Z pamiętnika dzikiej matki

Z pamiętnika dzikiej matki Dziko i eklektycznie o:
� życiu,
� przyrodzie,
� rodzicielstwie,
� pedagogice

Są na świecie dziewczyny, które w ciepły, kwietniowy weekend robią różne rzeczy.Niektóre jadą na city breaki.Niektóre śp...
20/04/2026

Są na świecie dziewczyny, które w ciepły, kwietniowy weekend robią różne rzeczy.
Niektóre jadą na city breaki.
Niektóre śpią do południa.
Niektóre podejmują rozsądne decyzje życiowe.
A potem jesteśmy my.
Rozsiane po Polsce niczym dobrze ukryte gatunki, skrzyknęłyśmy się w jednym miejscu z bardzo konkretnym planem...nie mieć planu, a mimo to robić rzeczy najwyższej wagi.
Na przykład...zachwycać się.

💛🖤💛🖤Team Salamandra
I trzeba tu wyjaśnić, że "zachwyt" w naszym wydaniu nie jest cichym "o, ładne", tylko raczej nagłym, zbiorowym wybuchem dźwięków, które mogłyby zaniepokoić postronnego obserwatora. Zwłaszcza jeśli ich źródłem są odchody, kości, czy pióra.

To jest ten typ ekipy, który uznaje siedzenie w krzakach za pełnoprawną aktywność, a gotowanie w kociołku nad ogniem za wyższą formę sztuki kulinarnej. Głównie dlatego, że zawiera dym, historię i jak się okazało odrobinę ryzyka (😅).

Jedna przemierza ze mną kraj, a ja mogę być jej radiem. Czasem nadającym sens, czasem odbierającym, ale zawsze na właściwej częstotliwości.

.w.lesie Jedna pachnie jak bardzo ambitny zielnik i używa olejków z roślin, których nazwy brzmią jakby ktoś je wymyślił w trakcie kichnięcia, a jej spokój ma właściwości niemal nadprzyrodzone.

Jedna patrzy w niebo i opowiada o nim tak, że człowiek przestaje być pewien, czy to jeszcze nauka, czy już trochę magia.
goleniow A z jedną mogę zjeść robaka z gara i dotknąć wszystkiego, czego "nie wolno", co jak pokazuje doświadczenie, jest bardzo dobrą wskazówką, gdzie znajdują się najciekawsze rzeczy.

Jesteśmy różne. I to wyraźnie.
A jednak coś nas łączy, coś upartego, dzikiego i kompletnie niepraktycznego, to zgoda na zachwyt nad światem w jego najbardziej niepozornych wersjach.
I to jest rzecz podejrzanie rzadka.
Bo okazuje się, że można znaleźć ludzi, przy których nie trzeba się tłumaczyć z radości na widok porostu, tropu w błocie, czy wypluwki.
Można być "nie taką jak trzeba".
I odkryć, że to dokładnie tak, jak trzeba.

I, między nami mówiąc, świat jest od tego trochę lepszy. 🖤

Dzięki ekipo💛

Były tam ogniska. Kilka naraz, co samo w sobie jest podejrzane, bo ogniska mają tendencję do przyciągania nie tylko ludz...
12/04/2026

