siły wrogie samorealizacji. Nasz wróg zazwyczaj czai się za słowami: „brakuje mi czasu”; „trzeba to zrobić”; „pomyślę o tym”; „nie wiem gdzie ręce włożyć”; itd...
Z pomocą przychodzi matematyka (do której wrócę na końcu) i tzw. odgrzewany kotlet z pierwszego roku różnych studiów - piramida Maslowa. Hierarchia ludzkich potrzeb u podstaw których stoją potrzeby fizjologiczne, a jej szczytem są potrzeby związane z samorealizacją. Droga do szczytu wiedzie przez potrzebę bezpieczeństwa, potrzeby społeczne oraz szacunku i uznania. Z zawodowego punktu widzenia, górny szczebel osiągają zapewne szczęśliwcy, mówiący: „kocham swoją pracę!”. To garstka, która najprawdopodobniej łączy pracę z pasją. Czy jednak fakt, że wykonujemy pracę, nie wzbudzającą tak pozytywnych odczuć zwalnia nas od poszukiwania drogi na szczyt piramidy? Moja odpowiedź brzmi: NIE!!!
Pasja, bo o niej mowa, wzbogaca nasze życie i pozwala spojrzeć na siebie i nasze otoczenie
z innej perspektywy. Miałem w ostatnim czasie przyjemność rozmawiać z Krzysztofem Wielickim – himalaistą i zdobywcą korony Himalajów - właśnie o PASJI. Krzysztof Wielicki powiedział wtedy:
- Panie Mariuszu! To co mogę powiedzieć o PASJI, to tylko tyle, że GDY SIĘ JĄ MA, TO NIE TRZEBA SIĘ NIKOMU Z NICZEGO TŁUMACZYĆ...
W pierwszej chwili nie bardzo zrozumiałem co dokładnie mój rozmówca miał na myśli... Po głębszym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że faktycznie coś w tym jest...
Mając pasję wyrażamy siebie na innym, wyższym poziomie. Bo PASJA nas pochłania. Rodzi się wtedy coś na kształt uczucia towarzyszącego nam gdy się zakochujemy. Wydaje się, że cały zewnętrzny świat znika, nasz umysł i serce koncentruje się wokół tej osoby, my czujemy się po prostu szczęśliwsi...
W internecie krąży pewne niesamowite zdjęcie zrobione przez jednego z himalaistów tu link: https://images.app.goo.gl/WSQ2d4bymzApSWxN8 Zdjęcie przedstawia „atak szczytowy” na Mount Everest. Dlaczego w cudzysłowie? Ponieważ zdjęcie ukazuje około 320 osób stojących u szczytu góry w ciasnym, ludzkim korku. Stoją w kolejce do spełnienia życiowego marzenia jakim jest zdobycie najwyższego szczytu Ziemi. Tego dnia, z wycieńczenia i braku możliwości zejścia niżej, zginęła indyjska wspinaczka, która przygotowywała się do tego wejścia 6 lat. W całym majowym, niespotykanie długim, bo tygodniowym okienku pogodowym, w podobny sposób życie straciło aż 10 osób... Podejrzewam, że gdyby zdobywcom szczytu sprzed 50 lat powiedzieć, że w 2019 roku będą miały miejsce takie zdarzenia, pewnie popukaliby się w czoło.
Na forach internetowych rozgorzała dyskusja, że tego typu sytuacje w wysokich górach są niedopuszczalne, że Himalaje stały się marketowym biznesem, że góry są bezpowrotnie zadeptywane. Zapewne sporo w tym racji: licencja zezwalająca na wejście to ok 11 tys. dolarów, do tego 40-90 tys. dolarów kosztów organizacji wyprawy. To wszystko mnożymy przez setki osób... Tak... Pieniądze...
Nie to było dla mnie jednak najważniejsze. Ludzka masa stojąca pod szczytem Mount Everestu stała się dla mnie symbolem tego, jak ogromna jest w nas potrzeba doświadczania czegoś większego. Dzięki dzisiejszym możliwościom technicznym, społecznym, przepływowi informacji ilość osób odczuwających potrzebę realizowania siebie – czy to przez sport, kulturę, sztukę, zaangażowanie w akcje charytatywne czy też podróże wciąż rośnie.
Jednak spora część z nas spoczęła na laurach. Dobra lub mniej dobra praca, rodzina, obowiązki, problemy i zapewne brak czasu powodują, że hobby to owszem tak... Ale pasja... A to już niekoniecznie. To luksus, na który nas nie stać i którego nawet nie staramy się szukać na witrynie życia.
Wierzę, że każdy z nas, niezależnie od wieku ma sposobność odkrywania siebie i swoich pasji. Niestety nie każdy się tego podejmuje.
W rozważaniach nad samą definicją pasji staje się jasne, że największym problemem jest to, że pasji próbujemy szukać na zewnątrz, a w rzeczywistości rodzi się ona wewnątrz nas. Jedno z łacińskich tłumaczeń słowa pasja – „passio” to „cierpieć”. Sądzę, że lepszym tłumaczeniem mogłoby być „poświęcać się”. To właśnie poświęcenie odróżnia pasję od hobby. I to właśnie dlatego tak wielu z nas nie jest w stanie otworzyć drzwi, za którymi stoi coś bardzo wartościowego.
