O miłości do edukacji

O miłości do edukacji Pytając, poszukiwać. Analizując, odkrywać. Eksperymentować, komentować. Edukację eksplorować.

 #6 Co by było, gdyby... Dzieło na zdjęciu jest pozycją, przed którą chylę czoła. Pisarz, filozof, etyk - Éric-Emmanuel ...
02/08/2023

#6 Co by było, gdyby...

Dzieło na zdjęciu jest pozycją, przed którą chylę czoła. Pisarz, filozof, etyk - Éric-Emmanuel Schmitt - podjął się wyzwania, które może gorszyć, szokować, a nade wszystko zastanawiać. Tak, tak, "Przypadek Adolfa H." odnosi się do wszystkim znanej, niecieszącej się dobrą sławą, postaci Hi**era.

Autor kreśli dwa obrazy - prawdziwą historię kanclerza Rzeszy i tę fikcyjną, która mogłaby się wydarzyć, gdyby Adolf H. dostał się do Akademii Sztuk Pięknych. Co więcej, w posłowiu podkreśla, że tworząc swoje dzieło, pisał te historie naprzemiennie (czyli jednego dnia opowiadał o tym, co się faktycznie wydarzyło, a drugiego snuł refleksję na temat tego, co mogłoby się wydarzyć - że też od tego nie zwariował!). W taki sposób czytelnik poznaje losy tytułowego bohatera. Gdy zagłębia się w plugawy świat Hi**era, w jednym momencie zostaje z niego wyrwany i przeniesiony do rzeczywistości Adolfa H., która jest jakby bardziej ludzka... Dla czytelnika może być to momentami irytujące, gdy chce się dowiedzieć, co wydarzy się w konkretnym świecie. Myślę sobie jednak, że cały ten zabieg jest celowy - autor bardzo świadomie wybija co chwilę czytelnika z rytmu, jakby chciał mu powiedzieć: "Człowieku, zobacz, Twoim życiem, tak jak życiem Adolfa H., rządzi przypadek! To od tego, kogo spotkasz, do jakiego środowiska trafisz, zależą Twoje wybory. Każda, nawet najmniejsza, chwila ma znaczenie.". Chcielibyśmy zapytać: a co z wolną wolą, ze świadomością człowieka? Od razu przypomina się koncepcja determinizmu... Co ze społeczeństwem, które wyznacza granice między dobrem a złem? Éric-Emmanuel Schmitt nie pozbawia swojego bohatera wolnej woli, nie pozbawia go świadomości. Jednak konsekwentnie trzyma się związku przyczynowo-skutkowego, pokazując, że każde nasze działanie, każda nasza decyzja zostawiają ślad. Nie czyni z Hi**era człowieka wszechmocnego, nie pokazuje, że bez niego nie byłoby II wojny światowej, żadnych konfliktów. Podkreśla jednak mocno, że nie byłoby takiej skali bestialstwa, na którą przyzwolił (a nierzadko proponował) sam Hi**er.

W posłowiu autor nadmienia, co mu przyświecało, podejmując ten temat. I choć może to wywoływać oburzenie, sprzeciw, to przede wszystkim powinno skłonić nas do przemyśleń. Schmitt podkreśla, że chciał pokazać, że Hi**er był takim samym człowiekiem jak my, że nie jest to bestia pozbawiona cech ludzkich, że do pewnego momentu była dla niego nadzieja... Może gdyby nie jego trudne dzieciństwo, porażki edukacyjne, których doświadczał, nie wyrósłby na takiego łajdaka?

À propos "łajdaka" - piękne rozróżnienie "łajdaków" wprowadza autor w swoim dziele. Ustami siostry zakonnej przedstawia "łajdaków egoistów" i "łajdaków altruistów". Ci pierwsi są wg niego niegroźni, właśnie dlatego, że skupiają się na sobie... i tylko na sobie. Grozę powinni budzić ci drudzy, ponieważ uważają się za wybrańców losu - ludzi, którzy mają swoją misję i ich celem jest uszczęśliwić społeczeństwo (oczywiście wedle ich koncepcji). Nie cofną się zatem przed niczym, by osiągnąć swój idealistyczny cel.

Książka prowokuje do przemyśleń, do tego, żeby zadać sobie pytania o to, ile we mnie jest dobra, ile zła, za czym podążam, co dla mnie ważne, co wybieram... Tylko tyle i aż tyle.

Chylę czoła przed autorem, który spędził godziny w bibliotekach, studiując biografie Hi**era i zachowane dokumenty z I połowy XX wieku. Chylę czoła przed jego lekkością pióra - książkę czyta się jak dobrą powieść, nie mogąc się oderwać. Chylę czoła przed tym, jak wiele wrażeń zmysłowych dostarcza nam ta lektura. Chylę czoła przed śmiałością podjęcia takiego tematu i odwagą wybicia społeczeństwa z ustalonych torów.