Były tam ogniska. Kilka naraz, co samo w sobie jest podejrzane, bo ogniska mają tendencję do przyciągania nie tylko ludzi, ale i historii, a kiedy zbierze się ich więcej w jednym miejscu, rzeczy zaczynają się dziać szybciej, niż dorosły umysł uznaje za stosowne.
To były szóste urodziny, ale jak to zwykle bywa, liczba świeczek miała mniejsze znaczenie niż liczba dzieci, które w ciągu kilku minut stworzyły coś na kształt małego, doskonale działającego świata. Świata bez wstępów, wizytówek i uprzedzeń. Wystarczyło jedno spojrzenie, jedno "chodź" i już byli razem.
Dorośli, jak to dorośli, krążyli wokół. Trochę rozmawiali, trochę pilnowali, a trochę udawali, że mają wszystko pod kontrolą, podczas gdy dzieci w tym czasie zajmowały się najważniejszą pracą...byciem.
Co ciekawe, ognisk było kilka, a więc i kilka przyjęć. Różne rodziny, różne historie, różne światy. A dzieci, zupełnie bez konsultacji z dorosłymi, postanowiły to wszystko zignorować i po prostu się wymieszać. Jakby granice istniały wyłącznie dla tych, którzy za bardzo lubią je rysować.
Minęło kilka godzin. Zaczęły się powroty. Pożegnania rzucane lekko, jakby nic nie ważyły.
I wtedy to się wydarzyło.
Moja córka stanęła z dziewczynką, z którą najwidoczniej połączyło ją coś bardzo ważnego i bardzo natychmiastowego, czyli dziecięca przyjaźń, ta najczystsza i jednocześnie najbardziej ryzykowna forma relacji.
-Muszę już iść. powiedziała.
Dziewczynka spojrzała na nią uważnie. Wzięła ją za rękę, jakby chciała upewnić się, że to jeszcze trwa.
-W takim razie pewnie już nigdy się nie zobaczymy.
I to nie było powiedziane z rozpaczą. Raczej z tym spokojnym, niemal filozoficznym przyjęciem faktu, które dzieci opanowują szybciej, niż byśmy chcieli.
Bo w ich świecie tak to działa.
Spotykasz kogoś. Jest dobrze. Naprawdę dobrze.
A potem to znika, bo świat dorosłych nie zawsze nadąża za tym, co ważne.
Pomyślałam wtedy, że to dość niesprawiedliwy system.
Więc zrobiłam to, co czasem może zrobić dorosły, jeśli akurat przestanie komplikować rzeczy, znalazłam jej rodziców i wzięłam numer telefonu.
Nie po to, żeby zmienić zasady świata.
Ale może po to, żeby raz na jakiś czas je trochę nagiąć.

Przyroda jest niesamowicie zmyślna.Z maleńkiej, niemal niewidocznej kropeczki, dzień po dniu, w ciszy i cieple, powstawa...
31/03/2026

Przyroda jest niesamowicie zmyślna.
Z maleńkiej, niemal niewidocznej kropeczki, dzień po dniu, w ciszy i cieple, powstawało życie.
Przez 21 dni obserwowaliśmy coś, co trudno nazwać inaczej niż cudem. Delikatne pulsowanie, pierwsze zarysy, ruch…aż w końcu PISK.
Maleńki kurczaczek, jeszcze zmęczony drogą, z miękkim puchem i czymś niezwykłym na końcu dzioba, zębem jajowym. Tymczasowym, ale kluczowym (!). To właśnie on daje mu siłę, by przebić się przez skorupkę. Bez niego nie byłoby tego pierwszego oddechu, pierwszego spojrzenia na świat.
Przyroda naprawdę wszystko przemyślała.

Mieliśmy ogromne szczęście przeżywać ten proces razem z dziećmi, od samego początku.
Od czekania, przez obserwację, aż po narodziny. Było w tym skupienie, zachwyt, cisza…i prawdziwa nauka życia, której nie da się zamknąć w książce.

I czujemy, że to dopiero początek.
Bo nie chcemy na tym poprzestać. Marzy nam się własny kurnik, miejsce, w którym te puchate istoty będą mogły dorastać bezpiecznie i spokojnie. Miejsce, gdzie dzieci będą mogły nie tylko obserwować, ale też uczyć się odpowiedzialności, uważności i szacunku do życia.
Bo przyroda nie jest tylko 'tematem zajęć'.
Jest doświadczeniem. Relacją.
Magią, która dzieje się naprawdę.

