24/05/2026
W 2020 roku mój organizm nagle przestał funkcjonować tak, jak wcześniej. Z dnia na dzień przestałam spać. Pojawiły się biegunki, stany podgorączkowe, nocne poty, ogromne zmęczenie i bardzo silne stany lękowe.
Ponieważ był to czas pandemii, większość objawów przypisywano COVID-owi albo long COVID-owi. Słyszałam, że „muszę odbudować odporność” i dać organizmowi czas. Problem polegał na tym, że to nie była prawda.
W pewnym momencie musiałam iść na terapię, bo nie spałam i nic nie pomagało. I była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Spotkałam wspaniałych psychoterapeutów i psychiatrów, którzy bardzo mnie wspierali, ale jednocześnie cały czas powtarzali mi jedno: „Szukaj dalej i się nie poddawaj.”
Przez ten czas stabilizowałam organizm dietą, probiotykoterapią i suplementacją. I mimo że nadal nie znałam przyczyny, organizm powoli zaczynał funkcjonować coraz lepiej.I pamiętam dokładnie ten moment.
➡️Diagnozę postawiłam przez przypadek. Nadszedł czas gdy zaczęłam się doszkalać z chorób odkleszczowych. Siedziałam i czytałam o babeszjozie, a serce zaczęło mi bić tak mocno, jakby organizm wiedział wcześniej ode mnie. Objaw po objawie wszystko zaczęło się zgadzać.
Nie pamiętam nawet kleszcza. Ale dziś wiemy, że nie zawsze musi zostać zauważony.
Dodatkowo okazało się, że mam również boreliozę, która wcześniej nie dawała objawów, ponieważ mój układ immunologiczny długo kontrolował infekcję. Dopiero kiedy babeszjoza zaczęła silnie obciążać organizm, pojawiły się również objawy boreliozy.
Dziś jestem w około 1/3 leczenia. To trudny i bardzo obciążający proces, ale pierwszy raz od bardzo dawna czuję, że wraca mi siła. Czuję, że odzyskuję organizm, którego przez lata nie poznawałam.
I wiem, że pojawi się dużo pytań o leczenie. Nie będę publikowała tutaj swojego protokołu, ponieważ uważam, że takie leczenie powinno być dobierane indywidualnie do pacjenta i jego organizmu. Nie istnieje jeden schemat dla wszystkich.
Mogę natomiast podzielić się tym, jak przygotowywałam organizm do leczenia i dlaczego uważam, że