Zachodnia cywilizacja przyzwyczaiła nas do tzw. strefy komfortu – zatem poświęcanie się stoi w opozycji do tej strefy. Opłacalność to jedno z dzieci kapitalizmu. Dzisiaj jednak potrzebujemy zrozumieć czym jest nie tyle opłacalność, co wartość. Opłaca się bowiem pracować po 12-14 godzin na dobę z perspektywą poprawy statusu materialnego. Ale czy wartość życia możemy zmierzyć w ten sposób? Raczej nie!
Teraz przykład: Korea Południowa ma jeden z najwyższych wskaźników samobójstw na świecie, mimo że od lat 50-tych rozwój technologiczny, dochody, wykształcenie dosłownie tam eksplodowały. Depresje nastolatków są w Korei plagą. I uwaga! - piszę o pasji, a na całym świecie (również w Korei) samobójstwa popełniają aktorzy, sportowcy czy też pisarze, czyli ludzie, o których moglibyśmy powiedzieć, że robią to co kochają i często mogą sobie pozwolić w życiu na wiele. To zapewne pole do analiz psychologicznych...
Niniejszy artykuł ma jednak nieco inny charakter i zakłada, że czytający go ma mniejszą lub większą potrzebę rozwijania siebie na całym polu jakim jest życie.
Próbujmy zatem!
Kochasz wysokie góry i marzą Ci się Himalaje? Nie musisz atakować Everestu. Możesz za osiągalne pieniądze wyruszyć na trekking w niższych partiach i zobaczyć cały majestat najwyższych gór świata. Czy chociaż raz sprawdziłeś ile kosztują bilety lotnicze? Czy zajrzałeś kiedykolwiek na dowolne forum ludzi gór?
Lubisz tańczyć? Po drinku i bez drinka? Po prostu lubisz to robić? Może warto dołączyć do dowolnej grupy tanecznej? Na początku 1 x w tygodniu. Może jesteś inkarnacją latynoskiej tancerki lub mógłbyś konkurować z Johnem Travoltą twistującym w sławetnej scenie
z „Pulp Fiction”?
Masz wewnętrzną potrzebą ciągłego pomagania, a tkwisz w korpo świecie? Może dostarczysz sobie tlenu poprzez bycie ambasadorem UNICEFu lub zorganizujesz w firmie jakąś zbiórkę na cele charytatywne?
Kiedyś wiecznie się ruszałeś, myśląc nawet o AWF-ie? Ale stało się inaczej i teraz to bardziej piwko i telewizja zamiast sportu? Może wróć do korzeni, pogadaj z kumplami, którzy są aktywni? Albo z hobbystycznego biegania przejdź poziom wyżej – zaplanuj i przebiegnij z 50 tysiącami innych zapaleńców przez most brooklyński w Nowym Jorku!
Mając 6 lat malarstwo pozwalało Ci manifestować Twoje spojrzenie na życie. To nic, że często skutkowało krzykiem mamy lub taty: „Coś Ty znowu na tej ścianie pomazał!!??, tu masz kartkę i maluj, a nie po ścianach!!”. Może wpisz w google: „sklep malarski”, zamów płótno, ramę, farby, pędzle, wymyśl temat pracy i sprawdź czy tamto szczęśliwe dziecko wciąż jest w Tobie?
Zapewne też część z Czytelników, która dotarła do tego zdania zadała sobie pytanie: Co mógłbym zrobić, co mógłbym zmienić? Zapewniam, że wielu pytających znajdzie po przeczytaniu tego artykułu kilka wygodnych odpowiedzi: dlaczego tego zrobić się nie da, dlaczego nie warto, i dlaczego dobrze jest jak jest.
Jeśli więc miałbym wspomóc dobrą radą i jednocześnie spiąć klamrą istotę tego tekstu, to odniósłbym się do słów, które ostatnio usłyszałem i które dobrze obrazują podejście ludzi świata zachodniego.
Tutaj obiecana na wstępie matematyka! Wszyscy nauczyliśmy się dodawać. W pracy jakieś excele, słupki w górę, więcej analiz, więcej informacji, więcej spotkań, dopinanie terminów, efektywność, wydajność, opłacalność, wszędzie gonitwa, rachunki więc trzeba więcej i szybciej...
Czy jednak nie przyszedł już czas, aby nauczyć się odejmować? Może tylko wtedy możemy zrobić swego rodzaju oddalenie by dostrzec więcej? Może zredefiniujmy słowo odpoczynek, efektywność. Zredefiniujmy słowo być bogatym człowiekiem. To nie chodzi o pieniądze. W gruncie rzeczy to wiemy.
Przekonanie, że puzzle życia, tak zawodowego, jak i prywatnego są ułożone w jedyny możliwy sposób jest co najmniej niepokojące. Oczywiście marzeniem jest, aby te puzzle tworzyły spójny i harmonijny obraz. Jednak aby zobaczyć czy tak rzeczywiście jest musimy się nieco oddalić, nabrać perspektywy – tylko wtedy możemy sprawdzić czy w naszą doskonałą układankę nie wkradły się błędy i znaleźć sposób, aby ułożyć ją lepiej - czego nam wszystkim życzę!
Dlaczego piszę o tym na łamach naszego FB?
Otóż nasze dzieci żyją w tym szybkim świecie, a my jesteśmy w centrum tego świata. Bądźmy dla nich drogowskazem nie tylko wskazując palcem, ale przede wszystkim robiąc coś o czym w piękny sposób będziemy im mogli opowiedzieć...
Zapraszam do Akademii YMAA Katowice
Mariusz Klatka
Instruktor