Widziałam przed chwilą królową trzmiela!Ciężką, powolną, jakby niespiesznie przeglądającą się światu. No i poczułam, że ...
15/03/2026

Widziałam przed chwilą królową trzmiela!
Ciężką, powolną, jakby niespiesznie przeglądającą się światu.
No i poczułam, że serce bije mocniej, że w mojej głowie chaos co odbija się echem, co pulsuje i szumi, jakbym była pijana od samego powietrza.
A jednak sezon się zaczyna! Nadchodzi moment, o którym prawie zapomniałam. Za którym tęskniłam tak bardzo, że stał się dla mnie fantasmagorią.
Fundamenty świata wstają z przydługiego, zimowego snu, a ja czuję to w nozdrzach, w dłoniach, w każdym włosku skóry. Patrzę, jak te cuda ewolucji jeszcze się ociągają, jakby chciały powstrzymać czas choć na chwilę, zanim kaskada dźwięków, kolorów i żądeł przytłoczy wszystko dookoła.
Czuć, że świat jest już gotowy, na obecność. Gotowy na puls każdej chwili, na szum i bicie.
Na wszystko, co jeszcze nadejdzie....

*Na zdjęciu lekko przemoknięty samiec żagnicy

Wyszłam z nory i stanęłam przed mikrofonem. Nie było drzew, nie było mchu, nie było piachu pod stopami, tylko studio, ka...
02/01/2026

Wyszłam z nory i stanęłam przed mikrofonem. Nie było drzew, nie było mchu, nie było piachu pod stopami, tylko studio, kabele wijące się jak korzenie, światło, które świeciło jak obce słońce, i echo mojego własnego głosu.

Słuchacze gdzieś tam, w kuchniach, tramwajach, łóżkach, nie wiedzieli, że moje serce bije jak dzikie zwierzę, że w głowie mam całe stada owadów krzątających się i drżących.

Mówiłam o cywilizacji, o pośpiechu, o tym, że nasze potrzeby nie nadążają za światem. O tym, że czasem trzeba pobrudzić ręce, żeby poczuć życie. A to najlepiej smakuje w towarzystwie dzieci. Ich ciekawość, drobne gesty, zachwyty i uważność uczą nas patrzeć inaczej, przypominają, czym jest prawdziwe bycie tu i teraz. To one pokazują, że świat można odkrywać z pełnym zachwytem, nawet w najmniejszych szczegółach.

I choć mikrofon był zimny, a studio twarde jak kamień, moje słowa drżały jak ciepłe, drobne ciała w półmroku, jak pędraki wijące się pomiędzy korzeniami, te które nie proszą, tylko robią swoje.
Piętnaście minut w eterze. Piętnaście minut, a serce biło jak u jelenia. A potem uśmiechnęłam się do siebie i pomyślałam, że nawet w puszce, wśród kabli i świateł, życie daje o sobie znać❤️‍🔥

I tak wracam do lasu. Do drzew, do ziemi, do życia.

Teraz, gdy świat chłodnieje i dzień zwija swoje skrzydła, widuję już tylko kilka wtyków amerykańskich, co błądzą jak obc...
18/11/2025

Teraz, gdy świat chłodnieje i dzień zwija swoje skrzydła, widuję już tylko kilka wtyków amerykańskich, co błądzą jak obcy przybysze w jesiennym półmroku. Kilka pluskwiaków, co tulą się pod kamieniami, jakby chciały schronić resztkę swego istnienia przed drżeniem nocy. I te ospałe biedronki, co wciskają się pod tapety, niby w sen, niby w niepamięć. I nagle czuję w sobie tęsknotę za owadami. Za całym ich rojem i szmerem. Za tą drobną wrzawą świata, która była latem jak pieśń, a teraz odchodzi w niedopowiedzianą ciszę.

Ludzie pytają, skąd ta moja cześć dla stworzonek tak małych, że w prochu je ledwie widać. A ja wiem, że w nich kryje się tajemnica większa niż w niejednym człowieku. Bo one są jak chitynowe szkatułki, twarde jak los, a w środku miękkie jak bezradność. Ich wnętrza pełne są płynnych cudów, które nie znają imienia. Ich narządy wiją się jak niewidzialne ścieżki w gęstwinie bytu. A jednak z tej papki, z tej kruchości, wstaje życie. Idzie. Drapie. Szuka. Trwa.