Po raz kolejny nie zawiodłam się na Éricu-Emmanuelu Schmitcie i z jeszcze większą ciekawością sięgnę po jego pozostałe dzieła :) A Wam, oczywiście, polecam zmierzyć się z recenzowaną pozycją :)

 #5 Czy poloniści i polonistki lubią czytać książki? Jakież to banalne pytanie, wydawałoby się, że bezzasadne. Okazuje s...
27/07/2023

#5 Czy poloniści i polonistki lubią czytać książki?

Jakież to banalne pytanie, wydawałoby się, że bezzasadne. Okazuje się jednak, że niebezpodstawne. Po kilku latach pracy w szkole dostrzegam, że polonista/polonistka odczuwa tzw. przesyt literaturowy. Co roku po zakończeniu nauczania muszę odpocząć od literatury... z prostej przyczyny - jest ona narzędziem mojej pracy. I choć staram się podchodzić do każdej lektury (czy to tej, którą znam od lat, czy tej, z którą mierzę się pierwszy raz) z ciekawością, to nadchodzi moment, kiedy trzeba zrobić sobie detoks od czytania. W te wakacje z nową energią sięgam po książki, a to za sprawą pozycji, które umieściłam jeszcze w ciągu roku szkolnego na liście "Kiedy wreszcie przestanę czytać lektury, sięgnę w wakacje po...". W kolejnym poście opowiem o książce dość hm. kontrowersyjnej? Tytuł nie pozostawia złudzeń i od razu nakierowuje nas na postać, którą będziemy poznawać - przez pryzmat historii i... fikcji.

 #4 Dobrostan nauczycielaTrochę czasu mnie tu nie było. A dzisiaj wracam prawie po dwuletniej przerwie z poczuciem, że t...
26/07/2023

#4 Dobrostan nauczyciela

Trochę czasu mnie tu nie było. A dzisiaj wracam prawie po dwuletniej przerwie z poczuciem, że to chyba moje pierwsze wakacje, kiedy mogę tak stuprocentowo mentalnie zwolnić.

Nie wiem, kiedy minęły te dwa lata i dlaczego przez ten czas było tu tak pusto. Chyba przez to, że zbyt często pozwalam, by praca mnie pochłaniała do tego stopnia, że dopiero w wakacje mam chwilę, by przysiąść, zebrać myśli i podzielić się czymś wartościowym. A dziś myślę o dwóch rzeczach: dojrzewaniu do pewnych działań i zachowań oraz o dbaniu o swój dobrostan.

Zacznę od drugiego, bo to dla mnie największe wyzwanie, nad którym pracuję od kilku lat. Robię małe, ale bardzo małe kroki w tym zakresie... Życie szkolne potrafi tak bardzo pochłonąć, że mam wrażenie, że na 10 miesięcy wyłączam się z życia rodzinnego, regularnych kontaktów z przyjaciółmi i mam możliwość "wpadać" tam tylko od czasu do czasu. I coraz bardziej zaczyna mi to przeszkadzać. Coraz mocniej pracuję nad tym, by być nieidealną, ludzką nauczycielką, która chce i może mieć czas dla tych, którzy są dla niej ważni, kosztem (tak, piszę to z pełną świadomością) dbania o moich uczniów. Dobrostan nauczyciela - odpoczynek, nicnierobienie, umiejętność powiedzenia "stop" i zadbania o siebie - coś, co z trudem przychodzi w tym zawodzie, a co tak po ludzku jest potrzebne.

Z tym właśnie wiąże się dojrzewanie do pewnych zachowań, działań - dojrzewanie do stawiania samej sobie granic. To niezwykle trudne, gdy w grę wchodzi drugi człowiek. Może zbyt mocno w dzieciństwie i młodości stawiałam na to, by najpierw być dla innych, a dopiero potem dla siebie? Może to właśnie stąd w dorosłości musze pracować nad zdrowym egoizmem? Dojrzewam, pracuję... i jestem trochę jak to stare drzewo na zdjęciu - mimo trudności wypuszczam pąki zdrowego egoizmu. I może w ten sposób odżywię całe drzewo?

07/11/2021

Słowo na niedzielę od Korczaka:

„Szkoła winna być kuźnicą, gdzie wykuwają się najświętsze hasła […] – ona najgłośniej wołać winna o prawa człowieka, piętnować najśmielej i najbezwzględniej to, co jest w życiu zabagnionego”.

„W wychowaniu kieruję się sercem. Patrzę na dziecko sercem. Dostrzegam serce w dziecku i dziecko w sercu. Jego i swoim”.

