17/12/2021
Chodźcie razem z nami. Moje zmagania z sytuacją na granicy
Na granicy przebywa obecnie prawdopodobnie ponad 7000 uchodźców, którzy zostali celowo wciągnięci w tę sytuację przez rząd Białorusi i Polski. Na poniedziałkowej debacie, podczas festiwalu “Watch Docs” w Warszawie, Kenneth Roth i Lydia Gall z “Humans Rights Watch” powiedzieli, że kryzys na granicy został spreparowany przez białoruskie władze, a agresywna odpowiedź ze strony polskich władz uwięziła uchodźców w ludzkim “ping-pongu wypchnięć”.
W kondycji uchodźczej ucieczki nie znaleźli się oczywiście z próżni. Same działania Łukaszenki i nasze odbywają się w ramach szerszego, ciągle narastającego, procesu zmian klimatycznych i migracji z globalnego Południa na Północ. Powodem i zarazem beneficjentem kryzysu klimatycznego jesteśmy między innymi my. Z naszym dostatkiem, kopalniami i byciem coraz ważniejszą częścią kapitalistycznej machiny dominacji.
Dodatkowo mamy nasze niedawne działania militarne w Afganistanie i Iraku, które są częścią niezwykle złożonej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Próbując wielokrotnie ją zrozumieć, polegałem sromotnie. To co chce tutaj przekazać to sam fakt naszej obecności i wtykania nosa, a raczej lufy. Być może bardzo delikatnie w porównaniu do innych krajów, ale jednak. Co do reszty skorzystam się z prawa ciszy i spróbuję studiować temat dalej.
“Błogosławiony, kto nie ma nic do powiedzenia i mimo to milczy“ (Kurt Sowinetz). Znowu się nie udało.
I dodam jeszcze tylko jeden kontekst historyczny. Na naszej granicy uwięzieni są uchodźcy między innymi z Iraku, który udzielił gościnności setkom tysięcy polskich oficerów i ich rodzin uciekających przed Stalinem.
Biorąc pod uwagę taki “zestaw”, czy naprawdę możemy dziwić się, że konsekwencje pukają do naszych drzwi? Jakiej bezczelności zapomnienia i braku odpowiedzialności za własne grzechy wymaga nasza obecna odpowiedź na pukanie do drzwi przez naszych Gości?
Z perspektywy mityczno-poetyckiej można tu mówić o karze i konsekwencjach duchowych. Niszcząc dom Innych, tracimy własny. Odmawiając gościny, tracimy własne gniazdo. Czyżewski mówi, że to “nie tylko kryzys humanitarny… ale głęboka duchowa zapaść, słabość wewnątrz. Jeżeli wnętrze jest słabe, wzmacniają się granice. Jeżeli chcesz rozluźnić granice, uczynić je ludzkimi, elastycznymi itd., musisz wzmocnić centrum”. Słaba, podzielona kultura buduje mury, szuka wroga i samo-deklaruje swoją wielkość. Wyobraź sobie faceta, który ciągle powtarza Ci jaki jest genialny i jak to wszyscy chcą być jak on. Jakbyś go zdiagnozowała psychologicznie? To kompensacja głębokiej wewnętrznej niepewności. Im więcej muszę budować marketingu swojej osobowości, tym mniej pewnie się czuję. Weźmy trochę empatii z coraz popularniejszej ostatnio psychologizacji naszej kultury. Co Wy na to?
Tu się zaczyna prawdziwy test dla wszystkich naszych lat terapii razem wziętych. Dla wszystkich osobowości wysoko wrażliwych. Dla wszystkich "początków" od siebie. Dla wszystkich akceptujących kręgów rozwojowych. Dla wszystkich eko-świec z afirmacjami i całej reszty tego biznesu.
Jakby straszna nie była dzisiejsza sytuacja i jej konsekwencje, nie musi ona oznaczać pójścia w ocenę i burzenia mostów między tymi, którzy pomagają a tymi, którzy jeszcze tego nie robią. Ten kawałek trapi mnie najmocniej. Próbując nie dokładać się do dehumanizacji rządzących, zastanawiam się, czy jest gdzieś przesmyk na rozmowę? Na próbę przekroczenia tej sytuacji. I może poza niesieniem absolutnie niezbędnej pomocy humanitarnej, rozpoczęcie dialogu, który mógłby spowolnić wspólne budowanie muru z mięsa naszych wzajemnych (i po stronie rządzącej i aktywistycznej), ocen i uprzedzeń?