To w nich mnie zachwyca, że choć są z prochu, to nie ustają. Że żyją z taką zajadłą czułością, jakby istnienie było jedyną modlitwą, którą znają. Kręcą swoje gnojne kule jak słońca z ciemności. Wygryzają nory w drewnie, aż hen, dwa metry w głąb materii, jakby chciały dotknąć samego rdzenia świata. Zjadają wnętrza innych stworzeń, bo życie to życie, a głód jest pierwszym prawem istnienia.

Są nieugięte. Są wieczne w swej chwilowości. Wpatruję się w nie i wstydzę się swojej ludzkiej obojętności, tego, jak łatwo mi zapomnieć, że wszystko, co żyje, jest cudem. Owady o tym nie zapominają. Nawet przez chwilę.

Dlatego je ubóstwiam. Jak się ubóstwia to, co dzikie i prawdziwe.

A że są piękne, to już tylko dodatek. Lśnią jak paciorki stworzone przez przypadek. Ale ich prawdziwe piękno kryje się w tym uporze, w tej drżącej chęci istnienia, która świeci jaśniej niż słońce.

Recka!⬇️⬇️⬇️Wydawnictwo Wydawnictwo Kropka  sprezentowało mi niedawno coś pięknego, a pięknem należy się dzielić...🌱Są t...
18/10/2025

Recka!⬇️⬇️⬇️

Wydawnictwo Wydawnictwo Kropka sprezentowało mi niedawno coś pięknego, a pięknem należy się dzielić...🌱

Są takie książki, które nie tylko się czyta, ale słucha sercem. „Co mówią zwierzęta?” to jedna z nich. To nie jest zwykła opowieść o przyrodzie, to zaproszenie do rozmowy ze światem, który nas otacza, ale który zbyt często zagłuszamy własnym hałasem.

Już od pierwszych stron czuć, że autorka nie opisuje zwierząt, lecz rozmawia z nimi. Z każdym pociągnięciem pędzla i słowem, prowadzi nas tam, gdzie cisza nie jest brakiem dźwięku, lecz językiem porozumienia.

Książka tchnie spokojem i pokorą wobec natury. Opowiada o tym, że każde stworzenie ma coś do powiedzenia. Autorka, z czułością znaną z jej wcześniejszych prac, pozwala nam wsłuchać się w ten leśny dialog. A gdy dołączamy do tego dźwięki zwierząt ukryte pod kodami QR, całość staje się niemal rytuałem. Powrotem do instynktu, który drzemie w każdym z nas.

„Co mówią zwierzęta?” to książka, którą powinien mieć każdy, kto choć raz poczuł, że las ma coś ważnego do powiedzenia. To nie lekcja biologii, to opowieść o porozumieniu bez słów, o tym, że natura wciąż do nas mówi. Trzeba tylko nauczyć się słuchać.

11/08/2025

W przyrodzie śmierć nie jest końcem, lecz zmianą kształtu.
Liść opada, by stać się ziemią. Rzeka znika w jeziorze, by znów wrócić jako deszcz.
Dzieci wciąż to czują, że życie i śmierć to dwa oddechy tego samego świata.

My, dorośli, odsuwamy śmierć daleko. Chowamy ją w ciszy korytarzy, w białych pokojach, w słowach, które nie chcą jej nazwać.
A im bardziej ją ukrywamy, tym większy cień rzuca.

Może warto znów spojrzeć na nią jak dziecko, bez lęku, z uśmiechem, z poczuciem, że jest tylko kolejnym rozdziałem tej samej historii.

A Ty… gdybyś mógł spojrzeć na śmierć oczami dziecka, co byś zobaczył?🖤

Dziś nasz człowiek poleciał w kosmos.I to wielka rzecz.  Odliczanie, oddech wstrzymany. Patrzyłam z dumą, naprawdę.Ale w...
25/06/2025

Dziś nasz człowiek poleciał w kosmos.
I to wielka rzecz. Odliczanie, oddech wstrzymany. Patrzyłam z dumą, naprawdę.

Ale w głowie, zupełnie nieproszona, pojawiła się ona...
Mała suczka, bez imienia, bez historii, znaleziona na moskiewskiej ulicy, nazwana Łajką i wysłana w kosmos w 1957 roku.
Pierwsza istota żywa na orbicie.
Nie miała wrócić. Plan był prosty, lot miał trwać kilka dni, a potem...śmierć, ale taka "lepsza", bo w służbie nauki.
W rzeczywistości zginęła z przegrzania już po kilku godzinach.

Nie chodzi o prostą analogię, bo wiem, że nie da się równać tych dwóch doświadczeń. A jednak jedno przypomniało mi o drugim. I otworzyło przestrzeń na refleksję.

Bo zanim polecieli ludzie, poleciały zwierzęta.
Ciche, bez prawa głosu, nieświadome.
Zrobiliśmy z nich pionierów,
Bohaterów bez powrotu.

I jakoś dziś, oglądając tę naszą rakietę, przyszła mi do głowy myśl, że tam już ktoś był.
I że nie wrócił.
Nie złożył relacji, nie dał wywiadu, nie uścisnął dłoni.
Po prostu zniknął.

Nie piszę tego przeciwko komukolwiek.
Piszę, bo historia Łajki zasługuje, by do niej wracać
Nie z sentymentu.
Z uczciwości.
Z potrzeby spojrzenia w oczy tej historii, niech będzie niewygodna.
Niech coś w nas poruszy.

Z okazji Dnia Dziecka życzę Ci, dorosły człowieku, żebyś znów poczuł w kieszeni ciepło znalezionego kasztana, żebyś śmia...
01/06/2025

Z okazji Dnia Dziecka życzę Ci, dorosły człowieku, żebyś znów poczuł w kieszeni ciepło znalezionego kasztana, żebyś śmiał się za głośno, biegał bez celu, miał guza na czole z przygody, ślady po malinach na palcach i zapach deszczu w ubraniu. Żebyś miał choć jedną chwilę w ciągu dnia, kiedy nic nie musisz. Żebyś znów wierzył w rzeczy, które sam wymyśliłeś i marzył o tym, że na noc zamkną Cię w supermarkecie. Patrz w chmury nie po to, żeby sprawdzić pogodę, tylko żeby sprawdzić, dokąd płyną. I pozwól temu dzieciakowi w sobie znów wyjść na świat i trochę się pobrudzić ❤️

🌿To ciekawe, że na symbol miłości wybraliśmy roślinę, która pachnie rosołem.🌿Lubczyk.Roślina z rodziny selerowatych (lev...
14/05/2025

🌿To ciekawe, że na symbol miłości wybraliśmy roślinę, która pachnie rosołem.

🌿Lubczyk.
Roślina z rodziny selerowatych (levisticum officinale). Wysoka, bujna, pachnąca jak niedziela u babci. Naukowo, aromatyczne wieloletnie zioło pochodzące z rejonu Iranu i Afganistanu. Botanicy cenią je za olejki eteryczne, głównie ftalidy, które działają rozkurczowo i moczopędnie i kumaryny, które pobudzają krążenie i mają działanie rozgrzewające (podejrzewam, że tu właśnie kryje się cała ta magia) .Wiedźmy za coś więcej, za właściwości „otwierające serce”.
Lubczyk w średniowieczu był obowiązkowy w każdym zielniku. Nie po to, by robić rosół, lecz po to, by rozkochać. Dziewczęta parzyły go, nacierały się, piły. Bo „miłość” to też chemia i czasem placebo wystarcza, by ruszyć całą reakcję łańcuchową.

❤️Nazwaliśmy go lubczyk, bo „lubić” to niegdysiejsze „kochać”. Symbol miłości, który pachnie jak niedzielny obiad. Ironia losu. Albo dowód, że serce faktycznie siedzi w żołądku.

Wiadomka, nie działa na każdego. Ale działa na wyobraźnię. A to czasem silniejsze niż jakiekolwiek zioło.

Adres

Kłodawa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Z pamiętnika dzikiej matki umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Z pamiętnika dzikiej matki:

Skróty

Udostępnij