Szkoła, która nie dba o prawa człowieka, nie nauczy młodych ludzi empatii i zrozumienia… Pamiętajmy, że jeżeli zaniedbamy wychowanie do tych wartości, to w przyszłości spotkamy na swojej drodze lekarza bez empatii, pielęgniarkę bez życzliwości, nauczyciela bez serca, prawnika bez zaufania i zrozumienia, polityka zaćmionego władzą i własnymi ambicjami… Będzie mniej serc a więcej ust! W takim społeczeństwie dąży się do upadku człowieczeństwa!

Polskie Stowarzyszenie im. Janusza Korczaka
Janusz Korczak

Źródło fotografii: www.Korczak.edu.pl

Tak sobie myślę, że to najlepszy komentarz do nadchodzących zmian w edukacji: "Jeśli jesteś w czymś dobry, nie rób tego ...
22/09/2021

Tak sobie myślę, że to najlepszy komentarz do nadchodzących zmian w edukacji: "Jeśli jesteś w czymś dobry, nie rób tego za darmo."

Od dłuższego czasu wokół zarobków nauczycieli oraz tego, co i w jakim wymiarze powinni robić, wrze. Był nawet taki, który twierdził, że powinno się dopłacać polonistom za czytanie lektur*. Kociołek z daniem polska edukacja regularnie podgrzewa ministerstwo tejże. Najczęściej zamiast...

 #3 Zanurzeni w naturzeZa każdym razem, gdy przychodzi mi zmierzyć się z literaturą dla dzieci i młodzieży, która powsta...
30/08/2021

#3 Zanurzeni w naturze

Za każdym razem, gdy przychodzi mi zmierzyć się z literaturą dla dzieci i młodzieży, która powstała w PRL-u (zwłaszcza w latach 70. i 80. XX wieku), dochodzę do wniosku, że jest to twórczość swego rodzaju idylliczna.

Akcja, która toczy się często nad jeziorem, przy ognisku. Głębokie rozmowy bohaterów. Akcja, podczas której czytelnik doświadcza zatrzymania. I choć bohaterowie odwiedzają miasta, mierzą się z wieloma trudnościami, to najlepiej czują się w bliskości z naturą. To tam są w stanie zdobyć się na szczerość, podjąć próbę uporządkowania swojego życia. Czy to nie jest właśnie to, czego i my pragniemy? Doszliśmy do perfekcji w naszym zabieganiu, upychaniu wielu spraw w krótkim czasie. A w głębi serca, mam poczucie, że my wcale nie chcemy aż tak pędzić.

I choć jestem zwolenniczką tego, żeby zapoznawać młodych ze współczesną literaturą dla dzieci i młodzieży, która porusza tematy aktualne dla nich, to z wielką sympatią spoglądam w kierunku twórczości Krystyny Siesickiej czy Adama Bahdaja. I nawet się cieszę, że tegoroczny konkurs kuratoryjny z języka polskiego odnosi się właśnie do wydanego w 1979 roku „Telemacha w dżinsach” Adama Bahdaja :)

Oby więcej takich ponadczasowych książek powstawało dla młodzieży :)

 #2 O krok do tyłuKiedy byłam uczennicą, postrzegałam nauczyciela jako tego, który ma monopol na wiedzę – wszak to on je...
17/08/2021

#2 O krok do tyłu

Kiedy byłam uczennicą, postrzegałam nauczyciela jako tego, który ma monopol na wiedzę – wszak to on jest specjalistą w danej dziedzinie. Siebie i swoich rówieśników traktowałam jak ekspertów od „internetów” i wszelkich nowinek technologicznych. Czułam wyraźnie tę granicę, która dzisiaj… się zaciera.

Ogólny dostęp do wiedzy, możliwość szybkiego sprawdzenia informacji, posłuchania innego eksperta, który np. na YouTubie zamieszcza swoje tematyczne wykłady, sprawiły, że my, nauczyciele, nie mamy monopolu na wiedzę. Często jesteśmy zaskakiwani wnikliwymi pytaniami uczniów i wciąż musimy się dokształcać lub dzielić możliwością sprawdzenia wiedzy ze swoimi uczniami. A jednocześnie mamy świadomość, że świat tak szalenie pędzi, że wspomniane „internety” i nowinki technologiczne są jeszcze dalej od nas niż kiedyś. Jesteśmy o krok do tyłu za swoimi uczniami. I choć to prawda, że tak było zawsze, że uczniowie wyprzedzali swoich mistrzów, to mam wrażenie, że obecnie ten proces jest jeszcze bardziej dynamiczny.