Wiem, że to pytanie może wywołać wiele emocji. W żaden sposób nie próbuję optować za obecnymi działaniami obu rządów. Nie próbuje też sprzedać Wam komfortu i nadziei. Zastanawiam się i dumam nad tym czy możemy przekroczyć dehumanizację wewnętrzną i tworzenie "złych" z opresorów? Czy jesteśmy w stanie poszerzyć krąg troski też o tych, którzy robią tak straszne rzeczy? Strażników, polityków, wojskowych i influencerów strachu.
Mamy w Polsce takie miejsce, które to potrafi; które dla mnie jest jednym z najcenniejszych skarbów naszego dziedzictwa. Miejsce ludzi pogranicza. Borderland - Pogranicze, Sejny. Miejsce gdzie mieszka nasza prawdziwa starszyzna. Starszyzna nie w sensie wieku, lajków czy ilości lat rehabilitacji odbytej na uniwersytecie. Starszyzna jako funkcja i rola. Starszyzna jako absolutnie podstawowa architektura społeczna, której rolą jest bronienie zdrowia duszy naszej kultury. Ta nasza polska, w służbie naszym konkretnym czasom i naszemu konkretnemu miejscu, specjalizuje się w budowaniu mostów. Żyje tak, jakby to co się działo, się dzieje.
Jej głównym głosem w komunikacji z centrum jest Krzysztof Czyzewski, który na mój dylemat o włączenie wszystkich w krąg troski i zmianę na poziomie serca, odpowiada tak:
“taka kultura, która… nie stygmatyzuje, która uwalnia dobro, pozwala być ludziom lepszymi niż są. Bo jeżeli to uwolnisz, jeżeli taką otwartość uwolnisz, to wtedy nie stawiasz nikogo pod ścianą mówiąc “ksenofob” wobec tych, którzy są przeciwko tym przybyszom. Zdajesz sobie sprawę, że na różnych poziomach nie zdajemy egzaminu, ale cały czas pracujesz nad tym, żeby to mogło się zmienić. Jesteś bardziej lekarzem, niż człowiekiem, który ma rację. Czyli chodzi Ci naprawdę o uzdrowienie, o lepszy los tych imigrantów, a nie o upewnienie się i zbudowanie swojego prestiżu na Twojej racji.
My ciągle w Polsce mamy z tego rodzaju bohaterstwem problem. Nawet robiąc coś bardzo dobrego dla innych, przykładamy, przywalamy tym, którzy tego nie robią. I wtedy, po pierwsze, jest nas mniej. A po drugie, pojawia się [w nas] podświadomie potrzeba – skoro już żeśmy tak zdobyli to bohaterstwo – to wcale się nie cieszymy jak inni do nas dołączą. Zwłaszcza Ci, którzy ten pierwszy egzamin troszkę słabiej zdali…
Pamiętam pogrzeb ks. Popiełuszki (1984), szliśmy przez całą Warszawę, mówiąc “Chodźcie razem z nami”. Teraz mówimy “Wypierdalać”. I jakbyśmy podtekstów nie czytali, jak one nie byłyby uzasadnione, to jednak przekaz jest inny, prawda? Nam się udał ruch Solidarności na moment, bo żeśmy mówili “Chodźcie razem z nami”, niezależnie kto. To był ten inny rodzaj szpitala polowego, bo jest wielka sprawa do zrobienia. Ty jesteś stąd, Ty robiłeś wcześniej to tamto… chodź razem z nami.
Dzisiaj znowu jesteśmy w tej sytuacji, że lubimy sobie przywalać. Lubimy budować prestiż na własnej racji, poniżeniu, zdyskredytowaniu innego… [a] cała troska jest właśnie o to, żeby takie słowa się nie pojawiły, które by innych czyniły winnymi. Czy stawiały pod ścianę, że nie działają z nami. Może dzisiaj nie działają, ale chodzi o to, żeby pojutrze mieli szansę wejść do tej roboty.”
Dziękuję Krzysztof.
Cały wywiad zatytułowany “Jak być ludzkim w trudnych czasach”, znajdziecie tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=1lKguuDizdo&t=2018s
kasperlemiesz.com
Zdjęcia kolejno:
Karol Grygoruk
Wojciech Kempiński