Co w takiej sytuacji zrobić? Oddać pałeczkę uczniom. Choć wiąże się to z ryzykiem stracenia kontroli nad tym, co się będzie działo, to wcale nie oznacza to dla nauczyciela porażki. Umiejętność powiedzenia: „Nie umiem jeszcze odpowiedzieć na to pytanie, ale jeśli chcesz, mogę poszukać odpowiedzi lub możesz to zrobić Ty, a potem wspólnie zweryfikujemy źródło” wymaga odwagi, pokazania siebie jako człowieka, który nie wie wszystkiego, ale lubi… się uczyć, a także stawiać na samodzielność młodego człowieka.

Tak samo sprawa wygląda z Internetem – sferą, w której młodzież czuje się jak ryba w wodzie. Im szybciej zrozumiemy, że nie da się uczyć bez eksplorowania Internetu, tym łatwiej będzie nam do młodzieży dotrzeć. I choć czasem internetowe treści trudno dostosować do warunków szkolnych, to sam fakt, że my, nauczyciele, chcemy zagłębiać się w ten świat uczniów, pytać o zasłyszane na przerwie nazwy, język gier komputerowych, słuchać tej samej muzyki co oni i odpowiadać szczerym zainteresowaniem na to, co młodzi chcą nam przekazać, sprawia, że w końcu oni będą brać z tego, co my mamy im do powiedzenia, bo bycie wysłuchanym sprawia, że zaczynamy słuchać.

Gdyby nie moja dociekliwość, nie poznałabym i nie zrozumiałabym fenomenu Ekipy, Netflixa, Minecrafta czy skrótów, którymi porozumiewają się gracze komputerowi. I nie, tu nie o chodzi o to, by być „cool” dla młodych, lecz aby pokazać im: „Twój świat i to, co Ciebie porusza, są dla mnie ważne”.

Wniosek jest jeden: bycie nauczycielem to nieustanne uczenie – nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie.

PS Książka na zdjęciu pokazuje, jak ważne jest słuchanie swoich uczniów, które prowadzi do uczenia z pasją.

16/08/2021

#1 Wybór czy prawo dziedziczenia?

Nigdy nie myślałam o tym, że zostanę nauczycielką. Gdy byłam dzieckiem, marzyłam (jak to dziewczynka), by być prawdziwą bizneswoman w szpilkach. Taką niezależną kobietą ze swoim pomysłem na życie. Szybko jednak się okazało, że tym, co mi towarzyszy w codzienności, jest… empatia. Mimo tego, że zawsze lubiłam zarządzać, to jednocześnie bardzo mocno wsłuchiwałam się w każdego pojedynczego człowieka, ważny był dla mnie jego indywidualny sukces. Odkrycie ludzkiego potencjału było dla mnie priorytetem.

Jednak długo się broniłam przed wyborem pracy w szkole. Mimo że skuszona humanistyczną wizją świata, wybrałam się na polonistykę i „na wszelki wypadek” zrobiłam specjalizację nauczycielską, to widziałam siebie raczej w roli dziennikarki lub działaczki w fundacji.

I podczas studiów oraz po nich faktycznie pracowałam w obu branżach, poznając przy tym ciekawych ludzi, gromadząc doświadczenia, które nierzadko wykorzystuję podczas lekcji.
Jednak wciąż czułam, że praca w radiu czy organizacjach pozarządowych to nie do końca to miejsce, które dałoby mi wystarczające poczucie bezpieczeństwa i spełnienie. A szkolnictwo znałam od podszewki z racji tego, że moja mama również jest nauczycielką. I mimo świadomości, że to nie jest łatwy zawód, ostatecznie postanowiłam w niego wejść.

Czasem sobie myślę: czy to był wybór czy może prawo dziedziczenia? Wybranie tej drogi, która jest znana... Jednak gdyby iść tylko za tą myślą, że dzieci nauczycieli często zostają nauczycielami, to czy miałabym prawo do tego, by świadomie czerpać radość z tego, kim jestem i co robię? Może więc jednak to był wybór?

11/08/2021

Życie jest zbyt krótkie, aby odkładać wszystko na później – ta towarzysząca mi przez ostatni czas myśl doprowadziła mnie do tego miejsca.

W gimnazjum mówili: „Pisz wiersze”. Na studiach mówili: „Zacznij pisać artykuły do czasopism naukowych”. A ja sama kiedyś chciałam napisać książkę. Z tych wszystkich głosów zrodził się pomysł, by zacząć spisywać swoje refleksje. Ot tak, o tym co bliskie, w co wkładam swoje serce – o edukacji.

Pytając, poszukiwać. Analizując, odkrywać. Eksperymentować, komentować. I może kiedyś zainspirować.

Ahoj, przygodo!

Adres

Karczew
05-480

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy O miłości do edukacji umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij